25.07.19, 16:30

S. Małgorzata Borkowska: Dobrze jest mieć przyjaciół - świętych

Kult świętych jednych ludzi absorbuje tak, że zajęci nimi, na samego Boga nie mają czasu; innych odpycha, czasem z tego właśnie powodu. A może dobrze byłoby pozwolić im czasem wygramolić się z ozdobnych nisz, poschodzić z ołtarzy – żebyśmy mogli odnaleźć ich tam, gdzie są w rzeczywistości: przy nas. Bo przecież właściwie wędrujemy razem, trochę wcześniej czy trochę później, to nie ma znaczenia; idziemy do tego samego Ojca, idziemy przez ten sam świat. Święci, jeżeli żyli dawno, mogli oczywiście nie wiedzieć, co to jest komputer, a może nawet słowo „pociąg” znaczyło dla nich, jak w dziewiętnastowiecznych słownikach, tylko atrakcję, bo o kolejach państwowych jeszcze nie słyszeli. Ale znali świetnie to, co w świecie Boskim i ludzkim niezmienne i co ważniejsze od chwilowych dekoracji. Znali Boga i znali naturę ludzką. Wiedzieli, co w nich samych jest dziełem Bożym, a co odruchem ich własnej ludzkiej słabości. Umieli odróżniać ziarno od plewy. A wędrując razem z nami, mogą nas niejednego nauczyć, o ile oczywiście zechcemy tę naukę zauważyć i skorzystać z niej.

Przecież i oni sami zdobywali tę wiedzę w mozolnym i nieraz długim trudzie; tym lepiej mogą zrozumieć tych, którym jej brak. Przecież i oni sami popełnili niejedno głupstwo, zanim do tej wiedzy doszli, a zdarzało się, że i potem. Tym lepiej mogą zrozumieć tych, którzy zaczynają już mgliście wiedzieć, że pobłądzili, tylko jakoś im nieporęcznie zastanowić się, jak nazwać swoją winę po imieniu i przeprosić za nią. Przecież i oni tak bardzo pragnęli kochać Boga, i tak bardzo nie umieli, aż wreszcie zdobyli się na to, że zawierzyli Jego miłości i mocy, zawierzyli, że poprowadzi ich lepiej, skuteczniej, prościej: jedyną drogą właściwą. Idąc z nami, tego wszystkiego nas właśnie uczą.


Dobrze jest mieć swoich prywatnych przyjaciół wśród świętych, a to dlatego, że cudowne bogactwo różnic w charakterach i uzdolnieniach ludzkich ułatwia nam porozumienie z jednymi spośród bliźnich raczej niż z innymi. Zatem, wędrując razem, szukamy takich towarzyszy drogi, z którymi rozumiemy się lepiej.


A kiedy mowa o radości świętych, narzuca się przede wszystkim myśl o św. Hildegardzie (1098 – 1179). Wedle naszych pojęć trudno by od niej oczekiwać radości: ułomne dziecko, niechciane przez rodzinę, odepchnięte, wręcz zbyte do klasztoru jak rodzinny kłopot. Owszem, była wyjątkowo inteligentna – ale w jej świecie zapotrzebowanie na kobiety inteligentne było praktycznie żadne. Znamy dobrze schemat, którego by tu się należało spodziewać: kompleksy, ponure bytowanie w świadomości swojej niższości i odrzucenia… Nic z tego! Mała tam właśnie rozkwitła. Znalazła potwierdzenie dla swojej świadomości, że Bóg ją kocha i wzywa, i znalazła możliwość rozwoju intelektualnego w służbie Bożej. Ów zagadkowy cień obecności Bożej mógł się tutaj wyjaśnić, no i było o czym myśleć, a tego jej w rodzinnym domu brakowało. Rzuciła się w świat ksiąg; oczywiście w tym celu musiała się nauczyć łaciny, ale dla niej język, mowa, środki wyrazu były zawsze radością, ulubionym tworzywem. Więc autorzy starożytni, na których dziełach uczono łaciny, a potem Pismo św. w codziennej lekturze i codziennej liturgii, aż niemal całe weszło w pamięć; Ojcowie Kościoła oczywiście, ale także i to, co napisano o świecie: bestiariaherbaria… Interesowało ją wszystko: od Bożego planu zbawienia przez muzykę do zielarstwa. Radość, radość. Jakież cuda stworzył Bóg, i jakiż podwójny cud uczynił, dając nam ich poznanie! Przez dwadzieścia kilka lat żyła tak w gronie mniszek. Energia ją roznosiła: skąd tyle mocy w tym wiecznie słabującym ciele? Zajmuje się klasztorną apteką i szpitalikiem, układa i komponuje hymny, które mają być na wzór liturgii niebieskiej, toteż oddechów w nich nie przewidziano; aniołom oddechy nie są potrzebne… więc ludziom bardzo trudno te hymny wykonać. Pisze też jeden moralitet, jakby sztukę teatralną na użytek mniszek.

Potem obrano ją ksienią. Przeniosła klasztor w dogodniejsze miejsce, a zaraz potem musiała jeszcze zbudować i drugi, tyle było chętnych kandydatek. Kazała im w święta ubierać się na biało, żeby było radośniej. Wkrótce zasłynęła jako mistrzyni życia modlitwy i pisywali do niej z prośbą o radę także świeccy i ludzie Kościoła – od św. Bernarda zaczynając. Ale słynęła także z odwagi. Jeżeli jakieś dzieło uznała za dobre, nikt i nic nie mógł jej odwieść od niego; nawet kara kościelna, rzucona przez nadgorliwą kapitułę diecezjalną. Pewien rycerz był tej kapitule winien dużą sumę, ale umarł, nie zapłaciwszy długu; kanonicy zakazali go pogrzebać, dopóki by spadkobiercy nie zapłacili, ale to się mogło ciągnąć latami, więc panna ksieni wbrew zakazowi, ale w zgodzie z przykazaniem Boskim, sprawiła mu chrześcijański pogrzeb. Za to kapituła (biskupa chwilowo diecezja nie miała) obłożyła jej klasztor interdyktem czyli zakazem sprawowania Sakramentów świętych. Ksieni i jej mniszki zniosły ten interdykt, a ciała nie wydały. Uważały, że warto cierpieć w słusznej sprawie.

Od św. Hildegardy dowiadujemy się więc przede wszystkim właśnie tego: że warto. Że radość Boża ma ostatnie słowo, bo przecież będzie je miał Bóg.

Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wiekuCzarna owcaSześć prawd wiary oraz ich skutkiRyk Oślicy,Twarze Ojców Pustyni, tłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

bsw/ps-po.pl

Komentarze

JałowePrukwySzukająPrzedśmiertnegoPoklasku2019.07.26 10:20
Gdzie twoje dzieci i wnuki, jałowa prukwo spasiona na pasożytowaniu za murami izolującymi od normalnego życia.
ect2019.07.26 15:23
Jak wynika z Twojego komentarza, to Tobie normalne niby życie przewróciło mocno w głowie i emocjach. Słowa s. Borkowskiej są jak najbardziej normalne i można z nich czerpać mądrość, bo mądrości tej nabywa się u źródeł Bożych, czasami "za murami".
marianl2019.07.26 18:44
Na taki komentarz proszę nie odpowiadać .
ect2019.07.26 5:46
S.Małgorzata Borkowska w sposób prosty i bardzo trafny przedstawia tajemnice naszej wiary i rzeczywistość, w której żyjemy.
marianl2019.07.25 18:41
Poznałem siostrę Małgorzatę osobiście i wiem że to mądra benedyktynka z dużym dystansem do siebie i do świata, zakochana W Chrystusie! pełna wiary i miłości do człowieka .
Albert2019.07.25 17:34
"Dobrze jest mieć swoich prywatnych przyjaciół wśród świętych" Kontaktowanie się z wyimaginowanymi przyjaciółmi to jeden z klasycznych objawów schizofrenii, parafrenii lub innych zaburzeń psychotycznych. W takim przypadku należy się poddać leczeniu, a nie pisać bzdurne artykuły.
andrzejhahn32019.07.25 17:47
Poddaj się leczeniu i to szybko🤣cierpisz na syndrom sztokholmski 😜
Albert2019.07.25 18:54
Może dowiedz się najpierw, czym jest syndrom sztokholmski, co?
margeritta2019.07.26 12:25
Zostałeś porwany? :) No to pomyślności!
Coco2019.07.25 18:32
Biedaku, piszesz o czym nie masz pojęcia, ta zaś zakonnica ma. Noi powala cię wiedzą i wykształceniem.
Albert2019.07.26 8:00
Tak się składa, że pojęcie mam. A co do wiedzy i wykształcenia, to stoję na zupełnie innej półce, niż ten żałosny wycieruch w habicie.
Rozbawiony2019.07.25 19:57
To nie są wyimaginowani przyjaciele ,te osoby istniały na prawdę .
andrzejhahn32019.07.25 16:58
No niestety działają tu wyslannicy szatana no nie? Dzielnicowy?
edi2019.07.25 16:44
szkoda mi tej wariatki!
Współczujący 2019.07.25 18:56
A mi ciebie dzielnicowy .
ect2019.07.26 5:48
dzielnicowy etatowy
SARA2019.07.26 11:29
CZŁOWIEKU CZEGO TU SZUKASZ ????????????????….MASZ PRAGNIENIE NISZCZYĆ.....SZKODA TO CIEBIE !!!TYLE W TOBIE ZGRYZOTY