19.04.16, 21:34

Pro publico Bono?

 

Podchwycona przez lewicowe media wypowiedź gwiazdora na temat Polski jest kolejnym przejawem desperacji opozycji, która już sama nie wie, gdzie szukać ratunku i poparcia. 

 

Ratunek dla polskiej demokracji, Trybunału Konstytucyjnego, PO i Nowoczesnej, przychodzi teraz z kręgu celebrytów i to z najwyższej półki. Na temat sytuacji w Polsce wypowiedział się niedoszły laureat Nagrody Nobla – lider zespołu U2 – Bono. 

 

Bono zawsze zabiera głos, gdy dzieje się na świecie coś, w jego mniemaniu, niedobrego. Ale przede wszystkim jest emisariuszem poprawności politycznej. Słyszalnym, tylko dlatego, że jest sławny. Ale czy sukces w jednej dziedzinie życia uprawnia do tego, aby być ekspertem w innej? Nic podobnego. 

 

Czy znany kardiochirurg jest ekspertem dziedzinie wiary i moralności? Przeciwnie – może być szubrawcą i draniem. Czy nauczyciel etyki będzie ekspertem w kwestiach chirurgii, uprawnionym do publicznych pouczeń – jak przeprowadzać skomplikowane operacje na otwartym sercu? 

 

Podobnie piosenkarz na polityce, prawie konstytucyjnym i wielu innych rzeczach zna jak kura na pieprzu. Nie przeszkadza to Bono zabierać głosu w ważnych sprawach dotyczących finansów międzynarodowych, przestrzegać przed globalnym ociepleniem, czy ostrzegać świat przed Węgrami i Polską jako wylęgarniami faszyzmu. 

 

Poglądy znanego showmana są wpisane w jeden schemat – poprawności politycznej. Oznacza to wstawianie się za mniejszościami, ekologizm, liberalne podejście do aborcji i spraw obyczajowych, a także przeciwstawianie się tradycji, patriotyzmowi i wartościom konserwatywnym. 

 

Dlatego potyskiwania celebrytów można traktować tak jak na to zasługują – z przymrużeniem oka. Lider U2 jest z pewnością autorytetem w jednej dziedzinie – muzyki popularnej. Nie uprawnia go to jednak do autorytatywnych wypowiedzi na temat wewnętrznej polityki jakiegokolwiek kraju. 

 

Tomasz Teluk