07.11.16, 21:01Fot. Youtube

Czy jest alternatywa dla Międzymorza? Prof. Żurawski vel Grajewski dla Frondy

Jakie znaczenie ma Via Carpatia w kontekście budowania współpracy Europy Środkowo-Wschodniej i przed jakimi szansami staje nasz region? Jak ważna i czy w ogóle ważna jest w tym kontekście współpraca z Chinami? Na te pytania w rozmowie z naszym portalem odpowiada Przemysław Żurawski vel. Grajewski.

 

Fronda.pl: Premier Beata Szydło podczas dzisiejszego spotkania w Łańcucie mówiła o wielkich możliwościach, jakie może przynieść nam Via Carpatia. Jak możemy ocenić znaczenie Via Carpatia w kontekście budowy Międzymorza, a także w kontekście rozwoju współpracy gospodarczej z Chinami.

Przemysław Żurawski vel. Grajewski: Rzeczywiście jest tu wiele możliwości, choćby związanych z budową nowego jedwabnego szlaku. Wiąże on Chiny z naszym regionem linią komunikacyjną biegnącą aż do Łodzi, co za tym idzie, przewóz towarów znacząco się skraca w porównaniu do drogi morskiej. Tym samym wzrasta jego atrakcyjność, mówiąc nawet w skali regionalnej. Takie towary stanowiłyby istotną konkurencję nawet dla towarów niemieckich, a wziąwszy pod uwagę różnicę potencjałów można to uznać za istotne osiągnięcie. Mówimy oczywiście o pewnym projekcie, a nie czymś co istnieje, choć trzeba zauważyć, że skala wymiany towarowej na tej linii już w tej chwili jest znacząca.

Jakie jeszcze skutki mogłoby przynieść funkcjonowanie Via Carpatia?

Z drugiej strony gdyby Via Carpatia została poprowadzona zgodnie z projektem czyli łączyłaby kraje wschodnich Bałkanów (jako że miałaby sięgać aż do Rumunii) z Węgrami, Czechami, Słowacją, Polską i krajami bałtyckimi, po pierwsze zmieniłaby nieco układ tranzytowy, który w tej chwili dominuje na kierunku wschód-zachód na istotny dla nas kierunek północ-południe. Byłaby też elementem wiążącym trzy z czterech państw wyszehradzkich oraz Rumunię, a pamiętajmy, że przecież istniałaby możliwość przedłużenia szlaku.

Jakie dokładnie korzyści dla Polski mogłoby to przynieść?

Via Carpatia bardzo wspomogłaby gospodarczo tę część Polski, która tej pomocy potrzebuje, czyli ścianę wschodnią. Zmniejszyłaby też pewne nierówności w naszym regionie (mam tu na myśli Bałtyk), które pozostały jeszcze z czasów sowieckich. Zniwelowana zostałaby względna, podkreślam – względna izolacja państw bałtyckich, w których wciąż np. występuje postsowiecki rozstaw torów.

Ten projekt to więc w gruncie rzeczy same pozytywy?

Dla całego regionu przyniósłby on wiele korzyści. Pozwoliłby on zacieśnić więzi gospodarcze między państwami, które byłyby połączone poprzez Via Carpatia. A skoro zacieśnione byłyby więzi gospodarcze, w ślad za tym poszłoby też polepszenie relacji polityczny, bo to wszak jest naturalny proces. Tworzyłoby to pewną oś komunikacyjną, wokół której obudowywana byłaby współpraca. Ze wszech miar ten projekt byłby więc korzystny dla wszystkich państw w naszym regionie.

Czy Via Carpatia z czasem mogłaby się rozwijać?

Trzeba by myśleć o poszerzeniu szlaku i wykorzystaniu jego możliwych odnóg. Polsce bardzo przydałoby się polepszenie komunikacji. Brakuje nam choćby komunikacji z Czechami na zachód od Bramy Morawskiej. Nie mamy wielu porządnych szlaków komunikacyjnych prowadzących przez Sudety. Istnieje też projekt wyjścia na Adriatyk, a konkretnie na Chorwację, gdzie najbardziej interesującą kwestią jest szlak tranzytu surowców, a konkretnie gazu z terminalu Krk. Stanowiłoby to strukturę asekurującą gazoport w Świnoujściu. Projekty wzmocnienia związków infrastrukturalnych zarówno w zakresie komunikacji kolejowej, kołowej, jak i tranzytu surowców w całym regionie ABC (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne), to bardzo sensowny ekonomicznie pomysł, co nie oznacza, że tani. Ale niezależnie od tego warto prowadzić sensowne inwestycje.

Czy myśli Pan, że rozbudowując Międzymorze, a także zacieśniając współpracę z Chinami, kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogłyby stanowić realną przeciwwagę dla krajów zachodu z tzw. „starej” Unii Europejskiej, czyli Francji, Niemiec itd.?

Trzeba pamiętać, że nie chodzi tu o znalezienie jakiegoś kamienia filozoficznego i rozwiązanie wszystkich problemów za pomocą jednego instrumentu. Mówimy o współpracy w ramach Międzymorza, ale musimy też patrzeć na inne możliwości, jak np. współpraca z krajami bałtyckimi i skandynawskimi z przełożeniem na współpracę z krajami anglosaskimi. Należy też pamiętać, że współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej jest przede wszystkim gospodarcza, nie ma wymiaru wojskowego. Współpraca energetyczna Polski to jeszcze inny obszar, na pewnym odcinku istnieją szanse na współpracę z Ukrainą itd. Jak widać, obszarów współdziałania jest bardzo wiele od energetyki po wojskowość. Nie zawsze interesy wszystkich państw w danych obszarach muszą się pokrywać, dlatego myśląc o współpracy z różnymi krajami, powinniśmy pamiętać o tej wielowymiarowości.

Niektórzy uważają, że Europa Środkowo-Wschodnia jest zwyczajnie zbyt słaba, aby stać się realnym partnerem dla Niemiec czy Francji. Czy to nie przesadny pesymizm?

Nasza współpraca w ramach Międzymorza nie oznacza oczywiście tworzenia alternatywy dla Unii Europejskiej czy NATO, bo potencjał do tego jest oczywiście zbyt mały. Jednak połączenie różnych sił naszych krajów i współpraca w wielu wymienionych obszarach może powodować stopniowy, bo przecież nie skokowy wzrost znaczenia Europy Środkowo-Wschodniej. Zwłaszcza jeżeli dodamy do tego współpracę z Chinami, która też stanowi istotny czynnik. Malkontentów i krytyków idei współpracy w ramach Międzymorza można by zapytać, co proponują w zamian. Przecież nie usiądziemy, nie zaczniemy płakać i nie będziemy czekać, aż ktoś się nami zaopiekuje. To nie byłaby najrozsądniejsza recepta.

A czy zacieśnienie relacji gospodarczych z Chinami przez nasz region miałoby jakieś znaczenie w kontekście relacji z Rosją i ewentualnej obrony przed agresją z tej strony?

Koncepcja dotycząca tego, że w pewnym momencie Chiny mogłyby rozwiązać problem rosyjski z polskiego punktu widzenia raczej kojarzy mi się z dowcipami. Oczywiście ta gra ma jakieś znaczenie, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że obecnie Chiny i Rosja są raczej państwami współdziałającymi na rzecz osłabienia globalnej dominacji Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście w bliższej i dalszej przyszłości będziemy mieli do czynienia zarówno ze zjawiskami oddziaływującymi na korzyść Polski, jak i takimi działającymi w zupełnie odmiennym kierunku.

To znaczy?

Wiadomo, że jakiekolwiek głębokie związanie sił amerykańskich na dalekim wschodzie w razie narastania sprzeczności amerykańsko-chińskich będzie siłą rzeczy zmniejszało zdolności USA do skutecznego oddziaływania w naszym regionie. Tym samym jakikolwiek zwrot rosyjski w kierunku współpracy ze Stanami Zjednoczonymi na bazie „antychińskiej”, byłby dla Polski niekorzystny, bowiem Rosjanie z pewnością zażądaliby ceny za taki zwrot, a taką ceną byłyby interesy Europy Środkowej. Obecnie taką możliwość co prawda wykluczam, ale rozmawiamy o dalekiej perspektywie.

Jak bardzo realne są takie scenariusze?

Na razie to są scenariusze nieprawdopodobne. Przede wszystkim tzw. czynnik chiński jest na razie dosyć powolny, trzeba to mierzyć raczej w dziesięcioleciach niż w latach. Po drugie ten wektor może działać w obie strony. Może powodować również bardzo głębokie problemy Rosji z załamaniem państwa włącznie szczególnie na dalekim wschodzie na wschód od Uralu.

Jak w przyszłości może się rozwijać globalna pozycja Chin?

Przewaga demograficzna, ale także gospodarcza i technologiczna Chin jest coraz bardziej miażdżąca. W tej chwili co prawda np. nad Rosją nie mają jeszcze przewagi wojskowej, ale Chińczykom aż tak się nie spieszy. Nie wiemy, czy w kolejnych dziesięcioleciach sytuacja się nie zmieni. Oba scenariusze [lepszy i gorszy dla Rosji przyp. red.] są w moim przekonaniu możliwe. Nie można tym samym zaplanować działań i z góry przygotować się pod jeden z nich. Poza tym istnieje jeszcze jeden niezbadany czynnik, który też może wpłynąć na rozwój sytuacji geopolitycznej, czynnik, z którym do tej pory nie mieliśmy do czynienia, bo nikt nie miał takich doświadczeń.

Jaki to czynnik?

W związku z prowadzoną przez lata polityką jednego dziecka, od której dopiero teraz Chiny odchodzą, kraj ten znalazł się w sytuacji, w której jego społeczeństwo najpierw się zestarzeje, a dopiero potem wzbogaci. Będą pierwszym na świecie narodem, który czeka coś takiego. Tym samym nie wiemy, jak to wpłynie na rozwój tego kraju. W kontekście chińskim często zapomina się o nich ważnym konkurencie w regionie czyli o Indiach, równie potężnym demograficznie państwie, a przecież bardziej dynamicznym pod względem demografii, a co więcej ze społeczeństwem władającym angielskim, najważniejszym językiem światowej komunikacji. Rozmowa o układzie sił światowych w kontekście Chin to szerszy temat na inną okazję, bo trzeba by tu wziąć pod uwagę jeszcze Japonię, obie Koreę, Wietnam… Jednak z pewnością współpraca z Chinami może być dla nas istotna z gospodarczego punktu widzenia.

Dziękujemy za rozmowę.