04.07.18, 16:30Fot. Darwinek via Wikipedia, CC BY-SA 3.0

Sztafeta bezkarności III RP dobiega końca

Zgodnie z Ustawą o Sądzie Najwyższym w dniu dzisiejszym wygasa kadencja Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, prof. Małgorzat Gersdorf. Wraz z panią prezes, z powodu osiągnięcia wieku emerytalnego w stan spoczynku może odejść 27 z 93 sędziów tego sądu. 16 z nich zwróciło się do prezydenta Dudy z wnioskami o przedłużenie pracy, co nakazuje ustawa, jednak wśród nich nie było pani prezes Gersdorf. Dziś została on odprowadzona do pracy przez kilkunastu polityków totalnej opozycji, w asyście znanego z demonstracji KOD Farmazona, czemu z uwagą i aprobatą przyglądali się pan Kramek z fundacji Otwarty Dialog oraz gen. Dukaczewski, były szef WSI. Nomenklatura III RP stara się dbać o niezależność Sądu Najwyższego.

Strach związany ze zmianami na szczytach władzy sądowniczej w środowiska pookrągłostołowych elit musi być ogromy. Były prezydent Wałęsa, bezpośrednio zainteresowany zapewnieniem sobie i swojej rodzinie bezkarności, wezwał na Twitterze do siłowej zmiany rządu w Polsce. Groził przy tym posiadaną przez siebie broń palną, i zapewnił, że nie zawaha się jej użyć. W ubiegłym tygodniu Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego podjęli uchwałę mówiącą o tym, że wbrew Ustawie o Sądzie Najwyższym prezesem tej instytucji do 2020 roku pozostaje prof. Gersdorf. Wyglądało to tak, jakby władza sądownicza szykowała się do objęcia w Polsce władzy nie za pomocą dekretów ale za pomocą uchwał i oświadczeń. Dziś, jeden z bezpośrednio odpowiedzialnych za opłakany stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, prof. Strzębosz, który w 1989 roku jak wiceminister sprawiedliwości stwierdził, że „sądy oczyszczą się same”, wbrew orzeczeniom Trybunału Konstytucyjnego (m.in. z 1998 r.) w świetle kamer przed siedzibą Sądu Najwyższego zapewnia, że pierwsza prezes ma zapewniony urząd do 2020 roku. Koniec dyskusji.

Podobne narracje były nam serwowane podczas zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Prezes Rzepliński miał być nieusuwalny, wręcz „nieśmiertelny” na swoim stanowisku. W obronie prezesa i trybunału na ulice wyległy wówczas wielotysięczne demonstracje resortowych rodzin i nomenklaturowych elit, funkcjonariusze dawnych służb specjalnych , reprezentanci polityczni totalnej opozycji, gównie z Platformy Obywatelskiej, PSL i Nowoczesnej, zapewniający dotąd skuteczną ochronę członkom i sympatykom resortowych dynastii.

Wykorzystywanie przez układ III RP kłamliwych pseudoautorytetów, często uwikłanych we współpracę ze służbami specjalnymi, stało się jednym z ulubionych narzędzi dyscyplinowania krnąbrnego społeczeństwa i ośmieszania politycznych oponentów poprzedniej władzy. Podobnie wykorzystywane były narracje machiny i autorytety medialne, z nadredaktorem Michnikiem na czele, którego słynne „Ooodpieprz się może, co? Może się odpieprz od generała teraz” urosło już do rangi symbolu powiązań nowych elit z dawnym reżimem. Na szczęście „ciemny lud” uczy się coraz szybciej, i coraz lepiej orientuje się w mechanizmach operacyjnych, służących zapewnieniu bezkarności komunistycznym klanom. Ten układ przez 30 lat wydrenował z Polski setki miliardów dolarów. Gdyby nie to, Polska dziś z powodzeniem mogłaby konkurować z najsilniejszymi gospodarkami w Europie. Stąd dziś Unia Europejska tak bardzo angażuje się w ochronę swoich lokalnych podwykonawców w Polsce.

Przy okazji każdej przeprowadzanej w ostatnich latach reformy polskiego państwa, równolegle w instytucjach europejskich możemy obserwować swoisty teatr, zorkiestrowany najczęściej przez byłych TW, jak europoseł Boni, czy dawnych towarzyszy partyjnych z PZPR, jak pan Rosati. Z mównic i salonów europejskich wylewa się nachalna, antypolska propaganda, której cel jest jeden: powstrzymanie zmian w Polsce, zapewnienie bezkarności pełniącym jeszcze do niedawna władzę kastom, i zagwarantowanie sobie uległości naszego kraju wobec Brukseli, Berlina i Paryża.

Lewicowe środowiska nieustannie kierują się gomułkowską zasadą, że „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Dziś do oddania tej władzy, władzy sądowniczej zostali przymuszeni przez upokarzane przez nich latami, polskie społeczeństwo. Miejmy nadzieję, że ci, których Polacy wydelegowali do rozliczenia polityczno-prawno-biznesowej sitwy nie cofną się już ani o krok, a lokalne więzienia zaludnią się wreszcie resortową i nomenklaturową pseudointeligencją.

Paweł Cybula