03.04.19, 17:05Zdj. Diliff, CC BY SA 3.0, Wikimedia Commons

PE przyjmie niekorzystne dla Polski przepisy transportowe?

Większością głosów europosłowie zdecydowali, że w czwartek odbędzie się jednak głosowanie nad przepisami, które zaostrzają zasady w transporcie międzynarodowym - poinformowała korespondentka Polskiego Radia w Brukseli Beata Płomecka. Odrzucony został wniosek Polaków, by głosowanie wykreślić z sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego, która dziś rozpoczęła się w Brukseli.

Przed decyzją bułgarski europoseł Andrey Novakov w emocjonalnym wystąpieniu apelował, by odłożyć głosowanie nad przepisami co do których trudno o sprawiedliwy kompromis. - Posłuchajcie własnych sumień, głosujcie za usunięciem pakietu z porządku obrad. Jeśli pozwolimy, by został on poddany pod głosowanie i zignorujemy wyrażany wobec niego sprzeciw, to będzie oznaczało, że nie ma praworządności w tej izbie - mówił Bułgar. Natomiast niemiecki europoseł z grupy socjalistów Ismail Ertug apelował o utrzymanie przepisów w porządku obrad. - Czeka na nie sektor i czeka na nie branża - mówił podniesionym głosem.

Polacy decyzją europosłów byli zawiedzeni. Kosma Złotowski z PiS-u powiedział, że zabrakło niespełna 50 głosów. - No niestety, jesteśmy w mniejszości, wielu z Parlamentu Europejskiego zależy na tym, by to jeszcze przegłosować - skomentował w rozmowie z brukselską korespondentką Polskiego Radia Beatą Płomecką. Potwierdził, że jutro Polacy podejmą jeszcze jedną próbę wykreślenia głosowania z porządku obrad. - Wciąż mam nadzieję tak długo, jak Parlament Europejski nie zagłosował nad tym okropnym, wrogim wspólnemu rynkowi pakietem - dodał europoseł.

Nasi deputowani, próbując jutro usunąć głosowanie nad przepisami z porządku obrad, będą wskazywać, że niemożliwością jest głosowanie ponad tysiąca poprawek. Większość z nich złożyli sami Polacy, by opóźnić prace nad przepisami i wskazywać, że są one źle przygotowane. O wynik jutrzejszego głosowania obawia się europosłanka Danuta Jazłowiecka z PO. - To, że będziemy głosowali nad tysiącem czterystu poprawek, które są negatywne, na pewno nie przyniesie dobrego rozwiązania, ale trzeba eliminować szkody - dodała w rozmowie z brukselską korespondentką Polskiego Radia.

Jednak szef Parlamentu Europejskiego już zapowiedział, że podobne poprawki będą zblokowane i głosowane łącznie. W ten sposób Antonio Tajani chce udaremnić sprytny zabieg polskich europosłów, którzy mieli nadzieję, że tak duża liczba poprawek wymusi rezygnację z głosowania.

Nasi europosłowie, którzy w tej sprawie działają ponad podziałami, zmobilizowali deputowanych z krajów naszego regionu i wczoraj zrealizowali w całości swój plan. Zasypali wręcz Parlament poprawkami do przepisów. Zdecydowana większość z ponad tysiąca poprawek jest autorstwa Polaków. Wczoraj przez prawie pięć godzin były one głosowane na komisji transportu Parlamentu Europejskiego i - ku zadowoleniu polskich europosłów - niemal wszystkie zostały zaakceptowane i skierowane na sesję plenarną.

Polacy, wykorzystując regulamin europarlamentu, sięgają po argumenty techniczne i merytoryczne. Przede wszystkim argumentują, że tak duża liczba poprawek oznacza, że przepisy zaostrzające zasady w transporcie międzynarodowym to zła propozycja, że trudno o kompromis i prace nad nią powinien kontynuować nowy Parlament.

Nasi europosłowie podkreślają też, że nie wyobrażają sobie, by ponad 700 deputowanych, w większości nieznających tematyki, mogło analizować ponad tysiąc poprawek na sesji. - Jeżeli tyle poprawek miałoby być na sesji plenarnej głosowane, to po pierwsze potrwałoby to z pięć godzin, a po drugie nikt nie wie, co by z tego głosowania wyszło. To głosowanie nie powinno się odbyć. Nie ma kompromisu. Głosowanie, przepychanie na siłę, może spowodować w Europie tylko bałagan – skomentował europoseł Kosma Złotowski z Prawa i Sprawiedliwości.

W podobnym tonie wypowiadała się europosłanka Elżbieta Łukacijewska z Platformy Obywatelskiej. - Cały czas będziemy do czwartku pisać, mówić, zbierać większość, aby ten pakiet się nie pojawił na forum europarlamentu. Zbyt szybko chce się przegłosować złe, niedobre dla sektora transportowego przepisy - dodała.

Na szybkim przyjęciu przepisów zależy z kolei Komisji Europejskiej i krajom Europy Zachodniej, głównie Francji i Niemcom, które mówią o walce z dumpingiem socjalnym. Polska i kraje naszego regionu odpowiadają, że to protekcjonizm gospodarczy i próba wyeliminowania z unijnego rynku tańszej konkurencji z Europy Środkowo-Wschodniej.

Dla Polski to sprawa kluczowa, bo ma ona największą flotę transportową w całej Unii.

yenn/IAR, Polskie Radio

Komentarze

Tomek 3.202019.04.3 21:03
Euro kołchoz robi co chce. Przecież w Unii są równi i równiejsi. Junckery i Timermansy zacierają łapska.
michu2019.04.3 18:04
Jest jeszcze do zniszczenia przemysł futerkowy, no i chyba z LOTem też coś trza będzie zrobić...;)
V KOLUMNA2019.04.3 17:59
POLSZEWICY JUZ CHYBA SIE NIE POMYLA BO TO JUZ BY BYL ANALFABETYZ WTORNY
Ryszard Olejniczak2019.04.3 17:57
To b. dobrze, że część posłów PO zachowuje się "jak trzeba". Ale w KE i PE jest przecież kilka osób, na eksponowanych stanowiskach, których wpływy mogłyby znacznie bardziej zaważyć. Czemu Polska nie nie stawia im jasnych pytań dlaczego nie reagują. Czemu do dziś nie spytano Pana Tuska, Bieńkowskiej, Lewandowskiego i kilku innych: co zrobili aby nie dopuścić do (sygnalizowanego) obcięcia środków unijnych dla polskiego rolnictwa. Po fakcie będzie przecież za późno.