14.10.15, 11:34

Nauka powinna uwzględniać działanie Boga

Większość ludzi na świecie wierzy, że wydarzenia nadnaturalne są realnymi wydarzeniami, mimo że nie występują one regularnie i nie można ich przewidzieć. Współczesna nauka usiłuje znaleźć wyjaśnienia dla wszystkich zdarzeń na podstawie naturalnych przyczyn i skutków. Negowanie cudów, które realnie się zdarzają, tylko dlatego, że nie są powtarzalne i naturalne, jest poważnym błędem dzisiejszych naukowców.

prof. R.A. Carhart

<<< EWOLUCJA CZY KREACJONIZM? BÓG CZY NAUKA? DLACZEGO KATOLICYZM MA RACJĘ? ZOBACZ SAM! >>>

Nauka świadczy o Bogu

Jeśli przypomnimy sobie, jak przebiegał rozwój nauki na Zachodzie, bez trudu zauważymy, że aż do XIX wieku absolutna większość naukowców wyznawała chrześcijaństwo. Kartezjusz, Kopernik, Kepler, Newton, Pascal czy Leibniz – to są nazwiska osób, bez których dzisiejszy postęp nauki byłby niemożliwy. Ci wielcy naukowcy otwarcie uznawali nadprzyrodzone działanie Boga w obserwowanym świecie. Na przykład Kepler, po opublikowaniu swojej pracy o ruchu planet, powiedział: „Widzimy, jak Bóg, podobnie do ludzkich architektów, zaplanował budowę świata według porządku i zasad i wszystko dokładnie zmierzył”. Również Newton twierdził, że układy planetarne w kosmosie „mogą funkcjonować tylko dzięki myśli i panowaniu inteligentnej i wszechmocnej Osoby” – Boga. Świadczą o tym także współcześni naukowcy. Na przykład Arno Penzias, laureat Nagrody Nobla, stwierdził: „Najlepsze dane, jakie posiadamy, dokładnie odpowiadają temu, co przewidziałbym, mając do dyspozycji wyłącznie Pięcioksiąg Mojżeszowy, psalmy i całą Biblię”. Po prostu widać gołym okiem, że wszechświat nie powstał sam, tylko został stworzony w sposób nadnaturalny – i nawet najwięksi naukowcy zwracają na to uwagę.

Niestety, w kulturze Zachodu nauka została pożeniona z naturalizmem. W mediach, odczytach publicznych, wypowiedziach polityków i nawet w publikacjach naukowych bez przerwy się podkreśla, że naukowe jest tylko to, co jest naturalistyczne. Tymczasem wielu ludzi doznaje cudów lub jest ich świadkiem i te nadnaturalne wydarzenia są dla nich tak samo realne jak materialna rzeczywistość opisywana przez naturalistyczną naukę, która neguje samą możliwość wystąpienia cudu. Stąd pojawia się wrażenie, że nauka i wiara sobie nawzajem zaprzeczają.

Wiara w materializm

Weźmy na przykład cud rozmnożenia chleba. Wspominają o nim wszyscy czterej ewangeliści, zaznaczając, że Jezus miał do dyspozycji pięć chlebów i dwie ryby. Jego uczniowie zaobserwowali realne wydarzenie nakarmienia ponad pięciu tysięcy ludzi i zebrania 12 pełnych koszów resztek. Początkowa i końcowa ilość jedzenia jest określona ze stuprocentową pewnością i poświadczona przez dwóch świadków – ewangelistów Mateusza i Jana. Niewątpliwie to właśnie apostołowie rozdawali ludziom jedzenie, które zostało rozmnożone.

W sposób oczywisty prawa zachowania masy i energii mówią, że takie wydarzenie jest niemożliwe. Jeśli nauka ogranicza się wyłącznie do naturalizmu, jest zmuszona negować ten fakt, zaobserwowany przez wielu ludzi, którzy realnie się najedli i zliczyli kosze z resztkami. Uczciwość intelektualna wymaga uznania dokonanego i poświadczonego faktu. Dlatego uczciwi naukowcy przywiązani do materializmu usiłują rozwiązać ten konflikt, mówiąc: „pewnie kiedyś znajdziemy naturalistyczne wyjaśnienie”. W rzeczywistości takie twierdzenie jest wyznaniem wiary w materializm.

Często ta wiara w materializm prowadzi do absurdów i nienaukowego podejścia do wyników badań naukowych. Mówi o tym Richard Lewontin, światowej sławy genetyk z Harvardu, zajmujący się biologią ewolucyjną: „Kluczem do zrozumienia prawdziwej walki nauki z tym, co nadnaturalne, jest nasza wola przyjmowania twierdzeń naukowych niezgodnych ze zdrowym rozsądkiem. Stajemy po stronie nauki pomimo oczywistego absurdu w jej konstrukcji, pomimo jej niezdolności spełnienia poczynionych przesadnie obietnic dotyczących zdrowia i życia, pomimo tolerancji środowisk naukowych dla historyjek „jak by było, gdyby było” bez pokrycia, czynimy to dlatego, że jesteśmy oddani materializmowi. [...] Odwołanie się do wszechmocnego bóstwa oznaczałoby, że w każdym momencie prawa natury mogą być złamane i mogą się wydarzyć Cuda”. Jak widać, cuda nie są uznawane tylko dlatego, że niektórzy nie uznają cudów, i prof. Lewontin uczciwie to przyznał.

<<< CHCESZ MIEĆ SZCZĘŚLIWE MAŁŻEŃSTWO? PRZECZYTAJ INSTRUKCJĘ! >>>

Pozorna sprzeczność

Współczesna nauka obrała takie podejście do świata, w którym każde zjawisko jest wynikiem naturalnego łańcucha przyczyn i skutków, dających się zaobserwować, powtórzyć, odtworzyć. W tym podejściu badany system jest traktowany jako bezosobowy, mechaniczny układ, opisywany wzorami matematycznymi, a zadaniem nauki jest wykrycie naturalnych powiązań przyczynowo-skutkowych.

Tymczasem Bóg jest osobą spoza systemu materialnych przedmiotów. Jest On niezależny, suwerenny i ma moc nad naturą. Bóg nie mieści się w ramkach naturalistycznych koncepcji, gdyż te koncepcje są zbyt wąskie. Działanie Boga jest indywidualne, niepowtarzalne, wynika z wolnego wyboru i nie podlega prawom natury – dlatego w sposób naukowy jest ono niemożliwe do przewidzenia i odtworzenia w warunkach laboratoryjnych.

Czy oznacza to, że nauka nic nie może powiedzieć o Bogu i Jego nadnaturalnym działaniu?

Może bardzo wiele powiedzieć, dokładnie badając fakty przed dokonaniem cudu oraz po tym wydarzeniu. Tak właśnie się stało w przypadku rozmnożenia chleba, kiedy to dokładnie stwierdzono ilość pożywienia przed nadnaturalną ingerencją Jezusa oraz po niej. Tak samo dzieje się w przypadku cudów eucharystycznych: bada się, czy przed cudem był to fragment konsekrowanej Hostii, a eksperci wypowiadają się na temat tego, w co ta Hostia została przemieniona. W przypadku cudu w Sokółce badania wykazały, że tylko część Hostii przemieniła się w tkanki ludzkiego serca, a część zachowała strukturę chleba. To są dane naukowe, absolutnie niepodważalne (zob. artykuł Przeciw faktom nie ma argumentu, „Miłujcie się!”, nr 3/2012).

Również cudowne uzdrowienia nieraz są dokładnie udokumentowane – wyniki badań lekarskich sprzed uzdrowienia pokazują stan zdrowia pacjenta, często nieuleczalnie chorego, a następnie mamy wyniki badań po uzdrowieniu. Na przykład wybitny lekarz Alexis Carrel obserwował chorą na gruźlicę otrzewnej Marie Bailly, której choroba osiągnęła stan terminalny. Kiedy dziewczyna została przyniesiona do Groty Objawień w Lourdes, była w stanie agonalnym, dokładnie opisanym przez Carrela. Po modlitwie w grocie Marie na oczach zdumionego lekarza odzyskiwała zdrowie – jej policzki nabierały rumieńców, jej puls i oddech się uspokoiły, a jej opuchnięty brzuch wracał do normalnego stanu. Alexis Carrel był świadkiem realnej nadprzyrodzonej ingerencji Boga, którą w sposób naukowy udokumentował. Niestety, oddani materialistycznemu naturalizmowi koledzy naukowcy nie dali wiary świadectwu Carrela.

Kościół katolicki docenia wagę rzetelnych badań naukowych i nie uznaje cudów tak długo, aż nie zostaną one zbadane. Na przykład w przypadku cudu kanonizacyjnego św. Jana Pawła II naukowcy musieli potwierdzić, że Floribeth Mora DÍaz była nieuleczalnie chora na tętniak mózgu i rzeczywiście została uzdrowiona w wyniku cudownej ingerencji Boga, dzięki modlitwie i wierze.

Nauka musi zmienić swoje podejście

Jako profesor fizyki muszę z mocą podkreślić, że napięcie między nauką a wiarą w nadnaturalne działanie Boga jest sztucznie wytworzone przez materialistyczną wiarę, wszczepioną w naukę. Dlatego uważam, że dalszy rozwój nauki, który umożliwi naukowcom lepsze opisywanie oraz rozumienie świata, wymaga od nas wszystkich uznania możliwości zaistnienia nadnaturalnych wydarzeń.

Zamiast ślepej wiary w to, iż „kiedyś to zostanie wyjaśnione naturalistycznie”, naukowiec może przecież przyjąć, że ma do czynienia ze zjawiskiem „prawdopodobnie nadnaturalnym”. Jego zadaniem wówczas byłoby wykrycie, do jakiego stopnia naturalistyczna i materialistyczna wiedza może wyjaśnić dane zjawisko.

W ten sposób bez szkody dla rzetelności i uczciwości metodologii oraz meritum badań naukowych można przyjąć jako tezę roboczą, że pochodzenie życia mogło mieć realne źródło nadnaturalne. W rzeczywistości ta teza jest nie do obalenia, ponieważ wszelkie znane zjawiska fizyczne i chemiczne nie są zdolne do samoczynnego (naturalnego) wytworzenia komórki żywej. Przyjęcie jej pozwoli na prowadzenie badań bez wymuszania na naukowcach wyników zgodnych z tylko jednym obowiązującym światopoglądem – materialistycznym, często zmuszającym do negowania oczywistych faktów i rozumowania wbrew rozumowi.

R.A. Carhart, emerytowany profesor fizyki, University of Illinois, Chicago

Źródło: Miłujcie się! 04/2015


 

 

Komentarze

anonim2015.10.12 22:32
Dobrze że pod koniec XX w. Kościół przyjął chociaż do wiadomości, że Zimie obiega Słońce.
anonim2015.10.12 22:33
Miało być Ziemia :)
anonim2015.10.12 22:39
Jeśli macie na to jakieś dowody to jak najbardziej uwzględni.
anonim2015.10.12 22:41
@zaneta155 Prawie masz rację, tzn widziałem wielu ludzi którzy świadczyli i udostępniali wyniki badań poświadczających że Pan Bóg wysłuchał próśb o uzdrowienie i uleczył w przypadkach w których żadne lekarstwa pomóc nie mogły. Ja sam mogę zaświadczyć o tym że moje dolegliwości nie ulegały medykamentom a poprawa mojego zdrowia następowała po rozmowie z Panem Bogiem. I nadal wierzę i jestem pewny tego, że Pan Jezus wysłucha mnie i uzdrowi jeśli uzna, że to dla mnie jest dobre. @ mniemanologia - udowodnione istnienie Pana Boga nie zniszczy religii może jedynie spowodować to, że wiedza zastąpi wiarę. Oddawanie czci i chwały i uwielbienie będzie trwało nadal. Zresztą udowodnienie formalne nie jest niezbędne. Prywatnie, tzn każdemu z nas, Pan Bóg pozwala się poznać i tak właśnie, bezpośrednio, udowadnia swoje istnienie. Dowodów należy szukać w sobie, w swoim życiu, bo tego wymagają relacje łączące nas z naszym Stwórcą - osobiste i wyjątkowe. "Szukajcie a znajdziecie..", "O cokolwiek prosić Mnie będziecie to uczynię..."
anonim2015.10.12 22:47
Ech, tylko Amerykanie potrafią wypisywać takie bzdury... "można przyjąć jako tezę roboczą, że pochodzenie życia mogło mieć realne źródło nadnaturalne. W rzeczywistości ta teza jest nie do obalenia" W rzeczywistości istnieje teoretycznie nieskończona liczba tez "nie do obalenia". Np. prawdziwość buddyzmu również jest "nie do obalenia", tak samo jak prawdziwość hinduizmu. Nie do obalenia jest również teza, że pan Carhart ma poważne problemy z logiką na poziomie szkoły średniej.
anonim2015.10.12 22:55
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391
anonim2015.10.12 23:34
Artykuł cechuje pomieszanie pojęć. Należy odróżnić naturalizm metafizyczny od metodologicznego. Naturalizm metafizyczny głosi z grubsza, że nie ma Boga, ani bogów, a istnieje tylko to, czego istnienie stwierdzają nauki przyrodnicze. Jest to więc pewien pogląd metafizyczny (lub jak kto woli: ontologiczny). Naturalizm metodologiczny jest założeniem badawczym, że w wyjaśnieniach naukowych nie należy odwoływać się do takich obiektów, jak Bóg, bogowie, anioły, demony, czy mzimu. Powód jest taki, że wyjaśnienia naukowe powinny dostarczać zasadniczo przewidywań. Jeśli powiemy, że Bóg stworzył człowieka, to jest to prawda - a w każdym razie może to być prawda - ale nie wyjaśnia nam to, w jaki dokładnie sposób powstał człowiek. A to właśnie interesuje naukę. Być może jest jakieś mzimu wywołujące choroby (według mnie nie), ale nie wyjaśnia nam to, jaki przebieg ma dana choroba i jak ją leczyć. Może diabły i anioły potrafią wywoływać burze (jak się postaramy, to być może i my będziemy potrafili), ale nie wyjaśnia nam to mechanizmów powstawania burz. Bóg może robić cuda, ale nauka nie bada cudów, tylko naturalny bieg rzeczy. Już w średniowieczu to rozumiano. Nauka jako taka nie może stwierdzić, że dane nadzwyczajne zdarzenie jest cudem, może natomiast stwierdzić, że jest ono niewytłumaczalne w świetle aktualnego stanu wiedzy. Nie ma powodu, by przyjmować, że powstanie życia wymagało nadzwyczajnej interwencji Boskiej. Natomiast prawdą jest - z punktu widzenia teologii chrześcijańskiej - że Bóg współdziała z przyczynami stworzonymi (concursus divinus naturalis). Dotyczy to nie tylko zdarzeń niewytłumaczalnych w świetle naszej wiedzy, lecz wszelkich zdarzeń. Czym innym są ustalenia nauki, a czym innym są wnioski metafizyczne, jakie się z nich wyciąga. Ateiści lubią wyobrażać sobie, że skoro nauka milczy o Bogu, to znaczy, że Boga nie ma, albo nic o Jego istnieniu nie wiadomo. Tymczasem nauka milczy o Bogu z racji metodologicznych. Istnienie Boga nie ma wyjaśniać poszczególnych fenomenów, lecz istnienie świata jako całości. @Pet003. Na pytanie, po co Bogu tak wielki wszechświat, odpowiedź brzmi: aby objawiła się Jego chwała. A gdyby wszechświat był mniejszy, odpowiedź byłaby taka sama. @ Zumastix. Kościół przyjął do wiadomości hipotezę heliocentryczną w 1822 roku, gdy zaobserwowano paralaksę gwiezdną, stanowiącą empiryczne potwierdzenie ruchu Ziemi, o ile za punkt odniesienia przyjmie się tzw. sferę gwiazd stałych. Galileusz nie podał dowodów na ruch Ziemi, które byłyby akceptowalne z punktu widzenia dzisiejszej nauki.
anonim2015.10.12 23:36
Równie dobrze, jako tezę nie do obalenia, można przyjąć, że życie na poziomie komórkowym powstało samoistnie. Jakoś nie podoba, i nigdy nie podobała się idea "Boga zapchajdziury". Wspomniany Newton, jak wymodelował wg swoich równań Układ Słoneczny, to mu się nieznacznie rozjeżdżała teoria z doświadczeniem. Zamiast uznać niedoskonałość teorii, "zatrudnił" Boga, jako "Wielkiego zegarmistrza", który regulował ruch planet. W XX wieku, kiedy prof. Razgłaz (Onestone) przedstawił OTW, okazało się, że to niedoskonałość teorii. Bóg (bóg) musiał się "posunąć" a ateiści grali fanfary. Podobnie może się okazać za jakiś czas z innymi teoriami, z pochodzeniem życia na Ziemi włącznie. Śmieszne jest to, że profesor usiłuje załagodzić konflikt, który nie istnieje. Niedouczonych odsyłam do Fides et Ratio oraz dokumentów SV I.
anonim2015.10.12 23:39
JK: dziękuję, zapomniało mi się o tym rozróżnieniu naturalizmów. Pozdrawiam
anonim2015.10.12 23:42
Czym właściwie jest ta nauka, którą niektórzy chcieliby przeciwstawić religii ? - rozpoznawaniem rzeczywistości przy użyciu rozumu. Jeśli zaś rozum ją rozpoznaje to znaczy, że posiada do tego pewną zdolność, która jest właściwa człowiekowi. Świat jest również w jakiś sposób rozpoznawany również przez zwierzęta - w jaki, tego niezbyt dokładnie wiemy. Możemy jednak stwierdzić, że nasze poznanie rozumowe posiada pewne ograniczenia, które powodują że nie jesteśmy w stanie poznać pełni rzeczywistości, ani jej głębi. Dlaczego zatem usiłuje się a priori odrzucić "nadprzyrodzoność" ? Czy nie jest to jakaś próba ograniczania wielowymiarowości świata, a zarazem sposobów jego poznawania ? Dlaczego rozróżniać materię żywą od martwej, a nie przyjmować istnienia tego, co jest duchowe, czyli niematerialne ? Dlaczego odrzucać wpływ ducha na materię, skoro ona sama zmierza ku rozpadowi ? Rozum ludzki jest w stanie odpowiedzieć na te i wiele innych podobnych pytań ? A może jest tak, że uchylając się od ich stawiania i odpowiedzi na nie usiłuje po prostu przeciwstawić się temu co jest "nadprzyrodzone" i działanie to w ostateczności doprowadzi go do klęski, po której nie będzie miał już wyjścia i uzna Największą Tajemnicę, czyli Boga.
anonim2015.10.12 23:42
@J.A. Również pozdrawiam.
anonim2015.10.12 23:48
Komentatorzy dyskutują z wytworzonymi przez siebie sofizmatami, nie z faktami. Fakty są takie, że człowiekowi odrosła ucięta noga skutkiem modlitwy i tego nie umie wytłumaczyć ani przyjąć nauka oparta na materializmie, więc traktuje to jako fałsz czym się ośmiesza. Nauka która pomija rzeczywiste fakty nie jest nauką, ale parodią.
anonim2015.10.12 23:58
@Darth Maul. Twoje pierwsze pytanie brzmi jak jakaś pretensja do Pana Boga, że stworzył nas tak malutkimi w stosunku do wszechświata, że prawie nas w nim nie widać ? Jeśli jednak wyjdziesz wysoko na górę, to widzisz ludzi na dole ? - również nie, a to dlatego że ani Ty, ani ja nie jesteśmy bogami. Jesteśmy stworzeniami, które mają taki świat, jaki jest na ich miarę, a nie Boga. Natomiast to, że poniekąd nie czujemy się u siebie na Ziemi wynika właśnie z tego, że jedynie po części pochodzimy z jej prochu, dusza zaś nie jest z tego świata - ona wyszła bezpośrednio od Boga. Przed grzechem pierworodnym człowiek nie odczuwał tej dwoistości, dopiero po nim ją dostrzegł. Chrystus przywraca prawdziwą jedność duszy i ciała, co więcej wznosi ją ku nowemu, nadprzyrodzonemu wymiarowi.
anonim2015.10.13 0:02
@Zumastix "Dobrze że pod koniec XX w. Kościół przyjął chociaż do wiadomości, że [Ziemia] obiega Słońce." Jej, skąd się tacy biorą? A jak myślisz, kto udowodnił, że Ziemia obiega Słońce? Podpowiem: był pracującym w papieskim Rzymie, w obserwatorium zmodernizowanym osobistą decyzją papieża księdzem katolickim. Och, i nie było to w XX wieku. I dlaczego wciąż są ignoranci, którzy opowiadają takie brednie? Najpierw ten od płaskiej ziemi, a teraz tu...
anonim2015.10.13 0:02
@ Darth Maul. Okazuje się, że życie - takie jakie znamy - może powstać wyłącznie we wszechświatach dostatecznie dużych, dostatecznie starych i dostatecznie ciemnych. Musi być po prostu dość czasu, by powstały pierwiastki potrzebne do powstania życia. Im dłużej zaś trwa wszechświat, tym bardziej się rozszerza (bo wielki wybuch). Stąd te pierdyliony. Odsyłam do książki Barrowa "Książka o niczym". A czy Bóg mógłby stworzyć wszechświat rządzący się innymi prawami, w którym nie trzeba byłoby tyle czasu, by mogło powstać życie? Zapewne tak, ale o tym nic wiedzieć nie możemy. Wyroki opatrzności Bożej są niezbadane, bo nie ma jak badać. A dlaczego umieścił nas na planecie, na której nie czujemy się jak u siebie? Katolicka odpowiedź byłaby taka, że natura ludzka uległa skażeniu wskutek grzechu pierworodnego i dlatego nie czujemy się jak u siebie - nie umiemy żyć, jak należy i nie pamiętamy, po co żyjemy. Dlatego jesteśmy w tym świecie obcy. Jeśli zaś taka odpowiedź jest niezadowalająca, to ja z kolei spytam: a gdzie istota rozumna może się czuć, jak u siebie? Może poczucie "nie u siebie" jest ceną płaconą za rozumność?
anonim2015.10.13 0:05
@JK "Kościół przyjął do wiadomości hipotezę heliocentryczną w 1822 roku" Dokładniej w 1820. Ale co ciekawsze, dowód na jej prawdziwość znalazł ksiądz katolicki 14 lat wcześniej. "Galileusz nie podał dowodów na ruch Ziemi, które byłyby akceptowalne z punktu widzenia dzisiejszej nauki." Galileusz nie tylko nie podał dowodów, ale jego argumenty, które uważał za "dowody" były bzdurne. W ogóle największą zasługą Galileusza jest skazanie przez Inkwizycję.
anonim2015.10.13 0:06
@Darth Maul. "Zważyć, zmierzyć, opisać" nie oznacz jeszcze wcale do końca wyjaśnić. Bardziej tu chodzi o dopasowanie zjawisk do kategorii jakimi posługuje się ludzki rozum. Wiele jednak rzeczy wymyka się tym kategoriom - po prostu rozum nie jest w stanie ich ogarnąć, a przynajmniej ogarnia je fragmentarycznie, w jakiejś drobnej ich części.
anonim2015.10.13 0:22
Odpowiedzią na pytanie o wielkość i właściwości Wszechświata wydaje się być zasada antropiczna. W uproszczeniu: Wszechświat jest, taki, jaki jest, bo gdyby był inny, to życie nie mogło by w nim istnieć i nie miał by się kto nad tym zastanawiać.
anonim2015.10.13 0:22
@Igor Tez Ci coś podpowiem: Moja wypowiedź o XX w. była żartem, więc nie przeżywaj.
anonim2015.10.13 0:49
@Igor. Jedyną zasługą Galileusza było to, że skazała go Inkwizycja - to jednak gruba przesada. A zaobserwowanie czterech księżyców Jowisza? A badania nad swobodnym spadkiem ciał?
anonim2015.10.13 1:13
Gdyby nauka uzględniała Boga prawdopodobnie nigdy takie coś jak Wielki Zderzacz Hadronów by nie powstało, bo zbyt by ingerował w sprawy boskie. Ten tok myślenia hamowałby progres.
anonim2015.10.13 7:18
@Darth Maul."Ogromne marnotrawstwo przestrzeni" - potwierdzasz, że masz jakiś kompleks maleńkości w tym świecie ? "Ogromny krok w tę stronę" - rozumiem, że w stronę wyjaśnienia zjawisk, ich złożoności, przyczyn, celu itd. Jakiś krok to pewnie jest, ale czy tak ogromny jak się nam zdaje ? My raczej nie staramy się dojść do prawdy o zjawiskach, lecz uczynić je użytecznymi dla nas. Ale według Ciebie to takie "metafizyczne ble,ble,ble". Nie wiem jakie bajki masz na myśli, ale zapewniam Cię że w wielu z nich jest zawarte o wiele więcej prawdy, niż w większości tzw."informacji" podawanych we współczesnych mediach. "Racjonalizując" świat na własny użytek gubimy często podstawowe prawdy, tworząc w ten sposób mity, którym się podporządkowujemy. Piszesz, że woda zajmuje 3/4 planety. A czy wiesz w jakim procencie składa się ona na ludzkie ciało ?
anonim2015.10.13 7:21
@Zumastix "Moja wypowiedź o XX w. była żartem" I pewnie jeszcze myślisz, że jesteś pierwszym w Internecie ignorantem, który jak palnie bzdurę to potem twierdzi, że to był żart? @JK "zaobserwowanie czterech księżyców Jowisza?" No ale w niebo się wpatrywało pół Europy wtedy, dzień później (tak, dokładnie dzień) zaobserwował je Marius, więc myślę, że to jakaś wielka zasługa dla ludzkości nie była. "A badania nad swobodnym spadkiem ciał?" E... jakie badania? Te, które robili Mazzoni, Moletti i Stevin? Czy może argumentacja, którą wysunął de Soto? :-) Galileusz był mistrzem, ale nie nauki a autopromocji.
anonim2015.10.13 8:38
Darth Maul: nie ogarniam Twojego toku rozumowania. Z jednej strony zarzucasz, że wg katolików Wszechświat ma kilka tysięcy lat (cóż, przykro mi, ale znajdują się wśród nas niedouczeni bracia, jednak nie należy na tej podstawie snuć wniosków odnośnie całości. Głupców można znaleźć w każdej szerzej zdefiniowanej grupie), a z drugiej zarzucasz Bogu, że a to Wszechświat za duży, a to Ziemia za mokra... Przyjmij taką roboczą hipotezę, że Bóg w swoim działaniu był/jest racjonalny. Stworzył Wszechświat, a nie kartonowy teatrzyk "ograniczony do jednej galaktyki" z Ziemią idealną jak scena w teatrze. Z klimą. Gdzie by była wówczas nasza wolność? Jak moglibyśmy myśleć racjonalnie w nieracjonalnym, sztucznym Wszechświecie? Gdzie podział by się wówczas światły ateizm, skoro oczywiste było by, że tylko jakaś "siła wyższa" trzyma ten nieracjonalny świat w kupie? No i wyobraź sobie ludzi w takim świecie. Wyrzynali by się w imię religii sto razy bardziej niż obecnie.
anonim2015.10.13 8:41
>Ach to zadufanie w sobie. Wszystko musi się kręcić wokół człowieka :) Znasz jakieś inne inteligentne byty, wokół których mogło by się kręcić? Być może kiedyś poznamy (niezłe wyzwanie dla teologii), ale na razie to mniemanologia (nomen omen ;)
anonim2015.10.13 9:02
@JK „Być może jest jakieś mzimu wywołujące choroby...” Gdyby takie mzimu istniało i było bytem świadomym, celowym, intencjonalnym to najlepszym sposobem walki z chorobami byłyby czynności mające na celu zyskanie przychylności mzimu, a nie zastrzyki, czy operacje. Założenie, że świat zachowuje się tak, jakby mzimu na niego nie wpływało , to właśnie naturalizm metodologiczny. Przez większość czasu swojego istnienia ludzkość próbowała wyjaśniać świat w oparciu o założenie , że istnieją władające nim byty świadome, intencjonalne i celowo działające. To taki sposób myślenia jest dla nas intuicyjny i najłatwiejszy. Jest tylko jeden problem – jest nieskuteczny. Dopiero odejście od takiego sposobu patrzenia na świat przyniosło spektakularny sukces, to leki leczą choroby, a nie magiczne zabiegi, modły i ofiary składane bogom Inaczej mówiąc – naturalizm metodologiczny jest skuteczny. Co jest mocnym argumentem na rzecz naturalizmu ontologicznego (jeśli nie widać przejawów mzimu, to, no cóż, mzimu najpewniej nie istnieje). Ale oczywiście, nie jest to argumentem rozstrzygającym. Dlatego nie jest prawdą, że nauka jest z góry zamknięta na nadnaturalne zjawiska. Nic z tych rzeczy – nauka bada rzeczywistość i jest otwarta na całą prawdę o niej. Nauka wypracowała pewne metody oddzielania prawdy o rzeczywistości od naszych oczekiwań i pobożnych życzeń. I jak do tej pory, zjawiska nadnaturalne, wskazujące na istnienie rządzącej światem osobowej siły nie przeszły testów , które pozwalają stwierdzić, że w ogóle miały miejsce, że są czymś realnym.
anonim2015.10.13 9:03
Dudencjusz. Piszesz, że wiara jest ślepa. Jednak prawa nauki, które uznajemy, również oparte są o jakiś rodzaj wiary. My wierzymy, że są one prawdziwe tzn. odpowiadające rzeczywistości. Pewnie odpowiesz mi, że to nie jest wiara, tylko wiedza. Wiedzy nie da się jednak odłączyć od wiary. Jeśli na przykład wiemy, że jutro będzie zaćmienie Słońca, to zakładamy że Wszechświat w znanej nam postaci będzie jeszcze jutro istnieć i będą w nim obowiązywać te same prawa co dzisiaj. Chyba zgodzisz się ze mną, że to już jest kwestią wiary. Może zatem jest tak, że to nie wiara jest ślepa i bezrefleksyjna (chociaż tak może być), lecz staje się nią nauka, o ile odrzuca ona element wiary ?
anonim2015.10.13 10:29
@Dudencjusz. Wierzę (nie wiem), że mylisz nazwę mojego nicka przez pomyłkę. Tak jest z wieloma kwestiami, nad którymi się na co dzień nie zastanawiamy. Po prostu przyjmujemy, że tak jest. Również nauka przyjmuje pewne podstawowe aksjomaty, bez których nie mogłaby się rozwijać. Czy zaprzecza to "nadprzyrodzoności" ? - nie, ale i jej nie potwierdza. Po prostu nie jest w stanie jej ogarnąć, ponieważ "nadprzyrodzoność" wykracza poza granice ludzkiego rozumu. Dlaczego jednak w takim razie ją odrzucać ? - może ona ma nam coś znacznie bardziej ważnego dla nas do powiedzenia od nauki i bez otwarcia się na nią (pozarozumowego) ograniczamy jednak nasze rozumienie rzeczywistości, a więc blokujemy dostęp prawdy do naszego umysłu ?
anonim2015.10.13 12:14
@Darth A żeby było śmieszniej, ogromna większość tej wody (pomijając jej znaczenie dla przyrody i klimatu) jest dla nas - ludzi - bezużyteczna. Nie nadaje się do picia ani nawadniania pól. Brawo!!! Czyli niezwykle precyzyjny mechanizm uzdatniania wody (czyli powstawania chmur, wywoływania deszczów, stąd powstawania rzek), jak też regulacji temperatury i wilgotności na ziemi nie ma znaczenia dla życia... Jak już skończysz gimnazjum to w liceum dowiesz się, że za to wszystko odpowiadają oceany...
anonim2015.10.13 12:18
@Dudencjusz. To "pokojowe współistnienie" na które się zgadzasz brzmi jak oferta rozejmu, skądinąd formuła znana raczej w polityce. Nie zgodzę się jednak, że w nauce brak jest takich aksjomatów, których jesteśmy w stanie dowieść "do końca", bez odwołania się do wiary. Z dowodzeniem istnienia Boga przez naukę jest znowu tak, że nie do końca wiemy o jaki "dowód" nam chodzi ? Natomiast czy "wiara nie jest od oceniania zdobyczy naukowych" - w takim razie oznacza to, że nauka sama się weryfikuje, co jest stwierdzeniem uzasadnionym i oczywistym. Niemniej jednak nie zgodzę się z tym, że nie ma takich pól, na których nauka i wiara nie mogą się ze sobą spotkać. Na przykład istnieje cały szereg pytań odnośnie etyczności nauki, na które nie jest ona w stanie odpowiedzieć w ramach swoich kompetencji
anonim2015.10.13 15:56
@Dudencjusz. No tak, rozejm niepotrzebny, skoro wystarczy ignorancja w podejściu do spraw wiary. Natomiast jako przykład aksjomatu, którego nie da się udowodnić podam choćby założenie trójwymiarowości świata. My sobie tak go porządkujemy, ponieważ nie mamy zdolności poznawczych ujmowania go w innych wymiarach. A poza tym nie chcę udawać jakiegoś uczonego, skoro ze mnie jest prosty chłop i nauka nie jest w stanie odpowiedzieć mi na wiele pytań. ? Dlatego już pozostanie mi tkwić w "zabobonie wiary". Ale dziękuję za podjęcie dyskusji.
anonim2015.10.13 16:17
@Igor Takie odpowiedzi się spodziewałem. Myśl sobie co chcesz i niech ci buta przyświeca.
anonim2015.10.13 17:03
"można przyjąć jako tezę roboczą, że pochodzenie życia mogło mieć realne źródło nadnaturalne. W rzeczywistości ta teza jest nie do obalenia" W rzeczywistości to to nie spełnia nawet formalnych wymogów bycia tezą.
anonim2015.10.14 0:04
Kawalkadę argumentów bez sensu widzę i w tekście i w komentarzach. -Fluktuacji kwantowych nie da się przewidzieć i odtworzyć, ale potrafimy je obserwować. Boga niestety nie. -Patomorfolodzy nie przeprowadzili żadnych badań histochemicznych, więc nie mieli możliwości stwierdzenia, czy w Sokółce to była tkanka serca, ani genetycznych w celu sprawdzenia, czy jest to tkanka ludzka. Cud w Sokółce to lipa. -Marie Bailey miała gruźlicze zapalenie otrzewnej, ale nie typu serowato-ropnej, a tylko ten typ ma złe rokowanie -to że coś jest nie do obalenia, źle świadczy o twórcy teorii. Oznacza to, że chce was oszukać intelektualnie -Konkluzja, że znane zjawiska fizyczne i chemiczne nie mogły stworzyć życia wywodzi się z argumentum ad ignorantiam i jest to błąd logiczny A z komentarzy głupsze rzeczy: -Inteligentny projekt jest głupim argumentem. Albo bóg stworzył prawa natury, więc ich "idealność" jest arbitralna, mogłyby być jakiekolwiek i było by git, albo bóg dostosował się do istniejących praw natury, co świadczy przeciwnie do jego wszechmocy, pytanie skąd wzięły się prawa jest bez odpowiedzi i generalnie jest on zupełnie niepotrzebny. -Widzę też tu gadki o "celowości". Przypisywanie celu rzeczom jest związane ze sposobem myślenia wyniesionym z dawnych czasów. Sztuczne przypisywanie celowości przedmiotom czy układom nie ma żadnego uzasadnienia, a wprowadza jakieś idiotyczne hipotezy. Plus komentarze Eccehomo -Czy wiesz że twoja dziewczyna nie jest doskonale zrobionym bionicznym robotem przysłanym z przyszłości, aby pilnował tego, byś nie obalił rewolucji androidów, czy raczej jest to kwestia wiary? Jak wysoka musi być pewność informacji aby zakwalifikować ją jako wiedzę, a nie wiarę? Bawisz się w sofizmaty. -Nauka zajmuje się badaniem istnienia 4 wymiarów. Funkcjonuje pojęcie czasoprzestrzeni gdzie czas jest czwartym wymiarem, są badania nad kontinuum Minkowskiego. Ba, przy badaniach nad teorią strun buduje się układy 11-wymiarowe. Nauka ma więcej odpowiedzi niż ci się śniło, po prostu je zwyczajnie olewasz
anonim2015.10.14 13:36
@cowiek Chciałem skrócić to więc mogło wyjść niejasne więc rozpiszę to dokładniej Są tylko dwie możliwości do rozważenia, albo bóg stworzył prawa natury albo nie. 1. Jeśli bóg stworzył prawa natury, to argument ID, że wszystko jest do siebie idealnie dopasowane przeto bóg, nie ma prawa bytu. Mógł postawić ziemię 100km od słońca lub 30 tysięcy lat świetlnych od słońca i na jego rozkaz byłoby dobrze. Innymi słowy kwestia dopasowania do praw natury jest tu arbitralna i nie niesie ze sobą żadnej mocy dowodowej. 2. Jeśli bóg nie stworzył praw natury to w takim razie skąd się wzięły? Były stale we wszechświecie, powstały same czy coś potężniejszego od boga je stworzyły? Jeśli bóg musiał się do nich dostosować to czy nie oznacza to że nie jest wszechmocny? To tylko parę pytań jakie się pojawiają, a jest ich znacznie więcej i wszystkie są na niekorzyść koncepcji boga. A czy jesteśmy w stanie postrzegać światło infraczerwone lub ultrafioletowe? Czy potrafimy usłyszeć infra bądź ultradźwięki? A co z promieniowaniem bądź różnego rodzaju falami np.radiowymi? Czy to, że ich nie widzimy, nie słyszymy i nie czujemy oznacza, że ich istnienie nie jest faktem? Nasze postrzeganie się zwiększa wraz z rozwojem nauki i inżynierii, poprzez tworzenie coraz doskonalszych urządzeń i metod obserwacyjnych. Już dawno przestaliśmy używać zmysłów ludzkich jako głównego źródła wiedzy empirycznej. Powstało dziesiątki modeli, przypuszczeń, hipotez badawczych czy przewidywań związanych z istnieniem czwartego i kolejnych wymiarów takie jak przestrzeń Minkowskiego, tesserakt czy clifford torus. Świetnie problem wielowymiarowości i metodykę jej badania opisał Carl Sagan, polecam. Badania prowadzi się już wiele lat, ale żadnego dowodu nie znaleziono. Nie jest to jednak związane z rzekomą "niemożliwością" spowodowaną postrzeganiem.
anonim2015.10.14 14:25
@Alucard. "Czucie i wiara silniej mówi do mnie Niż mędrca szkiełko i oko. Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce. Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu ! Miej serce i patrzaj w serce !"
anonim2015.10.14 16:59
@Eccehomo Najpierw dowiedz się co naprawdę mówi to "mędrca szkiełko i oko" zamiast operować wyłącznie na swoich wyobrażeniach i uprzedzeniach, potem se cytuj co chcesz.
anonim2015.10.15 8:41
@Darth Maul A Ty sobie poczytaj SKĄD się bierze woda zdatna do picia, a potem mędrkuj...
anonim2015.10.16 9:55
Eccehomo: odrzucenie nauki i wiedzy na rzecz religii prowadzi do zabobonu. Nie tędy droga.