26.09.21, 12:02

Św. Wincenty a Paulo. Jan Paweł II: wzór miłosiernych, nauczyciel modlitwy

"Dla zachowania swej duszy w miłości i bojaźni Bożej konieczna jest modlitwa. Muszę ci o tym powiedzieć, bo inaczej, pracując dla zbawienia innych, możemy samych siebie zatracić".

"Dajcie mi człowieka modlitwy, a będzie zdolny do wszelakiego dobra".

"Modlitwa jest wodą użyźniającą życie duszy. Jest ona jak powietrze dla człowieka i jak woda dla ryby. Zapewnia życie. Modlitwa jest tym dla duszy, czym dusza dla ciała".

"Od modlitwy zależy wszystko: wytrwanie w powołaniu, owocność pracy, unikanie grzechu, żywotność miłości. Jednym słowem, od niej zależy zbawienie".

św. Wincenty a Paulo

 

***

Podziwiamy w Wincentym człowieka kontemplacji i działania, organizacji i wyobraźni, autorytetu i pokory, człowieka na czasy dawne i dzisiejsze (Jan Paweł II). Był on człowiekiem, jak każdy z nas. Miał jednak, w przeciwieństwie do nas, odwagę działania, umiał dawać i dawać siebie. Był człowiekiem, który własną świętością zachęcał do świętości innych. Również dzisiaj jest wzorem dla każdego, kto podejmuje pracę dla ubogich i z ubogimi, kto chce zabiegać o prawdziwe wyzwolenie człowieka.

 

 

Urodził się 24 kwietnia 1581 r. w Pouy koło Dax w południowej Francji, w rodzinie Jana Depaul i Bertrandy z domu Moras. Święcenia kapłańskie przyjął 23 września 1600 r. w Châteaux l’Évêque (diec. Périgueux).

O pierwszych latach jego posługi kapłańskiej papież Jan Paweł II mówił: W pierwszych latach po święceniach Wincenty wprawdzie nie odmawiał współdziałania z łaską, ale nie traktował kapłaństwa jako powołania do pracy w winnicy Pańskiej, lecz jako sposobność do osiągnięcia prestiżu społecznego i zapewnienia sobie godziwych warunków życia. Świadczy o tym jego list pisany do matki w 1610 r. W tym okresie Wincenty miał nadzieję na zrobienie „kariery”; zabiegał o dobra materialne, które umożliwiłyby mu również wspomaganie rodziny. Miał bowiem świadomość zaciągniętego długu wobec rodziców, którzy sprzedali nawet parę wołów, by zapewnić mu zdobywanie wiedzy dla przygotowania się do kapłaństwa. Zapewne spodziewali się, że w przyszłości syn będzie udzielał pomocy ubogiej rodzinie wieśniaczej z Landów.

Lata niepewności i poszukiwań. Kiedy w 1610 r. upłynęło już dziesięć lat od święceń kapłańskich, które Wincenty otrzymał 23 września 1600 r., czyli w chwili gdy liczył dziewiętnaście i pół roku życia. W tym dziesięcioleciu wiele podróżował w poszukiwaniu możliwości spełnienia swoich marzeń. Spotykały go jednak niepowodzenia. Przeżył nawet dramatyczne doświadczenie niewoli w Tunisie. W 1608 r. znalazł się w Paryżu. Nawiązał kontakty z „wielkimi tego świata”. Spotkał się również z osobami kształtującymi francuską duchowość w owych czasach. Był wśród nich Piotr de Bérulle (1575-1629). Pod jego wpływem rozpoczyna się dzieło „nawrócenia” Wincentego.

Zaczął dostrzegać znaczenie bycia chrześcijaninem i kapłanem. Przeżył ból posądzenia o kradzież. Miał świadomość niewinności, ale nie próbował się usprawiedliwiać. Poznał też uczonego teologa Sorbony, przeżywającego pokusy przeciwko wierze. Wspomógł go, przyjmując na siebie jego wątpliwości. To doświadczenie trwało cztery lata. Złożył wtedy obietnicę, iż jeżeli odzyska wiarę, resztę swego życia poświęci na służbę ubogim. Bóg przyjął jego zobowiązanie.

W latach 1611-1612 spełniał obowiązki proboszcza w Clichy. Zawsze wspominał to jako najszczęśliwsze lata swojego życia. Mawiał: Jestem przekonany, że nawet ojciec święty nie jest tak szczęśliwy, jak proboszcz żyjący pośród dobrych i wspaniałomyślnych parafian. Jego praca duszpasterska trwała tylko rok, ale tytuł proboszcza Clichy zachował do 1626 r.

W 1613 r., za radą Piotra de Bérulle, przekazał obowiązki proboszczowskie wikariuszowi, a sam został kapelanem rodziny Filipa Emanuela de Gondi, generała galer królewskich. Nie czuł się dobrze w środowisku arystokracji, ale to wtedy przeżył doświadczenia, które miały ukształtować całe jego życie.

Ważne wydarzenia roku 1617. Pierwszym z nich była spowiedź umierającego, który po jej odprawieniu wyznał publicznie, w obecności Małgorzaty de Silly de Gondi, że z pewnością byłby potępiony z powodu świętokradzkich spowiedzi odprawianych w dawniejszym życiu. Pod wpływem tej wiadomości pani de Gondi skłoniła Wincentego, by 25 stycznia 1617 r. w Folleville wygłosił kazanie i zachęcił wiernych od odprawiania spowiedzi generalnej z całego życia. Kazanie było tak skuteczne, że trzeba było poprosić jezuitów z pobliskiego domu zakonnego klasztoru o pomoc w spowiadaniu. Po latach Wincenty twierdził, że było to jego pierwsze kazanie misyjne.

W tym samym roku, znów za radą Piotra de Berulle, Wincenty opuścił dom rodziny de Gondi i podjął obowiązki duszpasterskie w opuszczonej parafii Châtillon-les-Dombes w pobliżu Lyonu. W niedzielę 20 sierpnia 1617 r. przed Mszą świętą, powiadomiono go, że w pobliskiej wiosce jest rodzina doświadczona chorobą i pozbawiona środków do życia. Wspomniał o tym w kazaniu w słowach tak przejmujących, że w godzinach popołudniowych liczni wierni pośpieszyli z pomocą potrzebującym. Wincenty pomyślał, że ten zapał łatwo może stać się „słomianym ogniem” i że miłosierdzie może być skuteczne, jeżeli nada mu się formy zorganizowane. Po trzech dniach, 23 sierpnia, zaprosił kilka osób i podzielił się z nimi swymi przemyśleniami. W ten sposób powstało pierwsze Bractwo Miłosierdzia. Było to drugie wydarzenie 1617 r., które podobnie jak pierwsze z Folleville, wpłynęło decydująco na dalsze życie Wincentego.

Rodzina de Gondi nie mogła pogodzić się z „ucieczką” swojego kapelana. Pod naciskiem generała galer, Piotr de Bérulle przekonał Wincentego do powrotu do ich domu. Dzięki temu w 1618 r. Wincenty spotkał w Paryżu Franciszka Salezego, który wywarł znaczący wpływ na jego życie duchowe.

Wspomniane dwa wydarzenia w 1617 r. dla Wincentego stały się wyraźnym głosem Bożej opatrzności i objawieniem woli Bożej, którą chciał spełniać. W licznych kościołach w posiadłościach państwa de Gondi nauczał katechizmu, głosił kazania i spowiadał. Odwiedzał też skazańców uwięzionych na galerach królewskich, których Filip Emanuel de Gondi był generałem. Podejmowane zadania zmusiły go do szukania pomocy innych księży. W ten sposób, za radą pani de Gondi i dzięki jej pomocy materialnej, 17 kwietnia 1625 r. powstało Zgromadzenie Misji: grupa księży, którzy w wiejskich parafiach głosili misje i zakładali Bractwa Miłosierdzia. Dla zapewnienia trwałości owoców owych misji należało zatroszczyć się o godnych duszpasterzy dla ewangelizowanych parafii. Dlatego nowopowstałe zgromadzenie podjęło głoszenie rekolekcji dla kandydatów do święceń kapłańskich (1628), organizowało tzw. Konferencje Wtorkowe dla księży (1633) i przyjmowało kierownictwo seminariami duchownymi (1642).

Miłosierdzie w działaniu. Mnóstwo ubogich żebrzących na ulicach Paryża przyczyniło się do powstawania w stolicy Bractw Miłosierdzia. Ubodzy okazywali się „wymagającymi panami”. Wymagało to nie tylko udzielania jałmużny, ale również służenia im własnym czasem i własnymi siłami. Nie mogły sobie na to pozwalać panie z arystokracji. Wtedy pojawiły się spotykane na misjach wiejskie dziewczęta gotowe wspaniałomyślnie służyć ubogim i chorym. Wincenty powierzył je Ludwice de Marillac, która już wcześniej odwiedzała bractwa dla ożywiania ich działalności. W ten sposób 29 listopada 1633 r. powstało Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. Był to zupełnie nowy instytut gromadzący osoby „całkowicie oddane Bogu dla służenia ubogim”. Nie zamykały się w klasztorach. Na wzór straży ogniowej, śpieszyły wszędzie tam, gdzie oczekiwali ubodzy potrzebujący opieki. Odwiedzały chorych w ich domach rodzinnych, w przytułkach i w szpitalach. Zajmowały się skazanymi na galery, wspomagały dotkniętych klęskami żywiołowymi i wojnami, zajmowały się rannymi na polach bitew, stawały się matkami porzuconych dzieci.

Dalsze lata. Po 1633 r. następował rozwój dzieł wincentyńskich i umacnianie ich struktur organizacyjnych. Wszelka niedola duchowa i materialna poruszała serce Wincentego i skłaniała go do śpieszenia z pomocą. Czynili to księża ze Zgromadzenia Misji, siostry miłosierdzia i Bractwa Miłosierdzia. Na szeroką skalę organizowano pomoc dla regionów niszczonych wojnami. Misjonarze pełnili funkcje kapelanów wojskowych, siostry opiekowały się rannymi. Podejmowano opiekę nad chorymi psychicznie, nad żebrakami, nad pozbawionymi opieki ludźmi w podeszłym wieku. Misjonarze wyjeżdżali na Madagaskar i do Północnej Afryki. Wincenty w licznych konferencjach i listach zachęcał do gorliwości swoich duchowych synów i duchowe córki. Uczył wyrzeczenia na rzecz ubogich. Sam stawał się przykładem w tej dziedzinie i zachęcał do tego innych. Szukał środków do wspomagania potrzebujących. Nie wahał się przed ukazywaniem ludziom majętnym ich zobowiązań w stosunku do najuboższych. Docierał na dwór królewski. Włączony do tzw. Rady Sumienia korzystał z pomocy kardynała Richelieu, by zapewnić Kościołowi francuskiemu godnych biskupów. W okresie Frondy nakłaniał kardynała Mazzariniego, by podał się do dymisji z funkcji pierwszego ministra dla zapewnienia pokoju. Wprawdzie nie osiągnął zamierzonego celu, ale wszyscy doceniali jego wysiłki na tym polu.

To wszystko wskazuje, jak intensywna była jego działalność społeczna. Można powiedzieć, że nie mógł uczynić nic więcej. On sam jednak był innego zdania. W filmie „Monsieur Vincent” jest scena, która pewnie nie miała miejsca w rzeczywistości, ale która w pełni odzwierciedla stan jego ducha. Ta scena przedstawia rozmowę podeszłego w latach Wincentego z królową Anną Austriaczką. Gdy on wyrażał żal, że tak mało dokonał, królowa mówiła: Ojcze, przez całe życie starałeś się wszystko dawać innym, nie zachowując niczego dla siebie. Nie zabiegałeś o chwałę i zaszczyty, ani o własne szczęście. Nie wznosiłeś wielkich budowli dla swoich zgromadzeń. Powiedz mi, czy teraz w obliczu śmierci czujesz wokół siebie pustkę jak inni? Wincenty ledwie słyszalnym głosem wyszeptał: Może tak, wszak zrobiłem tak mało. Królowa odrzekła: Więc, co należy robić, żeby czegoś dokonać? Po długiej chwili milczenia Wincenty powiedział: „Davantage”. Więcej, bo w gruncie rzeczy zawsze czynimy za mało.

Wincenty zmarł 27 września 1660 r. Jego beatyfikacja odbyła się 13 sierpnia 1729 r., kanonizacji dokonał papież Klemens XII 16 czerwca 1737 r. i wyznaczył dzień jego święta na 19 lipca. Obecnie to święto obchodzi się w rocznicę śmierci – 27 września. Papież Leon XIII w 1885 r. ogłosił go patronem wszystkich dzieł miłosierdzia chrześcijańskiego, które w jakikolwiek sposób od niego pochodzą.

 

***

Św. Jan Paweł II

1981.05.12 – Watykan – LIST APOSTOLSKI z okazji 400-lecia urodzin Św. Wincentego a Paulo

Wielebny Ojciec Richard McCullen, Przełożony Generalny Zgromadzenia Księży Misjonarzy!

Czterysta lat temu — 24 kwietnia 1581 roku we wsi Pouy w Landach — urodził się święty Wincenty a Paulo. Kościół zawdzięcza tak wiele temu trzeciemu dziecku Jana Depaul i Bertran-dy Demoras, że uważa za swą powinność uczczenie tej rocznicy. Istotnie, jeszcze za życia, a zwłaszcza po śmierci, święci dają poprzez wieki świadectwo miłującej obecności i zbawczego działania Boga w świecie. Czterechsetna rocznica urodzin świętego Wincentego a Paulo stanowi dla wywodzących się z jego charyzmatu rodzin zakonnych, a także dla całego ludu chrześcijańskiego okazję do rozważania wspaniałości tego, co pełen tkliwości i miłosier­ny Bóg spełniał przez człowieka oddanego Mu bez reszty poprzez nieodwołalne więzy kapłaństwa. Zgromadzeniu Księży Misjonarzy, Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia, Konferencjom świętego Wincentego a Paulo i wszystkim dziełom, które wzięły początek z inspiracji św. Wincentego, pragnę okazać, jak bardzo Kościół ceni pracę apostolską prowadzoną przez nie za przykładem założyciela; za pośrednictwem Wielebnego Ojca chciałbym wyrazić myśli, które nasuwają mi się z tej okazji, a także moją najgorętszą zachętę, aby wszędzie i zawsze rozpalali ogień ewangelicznej miłości (por. Łk 12, 49) który płonął w sercu księdza Wincentego.

A więc przede wszystkim to, że powołanie tego genialnego inicjatora działalności charytatywnej i społecznej, dziś jeszcze oświetla drogę jego synów i córek oraz ludzi świeckich, żyjących zgodnie z jego duchem, a także młodych, którzy poszukują klucza do życia spalającego się użytecznie i całkowicie w darze z siebie samego. Szlak duchowy Wincentego Depaul jest fascynujący. Wydaje się, że po święceniach kapłańskich i egzotycznej przygodzie niewoli w Tunisie, odwraca się on od ubogich, kiedy jedzie do Paryża z nadzieją uzyskania kościelnego beneficjum. Udaje mu się otrzymać stanowisko jałmużnika królowej Małgorzaty. Urząd ten narzuca mu kontakt z nędzą ludzką, szczególnie w nowym Szpitalu Miłosierdzia. Wówczas to ojciec Berulle, założyciel Oratorium we Francji, którego młody kapłan z Landów wybrał sobie na duchowego przewodnika, stwarza mu okazję — dzięki szeregowi posunięć pozornie bez związku — do poczynienia odkryć, mających zapoczątkować wielkie dzieła jego życia. Ojciec Berulle posłał najpierw Wincentego na przedmieścia Paryża, do Clichy-la-Garenne, by tam pełnił funkcję proboszcza. Cztery miesiące później umieścił go w rodzinie generała galer, Gondi, jako nauczyciela jego dzieci. Opatrzność jednak miała swoje plany. Jeżdżąc z rodziną Gondi do jej pałaców i posiadłości na prowincji, Wincenty a Paulo doznał wstrząsu poznając materialną i duchową nędzę „biednego ludu wiejskiego”. Zadał sobie wówczas pytanie, czy ma prawo ograniczać swoje obowiązki kapłańskie do wychowywania dzieci z dobrej rodziny, podczas gdy wieśniacy żyją i umierają w takim religijnym opuszczeniu. Berulle, powiernik niepokojów Wincentego, skierował go na probostwo do Chatillon-des-Dombes. Doświadczenia nowego pasterza tej bardzo zaniedbanej parafii okazały się decydujące dla jego życia. Wezwany pewnej niedzieli sierpnia 1617 roku do rodziny, w której wszyscy byli chorzy, zaczął organizować pomoc sąsiadów i ludzi dobrej woli; tak narodziło się pierwsze Bractwo Miłosierdzia, które posłużyło za model wielu innym. Przekonanie, że jego życie ma być służbą ubogim, nie opuściło Wincentego aż do ostatniego tchnienia. To krótkie przypomnienie „wewnętrznej drogi” Wincentego a Paulo w okresie pierwszych dwudziestu lat jego kapłaństwa ukazuje nam księdza niezwykle wyczulonego na życie współczesne, pozwalającego prowadzić się wydarzeniom, czy raczej Opatrzności Bożej, bez „deptania jej po piętach”, jak to lubił powtarzać. Czyż taka gotowość nie stanowi tajemnicy ewangelicznego spokoju i radości, przywilejów świętości zarówno dawniej, jak i dziś?

Aby lepiej służyć ubogim, Wincenty a Paulo pragnął „znaleźć sobie do pomocy kapłanów wolnych od wszelkich beneficjów, którzy za aprobatą biskupów mogliby całkowicie poświęcić się zbawieniu ubogiego ludu wiejskiego, głosząc słowo Boże, nauczając katechizmu i słuchając spowiedzi, nie przyjmując za to wynagrodzenia w jakiejkolwiek formie”. To grono księży, zaraz nazwanych „lazarystami” od nazwy słynnego opactwa świętego Łazarza, które otrzymali około roku 1632, szybko się powiększyło i osiedliło w piętnastu diecezjach, aby prowadzić misje parafialne i zakładać Bractwa Miłosierdzia. Zgromadzenie Misjonarzy objęło swoją działalnością Włochy, Irlandię, Polskę, Algerię i Madagaskar. Wincenty nieustannie wpajał swoim towarzyszom „ducha naszego Pana”, dającego się ująć w pięciu podstawowych cnotach, którymi są: prostota, łagodność wobec bliźniego, pokora wobec samego siebie oraz, jako warunek tych trzech cnót, umartwienie i gorliwość, będące jak gdyby ich aspektem dynamicznym. Jego pouczenia dla tych, których wysyłał, by głosili Ewangelię, pełne są duchowej mądrości i pasterskiego realizmu: nie chodzi o to, aby być kochanym dla siebie samego, ale by wzbudzać miłość do Jezusa Chrystusa. W czasach, kiedy wielu księży głosiło zawiłe kazania, przetykając je łaciną i greką, domagał się — w imię Ewangelii — prostoty, języka obrazowego i przekonywającego. Oby współcześni lazaryści, zawsze wierni swemu Ojcu, świętemu Wincentemu, mogli siać szczodrze słowo Boże w swych naukach i nieustannie przyczyniać się do „umacniania tożsamości kapłańskiej i jej autentycznego dynamizmu ewangelicznego” „w Ludzie Bożym” — jak powiedziałem o tym w liście do wszystkich kapłanów Kościoła na Wielki Czwartek 1979 roku. Oby przykład księdza Wincentego pobudzał nadal wszystkich odpowiedzialnych za przygotowywanie kapłanów dla wspólnot miejskich i wiejskich, które ich bezwzględnie potrzebują!

Wincenty a Paulo w czasie pracy misyjnej przekonał się, że ta metoda ewangelizacji nie przyniesie owoców, jeżeli na miejscu zabraknie wykształconego i gorliwego kleru. Tak więc lazaryści niemal od początków swej działalności poświęcili się, na równi z misjami ludowymi, kształceniu księży i odpowiadając na naglące apele Soboru Trydenckiego zakładali seminaria. Pierwsze rekolekcje przygotowawcze, prowadzone w roku 1628 przez samego św. Wincentego na życzenie biskupa Beauvais, zapoczątkowały ćwiczenia duchowe, przygotowujące do święceń, a także swego rodzaju stałe kształcenie księży dzięki wtorkowym konferencjom u Świętego Łazarza. Te przedsięwzięcia, które ks. Olier witał z entuzjazmem, dały Kościołowi wzorowych kapłanów; wielu spośród nich, jak sławny Bossuet, zostało powołanych do godności biskupiej. Tym księżom z Paryża i z prowincji św. Wincenty a Paulo wpajał ducha ewangelicznego i zapał misyjny, wzbudzając w nich pragnienie kapłańskiego braterstwa i wzajemnej pomocy w służbie najbiedniejszym, w synowskiej uległości wobec biskupów. Jak można objawić światu Bożą miłość — mawiał często — jeśli zwiastuni tej miłości nie są ze sobą ściśle zespoleni? Czyż św. Wincenty nie wzywa dzisiaj wszystkich kapłanów, by przeżywali swe kapłańskie powołanie w braterskich ekipach złączonych w modlitwie i apostolstwie, otwartych na współpracą ze świeckimi i jednocześnie świadomych znaczenia swego sakramentalnego kapłaństwa, które pochodzi od Chrystusa i ma służyć wspólnotom chrześcijańskim.

Innym wreszcie przejawem dynamizmu i realizmu św. Wincentego a Paulo było nadanie jednolitej i efektywnej struktury rozrastającym się Bractwom Miłosierdzia. Ludwika de Marillac, wdowa po Antonim Le Gras, którą w życie duchowe wprowadził święty Franciszek Salezy, została zaangażowana przez św. Wincentego, kolejnego jej przewodnika, do nadzorowania i wspomagania Bractw. Udawało jej się to znakomicie, a promieniowanie jej działalności znacznie przyczyniło się do nakłonienia wielu „dzielnych wiejskich dziewcząt”, pomagających Bractwom, do pójścia za jej przykładem i całkowitego poświęcenia się Bogu i ubogim. W dniu 29 listopada 1633 roku powstało Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia. Św. Wincenty a Paulo nadał im regułę oryginalną i bardzo wymagającą: „Waszym klasztorem będą sale szpitalne, waszą celą — wynajęty pokój, waszą kaplicą — kościół parafialny, waszym wirydarzem będą ulice miasta, klauzurą — posłu­szeństwo, kratą — bo jaźń Boża, welonem — święta skromność”. Duch Zgromadzenia tak został wyrażony: „Macie czynić to, co Syn Boży czynił na ziemi. Macie ubogim chorym nieść życie dla ciała i dla duszy”. Za przykładem Ludwiki de Marillac tysiące kobiet poświęciło całe swoje życie pokornej służbie cierpiącym, żebrakom, więźniom, wykolejonym, upośledzonym, analfabetom, porzuconym dzieciom.

Córki Księdza Wincentego są jego przykładem i tak jak on — sercem Chrystusa wśród biednych, a także wśród bogatych, których starają się skłonić do dobroci względem ubogich. Nie znając współczesnych nam ruchów feministycznych, ksiądz Wincenty umiał znaleźć w kobietach swojej epoki pomocnice inteligentne i wspaniałomyślne, a także wierne i stałe. Historia zgromadzenia rzuca szczególne światło na najbardziej istotny aspekt duszy kobiecej: powołanie do czułości i miłosierdzia, których ludzkość zawsze będzie potrzebować. Zawsze bowiem wśród ludzi znajdują się ubodzy, we współczesnych społeczeństwach zaś pojawiły się nowe formy ubóstwa.

Ta refleksja nad dziełami św. Wincentego pozwala nam stwierdzić, że jest on nowoczesnym świętym. Oczywiście, gdyby pojawił się dziś, pole jego działalności nie byłoby takie samo. Udaje się dziś wyleczyć wielu takich chorych, których on nauczył się pielęgnować. Ale z pewnością znalazłby drogę do ubogich, nowych ubogich, w zbiorowiskach miejskich naszych czasów, jak niegdyś pośród pól i we wsiach. Można sobie wyobrazić, czego mógłby dokonać ten wysłannik miłosierdzia i Bożej dobroci, posługując się mądrze nowoczesnymi środkami, którymi dysponujemy. Krótko mówiąc, jego życie byłoby podobne do tego, czym było zawsze: szeroko otwartą Ewangelią, z tym samym orszakiem ubogich, chorych, grzeszników, nieszczęśliwych dzieci, mężczyzn i kobiet, którzy z kolei sami zaczynają kochać biednych i im służyć. A wszyscy spragnieni prawdy i miłości nie mniej, niż ziemskiego pożywienia i troski o ciało. Wszyscy słuchający Chrystusa, który im mówi: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokornego serca” (Mt 11, 29).

Oby czterechsetna rocznica urodzin św. Wincentego a Paulo jasno oświeciła Lud Boży, ożywiła zapał wszystkich jego uczniów, a w sercach wielu młodych wzbudziła wezwanie do całkowitej ofiary w służbie ewangelicznemu Miłosierdziu!

Takie uczucia i życzenia pragnę wyrazić wielkiej i drogiej mi rodzinie Lazarystów i Sióstr Miłosierdzia oraz wszystkim ruchom o inspiracji wincentyńskiej, dołączając serdeczne Błogosławieństwo Apostolskie.

Tekst polski za: 

Jan Paweł II o życiu zakonnym, Poznań-Warszawa 1984, s. 304-308

Komentarze

katolicka kretynizacja polski 🇵🇱2021.09.26 13:28
wojtyła obrońca pedofilów! szczę mu na grób i walę klocka!
S2021.09.26 14:54
Nie uciekniesz przed potworami, które nosisz w sobie.