18.08.16, 08:00

Największe kłamstwo oświęcimskie to „polskie obozy zagłady”

Wiele krajów w prawie karnym ma zapisane tak zwane „kłamstwo oświęcimskie”. W Polsce reguluje to nie kodeks karny, ale art. 55 Ustawy o IPN, który brzmi następująco: „Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3”. Przepis kuriozum pod każdym względem, przede wszystkim prawnym, ale także politycznym, społecznym i historycznym. Ktokolwiek powie lub napisze, że w Auschwitz nie było komór gazowych i nie mordowano ludzi, ten może zostać przestępcą. Zwracam uwagę, że w takim stwierdzeniu nie ma nic poza ignorancją, czy propagandą polityczną lub ideologiczną, a to w żadnym prawie jako takie karane nie jest. Odnosząc „kłamstwo oświęcimskie” do innych niemniej albo jeszcze bardziej tragicznych wydarzeń, bardzo łatwo uchwycić absurd tego zapisu prawnego. Nie jest prawdą, że w Auschwitz doszło do największego ludobójstwa, co często jest podkreślane przy różnych okazjach. Na przełomie wieku XIX i XX belgijski król Leopold II wymordował od 5 do 15 milionów mieszkańców kolonii Kongo Belgijskie. Historia ta jest niemal anonimowa, przez ponad sto lat ludzkość niewiele o tej rzezi wiedziała. Prawdopodobnie jedną z głównych przyczyn utrzymania w tajemnicy tak potężnej zbrodni są ofiary. Byli to rdzenni mieszkańcy Konga, wówczas nazywani dzikusami. Drugą przyczyną są kaci, czyli „cywilizowani” Belgowie, którzy przez lata skutecznie cenzurowali swoje zbrodnie. Właściwie jedyne poważne opracowanie dotyczące ludobójstwa w Kongo Belgijskim zostało opublikowane dopiero w 1999 roku. Książkę pod tytułem „Duch króla Leopolda” napisał Adam Hochschild, amerykański dziennikarz, nie pomogło to jednak wiele w nagłośnieniu belgijskiego bestialstwa.

Prócz olbrzymiej skali zbrodni, w Kongo dochodziło do nieprawdopodobnego okrucieństwa, dość powiedzieć, że jedną z „rozrywek” zwyrodnialców, było obcinanie dzieciom kończyn. Auschwitz przy Kongo Belgijskim wydaje się jedną z wielu zbrodni, jednak podważanie faktu, że Belgia wymordowała od 5 do 15 milionów ludzi nie wywołuje żadnych skutków prawnych. Prokurator nie postawi też zarzutów nikomu, kto powie albo napisze, że w Katyniu NKWD nie wymordowało kilkadziesiąt tysięcy polskich oficerów. Jedynie za kwestionowanie zbrodni w Auschwitz w wielu krajach najzwyczajniej w świecie można pójść siedzieć, w Polsce maksymalnie na 3 lata. Zestawiając ludobójstwo w Kongo Belgijskim z Auschwitz, gołym okiem widać, kto na świecie potrafi zadbać o swoje interesy i godność, a kto jest traktowany, jak „dzikusy” z buszu. Żadne racjonalne przesłanki nie wskazują na zasadność funkcjonowania unikalnego prawa, mimo to prawie wszyscy wiedzą, co to jest „kłamstwo oświęcimskie” i czym grozi, no i o to twórcom zapisu chodziło. Polska po raz pierwszy zamierza wprowadzić do kodeksu karnego inny artykuł dotyczący kłamstwa o „polskich obozach zagłady”. W przeciwieństwie do „kłamstwa oświęcimskiego” ten artykuł ma pełne podstawy prawne i to w dodatku bardzo klasyczne. Zarzucanie komuś ludobójstwa jest po prostu zniesławieniem lub/i znieważeniem. Czym innym jest twierdzić, że coś się nie wydarzyło, a czym innym, że konkretny człowiek albo naród popełnił zbrodnię ludobójstwa.

Pomimo tak ewidentnej różnicy w podstawie prawnej i logice, w ułamku sekundy odezwały się w Polsce głosy, że nowe prawo „nas ośmiesza”. Nie będę nawet wchodził w analizę „argumentacji”, bo na nudności się zbiera, napiszę tylko tyle, że jak zwykle chodzi o te same brednie: martyrologia, kompleksy, przewrażliwienie i tak dalej. Warto się głębiej zastanowić czym jest spowodowana ta odruchowa reakcja? Tajemnicy się nie doszukamy, same stare prawdy. Polacy sięgnęli po narzędzia, które są zarezerwowane dla narodów wybranych. Dla zasady wskazuje się „dzikusom” z Polski, że na takie prawo mogą sobie pozwolić Żydzi, Amerykanie, Francuzi, góra Szwedzi, a nie jakieś Kongo Belgijskie znad Wisły. Olbrzymie znaczenie dla blokowania przepisu ma też „Przedsiębiorstwo holokaust”. Obarczanie Polski zbrodniami Niemców po prostu się opłaca, tak finansowo, jak i politycznie. Tymi oszczerstwami Żydzi wymuszają na Polsce choćby „reprywatyzację”, z kolei Niemcom obecny stan rzeczy odpowiada z przyczyn oczywistych.

Proponowany przez Zbigniewa Ziobro nowy artykuł w kodeksie karnym jest ruchem nie tylko mądrym, sprawiedliwym i prawnie słusznym, ale jest koniecznością od dawna wyczekiwaną. Będzie jazgot, będą durne żarty i wszystko po to, żeby Polska pozostała Kongo Belgijskim, ale tym bardziej trzeba doprowadzić proces legislacyjny do końca. Państwo musi mieć narzędzia do obrony swoich granic, ale też godności, powagi i interesów. Proponowanie, aby Polska na oszczerstwa reagowała spokojnym, naukowym pokazywaniem prawdy, jest więcej niż naiwnością, to sabotaż. Nigdy nie uda się zwalczyć propagandy naukowymi rozprawami. Dlatego nieważne jest, czy uda nam się posadzić jakiegoś przemysłowca od holokaustu z NYT, pewnie się nie uda, ważne, że prawnie będzie można takiego łajdaka zrównać z oszczercą. Inna wielka korzyść to już bezproblemowe rozliczanie polskojęzycznych przedstawicieli „zachodnich mediów”. Dla nich czasy bezkarnego oczerniania Polski „względami geograficznymi” skończą się na pewno, bo największe kłamstwo oświęcimskie, to „polskie obozy zagłady”!

Matka Kurka