24.04.14, 20:09fot. kovik/sxc.hu

Życie Lecha Jęczmyka na różnych planetach

Najnowsza książka Lecha Jęczmyka pt. "Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach" to wspomnienia Autora. Co najbardziej zaskakujące, Jęczmych rozpoczyna opowieść od czasu gdy miał 2 lata. Mało kto z nas jest obdarzony taką wspaniałą zdolnością intelektualną, by pamiętać siebie, swoje odczucia w wieku dwóch lat. A tu proszę! Jęczmyk zabiera nas w bardzo intrugującą, niesamowitą i zarazem bardzo pouczającą podróż po Polsce i świecie, ale nie faktograficzną, bardziej fotograficzno-obserwacyjną. I ten subiektywny wgląd w rzeczywistość, jakim dzieli się z nami Lech Jęczmyk jest intelektualnym balsamem dla czytelnika.

Każdy z nas choć raz w życiu zetknął się z Lechem Jęczmykiem: czy to czytając jego tłumaczenia takich wybitnych autorów jak Thomasa Bergera, Philipa K. Dicka, Josepha Hellera, Kurta Vonneguta, czy może świetne, dobitne i oryginalne felietony zamieszczone w "Nowej Fantastyce", czy kwartalniku "Fronda". To autor zbiorów felietonów pt. "Nowe Średniowiecze". Genialny filolog rosyjski, dzięki któremu mogliśmy poznać mnóstwo ciekawych, antykomunistycznych pisarzy czasów PRL. To także judoka, który potrafi jednym ruchem znokautować przeciwnika. Ale najważniejsze: to człowiek, który ochraniał Błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę, przy którym rozpoczął swoją drogę ku Bogu.

"Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach” to studium dzięki któremu możemy zrozumieć co ukształtowało autora, dlaczego mówi to, co mówi i jak mówi. Autor zabiera nas w podróż, która zawiera pełno elementów kosmicznych, niecodziennych w czasach nam współczesnych, a zarazem dotykamy tam jakbyśmy sami uczestniczyli w tych przygodach, o których pisze Jęczmyk. Co ważne, Autor nie używa języka abstrakcyjnego, daje nam poczuć, dotknąć, posmakować kawałka swojej własnej historii. Jego styl jest bardzo czytelny, unika metafizycznych sformułowań, dając nam bardzo często naturalistyczny opis sytuacji. To pewnie fascynacja fantasy autora, ale również głęboka i niesamowita inteligencja, którą podziwiamy czytając tzw. przedwojennych polskich inteligentów.

[koniec_strony]

Osobiście najbardziej podobał mi się opis czasów PRLu w którym żył Jęczmyk. Czasami, zwłaszcza w opisach sytuacyjnych, miałem nieodparte wrażenie, że czyta się autora jak starego, dobrego Tyrmanda. Ta sama naturalność i melodia opisu. Jęczmykowi udało się zobrazować, zmaterializować scenerię PRLu. Czytając ma się wrażenie, że sam jest się postacią, która to widzi, co zostało przelane na papier. Utkwił mi obraz Jacka Kuronia wyskakującego przez okno, ze spluwą pod pachą. Oczywiście Kuroń, i co trzeba przyznać Jęczmykowi, został opisany w sposób "niepoprawny" politycznie, jako postać która donosiła na kolegów studentów, kolaborowała z systemem komunistycznym. Czy to prawda? Sam Bó to wie i Lech Jęczmyk też. Sam Jęczmyk za czasów komuny nie wstąpił do partii, a że był wybitnym umysłem, przeżył ten okres jako człowiek prawy, walczący o wolność i demokrację (ale nie taką jaką dostała Polska w wydaniu po Okrągłym Stole, absolutnie nie). Nic dziwnego, że po upadku komuny, zainstalowaniu się w Polsce tzw. sierot po komunizmie, resortowych dzieci, Jęczmyk został specjalnie zepchnięty do cienia. Trudno dziś, poza prawicowymi mediami natknąć się na Jęczmyka. A to wielka ujma dla polskiej literatury współczesnej. Ale tak ma każdy, kto za czasów pierwszej Solidarności nie załamał się i nie wszedł w konszachty z diabłem. Warto jedynie dodać, że w roku 2011 Lech Jęczmyk został yhonorowany nagrodą Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - Laur SDP za całokształt twórczości "za to, że widzi to, co skryte".

Poglądy Lecha Jęczmyka można nazwać zdroworozsądkowymi. Żadne ideologie,tylko prawda jest najważniejsza dla tego pisarza, no i oczywiście religia, która stanowi po jego nawróceniu fundament Jęczmyka, ale którą nie epatuje, nie ideologizuje, tylko w ciszy serca rozważa. Sam raz powiedział, że jego nawrócenie, zaraz po śmierci księdza Popiełuszki miało znamiona cudu. I tyle. Wystarczy! Stało się, ziarno zasiane.

Książka "Światło i dźwięk" to podsumowanie życia, czekanie na przejście do innego, pewniejszego jutra bo nadrzyrodzonego życia wiecznego. Zatem warto zapoznać się z pewną historią, pewnego człowieka, który zamiast o sobie, lubi pisać o otaczającym nas świecie. Dlatego okładka ksiażki, na której widać autora siedzącego na walizkach ma istotny wydźwięk: czekanie, czekanie i czekanie!

Sebastian Moryń

Lech Jęczmyk, ""Światło i dźwięk. Moje życie na różnych planetach", Wydawnictwo ZYSK i S-KA 2013 

 

Komentarze

anonim2014.04.24 20:53
Pozdrawiam tą drogą serdecznie pana Lecha, dawno temu zaczytywałem się w Vonnegucie, czy Filipie Dicku, i to dzięki wspaniałym przekładom własnie pana autorstwa, pamiętam tez kilka dobrych artykułów w starych Frondach, dotyczących chociażby szukania Absolutu w książkach Dicka. Z przyjemnościa sięgnę więc też po tę autobiografię pana Leszka....
anonim2014.04.25 6:09
To prawda,że poziom tamtych rozważań w zestawieniu z obecnymi artykułami to inna planeta. Lech Jęczmyk-człowiek, dzięki któremu możemy czytać Dicka i rozkoszowac się tą literaturą.
anonim2014.04.25 6:28
+
anonim2014.04.25 14:04
Kto nie czytał polecam cykl felietonów "Nowe średniowiecze". Świetna rzecz. A po tę nową książkę z przyjemnością sięgnę.
anonim2014.05.15 11:19
Wykluczenie cyfrowe - internet dla ubogich to ściema i kwas!!! Bezsenność do 48h? Twój dotyk wydaje ci się obcy? Szpetota twarzy (zez rozbieżny, "obłąkany wzrok")? Nienaturalne reakcje i ruchy ciała? Natrętna zbieżność myśli i działania z przekazem radiowo-telewizyjnym? Telepatia wśród otoczenia? Wybuchy agresji w rodzinie? Zastraszające aluzje, sms-y, przekazy podprogowe?