25.02.15, 13:14Okładka kontrowersyjnego numeru "Wysokich Obcasów Extra" (fot. media)

Polskie feministki jak święte krowy, czyli wszelka krytyka zabroniona

Kilka dni temu pisałam na Fronda.pl o dość intrygującym artykule, jaki ukazał się w najnowszym numerze miesięcznika „Wysokie Obcasy Extra” (czytaj TUTAJ). Już wtedy przeczuwałam, że krytyka feminizmu (i to naprawdę, całkiem rzetelna!) nie rozejdzie się ot tak, po kościach. I miałam rację – pełne oburzenia i rozgoryczenia głosy zdążyły już zabrać działaczki Feminoteki, zaś „Wyborcza” publikuje pełen rozżalenia list Magdaleny Środy i Agnieszki Graff. Warto przyjrzeć się tym protestom, choćby dlatego, że wiele mówią na temat polskiego środowiska feministek (może nawet więcej, niż wspomniany artykuł z „WOE”?).

Feminoteka żąda sprostowania

Jeszcze we wtorek na oficjalnej stronie Feminoteki ukazał się obszerny list otwarty, w którym działaczki organizacji domagają się... sprostowania od „WOE”. Zdaniem sygnatariuszek pisma (m.in. Joanny Piotrowskiej, Sylwii Chutnik, Anny Czerwińskiej, Anny Dryjańskiej), stwierdzenia zawarte we wspomnianym artykule „nie mają pokrycia w rzeczywistości”, zaś stawiane przez autorkę zarzuty są „nieprawdziwe”.

„Waloch-Matlakiewicz nie dochowała podstawowego dziennikarskiego obowiązku poszukiwania danych, które potwierdzałyby stawiane przez nią tezy oraz weryfikowania tez stawianych przez swoich rozmówców. Kto wie, może gdyby autorka ustaliła fakty, to jej ocena feminizmu wyglądałaby zupełnie inaczej?” - zastanawiają się działaczki Feminoteki (całość ich listu można przeczytać TUTAJ).

Graff i Środa biegną na skargę do... facetów!

Jednak najbardziej oburzone krytyką ze strony „WOE” są Agnieszka Graff i Magdalena Środa, czołowe przedstawicielki nadwiślańskiego feminizmu, które... same udzieliły miesięcznikowi licznych wypowiedzi. Panie publikują dziś na łamach „Wyborczej” apel do... redaktora naczelnego Adama Michnika, jego zastępcy Jarosława Kurskiego oraz redaktora Jerzego Wójcika. Przyznają Państwo, dość komicznie wygląda ten feministyczny bieg na skargę do... mężczyzn, ale najwyraźniej panie nie przewidziały skutków ubocznych takiego działania.

Graff i Środa (całość ich listu czytaj TUTAJ) wyrażają „oburzenie, a jednocześnie ogromny żal” z powodu artykułów w „WOE”, które nazywają „nierzetelnymi, zmanipulowanymi, mijającymi się z faktami, opartymi na stereotypach i przesądach”. Co więcej, zarzucają autorce tekstu, że nie ma „żadnej wiedzy ani aspiracji do jej posiadania” na temat środowisk feministycznych, zaś jej prywatne opinie są... krzywdzące dla działaczek. Czyli jednym słowem, drogie Czytelniczki(!) i Czytelnicy, po prostu zbrodnią jest posiadanie krytycznej opinii na temat polskiego środowiska feministek.

Wracając do listu Graff i Środy (naprawdę, niezła komedia!) - panie zwyczajnie odbierają dziennikarkom „WOE” prawo do posiadania własnej opinii (pewnie byłoby inaczej, gdyby zachwalały pod niebiosa działania feministek), zarzucając im szczucie i brak standardów dziennikarskich. Kuriozalnie brzmi też zarzut, że w artykule wypowiadają się wyłącznie antyfeministki. To ciekawe, bo kogo Graff i Środa posądzają o taką zbrodnię, skoro w tekście wypowiadają się... one same oraz prof. Ewa Łętowska, Marta de Zuniga, Marta Budny oraz Katarzyna Bratkowska. Jakoś nie ma tu śladu po zajadłym antyfeminizmie...

O feministkach wyłącznie dobrze, albo wcale!

Skarżące się Michnikowi feministki najbardziej nie mogą przeboleć chyba tego, że tekst ukazał się w przededniu Manify, ich wielkiego, corocznego święta, które cieszy się chyba coraz mniejszym zainteresowaniem Polek (bo ile można w kółko powtarzać o aborcji, prawie do swojego brzucha i dżenderze?). „Wyrażamy wielki żal, że teksty takie ukazały się w magazynie pisma o wieloletniej tradycji wolnościowej, pisma, które było (jest?) liderem w obronie obywatelskiej równości, a także rzetelności dziennikarskiej” - piszą Środa i Graff, domagając się... O, i to jest właśnie najciekawsze! Przeprosin na łamach miesięcznika "WOE”, publikacji na tychże łamach rzetelnego materiału o ruchu kobiecym i otwarcia łamów miesięcznika dla tematyki równościowej, która jest w nim niemal nieobecna. Jednym słowem – ma być tekst gloryfikujący nadwiślańskie feministki, bo inaczej „WOE” może się pożegnać z mianem pisma wolnościowego (cokolwiek to znaczy!).

Na gorzkie żale Graff i Środy zareagowały już dziennikarki „WOE” (całość TUTAJ), które... mają podobne odczucia, jak ja. „Oburzenie autorek listu wynika z tego, że nie napisałyśmy artykułu o ich zdaniem jedynie słusznej treści - że nie obwiesiłyśmy ich medalami za walkę o prawa kobiet i nie namalowałyśmy poprawnej politycznie laurki” - piszą Aneta Borowiec i Natalia Waloch-Matlakiewicz.

Monopol na mówienie o kobietach

Dziennikarki „WOE” zauważają (zupełnie słusznie!), że list Graff i Środy brzmi zupełnie tak, jakby jego autorki postawiły sobie za cel potwierdzenie tez stawianych w drażliwym artykule oraz antyfeministycznych stereotypów. Borowiec i Waloch-Matlakiewicz podtrzymują swoją opinię, że największym grzechem polskiego środowiska feministycznego jest „zamknięcie się na krytykę, przekonanie o absolutnej słuszności i monopol na wypowiadanie się o prawach kobiet”. Czy Graff i Środa swoim oburzonym tonem nie potwierdzają tego?

Co więcej, z relacji dziennikarek „WOE” wynika, że Graff i Środa zwyczajnie kłamią, zarzucając im manipulację swoimi wypowiedziami, bo jak się okazuje... ich rozmowy były autoryzowane i ukazały się w niezmienionym kształcie. Jasne, słowo przeciwko słowu, ale...

Waloch-Matlakiewicz i Borowiec znowu słusznie zauważają (o czym także pisałam w swoim pierwszym tekście), że jeśli feministki rzeczywiście chcą działać na rzecz polskich kobiet, to nie mogą się kisić we własnym sosie, ale powinny słuchać także konserwatystek czy kobiet o odmiennych, niż one poglądach. „Nie zgadzamy się, aby ruch feministyczny wykluczał kogokolwiek tylko dlatego, że ma inne poglądy. My nie czujemy się zagrożone, rozmawiając z kobietami nawet o skrajnie różnych od naszych światopoglądach, bo wiemy, że nasza wolność nie jest zagrożona przez inność” - konstatują redaktorki „WOE”.

(nie)święta wojenka

Przyglądam się tej wojence w feministycznym środowisku z nieskrywanym zainteresowaniem. Bo przecież sprawy kobiet mnie również leżą na sercu, ale jakoś zwykle nie jest mi po drodze z rozwrzeszczanymi, skupionymi na walce o aborcję i antykoncepcję (jakby to stanowiło jakiś problem) feministkami. Tyle tylko, że jeśli ja formułuję zarzuty pod adresem feministek, to efekt jest taki, jak gdybym rzucała grochem o ścianę. Bo przecież niby jestem po przeciwnej linii frontu, a moim głosem „steruje Kościół”. Dlatego tak bardzo cieszy mnie, że wreszcie objawiły się w środowisku „Wysokich Obcasów” kobiety, które znalazły w sobie tyle odwagi, by sformułować kilka gorzkich słów prawdy na temat feministek. Tyle tylko, że ich spokojne odpowiedzi na te rozhisteryzowane listy i apele o konstruktywną rozmowę także rozbiją się o falę złości i niechęci. Właśnie w trakcie pisania tego tekstu pojawił się kolejny list ws. publikacji „WOE”. Tym razem redaktorka naczelna „Wysokich Obcasów” Paulina Reiter zapewnia, że jej feministki nie wkurzają, deprecjonując tym samym krytyczny głos swoich koleżanek (to swoją drogą zabawne, że "WO" odcina się od "WOE"). I tak nadzieja na dyskusję spaliła na panewce, bo przecież – jak wynika z wyżej przytoczonych reakcji pań Graff, Środy, Reiter i działaczek Feminoteki – polskie feministki są jak, przepraszam, święte krowy, których działania nie podlegają żadnej ocenie (a już nie daj Boże krytyce!)...

Marta Brzezińska-Waleszczyk 

Komentarze

anonim2015.02.25 13:23
Bądźmy precyzyjni. To, co reprezentują te panie (graff, środa i tym podobne) to FEMINAZIZM. Feminazizm jest krytykowany nie tylko, przez kilka pań z wybiórczej, ale także przez czołowe feministki z USA, które współtworzyły ten ruch w czasach, gdy miał on sens. Czy były takie czasy i czym się charakteryzowały? Feminizm w swojej istocie był ruchem jak najbardziej potrzebnym. Dzieki niemu zatrzymano zarówno społeczne przyzwolenie na poniżanie kobiet oraz dyktowanie im, jaką droge w swoim życiu mają wybrac, jak i nadano prawa wyborcze. Wszystko co zdazyło się potem to sposób na zarabianie pieniędzy poprzez manipulację kobietami. Postaci takie, jak doktor środa (przypominam,że środa nie jest żadnym profesorem, tylko doktorem a określenie profesor przysługuje jej wyłacznie na jednej uczelni, Uniwersytecie Warszawskim. Na marginesie jest to o tyle zabawne,że lewacy i feminazistki z wybiórczej i tłok efemu podnosili krzyk,gdy okreslenie profesor stosowano do osób im dalekich, ale w przypadku środy nie widzą problemu.) A więc doktor środa, graff, szczuka i tym podobne znalazły sobie po prostu doskonałe źródło dochodu, poprzez publicystyke a przede wszystki kreowana całkowicie zbędnych, absurdalnych i będących w rzeczy samej fabrykami bezrobotnych kierunki typu "gender studies". Aby te kierunki i ten sposób na wyciąganie pieniędzy mógł trwać feminazistki musza niczym socjalizm tworzyć problemy, których nie ma i bohatersko z nimi walczyć:) Przeciwko temu protestują właśnie feministki, które tworzyły ten ruch. Feminazistki łatwo sie nie poddadza, bowiem chodzi tu nie tylko o pranie mózgów młodym ludziom ile przede wszystkim o ich podstawy finansowej egzystencji. Dlatego to wymyślane są kolejne pseudo przeszkody na drodze do rzekomego równouprawnienia itp.
anonim2015.02.25 14:12
Na tyle co ja wiem, to pani Agnieszka Graff to żydowska komunistyczna feministka. A ta Środa to oszołom taki sobie
anonim2015.02.25 15:23
@Mniemanologia. Czytaj ze zrozumieniem. Test mówi o tym, że polskie feninistki nie pozwalają na ich krytyke ich zachowań. Kazda krytyka kończy się stwierdzeniami typu: brak tolerancji, nieprawda itd. Chodzi o to, że one moga krytykowac wszystkich i wszystko, a nikt nie ma rawa krytykowac ich, bo zaraz jest posądzany o jakies fobie. Same są zaklamane i tak jak w artykule jest napisane wypowiadają sie w imieniu praw kobiet, a nie słychaja wszystkich kobiet tylko swoich, czyli kisza sie w swoim sosie. Ich nie obchodza kobiety tak naprawdę, ale kasa jaka moga na feniniźmie zbic. Nowicka np. oburzyła się, gdy jedna z dziennikarek napisała, że za działamność w Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, gdzie została przewodniczącą tej organizacji otrzymywała kasę na działalność od koncernów produkujacych srodki antykoncepcyjne.Współpracowała z holenderską Fundacją Kobiety na Falach, w 2003 inicjowała wizytę statku „Langenort” (pełniącego rolę gabinetu aborcyjnego) we Władysławowie[4]. Jak myslicie dlaczego zajmuje sie tylko tym problemem? Bo gdypy powaznie zajeła się np. przemocą to za to kasy by od nikogo nie dostała. Prpcez na jej prosbe został utajniony. Dlaczego> Skoro taka czysta i nie ma nic na sumienieu? Otóz proces przegrała a dziennikarka, której nakazano milczenie na temat przebiegu procesu mogła tylko podac do wiadomośći uzasadnienie wyroku. Nowicka przegrala z kretesem proces. Prawda wyszła na jaw. Trzeba naprawdę miec duż złej woli, żeby tego nie chciec widzieć.
anonim2015.02.25 19:08
I tak marzeniem każdej feministki, które jeszcze zostały kobietami, jest przytulić się do męskiej piersi mężczyzny, chociaż dla nich zostali już tylko żygolacy z kolczykiem w nosie i tatuażem na plecach.Takiego uszanowania i uwielbienia jakie w naszej kulturze miały kiedyś kobiety, już nigdy mieć nie będziecie. Same tego chciałyście.
anonim2015.02.25 20:06
Feministki, takie nieładne, zgorzkniałe i "odkobiecone" człowieki pouczające nieustannie kobiety i mężczyzn (a jakże!) jak żyć. Bardzo nieudana nacja. --------------------------- Hmmm, "Wysokie Obcasy i Wysokie Obcasy Ekstra to dwie różne redakcje" - właśnie tej informacji szukałem ;))))