09.09.16, 15:00

Strzemecki: Przewrotny "znak pokoju"

Kampania "Przekażmy sobie znak pokoju" to kolejna ze społecznych akcji promujących queer-seksualną rewolucję pod dobrze znanym szyldem walki o "tolerancję". Na zaproszenie Kampanii Przeciw Homofobii (KPH) oraz kilku innych organizacji LGBTQ włączyli się w nią tzw. postępowi katolicy, którzy zgodnie z typową dla homopropagandy narracją twierdzą, że chodzi wyłącznie o szacunek dla osób LGBTQ. Patronatu medialnego udzieliły redakcje katolickich pism: „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku”, „Więzi” oraz „Kontaktu” wraz z portalem Queer.pl. Swoje wsparcie zadeklarowały też m.in. Kluby „Tygodnika Powszechnego”. Jak wyjaśnia Katarzyna Remin z zarządu KPH,

jej celem jest pogłębianie postaw szacunku, życzliwego dialogu i otwartości wobec osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych wśród osób wierzących, [natomiast]  jej celem nie jest zgłaszanie postulatów dotyczących zmian politycznych, prawnych czy doktrynalnych, lecz dialog i spotkanie z drugim człowiekiem.

KPH chętnie powołuje się na papieża Franciszka:

„Każda osoba, niezależnie od swojej orientacji seksualnej, musi być szanowana w swej godności i przyjęta z szacunkiem, z troską, by uniknąć jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji, a zwłaszcza wszelkich form agresji i przemocy”

Podczas inauguracji  w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej Halina Bortnowska przekonywała, że "nauczanie papieża Franciszka powinno wszystkim wierzącym dopomóc, by także wobec osób LGBT znak pokoju wykonać nie tylko świadomie, ale też z radością."Mówiła też o "potrzebie przebudowy Kościoła".  Tę samą potrzebę wyraziła Marta Abramowicz, działaczka i była prezes KPH mówiąc, że Kampania ma na celu zmianę od środka Kościoła oraz, że "liczymy na 'rewolucję' wiernych".

Jednak te perory o szacunku i dialogu, o sprzeciwie wobec agresji, przemocy i dyskryminacji są łgarstwem obliczonym jedynie na zwiedzenie naiwnych, ponieważ niezliczone fakty i  dokumenty, w tym dokumenty i działania samej KPH pokazują czemu służy i dokąd prowadzi ta rewolucja, którą nie tylko w Kościele, ale i poza nim chcą wywołać ramię w ramię aktywiści gejowscy i  katoliccy(?). Że nie chodzi w niej o żadną tolerancję ani szacunek dla LGBTQ.

Dokumenty i fakty te pokazują, że celem homolobby, jego ideologów, promotorów i sponsorów jest zasianie zamętu w pojęciach płci i seksualności, zanegowanie biologicznej istoty tych pojęć oraz zniesienie jakiejkolwiek (a zwłaszcza chrześcijańskiej i katolickiej) moralności w tej sferze. Prowadzi to do dokonującej się na naszych oczach rewolucyjnej przebudowy społeczeństwa poprzez redefinicję rodzicielstwa, rodziny i małżeństwa w oderwaniu od ich biologicznej istoty i w TOTALNEJ opozycji do chrześcijańskiej i katolickiej moralności, nauczania Kościoła i Ewangelii. Po uzyskaniu wystarczająco mocnej pozycji w strukturach państwa rewolucję tę narzuca się pod przymusem za pomocą prawa i wszelkich, w tym policyjnych, narzędzi jego egzekwowania. Proces ten wspiera równoległe pranie mózgów, także poprzez podporządkowaną genderystowskiej ideologii edukację, w której wszystkie dzieci i cała młodzież ma się uczyć o szczegółach gejowskich i lesbijskich, analnych i oralnych dwu- i wielo-osobowych gier i związków "miłosnych".

 

Rewolucja ta prowadzi do zafałszowania i zdeformowania przesłania Ewangelii, do odwrócenia biegunów dobra i zła. Zapisana w Genesis biologiczna prawda, że Bóg stworzył człowieka kobietą i mężczyzną jest dla tej ideologii kamieniem obrazy i złem, bo płeć jest rzekomo człowiekowi narzucona polityczną przemocą. Celem i rzekomym dobrem jest sprzeciw wobec określonej przez Boga biologicznej natury człowieka i wyzwolenie go z tej rzekomej opresji  otwierające przed nim wszelką hetero- homo- bi- i queer-seksualną aktywność ze "wszystkim co się rusza" i nie tylko, bo w końcu są też kauczukowe lalki i penisy oraz cała masa innych gadżetów z którymi można uprawiać "miłość". Po takim wyzwoleniu nie ma miejsca na jakikolwiek seksualny grzech, bo wszystko jest dozwolone. Zabrania się zabraniać, co oznacza również zakaz głoszenia Dekalogu. Ta wizja najwyraźniej nie przeszkadza popierającemu akcję ks. Lutrowi, który twierdzi, że "kluczowe jest, czy w związku jest miłość". A czy jest to związek z jednym czy z piętnastoma hetero-, homo-, bi-, bądź jeszcze innymi queer-seksualnymi partnerami, albo z gumową lalką - to nie jest istotne, jeśli tylko swojego partnera (partnerów) "kochamy".

Tęcza jest symbolem tej propagującej totalną deprawację queer-seksualnej rewolucji, której "tolerancja" wraz zestawem dyżurnych, przytaczanych wyżej haseł o szacunku i dialogu służy jedynie za oszukańcze przebranie.

Symbolem kampanii "Przekażmy sobie znak pokoju" jest tęczowy różaniec. W ten sposób symbol rewolucji, której celem jest grzech i sprzeciw wobec Boga zostaje połączony z różańcem, jednym z największych modlitewnych skarbów chrześcijaństwa.

To połączenie, równie przewrotne, co ohydne nasuwa skojarzenie z eschatologiczną wizją przedstawioną przez Clive S. Lewisa w ostatniej części "Opowieści z Narni" pt. "Ostatnia bitwa" - książki zdecydowanie nie tylko dla dzieci, przesyconej do głębi chrześcijańską mądrością i - jak widać - wizjonerskiej. W opowieści tej najeżdżający Narnię wyznawcy diabolicznego boga Tasza (w istocie samego diabła) dokonują od środka, poprzez swoich agentów wpływu (bo tak ich chyba trzeba nazwać) zmiany, przebudowy i rewolucji w narnijskim "kościele", czyli dokładnie tego, o czym mówią promotorzy "Znaku pokoju".

Rewolucja ta dokonuje się za sprawą przewrotnych kłamstw szympansa Krętacza i jego akolitów, które każą utożsamić cudownego, dobrego lwa Aslana, Zbawiciela Narni, (będącego w istocie figurą Chrystusa) z diabłem Taszem poprzez zlanie ich  imion w jedno - Taszlan. Pozwala to omamić (a także zastraszyć) większość narnijskich zwierząt.  Wkrótce potem Tasz ukazuje całe swoje diabelstwo i zło, doprowadzając do końca narnijskiego świata.

Przewrotna symbolika tęczowego różańca jest równie diabelska jak połączenie Aslana i Tasza w "Taszlana". Zaryzykuję twierdzenie, że taka antyteza dobra i zła idzie o wiele dalej w profanacji świętości niż osławione obrazoburcze instalacje "artystyczne", choć obywa się bez ekskrementów. W opowieści mówi o tym sam Aslan - "Ja i on tak bardzo się różnimy, iż żaden niegodziwy czyn nie może być dokonany w moje imię, a żaden czyn, który jest godziwy, nie może być dokonany w jego imię." W czyje imię łączy się różaniec z tęczową rewolucją?

Niczym ów narnijski Krętacz, promotorzy akcji "Przekażmy sobie znak pokoju"  próbują przekonać nas, że działają w imię Jezusa, jednak forsowanie tęczowej queer-seksualnej rewolucji (bo o to w istocie chodzi) jest działaniem tak niegodziwym, że nie może być dokonana w Jego imię. Jej duchowym patronem może być zatem wyłącznie potężny adwersarz Jezusa Chrystusa. W takim świetle promotorzy "Znaku pokoju" jawią się jako fałszywi prorocy przed którymi ostrzega nas Ewangelia.

Grzegorz Strzemecki