05.11.16, 17:28fot. Fronda

Robert Tekieli ostrzega: Nie paktujcie z diabłem!!!

Rozmawia: br. Tytus Wandas OFM – redaktor naczelny FBI

Może zacznę od tego, jak na Pana trafiłem. Maciek Musiał, z którym także rozmawiałem, wspomniał, że dużo Panu zawdzięcza, że jest Pan doświadczonym dobrym mówcą i wspaniałym człowiekiem. Rozmowa była nagrywana na dyktafon. Kiedy przepisywałem nagranie, błędnie odsłuchałem Pana nazwisko. Menadżerka i mama Maćka, Anna Musiał, przy autoryzacji zwróciła mi uwagę na błędnie przepisane nazwisko i zażartowała, jak mogłem pomylić nazwisko tak wspaniałego człowieka. Poleciła też skontaktować się z Panem i porozmawiać. I tak jestem dzisiaj przed Panem na ul. Filtrowej w Warszawie.

Robert Tekieli: (uśmiecha się) Bardzo mi miło.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że Warszawa jest specyficznym miejscem, że krążą nad nią złe duchy. O co konkretnie Panu chodziło?

RT: Kiedyś Czesław Miłosz opisywał takie swoje doświadczenie, że jak przylatuje do Polski, a był to czas komunizmu, to ma wrażenie takiej ciężkości, skłębionego zła. Takiej pokrywy jak z burzowych chmur. Drugi obraz jest wzięty z wizji związanej z objawieniami w Fatimie: Rosja, kraj, w którym przez aborcję zabija się miliony dzieci. W Rosji to się zaczęło i do dziś zabito ponad miliard osób. Skala morderstw na nienarodzonych dzieciach jest przerażająca. Tam te dzieci są zabijane szczególnie często, kobiety w swoim życiu dokonują po kilkanaście aborcji. I tam też był użyty ten obraz, obraz krążących nad Rosją złych duchów, taka skłębiona zasłona. Warszawa jest miejscem, które przyciąga ludzi z wielu stron, często bezwzględnych, nie liczących się z dziesięcioma przykazaniami. Tak mi się ten ciężar, który czuję w Warszawie, kojarzy. To nie żadne doświadczenie mistyczne czy wizja.

Teraz wypowiada się Pan tak a nie inaczej. Jest to pewnie spowodowane tym, co miało miejsce w Pana życiu. Tak żeby lepiej Pana zrozumieć, może na chwilę cofnijmy się do Pana przeszłości. Co było przed nawróceniem?

RT: Trzydzieści lat byłem poza Kościołem. Robiłem pismo w podziemiu, potem wychodziliśmy na powierzchnię. Robiłem liczne programy telewizyjne, zarabiałem konkretne pieniądze.

Los wielu ludzi zależał ode mnie, chciałem podejmować tylko dobre decyzje, bo miałem świadomość, że wszystko co zrobię odbije się na wielu ludziach. Aby nie popełniać błędów, zacząłem interesować się kursami kontroli umysłu metodą Silvy, które taką skuteczność obiecywały. Zacząłem kurs. Mówiło się na nim o rzeczach takich jak półkule mózgu, synchronizacja, fale mózgowe itd. Po latach okazało się, że był to kurs magii i bioenergoterapii. Kurs inicjacyjny w duchowość sataniczną. Wtedy w ogóle tego nie rozumiałem, cieszyłem się, że słyszę myśli innych ludzi. Jak przychodził ktoś ciężko chory, nakładałem ręce i zabierałem od niego tę chorobę. Zwierzęta do mnie przychodziły i przytulały się chorymi częściami ciała, także nie był to żaden epizod psychotyczny. Ta metoda jest skuteczna duchowo, otwiera na świat demoniczny. Potem jako osoba otwarta na działanie złego ducha miałem coś, co tutaj w świecie materialnym opisuje się jako nadzwyczajne właściwości. Okazało się, że nie są to dary, tylko ciężka próba. Po wielu latach cierpień, nawrócenia, otwarcia się na Kościół i Jezusa zostałem poddany egzorcyzmom.

Akurat od jakiegoś czas mam dużo do czynienia z ludźmi, którzy mają różne „nadprzyrodzone” zdolności. Myślę o o. Aaronie, Bashoborze, Józefie Witko. Mają oni przeróżne dary: mówią językami, uzdrawiają, mają wizje przyszłości. Wszyscy oni jednak działają wewnątrz Kościoła. Czy może tak być, że któryś z nich robi to mocą złego ducha?

RT: Charyzmat proroctwa i jasnowidzenie to dwie różne rzeczy. Jest to dobrze opisane w literaturze i wiadomo na czym to rozróżnienie polega. Charyzmat proroctwa zawsze służy nawróceniu człowieka. Jasnowidzenie może służyć różnym rzeczom. Zły duch jest „małpą”, imitatorem. Kiedy Mojżesz rzucił laskę przed faraonem i zamieniła się w węża, kapłani egipscy zrobili to samo. Jak wielu ludzi zostało zwiedzionych np. przez o. Klimuszkę, który, jak podejrzewam, do śmierci nie miał świadomości demonicznego pochodzenia swoich nadprzyrodzonych zdolności. Od dwudziestu lat jeżdżę po Polsce, jestem zapraszany przez różne instytucje, w tym także przez zakony. Uczestniczyłem w rekolekcjach, które odbyły się w Łagiewnikach pod Łodzią. Zjechali się franciszkanie z całego świata. Jeden z gwardianów zapytał mnie (bo w jego domu odchodzili z kapłaństwa mnisi w ilościach statystycznie nieprawdopodobnych, a jest to dom, w którym wcześniej przebywał o. Klimuszko), czy rekomenduję egzorcyzmy miejsca, powiedziałem: „Tak, rekomenduję”. To Bóg daje swoim pokornym sługom charyzmaty, uzdrawia ludzi przez ich modlitwę, a innym pozwala prorokować, co pociąga za sobą nawrócenia konkretnych osób. Jeśli ktoś jasnowidzi, to mocą złego ducha. On zna całą przestrzeń grzechu, może podpowiadać rzeczy, które są dla niego prawdopodobne. Mówiąc najkrócej: nie wiem nic na temat charyzmatów o. Witko, nie poznałem go, nie spotkałem się z negatywnymi ani z pozytywnymi konsekwencjami jego działań. Natomiast różnica między bioenergoterapią a charyzmatem uzdrawiania czy pomiędzy charyzmatem proroctw a jasnowidztwem jest bardzo precyzyjnie opisana w książce ks. Aleksandra Posackiego. Na przykład szczegółowo opisał on piętnaście różnic odróżniających bioenergoterapię od Bożego charyzmatu uzdrawiania.

 Często gdy opowiada Pan o swojej przeszłości, mówi Pan, że działy się wokół Pana różne „dziwne” sytuacje prowokowane przez diabła. Jednak w życiu osób bardzo wierzących też dzieje się dużo „ciekawego” i mówią oni, że to Duch Święty im pomaga. Gdzie jest różnica? Czy na pewno diabeł ingerował w Pana życie?

RT: Mam pewność, że była to sprawka złego ducha. Znam ich owoce. Były one bardzo negatywne.

Przechodził Pan egzorcyzmy. Skąd w ogóle się to wzięło? W jaki sposób Pan się zorientował, że coś jest nie tak? Czy nie mogło być to po prostu jakieś zniewolenie? Jaka jest różnica między człowiekiem zniewolonym a opętanym?

RT: To zupełnie różne kwestie. Rozeznawanie, że potrzebne są egzorcyzmy w mojej sytuacji trwało siedem lat. Było to związane z procesem nawrócenia. To było dobre rozeznanie. Zniewolenie od opętania różni się tym, że człowiek intencjonalnie zwracał się ku złu. Ja zrobiłem to w nieświadomości, bo nie uznawałem istnienia złego ducha. Dla mnie nie był on bytem realnie istniejącym. Ludzie, którzy są otwierani na świat duchowy, demoniczny, poprzez różnego rodzaju manipulacje, bioenergoterapie, jasnowidzenie, wróżbiarstwo, jogę, sztuki walki, nie chcą źle. Nie mają pojęcia, że zwracają się do złego ducha. Na sztuki walki chodzą po to, żeby gdzieś wyładować stres. Jasno widać, że nie robią tego bezpośrednio, jednak wpadają w zniewolenie. Natomiast opętanie jest wtedy, gdy ktoś zwraca się ku złu intencjonalnie. Ludzie są dziś w stanie uwierzyć, że kawałek metalu może dać im moc, siłę, a jak się im powie, że noszenie kawałka metalu może doprowadzić do depresji i zniewolenia duchowego, to w to nie uwierzą. Co to oznacza? Nie da się racjonalnie pomyśleć, że kawałek metalu może wpływać na mój los. Więc jeżeli nie da się tego racjonalnie pomyśleć, to jest tylko jedna droga, droga wiary. Nawet jeśli nie dokonuję aktu wiary świadomie, to robię to realnie. Bo jeśli nie mogę czegoś osiągnąć na podstawie ciągu – przyczyna i skutek, to na jakiej podstawie tego oczekuję? Nawet jeśli w przestrzeni świadomej jestem zwiedziony przez ideologie bioenergoterapii, wróżbiarstwa, jasnowidzenia, sztuk walki czy jakichś innych New Age'owych opowieści. Opowieści dziwnej treści, których cel jest tylko jeden – zmniejszyć krytycyzm człowieka. Jeśli człowiek będzie posługiwał się zdrowym rozsądkiem, będzie żył w łasce uświęcającej, nie da się w to wkręcić. Ludziom zniewolonym pomaga wielu kapłanów, charyzmatyków, egzorcystów.

Jeśli ktoś miał styczność z tymi zagrożeniami - bioenergoterapią, wróżbiarstwem, jogą itp., a doświadcza depresji, której nie da się wyleczyć farmakologicznie, nieszczęścia dzieją się seriami w jego życiu, ma wahania nastroju nieadekwatne do bodźca, nagle w jego życiu zaczęły się rozpadać dobre wcześniej relacje – może podejrzewać, że niezbędna jest modlitwa o uwolnienie.

Podobnie, jeśli dziecko słuchało muzyki z przesłaniem satanistycznym i zaczęło izolować się od rodziny. Jak człowiek rozpozna, że jego kłopoty biorą się z dotknięcia zagrożeń duchowych, najpierw musi intelektualnie w wolności przyjąć, że uczestniczył w sytuacji inicjacyjnej, czyli otworzył się na złego ducha. Potem trzeba szukać pomocy w Kościele, nie u żadnych świeckich egzorcystów! „Świecki egzorcysta” to jak „sucha woda”, pojęcie, które jest wewnętrznie sprzeczne. Świecki egzorcysta to jest mag, spirytysta bądź czarownik, który da chwilową ulgę, ale zarazi jeszcze gorszą duchową chorobą. Pomoc jest tylko w Kościele!

[koniec_strony]

Tydzień temu, gdy w Jarosławiu uczestniczyłem we Mszy św. o uzdrowienie, podeszła do mnie pani i powiedziała, że rozmawia z duchem swojej zmarłej matki, z którą była bardzo zżyta. Zapytała, czy taki kontakt jest dobry. Co by Pan odpowiedział na moim miejscu?

RT: Musi zerwać tę relacje. Jeśli podejmowała w swoim życiu decyzje na podstawie rad swojej mamy, to powinna iść do spowiedzi. Jeśli przez dłuższy czas była pod jej wpływem, to musi prosić o modlitwę o uwolnienie, dlatego że jest to jeden z chwytów złego ducha. Znam przynajmniej dwie osoby, które w podobny sposób doprowadziły się do sytuacji dramatycznego uzależnienia. Nie o to chodzi, że coś się dzieje w snach, tutaj chodzi o decyzje w świecie realnym, które ci ludzie podejmują, kierując się radami złego ducha, który przybiera postać zmarłego narzeczonego, ojca itp., najczęściej kogoś, z kim byliśmy w chorej relacji, dominacyjnej, dlatego jest im dużo łatwiej w to wejść.

Czyli nie ma szans, żeby takie kontakty służyły dobru?

RT: Tego nie powiedziałem. Powiedziałem, że ta konkretna osoba powinna się tak zachować. Jeżeli to jest matka, która raz przyszłaby prosić o coś konkretnego: zamów mszę, pomódl się za mnie, to są zupełnie inne sytuacje. Jeśli natomiast to się powtarza wielokrotnie, jeśli demon pod postacią osoby zmarłej chce utrzymywać relację, to na pewno nie ma to nic wspólnego z osobą zmarłą. Między nami a zmarłymi jest ogromna przepaść, oddziela nas tajemnica, relacje z momentem śmierci człowieka ucinają się i już! Dopiero w niebie będziemy mogli je odtworzyć. Zły duch zawsze przychodzi pod pozorem dobra.

Osoba stojąca obok, patrząca na Pana i uważnie słuchająca, może powiedzieć, że demonizuje Pan wiele sfer, ale jest prawdą, że wiele spraw, które sprowadza Pan do sfery złego ducha, ona zaliczyłaby do psychologii czy filozofii. Czy jest to poprawne?

RT: Jedno jest pewne, złemu duchowi jest łatwiej człowieka zniewolić, jeśli on grzeszy. Wszystkie problemy duchowe najczęściej oparte są na zranieniach psychicznych, grzech niszczy również psychikę. Niszczy sferę relacji, sumienia, a jest to stworzony świat duchowy, więc psychologowie też mogą prawidłowo opisywać sytuacje różnych ludzi. Problem polega na tym, że filozofowie i psychologowie najczęściej redukują rzeczywistość, nie biorąc pod uwagę sfery duchowej. Rzeczywiście zakładam, że psycholog może w jakiś sposób człowiekowi pomóc, ale nie jet to możliwe, gdy nie bierze pod uwagę sfery duchowej człowieka. Człowiek jest jednością: stanowi go soma, psyche i pneuma. Każdy człowiek podlega działaniom złego ducha, chociażby przez pokusy. Moja działalność związana jest z ludźmi, którzy otwarli się na działanie złego ducha w sposób nadzwyczajny, czyli tymi, którzy powiedzieli złu, świadomie czy nie: tak chcę! Czyli otworzyli się w procesie inicjacyjnym na nadzwyczajne działanie złego ducha. Nie działa wtedy on z zewnątrz przez wyobraźnię, logikę, zmysły, tylko od wewnątrz, gdzie człowiek ma seriami myśli bluźniercze, ma natręctwa, przy których nie potrafi się obronić. Grzeszy pychą albo rozpaczą, wtedy szczególnie potrzebna jest modlitwa i trwanie w łasce uświęcającej. Taki człowiek ma szansę nie ulec pokusom.

Natomiast człowiek dręczony, człowiek opętany nie jest w stanie sam sobie pomóc, musi prosić o pomoc Kościół, musi prosić o modlitwę o uwolnienie albo o egzorcyzmy. Trzeba jasno rozgraniczyć, że to są dwie zupełnie inne sytuacje.

Spotkałem kiedyś młodego człowieka, który powiedział mi, że jak był małym chłopcem, startował w zawodach piłki nożnej, był bramkarzem jednej z drużyn. Obiecał on wtedy diabłu, że jak nie przepuści żadnej bramki, to odda mu duszę. Faktycznie, tak się stało. Jego drużyna zdobyła mistrzostwo, a on „sławę” najlepszego bramkarza. Gdy dorósł, przypomniał sobie o tej sytuacji i wyspowiadał się z niej. Czy to wystarczy?

RT: Nie, tutaj potrzebne są egzorcyzmy. Chłopiec zawarł pakt. Te rzeczy są często lekceważone. Jednak związać się ze złem można i w sytuacjach banalnych. Na przystanku stoi dziewczyna, trzyma siatki, obok stoi ojciec. Rozgląda się i smuci: wydaje się jej, że jest pulchna i w związku z tym nie znajdzie męża. I obiecuje diabłu siebie w zamian za męża. W podobny sposób jak ten chłopiec zawiera pakt. Kończy się to destrukcją jej życia w ciągu kilku najbliższych lat. Kiedy ciężko zachorowała psychicznie, będąc już na skraju, mąż zdecydował się na odejście od niej i zabranie jej dzieci, nawróciła się do Boga. Ta historia skończyła się happy endem. Sakrament spowiedzi w przypadku chłopca, o którego pytasz, był niezbędny, ale potrzeby jest też kolejny krok.

Mówi Pan, że w przypadku każdego paktu z diabłem historia kończy się tak samo – klęską człowieka. Czy na pewno? Czy nie ma możliwości, żeby dany człowiek całe życie „opływał” w złoto?

RT: Nie, nie, nie. Zły duch jest bardzo dobrym ekonomistą. Pomaga tylko do pewnego momentu, do sytuacji, w której może dokonać kolejnego „zaboru”, jakaś kolejna sfera osobowości człowieka wchodzi w grzech. Dokonuje rzeczy nieodwracalnych. Jest on bardzo cwanym partnerem handlowym, bezwzględnym, przed którym nie można się obronić. Tylko bardzo nielicznych ludzi chroni do śmierci. Takich na przykład, którzy wymyślają nowe gałęzie okultyzmu. Ale za to ci ludzie mają straszną śmierć.

[koniec_strony]

Chłopiec był dzieckiem, najprawdopodobniej nie wiedział co robi. A czy dużo ludzi zawiera podobne pakty w pełni świadomie?

RT: Bardzo mało. Poznałem może piętnaście w swoim życiu. To są sataniści. Takich osób u egzorcysty na 1000 jest najwyżej 10. Na czym polega satanizm? Satanizm jest wyborem zła. Konsekwentnym wyborem. Z człowieka krok po kroku wyrzuca się, niszczy wszystkie doświadczenia dobra w życiu, pozbawia się go godności. Poznałem satanistkę, która miała w życiu jedną osobę w jakikolwiek sposób pomagającą, starszego brata. Chronił ją. Opiekował się. Kiedy brat miał trzynaście lat, doszedł do wniosku, że nie chce już więcej przegrywać, nie chce dostawać w dupę, stał się satanistą. Wciągnął w to swoją siostrę. I potem, co dla mnie było niewyobrażalne, by zniszczyć relację z nią, oddał ją obcemu facetowi. Ona była ołtarzem w czasie mszy satanistycznej. Potem zmusił siostrę, by żyła z tym facetem, pojawiło się dziecko… Ale osób opętanych jest mało. Całe zwodzenie, cały New Age, cały okultyzm, cały spirytyzm, wszystkie bzdury związane z czarostwem wiejskim są rodzajem oszustwa złego ducha. Ludzie w większości wpadają w pułapki bioenergoterapii, wróżbiarstwa czy jogi. Mało jest ludzi, którzy chcą intencjonalnie zła. Większość w zło idzie nieświadomie.

Czy to prawda, że zły duch boi się święconej wody, nie wchodzi do kościoła i szczególnie boi się ludzi świętych?

RT: W kościele przebywają ludzie, a skoro przebywają ludzie, to i przebywa zły duch. Widziałem setki razy konsekwencje jego działania – również w kościele. Budynek przed niczym nie chroni. Inaczej jest w momencie przeistoczenia itd. Diabeł boi się świętych, są oni dla niego zagrożeniem, często wyrywają wiele ludzi z jego rąk. Aczkolwiek zdarza się, że za ich życia Bóg dopuszcza, żeby dręczył on świętych. Ojciec Pio był atakowany wiele lat, nie tylko duchowo, ale i fizycznie. Te boje toczyły się głównie nocami... A co do święconej wody, to satanista jest w stanie rozpoznać, czy dana woda jest święcona, czy nie. Ci mocno zaawansowani potrafią wyczuć, który komunikant jest już ciałem Jezusa, a który nim nie jest. Boją się święconej wody. Jednak jak ktoś będzie żył grzesznie, to święcona woda mu nie pomoże. Nie działa ona na sposób magiczny, jak się niektórym wydaje.

Jak wielu z nas wierzy, że jakiś przedmiot może mu dać moc czy szczęście? Znaczna grupa ludzi nie uznaje działania danego przedmiotu tylko nosi go, czy trzyma w domu, bo ładnie, estetycznie wygląda. Czy bez wiary w moc danego przedmiotu też może on na nas negatywnie oddziaływać, np. pierścień atlantów czy Hello Kitty?

RT: W Hello Kitty nie ma żadnej ukrytej symboliki. To całkiem coś innego, tam istotą jest niszczenie wrażliwości dzieci, a nie sprawy demoniczne. Sprawy demoniczne są np. w Monster High, małe dziewczynki nie powinny bawić się śmiercią. Natomiast amulety, kultyczne maski afrykańskie, wyobrażenia bóstw indyjskich, amulety, takie jak oko proroka czy skarabeusze przywiezione z Egiptu, to są przedmioty kultu i nie ma znaczenia, czy ktoś patrzy na nie jak na przedmioty estetyczne. Zły duch uznaje przestrzeń, która jest obwarowana tym symbolem, za swoją, uważa, że ma większe prawo do osób przebywających w takich miejscach, do osób noszących amulety. Ja mogę karabin nazwać różą, ale i tak będzie można z tej „róży” zastrzelić człowieka. Człowiek, który chce zmieniać znaczenie słów i wpływać w ten sposób na rzeczywistość, jest śmieszny. Chodzi zawsze o drugą stronę, o demona. Jeśli noszę pentagram, to tak jakbym założył na siebie tabliczkę: demonie zapraszam cię do swojego wnętrza. Pentagramy nosili ludzie zajmujący się magią, czyli współpracujący z demonem. Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, w której ktoś dostaje od babci pierścień Atlantów i nosi go. Mówisz mu: wyrzuć ten amulet. I ta osoba wyrzuca go. Jestem przekonany, że Bóg ochroni tego człowieka przed konsekwencją noszenia amuletu. Ale jeśli ten człowiek powie: nie, nie on jest fajny, dostałem go od babci… jest ze złota… nie wyrzucę go, to poniesie negatywne konsekwencje kontaktu z amuletami. Bo to jest taka postawa: Panu Bogu świeczkę, diabłu ogarek. Myślę, że niewinność czy naiwność tamtych sytuacji jakoś człowieka chroni. Ale jak już czytam horoskopy, mówię, że w nie nie wierzę, ale lubię sobie poczytać i robię to co dwa tygodnie, to sorry. Nie oczekuj, że będzie cię chroniło nawet to, że chodzisz do kościoła i przyjmujesz sakramenty. Święty Paweł mówi: „wystrzegajcie się wszystkiego, co ma choćby pozór zła”. Ta zasada jest absolutnie sensowna.

Tytus: W jednym z seminariów duchowych na pierwszym piętrze znajduje się kaplica. Na pierwszym i drugim piętrze mieszkają klerycy i ich opiekunowie. W piwnicach otwarto muzeum misyjne, do którego zaczęto sprowadzać stroje, ubrania tubylcze, maski szamańskie, obrazy. Dodatkowo na terenie budynku działy się „dziwne rzeczy”, związane z dużą liczbą odejść z zakonu. Czy mogą one mieć na to wpływ? Czy kaplica na pierwszym piętrze i Najświętszy Sakrament mają nad tym „górę”?

RT: Pan Jezus zawsze jest silniejszy. Na świecie nie toczy się walka pomiędzy Chrystusem a szatanem. Walka toczy się między św. Michałem Archaniołem, jego zastępami i diabłem z upadłymi aniołami. Stworzenie nie może walczyć ze swoim stwórcą. Kaczor Donald z kreskówki nie może zaatakować rysownika. To byłby ontologiczny błąd. Obecność Jezusa jest dobra dla braci mieszkających w seminarium, ciągła możliwość adorowania Go – coś wspaniałego. Natomiast nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie. Z jednej strony w tym pomieszczeniu nikt nie mieszka, ale kto zagwarantuje, że zły duch nie dojdzie do wniosku, że cały dom jest mu w ten sposób oddany we władanie… Gdybym był gwardianem tego miejsca i rozpoznałbym jakiekolwiek nadzwyczajne działanie, to zostawiłbym w muzeum przedmioty kultury, a wszystkie przedmioty kultu bym wyrzucił. Gdybym był gwardianem, przedmiotów kultu bym tam nie trzymał, takich stricte wyobrażeń złego ducha. Zdjęcia bym zrobił i tyle.

Kim był Pan przed nawróceniem? Co się zmieniło u Pana w postrzeganiu świata w momencie nawrócenia?

RT: Przez dwa lata byłem magiem. Wcześniej byłem po prostu niewierzącym ateistą. Bez wątpienia patrzyłem na ludzi jak na przedmioty do manipulacji. Teraz chrześcijaństwo stawia człowiekowi bardzo duże wymagania. Mam szóstkę dzieci. Nawet tę najbliższą wspólnotę, żonę i dzieci, trudno traktować podmiotowo i im służyć. Więc widzę to tak, jak widzi to chrześcijaństwo, a robię tak, na ile potrafię.

Odczuwa Pan pokój serca?

RT: Moje doświadczenie, kiedy Bóg zażądał żebym o tych rzeczach mówił, pisał, robił filmy, jest takie, że przez trzy lata byłem człowiekiem całkowicie chronionym. Czułem się tak jakbym w takim białym kokonie chodził, wszystkie złe strzały się odbijały. Ale potem powoli Bóg dawał mi doświadczać konsekwencji nienawiści złego ducha. Tak, że miewam pokój serca, ale uczestniczę w walce duchowej, która jest bardzo ciężka i gdyby to było możliwe, chciałbym, żeby Bóg zabrał ode mnie to oczekiwanie, żebym o tych rzeczach mówił. Wolałbym się zająć ogrodnictwem, albo nauczycielstwem. Mógłbym uczyć na spokojnej wsi i tak wyczekiwać końca.

Wywiad ukazał się w FBI (Franciszkański biuletyn informacyjny) w marcu 2015. Wejdź na ich stronę! TUTAJ