17.02.20, 10:45

TYLKO U NAS! Marek Budzisz: Trudny rosyjski transfer władzy. Przypominają się czasy ZSRR

Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny rozgłośni Echo Moskwy napisał na swym blogu artykuł „Dla lizusów”, w którym, ten dobrze poinformowany dziennikarz kreśli możliwy scenariusz tego co działo się będzie w Federacji Rosyjskiej w najbliższych miesiącach. Oczywiście nie chodzi o pogłębioną analizę sytuacji gospodarczej i społecznej, a raczej o tzw. transfer władzy, czyli rozpoczęty przez Putina 15 stycznia proces zmiany konstytucji, a faktycznie ustroju Rosji. Dlaczego warto zwrócić uwagę na to co pisze Wieniediktow?

Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku sformułował on teorię, iż Władimir Putin zaproponuje Aleksandrowi Łukaszence połączenie Białorusi i Federacji Rosyjskiej w jedno państwo, po to aby samemu stanąć na jego czele. Ostatnio o tym, że tak się właśnie stało pisali dziennikarze amerykańskiego Bloomberga powołując się na swe źródła informacji na Kremlu. O takiej możliwości dyskutuje się już długo, ale czym innym są domysły a czym innym potwierdzenie rozpoczęcia procesu politycznego. Warto też odnotować, że rzecznik Kremla Pieskow oficjalnie zdementował doniesienia amerykańskiego portalu, co znów, pozwala snuć domysły, że „coś było na rzeczy”. Podobnie reakcja Łukasznki, i twarda polityka Moskwy. Innymi słowy zapowiedziane przez Putina zmiany konstytucyjne są „scenariuszem awaryjnym”.

Pytanie tylko czy jedynym i ostatecznym? To o czym pisze Wieniediktow wskazywałoby na to, że w grę nadal wchodzą inne możliwości, które są na Kremlu analizowane i brane pod uwagę. Jakie? Otóż szef Echa Moskwy kreśli następującą sekwencję zdarzeń. Przyjęte zostają poprawki do konstytucji. A potem przeprowadza się zmiany, będące konsekwencją reformy konstytucyjnej, do szeregu ustaw, w tym do federalnej ustawy „o wyborach Prezydenta Federacji Rosyjskiej”. W ustawie znajdzie się przepis pozwalający ‘wyzerować” licznik liczby kadencji wszystkim kandydującym, w tym i Władimirowi Putinowi. Uzasadnienie dla takiego kroku jest dość proste – de facto, w związku z rozszerzeniem pełnomocnictw prezydenckich, co będzie efektem reformy konstytucyjnej, będziemy mieli w Rosji nową instytucję prezydenta. Putin „jest zdziwiony” takim obrotem wydarzeń i odsyła nowelizację, już przyjętą przez obie izby parlamentu (zarówno Dumę jak i Izbę Federacji) do odnowionego Sądu Konstytucyjnego. Ten wydaje werdykt, że wszystko jest zgodne z konstytucja i prawidłowe. Chcąc nie chcąc (wspierany licznymi prośbami organizacji i społeczeństwa) Putin podpisuje nowelizację i może uczestniczyć w wyborach w 2024 roku. Oczywiście jeśli odbędą się one w tym terminie, bo nie brak w Rosji głosów, że wcześniej.

Dlaczego warto zajmować się takimi spekulacjami? Nie tylko z tego powodu, że pisze o tym dobrze poinformowany dziennikarz podejmowany w kremlowskich gabinetach, ale oczywiście nie wolno tego lekceważyć, bo najwyraźniej dyskusje trwają. Innym, wydaje się istotniejszym powodem, jest, że rozpoczęta reforma konstytucyjna, jeśli rozumieć ją jako przebudowę systemu rosyjskiej władzy, zaczyna buksować. Czym innym jest bowiem zmiana legislacyjna nazywana reforma konstytucji, a czym innym stworzenie stabilnego układu sił, równowagi wpływów i pozycji między rywalizującymi ze sobą grupami w rosyjskim establishmencie. O ile to pierwsze jest zdaniem łatwym o tyle drugie trudnym i niebezpiecznym. A już zaczynają dochodzić sygnały ze strony zaniepokojonych tym co się dzieje, a wpływowych, grup w obozie władzy.

Przy czym nie są one otwartą krytyką, nikt nie zaatakuje Putina wprost, choć dla umiejących czytać, niektóre z ostatnich wydarzeń są więcej niźli wymowne.

Przytoczmy dwa z nich. I tak firma TMK oligarchy Dmitrija Pumpiańskiego, która zamierza wypuścić na rynek obligacje w euro opublikowała związany z tym prospekt emisyjny, który zwiera wyliczenie ryzyk dla inwestorów, w tym, a z naszej perspektywy, przede wszystkim, politycznych. Rosyjscy obserwatorzy zwrócili na to uwagę bo Pumpiański nazywany jest w Rosji „królem zamówień publicznych”. Jego firmy są na drugim miejscu jeśli idzie o wartość kontraktów państwowych. Ale nie dzieje się tak dlatego, że przebija on wszystkich jakością swych propozycji, ale dlatego, o czym powszechnie wiadomo, że blisko zaprzyjaźniony jest z generałem Nikołajem Patruszewem, sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, człowiekiem nr 2 w hierarchii rosyjskiej władzy. Dlatego to co zapisano w prospekcie TMK uznaje się za nieoficjalny sygnał właśnie od Patruszewa.

W prospekcie znalazł się zapis, iż „przyszłe polityczne reformy i niestabilność mogą doprowadzić do niepokoju wśród inwestorów i pogorszenia sytuacji gospodarczej”. Rosyjscy obserwatorzy zwracają uwagę, że kilka lat temu, kiedy inna z firm oligarchy emitowała obligacje podobnego ostrzeżenia nie zdecydowano się umieścić. Ale to nie wszystko. Otóż spekuluje się też w Rosji, że mógł to być sygnał wysłany do Waszyngtonu, bo wiadomo, że rosyjski oligarcha ma w amerykańskiej administracji niezłe relacje, że wpływowa część rosyjskiego establishmentu jest bardzo niezadowolona z zapowiedzianych przez Putina zmian. Dlaczego? Z tego powodu, że modernizacja i otwarcie rosyjskiej gospodarki, czemu towarzyszyć ma zbliżenie z Europą, nie jest uznawane za zjawisko pozytywne zarówno dla rosyjskich, jak i dla amerykańskich „jastrzębi”, którzy swą wewnętrzną pozycję (w przypadku Stanów Zjednoczonych chodzi też o relacje USA – Europa) budują na rywalizacji obydwu mocarstw.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę na inne równie zastanawiające wydarzenie, które miało miejsce niedawno. Występując 11 lutego w Akademii Sztabu Generalnego Sergiej Szojgu, rosyjski minister obrony chwalił się zaawansowaniem modernizacji rosyjskich sił zbrojnych, w tym i wojsk rakietowych specjalnego przeznaczenia, czyli odpowiadających za rosyjski arsenał nuklearny. Jego zdaniem nie jest zagrożony program, który przewiduje, że w 2020 roku 70 % techniki wojskowej jaką dysponuje rosyjska armia będą to najnowsze konstrukcje. Liczba rakiet skrzydlatych, powiedział minister, będących na wyposażeniu rosyjskiej armii wzrosła od 2012 roku 30 krotnie, a liczba ich nosicieli 12 krotnie. Co więcej rosyjski minister podkreślił, iż czas potrzebny na „przekierowanie” rosyjskich rakiet na nowe cele zmienił się w ciągu ostatnich 8 lat z półtora miesiąca do trzech godzin.

Przedstawiciele rosyjskiej prasy obecni w trakcie wystąpienia Szojgu od razu zwrócili uwagę na jego słowa o tym, że rakiety cały czas trafiają na wyposażenie armii. Jest to o tyle istotne, że jeszcze w ubiegłym roku Władimir Putin, oświadczył, w związku z wyjściem Stanów Zjednoczonych z traktatu INF, że Rosja w „geście dobrej woli” nie będzie instalowała tego rodzaju typów uzbrojenia. Mało tego Putin wezwał przedstawicieli państw europejskich do rozpoczęcia negocjacji na ten temat. Z przywódców europejskich jedynie prezydent Francji, marzący o nowym resecie, pozytywnie odpowiedział na propozycje rosyjskiego prezydenta. NATO było znacznie bardziej powściągliwe. Na początku lutego, w Brukseli miało miejsce spotkanie państw Sojuszu, którego celem miało być poszukiwanie odpowiedzi na łamanie przez Rosję zapisów nie obowiązującego już traktatu (chodzi o rakiety z zasięgiem od 500 do 5500 km). Szojgu w swej wypowiedzi zdezawuował „pokojowe” propozycje Putina, a nie wykluczone, że i osłabił tych polityków w Europie, którzy myśleli o porozumieniu z Rosją wbrew stanowisku Waszyngtonu. Trudno sądzić, że stało się to przypadkiem. Szojgu aktywny w rosyjskim życiu publicznym od 1991 roku jest zbyt wytrawnym graczem, aby przypadkowo ujawniać tego rodzaju informacje.

To tylko dwie z informacji pojawiających się w rosyjskich mediach, które pozwalają sądzić, iż wpływowa grupa rosyjskich siłowików, delikatnie sprawę ujmując, nie jest zadowolona z kierunku zmian zapowiedzianych przez Putina. Spadające notowania rosyjskiego prezydenta i wykorzystanie dyskusji konstytucyjnej, co już zapowiedziała opozycja, celem ożywienia skierowanych przeciw władzy protestów, osłabiają pozycję zwolenników zmian. Tym bardziej, że nowy premier, Michaił Miszustin, postrzegany jest, a jeszcze nic nie zrobił, przez opinię publiczną, niewiele lepiej niźli Miedwiediew. 

Wygląda na to, że walka grup wpływów w rosyjskiej elicie nasila się. Troczę przypomina to czasy ZSRR, kiedy o zmianach na Kremlu świat dowiadywał się wówczas, kiedy one już zaszły. Transfer władzy w Rosji był zawsze i jest nadal procesem trudnym i ryzykownym, a jeśli na to nakłada się trudna sytuacja gospodarcza i zmiany generacyjne, staje się zadaniem arcytrudnym. Z pewnością Rosja dostarczy nam w najbliższym czasie niemało powodów do zainteresowania.

Marek Budzisz

Aleksiej Wieniediktow, redaktor naczelny rozgłośni Echo Moskwy napisał na swym blogu artykuł „Dla lizusów”, w którym, ten dobrze poinformowany dziennikarz kreśli możliwy scenariusz tego co działo się będzie w Federacji Rosyjskiej w najbliższych miesiącach. Oczywiście nie chodzi o pogłębioną analizę sytuacji gospodarczej i społecznej, a raczej o tzw. transfer władzy, czyli rozpoczęty przez Putina 15 stycznia proces zmiany konstytucji, a faktycznie ustroju Rosji. Dlaczego warto zwrócić uwagę na to co pisze Wieniediktow? Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku sformułował on teorię, iż Władimir Putin zaproponuje Aleksandrowi Łukaszence połączenie Białorusi i Federacji Rosyjskiej w jedno państwo, po to aby samemu stanąć na jego czele. Ostatnio o tym, że tak się właśnie stało pisali dziennikarze amerykańskiego Bloomberga powołując się na swe źródła informacji na Kremlu. O takiej możliwości dyskutuje się już długo, ale czym innym są domysły a czym innym potwierdzenie rozpoczęcia procesu politycznego. Warto też odnotować, że rzecznik Kremla Pieskow oficjalnie zdementował doniesienia amerykańskiego portalu, co znów, pozwala snuć domysły, że „coś było na rzeczy”. Podobnie reakcja Łukasznki, i twarda polityka Moskwy. Innymi słowy zapowiedziane przez Putina zmiany konstytucyjne są „scenariuszem awaryjnym”. Pytanie tylko czy jedynym i ostatecznym? To o czym pisze Wieniediktow wskazywałoby na to, że w grę nadal wchodzą inne możliwości, które są na Kremlu analizowane i brane pod uwagę. Jakie? Otóż szef Echa Moskwy kreśli następującą sekwencję zdarzeń. Przyjęte zostają poprawki do konstytucji. A potem przeprowadza się zmiany, będące konsekwencją reformy konstytucyjnej, do szeregu ustaw, w tym do federalnej ustawy „o wyborach Prezydenta Federacji Rosyjskiej”. W ustawie znajdzie się przepis pozwalający ‘wyzerować” licznik liczby kadencji wszystkim kandydującym, w tym i Władimirowi Putinowi. Uzasadnienie dla takiego kroku jest dość proste – de facto, w związku z rozszerzeniem pełnomocnictw prezydenckich, co będzie efektem reformy konstytucyjnej, będziemy mieli w Rosji nową instytucję prezydenta. Putin „jest zdziwiony” takim obrotem wydarzeń i odsyła nowelizację, już przyjętą przez obie izby parlamentu (zarówno Dumę jak i Izbę Federacji) do odnowionego Sądu Konstytucyjnego. Ten wydaje werdykt, że wszystko jest zgodne z konstytucja i prawidłowe. Chcąc nie chcąc (wspierany licznymi prośbami organizacji i społeczeństwa) Putin podpisuje nowelizację i może uczestniczyć w wyborach w 2024 roku. Oczywiście jeśli odbędą się one w tym terminie, bo nie brak w Rosji głosów, że wcześniej.

Dlaczego warto zajmować się takimi spekulacjami? Nie tylko z tego powodu, że pisze o tym dobrze poinformowany dziennikarz podejmowany w kremlowskich gabinetach, ale oczywiście nie wolno tego lekceważyć, bo najwyraźniej dyskusje trwają. Innym, wydaje się istotniejszym powodem, jest, że rozpoczęta reforma konstytucyjna, jeśli rozumieć ją jako przebudowę systemu rosyjskiej władzy, zaczyna buksować. Czym innym jest bowiem zmiana legislacyjna nazywana reforma konstytucji, a czym innym stworzenie stabilnego układu sił, równowagi wpływów i pozycji między rywalizującymi ze sobą grupami w rosyjskim establishmencie. O ile to pierwsze jest zdaniem łatwym o tyle drugie trudnym i niebezpiecznym. A już zaczynają dochodzić sygnały ze strony zaniepokojonych tym co się dzieje, a wpływowych, grup w obozie władzy.

Przy czym nie są one otwartą krytyką, nikt nie zaatakuje Putina wprost, choć dla umiejących czytać, niektóre z ostatnich wydarzeń są więcej niźli wymowne.

Przytoczmy dwa z nich. I tak firma TMK oligarchy Dmitrija Pumpiańskiego, która zamierza wypuścić na rynek obligacje w euro opublikowała związany z tym prospekt emisyjny, który zwiera wyliczenie ryzyk dla inwestorów, w tym, a z naszej perspektywy, przede wszystkim, politycznych. Rosyjscy obserwatorzy zwrócili na to uwagę bo Pumpiański nazywany jest w Rosji „królem zamówień publicznych”. Jego firmy są na drugim miejscu jeśli idzie o wartość kontraktów państwowych. Ale nie dzieje się tak dlatego, że przebija on wszystkich jakością swych propozycji, ale dlatego, o czym powszechnie wiadomo, że blisko zaprzyjaźniony jest z generałem Nikołajem Patruszewem, sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, człowiekiem nr 2 w hierarchii rosyjskiej władzy. Dlatego to co zapisano w prospekcie TMK uznaje się za nieoficjalny sygnał właśnie od Patruszewa. W prospekcie znalazł się zapis, iż „przyszłe polityczne reformy i niestabilność mogą doprowadzić do niepokoju wśród inwestorów i pogorszenia sytuacji gospodarczej”. Rosyjscy obserwatorzy zwracają uwagę, że kilka lat temu, kiedy inna z firm oligarchy emitowała obligacje podobnego ostrzeżenia nie zdecydowano się umieścić. Ale to nie wszystko. Otóż spekuluje się też w Rosji, że mógł to być sygnał wysłany do Waszyngtonu, bo wiadomo, że rosyjski oligarcha ma w amerykańskiej administracji niezłe relacje, że wpływowa część rosyjskiego establishmentu jest bardzo niezadowolona z zapowiedzianych przez Putina zmian. Dlaczego? Z tego powodu, że modernizacja i otwarcie rosyjskiej gospodarki, czemu towarzyszyć ma zbliżenie z Europą, nie jest uznawane za zjawisko pozytywne zarówno dla rosyjskich, jak i dla amerykańskich „jastrzębi”, którzy swą wewnętrzną pozycję (w przypadku Stanów Zjednoczonych chodzi też o relacje USA – Europa) budują na rywalizacji obydwu mocarstw.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę na inne równie zastanawiające wydarzenie, które miało miejsce niedawno. Występując 11 lutego w Akademii Sztabu Generalnego Sergiej Szojgu, rosyjski minister obrony chwalił się zaawansowaniem modernizacji rosyjskich sił zbrojnych, w tym i wojsk rakietowych specjalnego przeznaczenia, czyli odpowiadających za rosyjski arsenał nuklearny. Jego zdaniem nie jest zagrożony program, który przewiduje, że w 2020 roku 70 % techniki wojskowej jaką dysponuje rosyjska armia będą to najnowsze konstrukcje. Liczba rakiet skrzydlatych, powiedział minister, będących na wyposażeniu rosyjskiej armii wzrosła od 2012 roku 30 krotnie, a liczba ich nosicieli 12 krotnie. Co więcej rosyjski minister podkreślił, iż czas potrzebny na „przekierowanie” rosyjskich rakiet na nowe cele zmienił się w ciągu ostatnich 8 lat z półtora miesiąca do trzech godzin. Przedstawiciele rosyjskiej prasy obecni w trakcie wystąpienia Szojgu od razu zwrócili uwagę na jego słowa o tym, że rakiety cały czas trafiają na wyposażenie armii. Jest to o tyle istotne, że jeszcze w ubiegłym roku Władimir Putin, oświadczył, w związku z wyjściem Stanów Zjednoczonych z traktatu INF, że Rosja w „geście dobrej woli” nie będzie instalowała tego rodzaju typów uzbrojenia. Mało tego Putin wezwał przedstawicieli państw europejskich do rozpoczęcia negocjacji na ten temat. Z przywódców europejskich jedynie prezydent Francji, marzący o nowym resecie, pozytywnie odpowiedział na propozycje rosyjskiego prezydenta. NATO było znacznie bardziej powściągliwe. Na początku lutego, w Brukseli miało miejsce spotkanie państw Sojuszu, którego celem miało być poszukiwanie odpowiedzi na łamanie przez Rosję zapisów nie obowiązującego już traktatu (chodzi o rakiety z zasięgiem od 500 do 5500 km). Szojgu w swej wypowiedzi zdezawuował „pokojowe” propozycje Putina, a nie wykluczone, że i osłabił tych polityków w Europie, którzy myśleli o porozumieniu z Rosją wbrew stanowisku Waszyngtonu. Trudno sądzić, że stało się to przypadkiem. Szojgu aktywny w rosyjskim życiu publicznym od 1991 roku jest zbyt wytrawnym graczem, aby przypadkowo ujawniać tego rodzaju informacje.

To tylko dwie z informacji pojawiających się w rosyjskich mediach, które pozwalają sądzić, iż wpływowa grupa rosyjskich siłowików, delikatnie sprawę ujmując, nie jest zadowolona z kierunku zmian zapowiedzianych przez Putina. Spadające notowania rosyjskiego prezydenta i wykorzystanie dyskusji konstytucyjnej, co już zapowiedziała opozycja, celem ożywienia skierowanych przeciw władzy protestów, osłabiają pozycję zwolenników zmian. Tym bardziej, że nowy premier, Michaił Miszustin, postrzegany jest, a jeszcze nic nie zrobił, przez opinię publiczną, niewiele lepiej niźli Miedwiediew.

Wygląda na to, że walka grup wpływów w rosyjskiej elicie nasila się. Troczę przypomina to czasy ZSRR, kiedy o zmianach na Kremlu świat dowiadywał się wówczas, kiedy one już zaszły. Transfer władzy w Rosji był zawsze i jest nadal procesem trudnym i ryzykownym, a jeśli na to nakłada się trudna sytuacja gospodarcza i zmiany generacyjne, staje się zadaniem arcytrudnym. Z pewnością Rosja dostarczy nam w najbliższym czasie niemało powodów do zainteresowania.

 

Komentarze

Domik2020.02.18 20:03
https://filmvod.pl - To Największa wyszukiwarka legalnych filmów i seriali online! Znajdziesz tam filmy takie jak: 365 Dni (2020) Czy Legiony 2019 Setki filmów w jednym miejscu a to wszystko z dożywotnim dostępem. Polecam jak najbardziej!
Hej2020.02.17 22:39
Szukam miłego i kulturalnego faceta na miłe spotkania lub stały związek. Mam na imię Lena lat 25, wzrost 169cm, Moje kontakt do mnie telefon tu - www.xlove.com.pl Znajdź mnie po niku: Lenka25x napisz do mnie spotkajmy się!
Filmy online2020.02.17 17:27
https://filmvod.pl - To Największa wyszukiwarka legalnych filmów i seriali online! Znajdziesz tam filmy takie jak: 365 Dni (2020) Czy Legiony 2019 Setki filmów w jednym miejscu a to wszystko z dożywotnim dostępem. Za jedyne 20zł Polecam jak najbardziej!
Nie pajacuj Żydzie obrzezany "anoniowy"2020.02.17 13:59
Czy to możliwe, że "Leszek" to jest 𝐋𝐞𝐜𝐡 𝐊𝐞𝐥𝐥𝐞𝐫-𝐊𝐫𝐚𝐰𝐜𝐳𝐲𝐤 - pedofil , wymyśla dziesiątki pseudonimów udaje antysemitę sam będąc Żydem z NKWD-wskich Żydów. Ależ oczywiście, że tak! Kim on już nie był, ale zawodzi go wyobraźnia. Poskakałeś Lesiu napier.... głupot na temat swego "katolicyzmu" mały, pękaty żydku... No dość tego ty debilu. I znowu zmarnowałeś dnie i noce na bullshit. Zaraz w 'odwecie" pojawi się: "oficer LWP - andrzejhahn - Urszula" może nawet sam "PolishPatriot". On tylko udowadnia, że ta domniemana inteligencja Żydów jest tym czym jest naprawde; MITEM! Nie pajacuj Żydzie obrzezany "konfederato"!
Olej2020.02.17 13:46
Cyt.....POLIN to Palestyna v.2 w Europie Środkowej.... Pewnie ! Pewnie ! Zapewnie ! Zadajmy sobie pytanie o alternatywę - i ona się natychmiast pojawi w postaci namiestnika z Moskwy w ,,Priwisliańskim Kraju'' Siedziba namiestnika już jest, jak znalazł ogromne gmaszysko ambasady w Alejach Ujazdowskich. Należy młodzieży przypomnieć młotkiem Paramonowa czym była sowiecka obecność na ziemiach polskich, przypomnieć jak ludzie żyli za czasów sekretarzy PZPR-u, co się wtedy działo i jak się działo. Należy przypomnieć Poznański Czerwiec i Grudzień 1970 może w końcu coś do ich zakutych łbów dotrze ?
Olej2020.02.17 13:22
Mglisty Ilicz na kremlowskim murze. Tam są możliwe wszelkie transfery, z piekła na Kreml włącznie. Co dzieje się nieustannie. Wystarczy się przejść po Placu Czerwonym by wyczuć większe niż zwykle stężenie siarki, i to jest sygnał, że coś się dzieje. Ostatnio zauważono również spacerującego Ilicza po kremlowskim murze, ot szedł ze wzniesioną rewolucyjnie ręką. W pewnej chwili się zatrzymał i jego dolna połowa zmieniła się w ogoniasty korpus z kopytami. I tak szybko pogalopował gdzieś w głąb zielono złotych kopuł. Wiadomość poszła plotką po Moskwie. Zaczęto robić zapasy cukru. Taki to kraj gdzie rozumem nie pojmiesz zdarzeń, gdyż one mają drugą naturę przyczyn i skutku. Gdzie skutek wcale nie zależy od przyczyny. Może być natomiast odwrotnie.
Stalker2020.02.17 12:47
Rosja to wielka stacja benzynowa, która jeszcze żyje dzięki sprzedarzy ropy naftowej i gazu . Jednakże czarne chmury już wiszą nad nimi, bo elekryczne auta to tylko kwestia czasu, a wojska USA i tarcza rakietowa montowana przez Amerykanów w Polsce to już fakt. Niestety Rosja to nieludzka ziemia, a sowieci to bezrozumni ludzie. Putin przeczuwa jego koniec, a atakiem na Polskę spopularyzował tajny protokół Niemców z Sowietami, napaść Sowietów na Polskę 17 września 1939 roku i wymordowanie tysięcy polskich oficerów w Katyniu i innych miejscach, oraz holokaust na ludności polskiej. Putin obecnie sam sobie szykuje miejsce na śmietniku historii.
fdf2020.02.17 12:25
Kit z Rasiją ważne czy pis to już oligarchia?
Stalker2020.02.17 12:49
Tak oligarchia ! Zaraz po eformie sądownictwa PIS będzie was kastrował !
rolmops2020.02.17 13:50
Oligarchia to jest ale w Moskovii .
anonim2020.02.17 12:00
"Dla całego świata zaskoczeniem będzie niespodziewany atak Chin na Rosję " - fatimskie Dwa TOTALITARYZMY BOLSZEWICKIE WEZMĄ SIĘ ZA SZATAŃSKIE ŁBY
obywatel rp2020.02.17 11:02
na 100% będzie zmiana interfejsu Rosji, pytanie brzmi kto będzie następcą Putina? Wg mnie wygra frakcja zbliżenia z UE, idealnym kandydatem byłby Chodorkowski, spełnia w zasadzie wszystkie kryteria bycia nową mordką FB.
anonim2020.02.17 11:00
A może sprawy nie wyglądają tak, jak to malują media głównego ścieku. Wiadomym jest, że Eurokołchzem zarządzają Niemcy. To Niemcy atakują PiS. To Niemcy dążą do zmiany władzy w Polsce. PiS razem z amerykańskimi Żydami realizuje na obecnych polskich ziemiach projekt POLIN. Nie jest to w interesie Niemiec, aby zachodnie ziemie Polski przeszły w żydowskie ręce. Niemcy nigdy nie wyrzekły się praw do tych ziem, uważają je za niemieckie. Stąd ten zajadły atak na PiS pod pozorem naruszania zasad „praworządności”. W odwecie na atak Niemiec na PiS i próbę odsunięcia go od władzy, PiS podjęło szacowanie szkód wojennych i podnosi sprawę reparacji. Na tym polu PiS widzi płaszczyznę porozumienia z Niemcami. Jak na razie Niemcy nie wykonują nerwowych ruchów. W dalszym ciągu nękają PiS w Eurokołchozie. Czy PiS przełamie atak Niemiec na jego rządy w Polsce? Wydaje się, że nie. Sądy, praworządność, TSUE, awanturnicy, donosiciele, grillowanie Polski w PE, to tylko narzędzia, to tymi narzędziami Niemcy walczą o niemieckie kondominium w Polsce, walczą o ziemie zachodnie pod zarządem niemieckim a nie żydowskim. Sprawa nie wygląda dobrze. Naród jest w potrzasku. Z jednej strony PO i sodomici a z drugiej strony PiS nawalają się nawzajem między sobą bez opamiętania. Stronnictwo niemieckie i żydowsko-amerykańskie. Pomiędzy interesem Niemiec a interesem Izraela, USA toczy się gra o Polskę? Polska pod wpływami Niemiec, czy w obecnych granicach Polski projekt POLIN? Kondominium niemieckie, czy kondominium żydowsko-amerykańskie? Oddajemy złoża naturalna na ziemiach zachodnich pod zarząd żydowsko amerykański firm (koncesje na wydobycie), poprzez ostatnio głosowane zmiany do ustawy prawo geologiczne, i pomimo protestu strony społecznej, jak choćby bardzo duże złoże rudy miedzi i srebra Nowa Sól. Więcej na YT. Nie słuchacie niezależnych opinii specjalistów publikujących na YT, nie słuchacie narodowców, to wasza sprawa. Ale dociekajcie? PS. POLIN to Palestyna v.2 w Europie Środkowej.
anonim2020.02.17 12:07
niby dobrze piszesz a jednak nie całościowo To że PiS współpracuje z USA (niekoniecznie = Żydzi bo w USA Żydzi to raczej Demokraci-którzy zawzięcie walczą z Trumpem) nie oznacza zgody na POLIN - a raczej MUSIMY MIEĆ WSPARCIE USA PRZECIW ROSJI I NIEMCOM więc nie rób skrótów BO TO FAŁSZYWA WERSJA co do narodowców to dla mnie jest V KOLUMNA PUTINA
filo2020.02.17 14:51
To już wolę czytać Sputnika niż narodowców, pośrednicy są niepotrzebni...