13.10.17, 11:25S. Pięta, E. Kopacz, B. Arłukowicz, źr. Youtube.com

Stanisław Pięta dla Frondy: Młodzi lekarze narzędziem politycznej gry

Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Lekarze rezydenci prowadzą głodowy strajk, domagają się wysokich podwyżek i poprawy warunków pracy dla medyków. Czy ta nagła eskalacja żądań, wobec ciszy w tej sprawie przez ostatnie lata może wzbudzać pytania o polityczne tło tego protestu?

Poseł Stanisław Pięta (PiS) : W mojej ocenie ten protest przybrał formułę wykorzystywaną przez środowiska, związane z partiami opozycyjnymi oraz z opozycją parlamentarną. Z informacji, które posiadam wynika, że w kierownictwie tej najbardziej radykalnej grupy zagnieździli się aktywiści Partii Razem. Oni dzisiaj nie reprezentują wcale realnych potrzeb młodych lekarzy rezydentów, tylko nastawieni są na maksymalna radykalizację protestu. Powrót do głodówki nie oznacza chęci rozwiązania problemu, tylko maksymalne zaognienie sytuacji i maksymalne wykorzystanie niekiedy słusznych postulatów do budowy swoich politycznych karier. 

Oczywiście - są patologie, na które młodzi lekarze zwracają uwagę, które my także dostrzegamy. Na przykład nie jest to system edukacji młodych lekarzy, ale system powstrzymania tej edukacji. Młodym lekarzom utrudnia się dostęp do praktyk, do zabiegów, starsi koledzy nie starają się podzielić swoją wiedzą z lekarzami rezydentami. Bardzo często jest tak, że lekarze rezydenci nie mają od kogo się uczyć , bo lekarze zatrudnieni na etacie w szpitalu pracują tylko dwie-trzy godziny, potem zaczynają praktykę w gabinetach prywatnych i tak naprawdę wykorzystują tylko pracę w szpitalu dla prywatnych korzyści.

Proceder polega na tym, że lekarze, którzy jednocześnie prowadzą prywatną praktykę, najpierw pobierają wysokie honoraria od pacjentów, a następnie tych pacjentów kierują do szpitali, gdzie na koszt Narodowego Funduszu Zdrowia mają oni wykonywane wszystkie badania i często specjalny status tzw. złotych pacjentów. Ta praktyka łączenia biznesu prywatnego z wykorzystaniem szpitala, jako miejsca przeprowadzania wszystkich kosztownych badań, przy małym czasowym zaangażowaniu lekarzy zatrudnionych na etacie, powoduje poważne utrudnienia dla młodych lekarzy rezydentów, którzy mogliby się szybciej i więcej nauczyć - to są realne postulaty.

Które z postulatów lekarzy są realne i metytoryczne, a które mogą być pretekstem do eskalowania politycznej  awantury? 

Z pewnością konieczne jest odbiurokratyzowanie pracy lekarzy. Na oddziałach powinny być zatrudnione sekretarki medyczne, tak, by lekarz nie musiał wypełniać dziesiątek czy setek stron dokumentów, bo ta sama liczba lekarzy może opiekować się znacznie większa grupą pacjentów - mówimy o wzroście efektywności pracy lekarzy o 30 proc.

Są też inne patologie systemu -to, że szpital nie otrzyma pieniędzy za pacjenta, który leży krócej niż 3 dni na oddziale - to też jest sytuacja szkodliwa, bo zdarzają się, i to wcale nierzadko przypadki, gdzie pacjent mógłby już po pierwszym dniu udać się do domu, ale jest czasem - pod różnymi pretekstami - przez 3 dni przetrzymywany, żeby szpital uzyskał zapłatę od NFZ.

Czy ministerstwo zdrowia i budżet jest w stanie sprostać tak wysoko postawionym żądaniom rezydentów?

Jest wiele problemów, które są i będą naprawiane, natomiast te problemy nie sprowadzają się tylko do podniesienia wynagrodzenia lekarzy rezydentów. To jest prawda, że zarabiają niewiele i ciąży na nich, mimo młodego wieku, wielka odpowiedzialność, ale państwo polskie może stopniowo podnosić te wynagrodzenia. Przecież lekarze rezydenci jeszcze 3, 4 czy 5 lat temu zgadzali się na warunki oferowane przez ministerstwo zdrowia. W czasie ostatnich 3,4, i 5 lat jakoś nie przyjeżdżali lewicowi celebryci, nie organizowano głodowych strajków. Chciałbym zaapelować do wszystkich młodych lekarzy rezydentów i poprosić ich o to, żeby się nie dali wykorzystywać w jakiejś politycznej rozgrywce.

To nie jest tak, że pan minister Radziwiłł nie widzi tych problemów - on je dostrzega i będzie je systematycznie rozwiązywał. Natomiast postulat, żeby lekarz rezydent zarabiał 9 tys. zł podczas, gdy dzisiaj minister zdrowia płaci mu 2 tys. 200 zł jest postulatem ,,księżycowym'' - jest tak absurdalnym żądaniem, że wzbudza tylko niepotrzebną niechęć Polaków do młodych lekarzy, a oni nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że są nie podmiotem w tym sporze, tylko przedmiotem. Powinni zauważyć, że ludzie, którym zaufali związani są z Partią Razem i grają na przedłużenie tej awantury, a nie na załatwienie konkretnych spraw.

Wczoraj dziennikarze ściśle określonych mediów - fakt.pl, onet.pl i ,,Polityki'' w programie Onet'u twierdzili, że minister zdrowia i pani premier mają związane ręce, i że ,,wszyscy czekają na dyspozycje z Nowogrodzkiej, bo tam zapadają ostateczne decyzje''. Zgodzi się Pan z tym?

To są kompletne brednie i kłamstwa, a te lewicowe, postkomunistyczne, polskojęzyczne media powinny po prostu zapaść się pod ziemię, a nie wprowadzać do obiegu te bzdury. Mam nadzieję, że młodzi lekarz zrozumieją kontekst polityczny sytuacji i to, że współpraca z gośćmi, którzy lubią się ubierać w koszulki z Karolem Marksem do niczego dobrego ich nie doprowadzi.

TVP Info przeprowadziła sondę na ulicach Warszawy, pytając ,,czy lekarze klepią biedę'', każda odpowiedź brzmiała ,,nie'' . Lekarze zawsze uznawani byli za grupę zawodową o wysokich dochodach i dużych możliwościach zarabiania. Czy coś się zmieniło?

Lekarze ciężko pracują i są obciążeni ponad normę. Widzimy to, ale na pewno nie pomoże tu awantura zorganizowana przez Patrię Razem i wspierana przez panią Jandę czy przez pana Olbrychskiego. Dlaczego wcześniej nie angażowali się w pomoc dla lekarzy rezydentów? Dlaczego te protesty nie zostały wywołana dwa lata temu i wcześniej? Każdy myślący człowiek potrafi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Dziękuję za rozmowę