31.05.17, 16:30fot: Youtube

Witold Jurasz dla Frondy: Powinniśmy zmienić metodę postępowania z Rosją!

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Władimir Putin przyjechał do Paryża w trzy tygodnie po zaprzysiężeniu Emmanuela Macrona na prezydenta i siedem miesięcy po tym, jak oburzony odwołał swoją ostatnią wizytę we Francji. Skąd ten zwrot Putina? Czy trzysetna rocznica przybycia do Wersalu Piotra I to wystarczająco silny argument, czy może to wyłącznie pretekst?

Witold Jurasz Ośrodek Analiz Strategicznych, dziennikarz Polsat News2: Putin przybył w odpowiedzi na zaproszenie prezydenta Macrona. Rosja nie znajduje się w takiej izolacji, w której ze względów na rozpętaną przez siebie wojnę na Ukrainie znajdować się powinna, ale trudno też nie zauważyć, że nawet ta ograniczona izolacja i ograniczone w swej skali sankcje są dla Rosji dotkliwe. Putin wie, iż trwanie w nieustannej izolacji mu się nie odpłaca. Spotkanie to było więc szansą dla Putina, którą chciał z pewnością wykorzystać, tyle, że spotkał się, jeśli wierzyć relacjom medialnym, z wyjątkowo trzeźwo myślącym politykiem. Trzeźwo myślącym, tj. takim, który rozumie, że owszem Rosja jest mocarstwem atomowym i potęgą surowcową, ale poza tym jest krajem w istocie słabym, a już na pewno słabszym niż Unia Europejska, co niby jest banałem, ale banałem, którego od lat nie rozumieli europejscy politycy. Inna sprawa, że twarde stanowisko Macrona w odniesieniu do Putina, ta co najmniej asertywność w postępowaniu młodego prezydenta oznacza, że z podobnym stylem zderzymy się również i my. A skoro tak, to pewnie mówienie wyłącznie „nie” może nie być skuteczną metodą prowadzenia naszej polityki zagranicznej.

Francja stosunkowo miała i ma cieplejsze relacje z Rosją niż reszta Europy, Putin wyraźnie wspierał Le-Pen w kampanii prezydenckiej, czy Macron ma problem? I czy faktycznie jest antyrosyjski jak twierdzi większość Francuzów?

Myślę, że żaden prezydent Francji nie będzie tak antyrosyjski, bądź tak prorosyjski jakbyśmy czy to oczekiwali czy też się obawiali. Będzie po prostu profrancuski.

Komu bardziej zależy na przełamaniu impasu w relacjach, i z jakich powodów Paryżowi czy Kremlowi?

Myślę, że oby stronom na tym zależy. Rosji z całą pewnością zależy na wyjściu z izolacji, w której się znalazła. Moskwa będzie próbować, aby rola Kremla – czy to na Ukrainie, czy to na Bliskim Wschodzie, czy też nawet w państwach Maghrebu została w jakiś sposób uznana przez Zachód. Dla Francji szukającej sposobu powrotu do pozycji, którą kiedyś zajmowała, kontakty z Rosją są jedną z metod działania.

Czy Rosja wyjdzie z izolacji, ile mógłby potrwać ten proces i z czym musiałby się wiązać i w jaki sposób powinna patrzeć na to Polska?

Trudno powiedzieć, jak długo będzie to trwało - wszystko zależy od dynamiki relacji z Zachodem. To jest gra wielostronna, więc wróżenie ile potrwa jest bardzo trudne. Rosja ma poza tym zwyczaj przelicytowywania – jeśli teraz, częściej niż do tej pory, spotykać będzie asertywnych partnerów, to może na tym więcej niż to bywało stracić.

Z naszego punktu widzenia kluczowe jest to, aby - jeśli dojdzie do jakiejś formy normalizacji stosunków Rosji z Zachodem -Ukraina nie została „sprzedana”. Porozumienie do którego kiedyś dojdzie nie może oznaczać faktycznego zamknięcia drogi Ukrainy za Zachód, nie możemy pozwolić na to, aby nieoficjalnie uznano, że Ukraina to rosyjska strefa wpływów. Tak długo bowiem jak idzie gra o Ukrainę (nawet jeśli to tylko gra) my jesteśmy niejako na drugim planie rosyjskiego rewanżyzmu. Z tej też racji warto grać, nawet jeśli wiadomo, że się niczego nie ugra i Ukraina nigdy do UE (o NATO nie wspominając) nie wstąpi. Ważne jest też, aby nie doszło do wycofania się NATO z decyzji o wzmocnieniu wschodniej flanki paktu.

O czym jeszcze powinniśmy pamiętać?

Najwyższy czas na to, abyśmy zaczęli zajmować się w większym stopniu prawdziwą, twardą dyplomacją a nawet działalnością wywiadowczą na Zachodzie, gdyż to w zachodnich stolicach prędzej dowiemy się o treści rozmów Zachodu z Rosją niż w Moskwie. Ważne, abyśmy się dowiadywali o tym co dla nas ważne zawczasu, a nie post factum. By tak się stało, trzeba jednak mniej skupiać się na symbolach, a więcej na interesach.

Dziękuję za rozmowę.