04.03.20, 08:40fot. Gage Skidmore, lic. CC BY-SA 2.0 via Flickr

Ryszard Czarnecki: W polityce międzynarodowej ,,przemija postać świata''

Na naszych oczach w polityce międzynarodowej „Przemija postać świata”, by użyć tytułu znanej książki Hanny Malewskiej. Rzeczywistość jest dynamiczna i to, co było dogmatem 10 lat temu, dziś jest już „passe”. Prezydent USA składa wizytę w Indiach, które stają się mocarstwem i jest tam przyjmowany więcej niż entuzjastycznie. To prezydent tego samego kraju, który jeszcze nie tak dawno, w 2005 roku odmówił wjazdu na swoje terytorium ówczesnemu premierowi indyjskiego stanu Gudżarat Narendrze Modiemu. Modi jest dziś premierem, ale całych Indii, chyba już najliczniejszego państwa na świecie (Indie miały  zdystansować pod tym względem Chiny, choć oba państwa podają tylko szacunkowe dane) i gospodarzem wizyty D. J. Trumpa, a relacje Waszyngton – New Delhi przypominają „honeymoon”, czyli miodowy miesiąc. Tyle, że jeszcze polityczne mgnienie oka temu USA w tym regionie świata były stałym sojusznikiem Pakistanu – wroga Indii, a  Indie dziś wydające miliardy rupii na amerykańska broń wówczas na potęgę kupowały uzbrojenie z Federacji Rosyjskiej. Ciekawe, że przemówienie Trumpa w Indiach, na stadionie w Ahmedabadzie wywołało największy aplauz w momencie, gdy 45. w dziejach lokator Białego Domu mówił o walce z terroryzmem. Indie praktykują bój z islamskimi fanatykami na co dzień, co chwila bowiem dochodzi do zamachów terrorystycznych w Kaszmirze, choć najgłośniejsza była ich trzydniowa seria w Bombaju (zwanym dziś Mumbajem) w listopadzie 2008 roku, gdy zginęło 175 osób, a rannych było 239. 

Unia i bezdroża antyamerykanizmu  

Podstawą ładu światowego i elementem trwałości świata Zachodu „od zawsze” był układ transatlantycki, którego polityczno-militarnym odzwierciedleniem jest Pakt Północnoatlantycki, a  który w świecie powszechnie kojarzony jest z demokracją i wolnym rynkiem. Dziś obserwujemy  zmierzch tego „Pax Transatlantica”, a ambicją prezydentów dwóch najważniejszych państw członkowskich UE czyli Niemiec – Franka Waltera Steinmeiera i Francji –  Emmanuela Macrona jest  atakowanie Waszyngtonu i republikańskiej administracji oraz ustawianie USA w jednym szeregu z… Rosją i Chinami. Ba, obserwując reakcję niemieckiej prasy na wystąpienie prezydenta Republiki Federalnej na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 21 lutego, okazuje się, że nie jest to kwestia oryginalności poglądów Steinmeiera, lecz że wyraża on opinię establishmentu RFN, który wręcz licytuje się w praktycznym antyamerykanizmie. Oczywiście, podkreśla się, że tu, Boże broń, nie chodzi o USA, tylko o politykę Trumpa, ale dalibóg nikt nie wyjaśnia, jak to można w „realu”  oddzielić. 

To paradoks, że słabnąca po Brexicie politycznie, wizerunkowo i gospodarczo Unia Europejska, formalnie pozbawiona od paru tygodni swojej gospodarki  „numer 2”, czyli Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, zamiast inwestować w transatlantycki sojusz, dryfuje na bezdroża irracjonalnego antyamerykanizmu, który jest najlepszym z możliwych prezentów dla Federacji Rosyjskiej – też słabnącej, ale jednocześnie silnej…  słabością Europy Zachodniej i transatlantyckich kłótni i podziałów. 

Po co UE, kiedy jest Berlin i Paryż … 

Kreml stosuje tę samą strategię od wieków. Realne, postępujące słabnięcie Federacji Rosyjskiej w wymiarze gospodarczym, a także w kontekście atomizacji społecznej oraz zmniejszającego się poparcia dla władzy jest przykrywane „ucieczką do przodu” w polityce zagranicznej. Wszyscy wiedzą o skutecznej, co  trzeba przyznać, aktywności Rosji na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Syrii, ale uwadze ekspertów zupełnie umknął znaczący fakt, że tylko w  zeszłym roku to euroazjatyckie państwo podpisało aż 25 umów gospodarczych w … Afryce. Z największych światowych graczy, tylko Chiny są bardziej aktywne w wymiarze ekonomicznym (de facto też i politycznym) na „Czarnym Lądzie”, jak to kiedyś określano ten kontynent, jeszcze w czasach, kiedy nie znano pojęcia „political correctness” („polityczna poprawność”). Na naszych też oczach przemija, być może chwilowo, na parę miesięcy, nieformalny sojusz, a co najmniej bliska współpraca Federacji Rosyjskiej i Turcji. Oba państwa miały swoje wspólne interesy w regionie bliskowschodnim, ale to, co ich połączyło, teraz ich podzieliło: Ankara nie zgodziła się na żarłoczne przesuwanie stref wpływów  przez regionalnych graczy wspieranych przez Rosję, stąd też turecka ofensywa zbrojna, ale też ultimatum postawione przez Erdogana, którego czas upłynie już w momencie, kiedy Państwo będą mieli ten numer „GPC” w ręku. Skądinąd na 4 marca zaplanowano rozmowy na temat tego konfliktu w czworokącie Turcja –Rosja – Francja – Niemcy, co pokazuje z jednej strony na minimalizowanie po Brexicie przez Paryż i Berlin roli Wielkiej Brytanii, a więc kraju, który akurat w tym regionie ze względy na kolonialną przeszłość Imperium brytyjskiego miał do powiedzenia znacznie więcej niż Niemcy i Francja. Z drugiej zaś strony uświadamia to fakt znany przecież nie tylko  ekspertom, że Unia Europejska – Unią, eurointegracja – eurointegracją, ale jak dochodzi co do czego to mamy „formant normandzki” czyli rozmowy o Ukrainie, czy gaszenie pożaru na Bliskim Wschodzie, to nie tyle Bruksela i UE siada do stołu, co dwóch największych udziałowców politycznej firmy o nazwie UE sp. z o. o. Owa „ograniczona odpowiedzialność” znana z polskiego prawa gospodarczego pasuje do Brukseli jak ulał, bo rozziew między deklaracjami o wpływie Unii na rzeczywistość międzynarodową, a praktyką malejącej roli politycznej, gospodarczej, demograficznej i kulturowego „trendsettera” Unii jest czymś tyleż spektakularnym, co śmiesznym i zawstydzającym.    

Pogarda dla demokracji i demokratyczna retoryka w jednym stoją domku 

Z instytucjami unijnymi jest jak z Kubusiem Puchatkiem Alana Alexandra Milne’a: „Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Im bardziej Unia Europejska napinała muskuły, choćby w „Strategii Lizbońskiej” głosząc, że w 2010 roku dorówna poziomowi gospodarczemu USA, tym bardziej przegrywała rywalizację nie tylko z USA, ale też z Azją. Im bardziej krzyczano (w kadencji 2009-2014), że trzeba wprowadzić „plan D” (jak „Democracy”) czyli zdemokratyzować unijne struktury i zapewnić większy wpływ obywateli na ich decyzje, tym bardziej tej demokracji brakowało – za to więcej było lekceważenia głosu Europejczyków wyrażanych w  różnych krajach UE poprzez kartkę  wyborczą. Weźmy casusy takie choćby, jak Polska, Węgry czy nawet Rumunia. To ludzie, wyborcy, podatnicy w UE-27 (już nie UE-28 !) widzą. I – znowu „przemija postać świata” - euroentuzjazm zastępowany jest bezwzględną walką nominalnych euroentuzjastów o zachowanie władzy,  a w tym czasie samym  eurosceptycyzm – którą to kartą  grają Rosjanie – nabiera mocy...

Ryszard Czarnecki

Gazeta Polska Codziennie, 2 III 2020

Komentarze

Protestant2020.03.4 10:37
Ciekawe, że Czarnecki tytuł swojego tekstu wywodzi od tytułu, rzekomo znanej, książki Hanny Malewskiej. Ale niewątpliwie owa autorka powieści z 1954 r. tytuł zaczerpnęła ze słów apostoła Pawła: "...ci, którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata" (1 Kor. 7,31 BT). Czy autorka miała dostęp do przekładu, który takimi słowami oddawał wskazany werset? Przecież Biblii Tysiąclecia wtedy jeszcze nie było, a oficjalny wtedy przekład ks. Jakuba Wujka oddawał kluczową frazę następująco: "przemija kształt świata tego". W okresie międzywojennym pojawiło się "wołanie o unowocześnienie języka Wujkowskiego, takie jednak, żeby harmonizowało z dostojną prostotą języka Wujkowego" (z przedmowy do wydania Nowego Testamentu Wydawnictwa Apostolstwa Modlitwy z 1938 r. - pisownia oryginalna). Popularny charakter tych przedwojennych wydań pozwala domniemywać, że autorka miała dostęp do takiego właśnie przekładu, który w interesującym nas miejscu miał slowa: "...bo przemija postać świata tego".
POLITYCY2020.03.4 10:10
https://www.cda.pl/video/474908387
bogdanus2020.03.4 9:22
Indie są naturalnym buforem wobec komunistom i islamistom, strąt sympatia dla Trumpa. Ważne że na świecie zaczyna się zmieniać trendy na nie korzyść socjal-liberałów.
T2020.03.4 9:10
Przede wszystkim obserwując polityków musimy cały czas pamiętać, że są zdalnie sterowani bezpośrednio zza kulis czy raczej z lóż, albo Ci co sterują maja na nich takie haki, że dany polityk robi co trzeba bez specjalnych napomnień. Jeśli polityk zamarzy sobie, że będzie niezależny to albo spotyka go "seryjny samobójca" albo ginie w sposób jak najbardziej "naturalny". Dożyliśmy czasów kiedy współcześni Faraonowie świata uzyskali taką potęgę, dzięki systemowi finansowemu i mediom, że nawet specjalnie już się nie kryją, a za jakiś czas kiedy mediami doszczętnie wypiorą mózgi społeczeństw - jawnie ogłoszą swoje plany i swojego "boga" Antychrysta. Najważniejsze aby skorzystać z Czasu Miłosierdzia Pana Jezusa dla ludzkości, bo po nim nastąpi Czas Sprawiedliwości Bożej kiedy ten największy i ostatni Babilon zostanie zmieciony do czeluści piekieł, razem ze sługami demonów.
Korwin i Braun to idioci2020.03.4 9:07
Lubie Czarneckiego pisze dość trafnie o meandrach polityki swiatowej.
polak2020.03.4 8:51
hasło dnia komitetu wyborczego Soku z Buraka kidawy błońskiej ------CHCESZ PRACOWAĆ DO ŚMIERCI TO GŁOSUJ NA PPPPPPPPPPełOOOOOOOOOOOOO
bbb2020.03.4 9:12
Z drugiej strony można powiedzieć "chcesz robić na beneficjentów dojnej zmiany, głosuj na PiS". Wielu ludzi ma do emerytury jeszcze kilka, kilkadziesiąt lat, dla nich nie ma obecnie znaczenia, czy pójdą na emeryturę dwa lata wcześniej, czy później, ma natomiast znaczenie ile zostanie im zabrane z pensji na kupowanie głosów. Poza tym polityka rozdawnictwa PiSu w dobie bardzo realnego, głębokiego kryzysu, to totalna głupota, już tylko totalny kretyn, lub egoista, któremu nie zależy na dobru kraju może to popierać
anonim2020.03.4 8:50
demokracja w/g zwyrodniałych ekipy , którzy ludzi traktują jak zwierza- to jest wtedy jak rządzą ich przedstawiciele