17.07.14, 17:52

Popepoki

Dzięki takiej debacie i przypięciu generacjom określonych łatek społeczeństwo nabiera przeświadczenia, że kontroluje rzeczywistość, w której funkcjonuje. Towarzyszy temu, a nawet w pewnym stopniu powoduje to, powszechny dzisiaj kult socjologii. Dawno jednak z tak dużą częstotliwością i łatwością, jak ma to miejsce obecnie, nie szafowano łatkami pokoleniowymi i nie szufladkowano pokoleń. Proces ten wyraźnie wpisuje się w widoczną w ostatnim czasie tendencję do  porządkowania świata za pomocą nazywania i definiowania wszystkich procesów, przedmiotów i podmiotów. Powodem tego jest chęć zlikwidowania dysonansu, w jakim żyje współczesne społeczeństwo, polegającego na braku całościowej wizji świata. Coraz częstsze szufladkowanie i przypinanie łatek utwierdza bowiem społeczeństwo w iluzorycznym  przeświadczeniu, że stąpa ono po coraz twardszym gruncie. Fragmentaryzacja wynikła z próby uporządkowania świata nie likwiduje jednak dysonansu, w którym żyje współczesne społeczeństwo, a nawet go pogłębia. Mimo to społeczeństwo wciąż żyje złudną nadzieją, że pewnego dnia zakończy się opisywanie świata i wtedy dojdzie do ostatecznej rekompozycji i przejścia od części do całości.

Epokę, w której przyszło nam żyć, nazywamy dziś czasami ponowoczesnymi. W przyszłości epoka ta może nosić jednak zupełnie inną nazwę niż obecnie, np. epoka pychy i próżności lub krótkowzroczności. Trudno bowiem inaczej nazwać okres, który sam siebie mianowałaby postnowoczesnym. Nazwa ta odnosi się do głównej narracji rzeczywistości obowiązującej w świecie Zachodu, który boryka się obecnie z kryzysem własnej tożsamości. Kryzys ten wynikł z abdykacji filozofii na rzecz fizyki i techniki. Abdykacja ta z kolei dokonała się poprzez zabrnięcie filozofów w ślepą uliczkę postmodernizmu, który zaprosił społeczeństwo na wieczny karnawał  i bal maskowy. Postmodernizm nie musi być jednak wcale traktowany jako ostatnie stadium filozofii, gdzie uprawia się jedynie sfragmentaryzowaną postfilozifę. Może być on ujmowany, jako stan przejściowy w ewolucji modernizmu i związanego z nim racjonalizmu. Można bowiem założyć, że to modernistyczny rozum posługuje się postmodernizmem jako narzędziem, za pomocą którego podważa wszystko, co tylko da się podważyć, aby z tego, co pozostanie nietknięte, zbudować kiedyś całościową wizję świata. Patrząc jednak na współczesną filozofię i na życie społeczne, śmiało można stwierdzić, że nawet jeżeli miało tak być, to postmodernizm wymknął się spod jakiejkolwiek kontroli i wyrzekł się swych modernistycznych korzeni, o czym zresztą od samego początku mówiło wielu postmodernistów.

Filozofowie, którzy myśleli, że odrzucając chrześcijańską narracje rzeczywistości, wyzwolą swój rozum, mylili się. Nie dość, że totalitaryzmy XX w. skompromitowały rozum, to zetknięcie się społeczeństwa z konkluzją do jakiej doszła filozofia, czyli z postmodernizmem, dopełniło detronizacji i degradacji rozumu w życiu społecznym. Jeszcze bardziej utrudniło to funkcjonowanie społeczeństw, gdyż pomieszało uporządkowane wcześniej przez rozum szufladki. Rozum, który odrzucił religię, sam został podważony i zrzucony z piedestału przez postmodernistów, którzy widzieli w nim emanację autorytarnego zniewolenia. Dlatego też odpowiednio przemodelowano rozum i zaprzężono go do służby relatywizmowi, w celu potwierdzenia narracji postmodernistycznej. Mimo jednak, że narracja ta święci dziś swoje triumfy, to nie zdołała jeszcze całkowicie zdominować życia społecznego. W społeczeństwie wciąż są bowiem żywe inne nurty, kierunki i ideologie sprzeczne z postmodernizmem. Tak też jest także z racjonalizmem modernistycznym, który wydaje się jednak obumierać, gdyż nie potrafi przekreślić wniosków i opisu rzeczywistości zaserwowanej społeczeństwu przez postmodernistów. Przejmowanie przez społeczeństwo myślenia postmodernistycznego cały czas postępuje, powiększając fragmentaryzację i rozwarstwienie tegoż społeczeństwa. Postmodernizmowi w narzucaniu swoich rządów pomaga dziś typ kultury masowej, jakim jest popliberalizm. Ten prymitywny liberalizm dla mas poprzez zaczepienie w ramach poprawności politycznej staje się powoli fundamentalizmem, a nawet totalitaryzmem, zwalczającym wszelkie przejawy nieprawomyślności, takie jak np. afirmacja prawdy obiektywnej. Postmodernizm w wydaniu popliberalnym, charakteryzujący się subiektywnym irracjonalizmem, śmiało może być nazwany kolejną świecką religią, której misją jest normalizacja ekscesów i zwalczanie zwolenników prawdy absolutnej. Prawda i pojęcie natury, o ile w ogóle są w niej poruszane, przedstawiane są jako coś subiektywnego. Ludzka tożsamość jest bowiem według niej projektem. Wstydzić się należy zaś jedynie tego, że czegokolwiek się wstydzimy. Już teraz dla wielu nastawionych hedonistycznie do życia ludzi dusza staje się wiezieniem, z którego jedyną ucieczką są używki oraz różnego rodzaju środki znieczulające. Ta świecka religia afirmuje właśnie takie działania i uzurpuje sobie dziś prawo do bycia demiurgiem wyznaczającym innym miejsce w życiu społecznym. Wykorzystuje ona do tego mniejszości, które wpasowując się w lansowaną przez nią kulturę pokrzywdzonych, rozsadzają jego głównych konkurentów. W imię wolności i tolerancji głosi za ich pomocą permisywizm i nihilizm oraz neguje całościowy obraz świata i uniwersalną prawdę, zamazując jednocześnie różnice między dobrem a złem. Głosi ona wolność w ujęciu negatywnym, czyli „wolność od”, w szczególności od chrześcijaństwa, które uznaje istnienie prawdy obiektywnej. Współczesny liberalizm znajduje więc w postmodernizmie sprzymierzeńca i sojusznika. Nie chodzi tu jednak o drogę zabezpieczającą człowieka przed myśleniem utopijnym, jakim jest liberalizm sceptyczny, który nie akceptuje bezpodstawności i całkowitego zerwania z tradycją, dając jednocześnie pewien poziom stabilności i porządku społecznego, ale właśnie o nurt kulturowy, jakim jest prymitywny popliberalizm, cechujący się utopijnością i degeneracją społeczną.

[koniec_strony]

Istnieje wiele kierunków, które silniej bądź słabiej oddziałują na społeczeństwo. Dziś jednak trzymają się one w mocnym klinczu, który korzystając z obecnej nomenklatury naukowej można by nazwać systemem transmodernistycznym. Różne kierunki i nurty, które w swoich założeniach filozoficznych często się wzajemnie wykluczają, właśnie systemie transmodernistycznym, w którym funkcjonują współczesne społeczeństwa, rywalizują ze sobą o przejęcie sterów, poprzez co nachodzą na siebie i wzajemnie się uzupełniają. Mimo że pod względem filozoficznym transmodernizm jest zlepkiem przeciwstawnych sobie kierunków, to właśnie w tej hybrydzie funkcjonują dziś współczesne, ponowoczesne społeczeństwa. Powstanie tego systemu spowodowane jest pewnym rozdźwiękiem między filozofią a życiem społecznym, które prawie zawsze pozostaje w tyle za myślą filozoficzną. Zresztą, filozofia mimo że towarzyszy historii linearnej, w której funkcjonują społeczeństwa, to rządzi się jednak innymi prawami niż ona. W filozofii bowiem do niektórych nurtów można po jakimś czasie wrócić. Nurty i kierunki filozoficzne mogą się również pojawiać i znikać lub być stale obecne w takiej - bądź zmodyfikowanej - samej formie i treści,. Wracając jednak do nienadążania życia społecznego za myślą filozoficzną warto jako przykład wskazać obecny okres w historii państw zachodnich, który charakteryzuje się właśnie wspomnianym już klinczem zwanym systemem transmodernistycznym, w którym w przeciwieństwie do współczesnej filozofii nie króluje jeszcze postmodernizm. Mimo to postmodernizm coraz mocniej oddziałuje na rzeczywistość społeczną, powoli zmieniając oblicze systemu trasnmodernistycznego.

Na pierwszy rzut oka postmodernizm, w przeciwieństwie do modernizmu, który poszczególne idee szereguje i pozycjonuje, traktuje je równorzędnie. W rzeczywistości jednak postmodernizm walczy z wszystkimi ideami i kierunkami, które mogłyby mu odebrać pierwszeństwo w określaniu przez niego symetrii. Postmodernizm jest bowiem tylko pozornie uniwersalnie inkluzyjny. Mimo aspiracji do absorpcji wszystkich kierunków i światopoglądów nie zdołał  on jednak dotychczas pochłonąć w życiu społecznym całego modernistycznego racjonalizmu, ale także liberalizmu sceptycznego, a przede wszystkim pozasystemowego, a nawet antysystemowego chrześcijaństwa, które w związku z tym coraz bardziej spychane jest na margines życia społecznego i traktowane jako groźny przeciwnik. System ten zwalczając chrześcijaństwo przeciwstawia mu rozmiękczone „postępowe chrześcijaństwo”, które promuje i traktuje, jako przyjazny sobie folklor. Podstawowymi warunkami, jakie muszą spełnić „postępowe Kościoły”, aby mieć poparcie tego systemu, są dopuszczenie systemowego relatywizmu oraz rezygnacja z wszelkich dogmatów. Ponieważ postmodernizm nie jest jeszcze w życiu społecznym hegemonem, musi więc ze zdwojoną siłą rywalizować z innymi nurtami, kierunkami i ideami, zwalczając swoich konkurentów w sposób bezkompromisowy. Tylko wtedy system, w ramach którego obecnie funkcjonuje, przestanie być systemem transmodernistycznym, a stanie się systemem postmodernistycznym. W związku z tym piewcy nowego systemu zwalczają wszystkie prądy, nurty, religie i idee, które mogłyby odsunąć w czasie zwycięstwo postmodernizmu i narzucić własną konstrukcję. Postmodernizm kreślony przez jego zwolenników jest jednak pełen intelektualnej hipokryzji, gdyż relatywizuje i kontestuje wszystko z wyjątkiem samego siebie. W gruncie rzeczy jest to jednak nie tyle hipokryzja postmodernizmu, ile współczesnych naukowców, którzy nie akceptują możliwości samounicestwienia się postmodernizmu, czyniąc go w jakimś sensie zakładnikiem swojej małości i niewiedzy. W im jednak większą obłudę wkraczają, tym silniej sami zarzucają swoim przeciwnikom totalność,  która w ich ustach brzmi jak oskarżenie o próbę doprowadzenia do nowego Holokaustu. Gdy zaś sam postmodernizm w fazie popliberalnej przybiera zwalczaną u innych formę, odwracają głowy i umywają ręce.

Postmoderniści twierdzą, że postmodernizm jest odwzorowaniem wyczerpania społeczeństwa. Zapominają jednak, że wyczerpanie nie oznacza wcale chęci przyjęcia przez ludzi w życiu społecznym filozoficznego postmodernizmu, ze wszystkimi jego konsekwencjami. Ludzie widzą spustoszenie i dezintegracje społeczeństwa, jaką dokonuje postmodernizm w wydaniu popliberalnym. Nie chcą dlatego nadążyć za postmodernistyczną myślą filozoficzną. Mają dość lekarstwa, które stało się gorsze od trucizny. Widzą, że fragmentaryzacja postmodernistyczna zagraża przetrwaniu społeczeństwa i rozsadza je od środka, doprowadzając do atrofii wewnętrznego ładu społecznego. Ludzie dławią się oferowaną im ponowoczesnością i pragną powrotu do pewnych granic. Podświadomie bronią się przed notoryczną zmiennością wpisaną w postmodernizm. Pragną zaczepienia. Widzą, że postmodernizm w wydaniu popliberalnym prowadzi do anarchii społecznej, jest dysfunkcyjny oraz antyspołeczny. Ludzie nie potrafią jednak sobie z tym poradzić, więc rezygnują ze zmian systemowych i akceptują systemowa obłudę. Im bardziej jednak afirmują ten system, tym z większą niechęcią patrzą na osoby, które w przeciwieństwie do nich miały odwagę się mu przeciwstawić. Ci zaś, którzy ani nie chcą walczyć z systemem, ani w nim tkwić, uciekają przed postmodernizmem, zamykając się w małych grupach oraz w przestrzeni wirtualnej. To jednak dziś już nie wystarcza, gdyż coraz większa fragmentaryzacja dotyka także nisz, w których się schronili. Społeczne i wirtualne jaskinie przestały być schronieniem, gdyż postmodernizm w wydaniu liberalnym spełnia swoje totalne aspiracje, tolerując tylko nisze wbudowane w system, który sam tworzy. Społeczeństwo dostrzega to i widzi, że coraz trudniej jest mu się określić, że zostaje pozbawione zdolności samostanowienia oraz kontroli nad życiem społecznym. Społeczeństwo chce się określić, znaleźć sens i cel. Szuka więc antidotum na postmodernistyczny chaos. Uważa, że w wielkim rozgardiaszu współczesnego świata jedynym lekiem jest umiejętne korzystanie z techniki i fizyki oraz umożliwienie ponowoczesnym naukowcom, będącym współczesnymi kapłanami i szafarzami postępu, opisywanie i szufladkowanie świata. Daje to społeczeństwu iluzję  scalenia w jedno tego, co rozbija postmodernizm. Ten pęd do szufladkowania i definiowania związany jest jednak właśnie z postępującą fragmentaryzacją wynikłą z postmodernizmu. Jest to więc błędne koło, w którym tkwi współczesne społeczeństwo. Mimo to coraz silniej próbuje się porządkować różnorodność afirmowaną przez postmodernizm z utopijną wiarą, że spowoduje to kiedyś dojście do stanu pełnego zrozumienia świata. Ludzie chcą bowiem wierzyć, że doprowadzą w końcu do ostatecznej rekompozycji. Jest to jednak jedna wielka mistyfikacja, gdyż w postmodernizmie następujące coraz szybciej po sobie dekompozycje i rekompozycje są w istocie pozorne. Głównym bowiem celem postmodernizmu nie jest ostateczna reomopzycja i ostateczne dojście do całości oraz uniwersalnej prawdy, lecz przeprowadzanie zmian dla samych zmian, poszukiwanie dla samego poszukiwania. Społeczeństwa kurczowo trzymają się jednak tej iluzji. Odrzucenie jej oznaczałaby bowiem konieczność przyznania się, że wykluczenie chrześcijańskiej narracji rzeczywistości i związanej z nią całościowej wizji świata było błędem. W rezultacie zachwiałby się misternie zbudowany na tym błędzie – niczym na kamieniu węgielnym –  system, w którym funkcjonuje współczesne społeczeństwo. Na razie stwarza się pozory i pokazuje, że nawet jeśli nie dojdzie do ostatecznej rekompozycji, to doprowadzi to chociaż do względnego porządku, który zapewni ludziom spokojne, rozumne i dostatnie życie. W rzeczywistości jednak tylko spowolnia to proces pełnej adaptacji postmodernizmu w życiu społecznym, w ujęciu popliberalnym, który coraz bardziej oddziałuje na społeczeństwo i powoli przejmuje w swoje władanie system przejściowy, jakim jest transmodernizm.

[koniec_strony]

***

Ludzie patrzą na historię świata przez pryzmat epok, ważnych wydarzeń historycznych czy też postaci z nimi związanych, które są dla nich przedstawicielami pewnych pokoleń. W postaciach tych widzą oni prekursorów bądź reprezentantów pewnych stylów, kierunków i nurtów w filozofii, sztuce czy w literaturze. Pokolenia i ich przedstawiciele są dla nich żywym świadectwem ciągłości procesu historycznego. Pomagają im odnaleźć się w chaosie dziejów ludzkości i podążyć głównym nurtem historii. Kilka bądź kilkanaście następujących po sobie pokoleń biologicznych składa się na epokę, do której przyklejone są pewne łatki, ułatwiające patrzenie na świat i umiejscowienie się w nim. Często jednak mimo przypięcia poprzednim epokom łatek ludzie nie wiedzą, w jakiej epoce przyszło im żyć. Nie wiedzą także, czy żyją na początku, na końcu czy też w środku danej epoki. Widzą jedynie epoki oraz pokolenia, które były przed nimi, oraz pokolenia, które przychodzą po nich. Właśnie dzięki tym pokoleniom umiejscawiają się oni w określonej rzeczywistości społecznej i danej epoce. Dziś panuje jednak pesymistyczne przeświadczenie, że kolejnych epok, które różniłyby się od siebie tak wyraźnie jak kiedyś – przynajmniej jeśli chodzi o zmianę filozoficznych wektorów – nigdy już nie będzie.

Kryzys filozofii spowodował, że społeczeństwa przestały spoglądać w przyszłość, szukając w niej następujących po sobie epok, i uznały, że epoka ponowoczesna, będzie trwać wiecznie. Zmieniać się będą jedynie formy, którym będzie towarzyszył nieustanny postęp techniki. Problemem, jaki niesie to przeświadczenie, jest brak możliwości zaczepienia się w czasie.  Społeczeństwo chce bowiem wiedzieć, gdzie się znajduje i dokąd zmierza. Stąd też podjęcie próby znalezienia innych form porządkowania czasu i chwytanie się tego, co ma się pod ręką, czyli zmieniających się pokoleń stających się dla społeczeństwa punktami odniesienia, dzięki którym może się ono odnaleźć w procesie dziejowym i dostrzec zmiany zachodzące w rzeczywistości społecznej. Badanie i analiza pokoleń sprawiają, że społeczeństwo jest przeświadczone, że kontroluje wydarzenia i procesy zachodzące w jego łonie oraz w systemie, w którym funkcjonuje. Powrót do pokoleń nie oznacza jednak powrotu do tradycyjnego ujmowania ciągłości świata za pomocą następujących po sobie pokoleń biologicznych.  Pojawiają się one bowiem zbyt rzadko i są dziś zbyt różnorodne, aby mogły dać przeświadczenie pędzącemu społeczeństwu ponowoczesnemu, że trzyma rękę na pulsie. Obecnie bowiem, dzięki rozwojowi techniki, coraz więcej ludzi z tego samego pokolenia biologicznego żyje w zupełnie innych czasach kulturowo-historycznych. Z tego właśnie powodu społeczeństwu oraz naukowcom sprawia trudność ujmowanie całego pokolenia biologicznego i sprowadzenie go do wspólnego mianownika.  Podziały światopoglądowe zawsze były znaczne wśród rówieśników w ramach jednego pokolenia. Dziś jednak rozwarstwienie światopoglądowe jest o wiele większe niż kiedyś. Zmiany wewnątrz pokolenia biologicznego można więc dostrzec jedynie w błyskawicznie zmieniających się pokoleniach popkulturowych, które kształtowane są przez kulturę masową.  

Kiedyś pokolenie, nazywane inaczej generacją, oznaczało głównie ludzi o wspólnej metryce, mających wspólne cechy oraz żyjących w tej samej rzeczywistości społeczno-kulturowej. Pokolenie pojawiało się średnio raz na 20-30 lat i było bezpośrednim skutkiem biologicznego rozwoju społeczeństw. Dzisiaj jednak, gdy z powodu szybkości przepływu informacji jedna dekada odpowiada wczorajszemu wiekowi, a popkulturowe formy ulegają błyskawicznym zmianom, biologiczne następstwo pokoleń przestało być tak istotne jak kiedyś, ustępując miejsca popkulturowemu następstwu pokoleń, występującemu, co pięć - dziesięć lat. Nie oznacza to jednak, że następstwo biologiczne przestało być ważne, gdyż bez niego nie mogłoby być w ogóle mowy o następstwie popkulturowym. Dziś jednak jedynie pokolenia popkulturowe, które pojawiają się szybciej niż następujące po sobie pokolenia biologiczne, są w stanie odwzorować zachodzące w społeczeństwach ponowoczesnych zmiany. Kiedyś to wiele następujących po sobie pokoleń biologicznych tworzyło jedno pokolenie kulturowe. W okresie przejściowym jedno pokolenie biologiczne odpowiadało jednemu pokoleniu kulturowemu. Dziś zaś w jednym pokoleniu biologicznym może się mieścić wiele pokoleń popkulturowych. Tak więc jak jedno pokolenie biologiczne mieści dziś w sobie wiele pokoleń popkulturowych, tak też każde nowe pokolenie popkulturowe staje się dla społeczeństwa kolejną epoką w ramach jednej niezmiennej epoki ponowoczesnej.    Nie tylko więc pokolenia biologiczne i społeczeństwa fragmentaryzują się na pokolenia popkulturowe, ale robi to także sama epoka ponowoczesna. Dzięki zaś tym nowym pokoleniowym „popepokom”, ponowoczesne społeczeństwo weryfikuje, w jakim  kierunku zmierza oraz w jakim stanie znajduje się system, w którym funkcjonuje. Pokolenia popkulturowe są zwierciadłem zachodzących w społeczeństwie oraz w systemie transmodernistycznym zmian. Społeczeństwo bowiem, nawet jeśli nie wie, w jakiej epoce egzystuje, to dzięki zmieniającym się formom i treściom, jakie towarzyszą kolejnym pokoleniom, wie chociaż, za czasów jakich pokoleń popkulturowych, współczesnych „popepok” przyszło mu żyć. Tak samo każda jednostka funkcjonująca w tym społeczeństwie może się określić w czasie dzięki popkulturowym pokoleniom. Jeżeli to się nie zmieni, za 100 lat będzie się mówiło, że Jan Kowalski żył między pokoleniem X a Y, zahaczając o pokolenie JPII oraz pokolenie JP. Takie umiejscowienie Jana Kowalskiego w rzeczywistości społecznej i historii będzie charakteryzowało go bardziej niż stwierdzenie, że był synem Józefa Kowalskiego i ojcem Piotra Kowalskiego. Jest to oczywiście wizja fatalistyczna, gdyż zakłada ona, że ludzkość nie wyjdzie z transmodernizmu i zmieniać się będą jedynie pewne formy wewnątrz tego systemu, bazujące właśnie na pokoleniach popkulturowych. Odkąd jednak świat zaczął się gubić, a główną narracje rzeczywistości przejął neopogański eklektyczny transmodernizm, w którym prym wiedzie postmodernizm w wydaniu popliberalnym, nic nie wskazuje na to, aby cokolwiek mogło zatrzymać ten proces. Pokolenia popkulturowe, jako określniki postępu i odnośniki do zmieniającego się świata, pozwalają bowiem oddalić na długi czas widmo przekształceń systemowych.

[koniec_strony]

Powodem coraz szybszego szufladkowania i rozróżniania pokoleń, jakie ma obecnie miejsce, jest dziś także chęć narzucenia pokoleniom przez społeczeństwo i jego elity określonej drogi. Nazwa i definicja danego pokolenia często bowiem determinuje zachowania danego pokolenia. Elita społeczna przy kreowaniu obrazu pokoleń ma zatem potencję do zmiany systemu przez kształtowanie w odmienny sposób nowych pokoleń, niż wymaga tego kultura masowa czy system, w którym żyje. Elita ta coraz częściej jednak pozostaje bierna, ograniczając się jedynie do opisu papierków lakmusowych systemu transmodernistycznego, jakimi są pokolenia popkulturowe. Łatka przypinana pokoleniom przez elity, jest już najczęściej wcześniej przygotowana przez popkulturę, która bazuje właśnie na transmodernizmie, i wybijającym się postmodernizmie w ujęciu popliberalnym, którego emanacją są właśnie współczesne poppokolenia. Elity społeczne i naukowcy potwierdzają więc jedynie definicje kolejnych pokoleń popkulturowych jako nowych konsumentów, którzy są z kolei utwierdzani w nadanej im wcześniej łatce przez rynek produkujący formy dopasowane do nadanej im wcześniej szufladki. Społeczeństwo nie chce się jednak przyznać, że przestało kontrolować zmiany i stało się tak samo jak pokolenia popkulturowe jednym z trybów transmodernistycznego systemu. 

Odkąd odrzucono porządek opierający się na chrześcijaństwie, treść przekazywana z pokolenia na pokolenie ewoluuje w jednym wytyczonym przez postmodernizm kierunku – coraz większej dezintegracji społeczeństwa i rozwarstwienia światopoglądowego. Zmiany te są widoczne na pierwszy rzut oka m.in. w postaci coraz większej liczby form oferowanych przez kulturę masową i wolny rynek. Są to jednak gotowe wzorce i formy wewnątrzsystemowe, których treść z czasem się coraz bardziej uniformizuje w stronę afirmacji tegoż systemu. Wzorce te i formy coraz bardziej blokują prawdziwe samookreślanie się członków danego pokolenia popkulturowego. Dla zagubionego społeczeństwa zmiana przez pokolenia form wewnątrzsystemowych jest jednak zmianą wystarczającą, gdyż właśnie dzięki formom odnajduje swoje miejsce w czasie i przestrzeni. Ludzie tęsknią za przewidywalnością i są gotowi na pewien ład, nawet jeśli jego  kosztem będzie amerykanizacja i mcdonalizacja pokoleń, które będą się od siebie różniły, tak jak następujące po sobie kolejne kolekcje zabawek w zestawach Happy Meal. Amerykanizacja nie oznacza tu jednak mesjanistycznej chrystianizacji świata, ale uniformizację na modłę kreowaną przez amerykańskie koncerny, korporacje, oraz wytwórnie filmowe i muzyczne, związaną z konsumpcjonizmem. Póki jednak istnieją silne narodowe ramy, zamerykanizowana kultura masowa nie jest jeszcze w stanie całkowicie wychować pokoleń. Z każdym rokiem ramy narodowe stają się jednak coraz luźniejsze, gdyż postmodernizm popliberalny zdobywa w systemie transmodernistycznym kolejne przyczółki. Nie oznacza to jednak, że forma narodowa zostanie zniesiona. Tak jak w przypadku komunizmu zmieniona zostanie głównie treść, forma narodowa nadal będzie zaś funkcjonowała jako wydmuszka właśnie pod tę nową treść. Należy jednak pamiętać, że postmodernizm w wydaniu popliberalnym różni się od procesu mcdonalizacji. Jest ona bowiem uniformizacją i jako taka jest tylko etapem przejściowym, służącym do spłycania narodowych form i treści, aby w określonym momencie wypełnić je czymś nowym. Postmodernizm w wydaniu popliberalnym wykorzystuje więc mcdonalizację do swoich celów. Wykorzystuje także inne środki i narzędzia, podważając zastane granice i wytaczając nowe. Patrząc zaś na sedno postmodernizmu, śmiało można stwierdzić, że po amerykanizacji pokoleń kolejnym etapem transformacji pokoleń będzie całkowita atomizacja jego członków, a potem samych poppokoleń. Posłuży mu ku temu również kultura anglosaska, gdyż jest ona obecnie najlepszym i najskuteczniejszym wytrychem, jakim posługuje się związana z postmodernizmem popliberalnym kultura masowa. Postmodernizm, liberalizm sceptyczny czy też racjonalizm modernistyczny wraz z innymi nurtami i kierunkami aktywnie rywalizują między sobą na polu kultury masowej o nowe pokolenia popkulturowe, zanim one jeszcze  powstaną. Walczą one o hegemonię w systemie transmodernistycznym i kształt tego systemu oraz przyszłość społeczeństwa za pomocą wpływu na następne pokolenia. Pokolenia popkulturowe będąc zaś nowymi popepokami, stają się zwierciadłem zachodzących w systemie transmodernistycznym zmian, w którym przeglądają się te nurty i kierunki. Patrząc dziś w zwierciadło, jakim są pokolenia popkulturowe karmione kulturą masową związaną z popliberalizmem, coraz wyraźniej widać, że system transmodernistyczny zmienia się właśnie w system postmodernistyczny w ujęciu popliberalnym.

Początkowo poligonem doświadczalnym postmodernizmu była kultura wysoka. Obecnie miejscem bitwy o kształt społeczeństwa i systemu transmodernistycznego stała się właśnie kultura masowa kształtująca nowe pokolenia. Paradoksalnie jest ona jednak ostatnim miejscem dającym namiastkę wspólnoty. Wyalienowane jednostki mogą się dziś bowiem spotkać ze sobą, właśnie na polu kultury masowej. Oczywiście media i kultura masowa także podlegają procesowi fragmentaryzacji. Dziś jednak rudymentarnym poziomem wspólnoty pokoleniowej w jej wymiarze popkulturowym stała się właśnie fragmentaryzacja i coraz większe rozwarstwienie. Wspólnota pokoleń popkulturowych charakteryzuje się dziś więc postępującą fragmentaryzacją, za którą odpowiedzialna jest właśnie w dużym stopniu sfragmentaryzowana kultura masowa. Jest to coraz wyraźniejszy rys pokoleń popkulturowych, które w swoich ramach posiadają coraz więcej form i foremek stworzonych przez sfragmentaryzowaną kulturę masową. Finałem tych przekształceń ma być moment, w którym każdy z członków pokolenia popkultuorwego będzie wyalienowanym bytem i niezależnym od innych stwórcą własnego wszechświata. Już dziś panuje konformistyczna moda na mylnie pojętą asertywność, przejawiającą się w wywyższaniu emancypacji poprzez autokreację. Nie dzieje się to jednak za pomocą rozumu, ale różnorakich popędów. Mimo tego jednak, że wspólnota pokoleniowa będzie coraz mniejsza, to i tak nadal będzie ona istniała, gdyż wspólną bazą pokoleniową będzie po prostu postępujący zanik wspólnoty i bazy pokoleniowej. Oznacza to więc, że dzisiejsze łatki, narzucane pokoleniom popkulturowym przestaną w pewnym momencie w ogóle mieć sens, gdyż silnej wspólnoty tożsamościowej w ramach pokolenia, mogącej je budować, już nie będzie. Będzie to oczywiście moment, w którym społeczeństwa nie będą funkcjonowały już w systemie transmodernistycznym, ale w systemie postmodernistycznym w ujęciu popliberalnym. W tym nowym systemie strzępy dawnego społeczeństwa nie powrócą jednak do pojmowania czasu za pomocą pokoleń biologicznych oraz naturalnego porządku, który kojarzony z odrzuconą wcześniej obiektywnością w ogóle nie będzie brany pod uwagę. Jednym z powodów takiej decyzji będzie bowiem nie tylko rosnący kult młodości, ale także paradoksalnie związana z tym utrata znaczenia wieku człowieka. Wszystko to brzmi dziś jak science fiction, ale patrząc chociażby na postulaty sprzed kilkudziesięciu lat, w których niemieccy Zieloni domagali się zniesienia ograniczeń wiekowych dla kontaktów seksualnych z dziećmi, wszystko zdaje się potwierdzać drogę, jaką podąża trasnmodernizm, który wraz z pokoleniami popkulturowymi, będącymi nowymi popepokami, rozpłynie się w nadchodzącym systemie postmodernistycznym w wydaniu popliberalnym.

Czy tak rzeczywiście będzie, pokaże czas. Obecnie jednak coraz bardziej widoczna staje się poważna alternatywa dla tego procesu, którą uwidoczniła ostatnio demografia. Mianowicie jeżeli w przeciągu kilkudziesięciu lat nic się nie zmieni, to w drugiej połowie XXI wieku w wielu zachodnich państwach to muzułmanie będą wytyczali nowy system oparty na islamie. Jedynie przywrócenie chrześcijaństwa jako głównej narracji mogłoby wskrzesić tradycyjne ujmowanie  czasu i doprowadzić do powrotu społeczeństwa na właściwe tory. Im jednak dalej proces ten postępuje, tym trudniej będzie przywrócić stary ład i skutecznie przeciwdziałać zachodzącym w świecie Zachodu zmianom.

Gabriel Kayzer

Tekst ukazał się w 2014 roku w kwartalniku Fronda LUX 70.

 http://www.pismofronda.pl

Komentarze

anonim2014.07.17 18:42
bardzo długi tekst... chyba nie przeczytam, może ktoś streści :)
anonim2014.07.17 23:52
Nie byłem w stanie przeczytać tego tekstu w całości. Nie sposób dowiedzieć się z niego, czym jest postmodernizm, ani na czym polega transmodernizm. Widać jawnie, że nieuporządkowanie myśli programowo kultywowane przez postmodernizm, udziela się także jego adwersarzom.
anonim2014.07.18 0:05
[email protected] Komunizm skompromitował rozum w tym sensie, że miał być on przekształceniem społeczeństwa zgodnie z pewnym racjonalnym (czy raczej: podającym się za taki) projektem i nie wyszło. Niektórzy (np. Kołakowski) twierdzą, że w nowożytności racjonalność została stopniowo zawężona do racjonalności naukowej. Na takim zaś gruncie niemożliwe się staje racjonalne uzasadnienie moralności, ponieważ badanie naukowe ma stanowić opis i wyjaśnienie zjawisk, nie zaś ich ocenę. Jak to ujął Allan Bloom, nauka może przysporzyć potęgi, nie przysparzając cnoty. W rezultacie możliwe jest pojawienie się barbarzyństwa dysponującego nieznanymi dotąd środkami technicznymi. I tym właśnie były komunizm i nazizm. Jakoś tak.
anonim2014.07.18 1:30
[email protected] Jeśli przyjmiemy, że rozum może rozpoznać tylko środki do celu, nie zaś same cele (tzw. rozum instrumentalny), to cóż jest nierozumnego w wymordowaniu rozumnych i pozostawieniu samych wiernych? Taki środek do celu. Ale poza tym - oczywiście: komunizm można rozpatrywać także jako prąd irracjonalny. Osobiście jestem skłonny sądzić, że komunizm ma swoje praźródła w heretyckich ruchach ludowych wieków średnich, które chciały stworzyć doskonałą społeczność doskonałych chrześcijan. U Voegelina - autora tej koncepcji - nazywa się to skomplikowanie immanentyzacją i sekularyzacją eschatonu. Z drugiej strony powiedziałbym, że jednym ze źródeł komunizmu jest też idea regnum hominis (królestwa człowieka), jaka pojawia się u Francisa Bacona. Uważał on podobno, że rozwój nauki i związane z nim opanowanie przyrody spowoduje, że człowiek wróci do stanu rajskiego. Domyślam się, że chodziło mu o przezwyciężenie ograniczeń ludzkiej kondycji. To się dopiero nazywa irracjonalizm racjonalisty!