16.05.20, 14:08

Św. Andrzej Bobola – Boży Cudotwórca

Było lato 1922 r. Pod koniec trzeciego tygodnia terapii kobieta poczuła lekkie swędzenie i zaróżowienie w naświetlanych miejscach. Wkrótce skóra przybrała czarny kolor. Podczas wizyty lekarskiej stwierdzono ciężkie poparzenie promieniami Roentgena. Skierowano ją do specjalisty.

 

     "Któż to panią tak urządził? Przecież to oparzenie bardzo groźne. Cóż ja pani mogę poradzić? Widziałem podobne rany, ale uleczonych nie widziałem nigdy. Natomiast widziałem, jak odpadała naprzód skóra, potem ciało i mięśnie aż do kości. 0 ile to chodzi o rany skóry jedynie, to wprawdzie nie goją się, ale można żyć z taką raną, ale tutaj - przecież tu wewnętrzne organy muszą być zaatakowane" - stwierdził dr Przybylski. Lekarz nie był w stanie jej pomóc - zapisał tylko maść i kazał zabandażować ranę.

     "W piątek rana otwarła się lekko i poczęła się sączyć ropa ciemna, cuchnąca" - opisywała Ida Kopecka. Wracając z kolejnej konsultacji kobieta wstąpiła na pocztę. Zatelefonowała do specjalisty w Krakowie, do córki i do znajomego jezuity o. T. z Sącza, prosząc go, aby przyjechał ją wyspowiadać. Przyjechał. Rozgrzeszył i przygotował na śmierć.

     "Tymczasem proces chorobowy rozwijał się szybko, rana powiększała się. W niedzielę rano po powrocie z kościoła i śniadaniu, poszłam znów z siostrą do dr J. Wyjechał, był tylko jego asystent dr K. Chciałbym zobaczyć ranę - powiedział mi. Oglądnął i mówi jakby do siebie: Rana otwarta, 15 cm długa, 12 cm szeroka, głęboka, ropa gęsta, cuchnąca, strzępy skóry i ciała. (Dr Przybylski rozmawiając z nim w tej sprawie dnia poprzedniego, wyraził się: To kwestia najwyżej tygodnia, musi umrzeć). Wyszedłszy od lekarza, siostra moja poszła do domu, ja zaś jeszcze do kościoła. Usiadłam na ławce przed kościołem, bo mi trudno było wejść - właśnie kończyła się suma. Nadszedł 0. Hortyński TJ" - relacjonowała Kopecka. Jezuita zapytał ją, jak się czuje, pocieszył, poradził modlić się o zdrowie, dał relikwie bł. Andrzeja Boboli i przyrzekł odprawić nazajutrz Mszę św. o uzdrowienie za przyczyną Błogosławionego.

     "Przyłożyłam relikwie do ciała obok rany, przyklękłam i pomodliłam się krótko: Bł. Andrzeju Bobolo, uproś mi uzdrowienie, o ile to jest zgodne z wolą Bożą" - opisuje Kopecka.

     Wieczorem poczuła się znacznie lepiej, nazajutrz bóle ustąpiły. "We wtorek po przebudzeniu znów zdejmuję opatrunek - zupełnie czysty! Ani śladu ropy, szybko przesuwam ręką po ciele - skóra zupełnie sucha, nie bolesna, gładka, wyskakuję z łóżka - rany nie ma, skóra narosła o normalnym wyglądzie, na niej tylko lekko brązowe punkty, zupełnie zagojone!".

     Poszła do kościoła, potem do lekarza. Zapytała go, czy może się kąpać.

     - Kąpać z taką raną? Przecież pani dostanie zakażenia krwi - wykrzyknął lekarz. - Rany nie ma - odpowiedziała. - Jak to nie ma? Czary czy co? - Czary nie, ale cud.

     "Oglądnął i mówił w podnieceniu, wzburzony, rozkładając ręce i gestykulując żywo: Nie ma - no, nie ma, zupełnie zagojona - a była taka wielka, czarna, cuchnąca, głęboka!... Widziałem przecież przedwczoraj dopiero! Naturalnie, że może się pani kąpać, ani śladu rany nie ma!".

     Specjalna komisja uczonych uznała to uzdrowienie za cud. Był jednym z dwóch potrzebnych do kanonizacji św. Andrzeja Boboli.

fd

 

Choroba znikła bez śladu

     W październiku 1933 r. 56-letnia s. Alojza Dobrzyńska, przełożona rzymskiego klasztoru ss. Służebniczek Niepokalanie Poczętej IMMR zaczęła odczuwać dolegliwości żołądkowe. Do tej chwili cieszyła się dobrym zdrowiem, tryskała energią. Kiedy bóle nasiliły się, chora poszła do lekarza. W grudniu 1933 r. zakonnica była już tak słaba, że nie mogła opuścić łóżka. Dr Bolesław Madeyski długo ją badał a następnie postawił diagnozę: rakowate owrzodzenie trzustki.

     "Potwierdziły to dokładne badania radiologiczne - czytamy w opisie tego uzdrowienia, zawartym w przedwojennej książce "Św. Andrzej Bobola", autorstwa ks. Stanisława Kuźnara TJ. Choroba była nieuleczalna; pewną ulgę mogłaby przynieść bezzwłoczna operacja. Chora przyjęła tę wiadomość ze spokojem i postanowiła jechać do Polski do Pleszewa, by tam poddać się operacji. Tymczasem Opatrzność pospieszyła z inną pomocą; 15 grudnia 1933 r., kiedy choroba spowodowała bardzo ciężki stan, rozpoczęły się modlitwy przez wstawiennictwo Bł. Andrzeja Boboli. Tego bowiem dnia ks. Stanisław Włudyga, przebywający wówczas w Instytucie Polskim w Rzymie, wręczył siostrom zakonnym ułożoną przez siebie nowennę do Bł. Andrzeja Boboli i polecił im, by w intencji powrotu do zdrowia S. Alojzy rozpoczęły modlitwy. Nowenna była ułożona w następujący sposób: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryja, I tajemnica bolesna Różańca św., litania loretańska, Pod Twoją obronę i modlitwa do Bł. Andrzeja Boboli. Nowennę tę rozpoczęły siostry 15 grudnia w pokoju chorej, a to dlatego, by chora mogła łączyć się wspólnie w modlitwach. Na stole był ustawiony ołtarzyk z relikwiami Bł. Andrzeja, przed którym paliła się ustawicznie lampka. Ks. Włudyga rozpoczął również u siebie w pokoju trzydniowe nabożeństwo, 18 zaś grudnia odprawił Mszę św. w kościele al Gesu, gdzie znajduje się trumna z ciałem Błogosławionego, o powrót do zdrowia S. Alojzy. Skończyła się pierwsza nowenna, siostry rozpoczęły drugą.

     Polecał Bogu zdrowie S. Alojzy również i ks. prałat Tadeusz Zakrzewski. I nie zawiodła ufność w wstawiennictwo Bł. Męczennika. Bł. Andrzej wyjednał pomoc wtedy, kiedy choroba zagrażała już życiu. Jeszcze bowiem 29 grudnia 1933 r. badania radiologiczne potwierdziły dawną diagnozę, lecz już następnego dnia dr Madeyski badający chorą, stwierdził ze zdumieniem poprawę, co przeczyło zwykłemu porządkowi rzeczy. Chora, która dotychczas mogła tylko płyny przyjmować - i to w bardzo ograniczonej ilości - poprosiła teraz 0 zwyczajny posiłek na kolację. Zmienił się ogólny wygląd: twarz dawniej ziemista zaczęła przybierać normalną barwę. Ustąpiła gorączka. S. Alojza, przykuta do niedawna do łóżka, zaczęła chodzić swobodnie po domu i uczęszczać na Mszę św. 7 stycznia 1934 r. wyjechała do Polski, by poddać się umówionej operacji. Zaraz po przybyciu do Pleszewa została zbadana przez lekarzy. Ale o dziwo - lekarze nie znaleźli nawet śladu groźnej choroby! Badania radiologiczne i kliniczne potwierdziły orzeczenie. Nastąpiło wyzdrowienie. Wysłannicy św. Kongregacji Obrzędów - prof. Filip Vercelli i prof. Henryk Pomponi z królewskiego uniwersytetu rzymskiego - stwierdzili w tym wypadku uleczenie cudowne, którego nie można wytłumaczyć siłami przyrodzonymi". Uzdrowienie zakonnicy uznano za drugi cud potrzebny do kanonizacji polskiego męczennika.

hb

 

Błagałam go przez cały czas

     To był bardzo ciężki poród. Dziecko było nieprawidłowo ułożone -ramiona zakleszczyły się na kościach miednicy, główka utknęła w drogach rodnych. Kobieta wyła z bólu. Nie było lekarza, a położne nie mogły sobie z tym poradzić. - Trzy osoby siedziały mi na brzuchu a reszta wyszarpywała dziecko - opowiada Irena Malik-Piekorz.

     W tak niecodzienny sposób 27 czerwca 2000 r. w Opolu przyszedł na świat mały Krzyś. Dostał 1 punkt w skali Apgar. Jego mama nawet go nie zobaczyła. Położne szybko zabrały go z sali porodowej. - Nie słyszałam płaczu i to było straszne, a później nie wiedziałam, co się z nim dzieje - mówi kobieta.

     Po ok. 40 minutach towarzyszący jej brat zapytał o dziecko przechodzącą lekarkę. - Nie chciała nic mówić. Po jej minie widziałam, że coś jest nie tak - relacjonuje.

     Później dowiedziała się, że tuż po porodzie dziecko umieszczono w inkubatorze a potem reanimowano i podłączono do respiratora.

     Każdy kolejny dzień przynosił nowe wieści. Nieodmiennie złe. - Na drugi dzień dowiedziałam się, że dziecko ma uszkodzony lewy splot nerwowy ramieniowy. Nie było w stanie ruszać ręką, nie reagowała na żaden bodziec. Myślałam, że to szybko minie. Trzeciego dnia po porodzie okazało się, że syn ma krwiaki na mosznie, spowodowane uciskami przy porodzie, czwartego - że ma wylewy w główce. Byłam przerażona, nie wiedziałam co mam robić, zamknęłam się w sobie.

     Kolejnego dnia matka asystowała podczas kąpieli synka. - Siostra go rozebrała, wzięła na ręce, a ja zobaczyłam, że Krzysiu ma bezwładne ręce. Obie - nie tylko lewą - mówi Irena Malik-Piekorz. Pielęgniarka nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, wezwano zatem lekarza. Ale dopiero chirurg wojewódzki stwierdził, że prawa ręka jest złamana. Prześwietlenie wykazało złamanie z przemieszczeniem.

     Kilka dni później Krzyś z mamą wyszli ze szpitala. - Zaczęłam się zastanawiać, co mam dalej robić. Nie wiedziałam, do kogo zwrócić się o pomoc. W przychodni rejonowej nikt mi nie mógł pomóc. Nie mieli jeszcze nigdy takiego przypadku.

     Kobieta dowiedziała się o dr Czernerze, ordynatorze szpitala rehabilitacyjnego w Korfantowie pod Opolem. Pojechała. - Pan doktor obejrzał Krzysia i... zapłakał, a ja z nim. Potem stworzył taką specjalną konstrukcję, na której rozłożył jego ramionka, owinął bandażem. Krzyś wyglądał jak Pan Jezus ukrzyżowany. Jak go zobaczyłam, byłam załamana. Zastanawiałam się, jak go będę kąpać i karmić. Tak rozłożony miał być dwa tygodnie, chodziło o to, by kość zrastała się prosto.

     Irena Malik-Piekorz dowiedziała się też o chłopcu z Warszawy, który miał podobny problem. Zadzwoniła, rozmawiała z jego ojcem. Mężczyzna powiedział, że jego ośmiomiesięczny syn jest teraz w Ameryce i jest przygotowywany do operacji. Powiedział jej, że jeszcze dwóch lekarzy zajmuje się podobnymi przypadkami -jeden w Paryżu, drugi -we Wrocławiu. Pojechała do Wrocławia na badania. Trzytygodniowy Krzyś został przyjęty na oddział. - Zrobili mu wtedy badanie EMG. Miało ono ustalić, czy ręka reaguje na bodźce elektryczne. Okazało się, że nie było żadnej reakcji. Kolejne badanie przeprowadzano pod narkozą. Powiedziano mi, że za pół godziny przyniosą mi go z powrotem. Czekałam godzinę, dwie... W końcu po czterech przyszedł pan doktor i powiedział, żebym się modliła, bo dziecko... nie przetrzymało badania i jest reanimowane. Znowu przeżywałam to, co przy porodzie. Tuliłam jego ubranka, czekałam. Potem pozwolono mi pójść do niego na oddział intensywnej terapii. Po kilku godzinach Krzysiu odzyskał przytomność. W końcu wypisali go ze szpitala, a na karcie wypisu napisali, że z powodu awarii aparatu badanie zostało przerwane. Po dziś dzień nie wiem, co się wtedy stało. Wiedziałam tylko, że badanie, na które tak bardzo czekałam nie udało się.

     Kolejny wyjazd - tym razem do Krakowa. I kolejne złe wieści. - Pani doktor powiedziała, że nerwy mogą się odnaleźć, ale dzieje się to bardzo, bardzo rzadko. Uświadomiła mnie jednak, że dwie reanimacje, jakie przeszedł mój syn nie pozostaną bez echa. Miała wątpliwości, czy chłopiec będzie siedział, chodził, czy będzie się normalnie rozwijał intelektualnie. Kolejny szok. Ryczałam.

     Nigdzie i nikt nie dawał mi żadnej nadziei. We Wrocławiu powiedziano mi nawet, że rączka Krzysia będzie nieprawidłowo rosnąć, gdyż brak ruchów czynnych.

     Pani Irena pojechała więc do Dziekanowa Leśnego, gdzie rehabilitację prowadziła dr Grodner. - Tam, po badaniu, zapytałam panią doktor, czy zdarzają się wyleczenia. Usłyszałam, że do tej pory było może jedno czy dwa. Pani doktor kazała mi się liczyć z tym, że po rehabilitacji ręka będzie sprawna najwyżej w 15 może 20 procentach. A z głową też nic nie wiadomo. Krzyś miał drgawki (nawet osiem razy na godzinę), uciekały mu oczka (objaw zachodzącego słońca). Zapisałam się na turnusy rehabilitacyjne. Jeździłam tam przez cały rok. Przez cały czas się modliłam, bo czułam, że nikt z ludzi nie może mi pomóc. Wzywałam Maryję, Trójcę Świętą, św. Ojca Pio. Odprawiane były Msze święte. Mój tata modlił się do św. Judy Tadeusza, patrona od spraw beznadziejnych. Przypomniałam sobie wówczas, że kiedyś oglądałam w telewizji program o objawieniach św. Andrzeja w Strachocinie. Ukazując się ks. Niźnikowi św. Andrzej powiedział, iż przez cierpienie, którego doświadczył może wyprosić dużo łask, a ludzie nie zwracają się do niego o pomoc. Pomyślałam sobie, że się o nim zapomina, że jest niewygodnym politycznie świętym. Zaczęłam bardzo prosić go o pomoc. Błagałam go przez cały czas - na jawie i we śnie, zasypiałam z modlitwą na ustach i w głowie, i budziłam się z nią. Cała moja rodzina, matka chrzestna - wszyscy błagali o zmiłowanie. Ta modlitwa podtrzymywała mnie na duchu. Wiedziałam, że to, co dla człowieka jest niemożliwe, jest możliwe dla Pana Boga. Przypomniałam sobie inwokację z Pana Tadeusza: "...Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! Jak mnie, dziecko, do zdrowia powróciłaś cudem, (Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę ofiarowany, martwą podniosłem powiekę i zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu, iść za zwrócone życie podziękować Bogu)...". Przypomniałam sobie też przysięgę małżeńską i słowa: "Tak mi dopomóż Panie Boże i wszyscy święci". Pomyślałam, że to nie na darmo tak jest.

     - Któregoś dnia pod koniec sierpnia pojechałam wózkiem na spacer do kuzynki. Byłam ok. 500 metrów od jej domu kiedy zobaczyłam, że Krzyś podnosi rączkę do góry. Nie chciałam wierzyć własnym oczom. Zaczęłam biec, chciało mi się krzyczeć. Chciałam by ktoś potwierdził, że to co widzę jest prawdą. To było dla mnie niesamowite. Wiedziałam, że to cud. Wiedziałam, że po ludzku to niemożliwe, przecież żaden z lekarzy nie dawał mi nadziei.

     - Zaczęłam jeździć do Dziekanowa i chłopiec coraz częściej zaczął podnosić rękę. Kiedy miał 11 miesięcy zaczął chodzić, a właściwie biegać. Kiedy wyjeżdżałam z Dziekanowa powiedziałam, że to Pan Bóg uzdrowił moje dziecko. Pani doktor Ćwirko to potwierdziła. Przez jakiś czas miał jeszcze drgawki. EEG nic nie wykazało. Mówiono, że może mieć padaczkę albo inne choroby. Teraz Krzyś ma 5 lat. Gdy miał 3,5 roku znał cały alfabet, umie dodawać i odejmować do 10 i liczyć do tysiąca, uczy się grać na pianinie. Należy do dzieci najinteligentniejszych w przedszkolnej grupie. Został uzdrowiony "od stóp do głów". Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu za okazaną nam łaskę. Pochodzę z rodziny głęboko wierzącej, ale teraz - po tym co doświadczyłam - bez względu na to, co dzieje się w moim życiu - nie chcę zrobić nic, co było by niezgodne z Jego wolą. W ubiegłym roku razem z Krzysiem pojechaliśmy do Strachociny, podziękować św. Andrzejowi Boboli, że wstawiał się za nami u Boga. Krzyś też już wie, że święty Andrzej jest jego patronem. W pokoju u dzieci (Krzysia i nieco starszej córeczki) wisi jego obrazek.

Małgorzata, Adonai.pl

Komentarze

Uwaga !2020.05.17 12:01
Ludziе, zobaczcie, jak wzmacniam moją odporność na walkę z koronawirusem. Piszę о tym na moim blogu ---> yourblogg.info/covid
gośka2020.05.16 23:21
ci święci to mają zryte mózgi...ja zauważyłam, że gdy przestałam się modlić od tygodnia czasu - bo mnie rzuciło na kolana po odsłuchaniu Dzienniczka s. Faustyny....i jak przestałam się modlić to się uspokoiłam...inne życie! lepsze!
Maz2020.05.17 9:00
No cóż, może ma Pani jakieś problemy demoniczne. To by tłumaczyło rzekome "uspokojenie" po zaprzestaniu modlitwy, szatan nie ma przecież interesu w tym, by ktoś się modlił do Boga. Tak więc z.ryty mózg to może akurat nie święci mają, tylko... ? Proszę sobie dokończyć i może poszukać egzorcysty. Ksiądz proboszcz może pomóc w umówieniu wizyty albo jakiś prawdziwy, uczciwy i życzliwy katolik, albo w Internecie możan poszukać namiarów. Ja na poważnie piszę. Gdy już Pani przestanie się śmiać (czego jestem pewna), to proszę się zastanowić nad poszukaniem pomocy. Inaczej - marny Pani los. Szkoda życia zmarnować.
Atheisten sind dumm - A . Einstein 2020.05.16 17:01
http://dbajmy-o-nasz-jezyk.blogspot.com/2015/03/znaki-interpunkcyjne-spacja.html
nazywam się "Leszek" Radziszewski-Keller!2020.05.16 14:57
𝐎𝐅𝐈𝐂𝐉𝐀𝐋𝐍𝐀 𝐀𝐆𝐄𝐍𝐂𝐉𝐀 𝐊𝐎𝐌𝐔𝐍𝐈𝐒𝐓𝐘𝐂𝐙𝐍𝐄𝐉 𝐏𝐀𝐑𝐓𝐈𝐈 𝐂𝐇𝐈𝐍 𝐈 𝐒𝐏𝐔𝐓𝐍𝐈𝐊 𝐚𝐥𝐚𝐫𝐦𝐮𝐣𝐞: 1) 𝟓𝐆 - 𝐂𝐎𝟐 - 𝐂𝐇𝐄𝐌𝐓𝐑𝐀𝐈𝐋𝐒 𝐰 𝐏𝐎𝐋𝐒𝐂𝐄 ! 2) 𝐁𝐈𝐋𝐋 𝐆𝐀𝐓𝐄𝐒 𝐌𝐎𝐑𝐃𝐔𝐉𝐄 𝐋𝐔𝐃𝐙𝐈 𝐒𝐙𝐂𝐙𝐄𝐏𝐈𝐎𝐍𝐊𝐀𝐌𝐈 ! 3) 𝐌𝐀𝐒𝐙 𝐖 𝐃𝐎𝐌𝐔 𝟓𝐆 𝐈 𝐂𝐇*𝐉 𝐂𝐈 𝐍𝐀 𝐂𝐙𝐎𝐋𝐄 𝐖𝐘𝐑𝐎𝐒𝐍𝐈𝐄 ! 4) 𝐖𝐈𝐑𝐔𝐒 𝐊𝐎𝐑𝐎𝐍𝐘 𝐍𝐈𝐄 𝐙𝐀𝐁𝐈𝐉𝐀 𝐓𝐘𝐋𝐊𝐎 𝐖𝐙𝐌𝐀𝐂𝐍𝐈𝐀 𝐎𝐑𝐆𝐀𝐍𝐈𝐙𝐌 ! 5) 𝐌𝐀𝐒𝐙 𝐂𝐇𝐈𝐏𝐀 𝐁𝐈𝐋𝐋𝐀 𝐆𝐀𝐓𝐄𝐒𝐀, 𝐓𝐎 𝐌𝐀𝐒𝐙 𝐂𝐇𝐈𝐏𝐄 𝐈 𝐂𝐇*𝐉𝐀 𝐍𝐀 𝐂𝐙𝐎𝐋𝐄 ! 6) 𝐃. 𝐓𝐑𝐀𝐌𝐏𝐇 𝐓𝐎 𝐉𝐄𝐇𝐎𝐖𝐘 ! Obejrzyj nasz widea a dowiesz się nie tylko "prawdy" ale złapiesz prawdziwego chińskiego wirusa i wraz ze Sputnikiem zniszczymy ci komputer. A wiesz dlaczego? 𝐁𝐎 𝐍𝐈𝐄 𝐌𝐀 𝐑𝐀𝐃𝐘 𝐍𝐀 𝐊𝐑𝐄𝐓𝐘𝐍𝐀 !
anonim2020.05.16 14:32
Radio WNET Gelzog: 5G dla mieszkańców wielkich miast może się okazać zabójcza. Sieć nie była jeszcze badana www.youtube.com/watch?v=X24Q6tTwG1M
Seks pokazy randki2020.05.16 14:28
Nowa strona ero,tyczna na której znajdziesz sasiadke. Ponad milion ofert z całego świata! www.paniedzis.pl Szybka i bezpieczna rejestracja, Zupełna anonimowość, Setki osób z całego świata.
anonim2020.05.16 14:26
Szwajcarska demokracja szansą dla Polski? „Głównym założeniem demokracji jest udział społeczeństwa w procesie decyzyjnym państwa. Im udział ten jest większy, tym bardziej ustrój spełnia założenia idei demokracji. Sztandarowym przykładem wysoko rozwiniętej demokracji bezpośredniej jest model szwajcarski określany przez wielu badaczy demokratycznym fenomenem”. Tak rozpoczyna się kolejna książka prof. Mirosława Matyi – „Szwajcarska demokracja szansą dla Polski?”, która ukazała się w kwietniu 2018 r. w wyd. Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego PAFERE, Warszawa. W książce przedstawiony został system polityczny Szwajcarii oparty na demokracji bezpośredniej czyli woli ludu. Autor pisze o „demokratycznym fenomenie” szwajcarskiego ustroju politycznego, który jest unikatowy w skali światowej i podejmuje interesujący temat wprowadzenia instrumentów demokracji bezpośredniej w Polsce. Demokracja bezpośrednia jest ustrojem politycznym, w którym decyzje podejmuje się przez głosowanie ludowe w ramach referendum, a mogą wziąć w nim udział wszyscy posiadający czynne prawo wyborcze. Obywatele mają więc większy i bezpośredni wpływ na podejmowane decyzje niż w większości państw z demokracją pośrednią. Szwajcarski system polityczny jest wyjątkowy pod wieloma względami. Począwszy od nietypowych dla państw europejskich uregulowań w zakresie funkcjonowania egzekutywy, przez bardzo silny system federalny, wieczysta neutralność państwa a na regulacjach dotyczących partii politycznych i bikameralizmie w ramach legislatywy skończywszy. Demokracja w wydaniu szwajcarskim polega przede wszystkim na trzech instrumentach: inicjatywie ludowej, referendum i zgromadzeniu ludowym. obserwatorpolityczny.pl/szwajcarska-demokracja-szansa-dla-polski/
anonim2020.05.16 14:21
Szwajcaria może nie przyjąć 5G. Prof. Matyja: Tu wszystko zależy od obywateli. Rząd jest ostrożny https://www.youtube.com/watch?v=wtNbIk5N-rQ
anonim2020.05.16 14:19
STRESZCZENIE WYWIADU DAVIDA ICKA Z 03.05.2020r - rozmowa z Joanna Słaboń www.youtube.com/watch?v=lZJmGdj0yaU
anonim2020.05.16 14:18
OBEJRZYJ TO KONIECZNIE -ZJADLIWOŚĆ WIRUSÓW A POLA ELEKTROMAGNETYCZNE - rozmowa z dr Dianą Wojtkowiak www.youtube.com/watch?v=S-zq-9XiINE
anonim2020.05.16 14:16
CZY TRUMP NAS ZDRADZIŁ? - rozmowa z Jerzym Ziębą www.youtube.com/watch?v=5iYY8GAI_ww
anonim2020.05.16 14:15
youtube.com/watch?v=MlC_ZK_Gqm8 DOKŁADKA Z WIRUSA - Ewa Pawela
katolicka kretynizacja polski2020.05.16 14:14
cud to by był jakby komuś noga albo ręka odrosła
ja2020.05.16 14:31
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy
anonim2020.05.16 14:14
Dokładka z wirusa | CHIP RFID | Strzykawka ApiJet youtube.com/watch?v=J1_SDjk08mg