02.04.15, 15:00o. Jan Góra OP (fot. Sławomir Seidler)

O. Jan Góra OP dla Fronda.pl: Uwielbiam Eucharystię. Nie mógłbym bez niej żyć

Portal Fronda.pl: Dziś Wielki Czwartek, świętujemy pamiątkę ustanowienia sakramentów kapłaństwa i Eucharystii. Czym dla Ojca jest Msza Święta?

O. Jan Góra OP: Podchodzę do Ołtarza, nachylam się, dotykam, całuję. Nachylam się nad Ołtarzem, który ma być kamieniem grobowym  odwalonym   w dniu zmartwychwstania. Potem nachylam się nad Księgą. Nachylam się, dotykam, a po przeczytaniu całuję. Jak list miłosny Boga. Nad chlebem nachylam się, dotykam, całuję. W obrządku dominikańskim mamy także ucałowanie Kielicha. Te gesty pokazują pewną wyłaczność. Ja nie mogę tych gestów powielać gdzie indziej. One streszczają całe moje życie. Msza Święta to moja miłość, moja Kochanka. Uwielbiam Eucharystię. Odprawiałem ją w różnych okolicznościach: w klasztorze, w bazylice, z Janem Pawełem II, z młodzieżą na szlakach wędrówek, sam przy stole kiedy byłem chory... Ta Jego obecność jest najcudowniejsza. Świadomość, że On jest między nami. W czasie Mszy Świętej ponawiamy pamięć męki Chrystusa, napełniamy się Jego obecnością, napełniamy się łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały. Modlę się jak św. Faustyna: "niech Twoja Najświętsza Krew stanie się moją Krwią, niech Twoje Ciało Przenajświętsze stanie się moim ciałem. I daj mi zdrowie i siły, abym wypełnił to, co dla mnie zamierzyłeś". 

Czy któreś spotkanie z Jezusem w Eucharystii wspomina Ojciec szczególnie?

Kiedy miałem pięć lat poszedłem z moją matką w nocy na adorację Najświętszego Sakramentu. Kobiety śpiewały: "dobranoc Głowo Święta", a ja wiedziałem jedno - że On tu jest. Ta Jego obecność mnie nakarmiła i napełniła. A potem stałem się jej zawsze głodny. Pan Jezus jest.  Uważam, że bez tej Jego obecności nie mógłbym żyć. On jest dla mnie punktem odniesienia. Najbardziej przeżywam to na Lednicy, kiedy ksiądz  prymas niesie trzymetrwą monstrancję, powolutku jakby przemierzał drogę trzeciego tysiąclecia. Chłopcy i dzięwczęta klęczą, a ja się zastanawiam, co Pan Jezus ma do powiedzenia tym ludziom i co ci ludzie mają Jemu do powiedzenia? To naprawdę wstrząsające: miłość jest wśród nas.

Myślę, że każdy wierzący w głębi serca pragnie doświadczyć takiej obecności Jezusa i nawiązać z Nim żywą relację. Co poradziłby Ojciec tym, którzy mimo wielu modlitw nie czują obecności Pana Boga?

Przyszedł do mnie kiedyś na Lednicy młody chłopak i prosi: naucz mnie odczuć obecność Zmartwychwstałego wśród nas. Poszliśmy do biskupa Dajczaka. Wzruszony biskup poradził temu chłopakowi żeby czekał, żeby nie wyznaczał Mu dnia ani godziny, On przyjdzie.

Jak najlepiej przygotować się do spotkania z Jezusem w Eucharystii i jak je przeżywać?

Ja nie wiem jak powinno być, tego nikt nie wie, każdy musi to przeżyć po swojemu. Niech każdy zbliża się do Miłości w najwyższym stopniu, tak jak potrafi. Natomiast pewną podpowiedzią może być rozważanie aklamacji odmawianej po Podniesieniu: "głosimy śmierć Twoją Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale". Proszę zauważyć, że my dzisiaj głosimy Śmierć, która była, dzisiaj wyznajemy  Zmartwychwstanie, które było, dzisiaj oczekujemy Przyjścia, które będzie. Rozszerzamy nasze serca, naszą swiadomość na trzy czasy: przeszły, teraźniejszy i przyszły. O Chrystusie Żywym mówimy w trzech czasach i każdy charakteryzuje się innym językiem.  Msza Święta jest wspomnieniem męki Chrystusa, ale jest dzisiaj spotkaniem z miłością, z Jezusem. Nawiązanie zaś do czasu eschatologicznego, spotkania z Nim w wieczności, powinno nas zobowiązywać do działania - bo jutro przyjdzie Pan. Doświadczywszy spotkania z Jezusem, jesteśmy zobowiązani dawać świadectwo własnego życia. Musimy Nim promieniować. Jan Paweł II powiedział kiedyś w czasie spotkania z młodzieżą: czyńcie tak, aby ludzie pytali was o Boga. Nie może zapalać innych ktoś, kto sam nie płonie.

Aby ożywiać naszą wiarę, Jezus  daje nam dowody swojej obecności w postaci cudów eucharystycznych. Czytelnym świadectwem jest także życie Marty Robin, która przez 52 lata karmiła się wyłącznie konsekrowaną Hostią. Czy przez te znaki Jezus chce nam pokazać, że On sam wystarczy?

Tak, dlatego uważam, że Eucharystia jest najważnieszym punktem mojego życia, jej sprawowanie to jedyne zajęcie, do którego zostałem stworzony. Martę Robin spotkałem osobiście. Za głupi byłem wtedy, za bardzo cielesny, ażeby doświadczyć i w pełni zrozumieć co znaczy, że ta kobieta żyje Eucharystią. I tylko Eucharystią, czyli miłością Bożą. Do tego się dochodzi, to nie jest tak, że każdy w każdej chwili może wszystko zrozumieć. Dochodzimy w dużym cierpieniu do zrozumienia głębi delikatności Boga, do pojęcia wielkiej miłości.

Czy ma dla Ojca znaczenie to, w jakiej postawie przystępujemy do Komunii Świętej - stojącej lub klęczącej? Co Ojciec sądzi o  przyjmowaniu Komunii na rękę?

Ci klęczący bywają dla mnie niebezpieczni. Dlatego że zdarza się, że powstając z klęczek, potrącają puszkę z Najświętszymi Postaciami. Boję się takich sytuacji, dlatego wolę podchodzących spokojnie ludzi. Chodzi wyłącznie o względy bezpieczeństwa, bo nie ma dla znaczenia, czy ktoś przystępuje do Komunii w postawie klączącej,  stojącej czy leżącej, jeżeli jest chory - jeżeli jest to postawa szlachetna i godna. Każda postawa może być piękna i każda może być brzydka. Nie podoba mi się natomiast, jeżeli ludzie przyjmują Komunię Świętą na rękę. W moim przekonaniu, nie wynika z głębi zrozumienia Tajemnicy Eucharystii, ale z zarozumiałości, z chęci demonstrowania "jaki ja to jestem do przodu". Tymczasem taka postawa jest bardzo mało elegancka. Wyciągnięcie ręki jest mało eleganckie, skonsumowanie Najświętszych Postaci dokonuje się w półobrocie, nie wobec kapłana. Wolę, gdy ktoś podejdzie, otworzy usta i powie: Amen.

W okresie Triduum Paschalnego Jezus pozwala nam głębiej wniknąć w tajemnicę Eucharystii. To powinno radykalnie zmieniać spojrzenie na sprawy wiary.

Nie lubię udzielać porad, ale sugeruję pewną otwartość na objawienie się Bożej miłości. Trzeba się otworzyć, aby ta miłość objawiła się nam i abyśmy mogli na nią odpowiedzieć. Trzeba być gotowym na przyjęcie tego, co Pan Bóg dla nas przygotował, gotowym także do zmiany starych zwyczajów, wyrzucenia z serca nienawiści do innych. Jednak zrozumienie pełni tajemnicy paschalnej nie jest możliwe tu na ziemi. My jesteśmy za płytcy, aby wyczerpać wielką Bożą miłość w jednym ujęciu. My robimy to na raty. Robimy to na raty Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku, Wielkiej Soboty i Niedzieli. Powoli konsumujemy wielką miłość.

Czego życzy Ojciec Czytelnikom portalu Fronda.pl na czas tego Triduum?

Życzę Wszystkim spotkania z Ogrodnikiem - wczesnym rankiem, w pierwszy dzień tygodnia. Życzę intymności spotkania z Tym, który nas pierwszy umiłował. I tego, aby każdy ułyszał w sercu swoje imię, tak jak Maria Magdalena.

Rozmawiała Emilia Drożdż

Komentarze

anonim2015.04.2 20:06
@odkrywam Wybitnie żałosne... Prawdziwie lata świetlne dzielą Cię od znanych, przesympatycznych, niezwykle taktownych i kulturalnych ateistów. Co prawda w większości są to Amerykanie, ale sądziłem, iż po polskich niewierzących można spodziewać się przynajmniej drobiny taktu... "Potęga smaku" Herberta winna być Twoją codzienną, obowiązkową lekturą...
anonim2015.04.2 20:09
*Mea culpa: "znanych mi"
anonim2015.04.2 21:18
@odkrywam Z bardzo prostego powodu, moja Droga: zawsze uważałem, uważam i uważał będę nadal, iż potrzeba mierzyć wyżej, ponad miarę, wymagać od siebie nawet gdyby inni nie wymagali.
anonim2015.04.3 9:29
Pięknie powiedziane, potrzebowałam tych słów O.Jana Góry w aktualnym czasie.
anonim2015.04.3 14:06
"ci klęczący bywają niebezpieczni", - dobre, no rewelacja usłyszeć takie słowa od kapłana. na dziś dziękuję ojcu Janowi. to że kościół przeżywa taki kryzys to wina tylko i wyłącznie duchowieństwa, i tych ich co rusz nowych nakazów, jakby te stare były nie na dzisiaj, to i mamy co mamy.
anonim2015.04.3 15:46
Dziekuje Ojcu za prosty,piekny,szczery plynacy z serca przekaz. OBECNOSC... jakiez to wielkie...