Publicysta przypomina, że „wokół Jeffreya Epsteina kręciło się tysiące osób - facet wyrobił sobie markę inwestora w różnych branżach, otaczał się ludźmi ze świata polityki, rozrywki i mody, był bywalcem i sprawiał wrażenie doskonale ustosunkowanego”.
- „W kręgu jego przyjaciół były osoby ze wszystkich opcji politycznych, rodów królewskich, biznesmeni, artyści i naukowcy. Każdemu miał coś do zaproponowania - bogatym i sławnym okazję do wyśmienitego spędzenia czasu a mniej bogatym - wsparcie w projektach i promocji. Jak wiemy - nawet idol lewicy Noam Chomski doradzał mu, żeby się nie przejmował głosami tych, którzy rzucają przeciw niemu głupie oskarżenia - taką facet miał przekonującą aurę”
- pisze na Facebooku.
- „Zalecam zatem wstrzymanie się z ocenami - zwłaszcza wobec Trumpa, który należał do nielicznych osób dystansujących się od Epsteina już w 2008 r. - po wspomnianej wyżej kontrowersyjnej ugodzie z prokuraturą Florydy”
- dodaje.
Autor przekonuje, że „sprawa Epsteina jest rozwojowa, ale chociaż lewica robi co może, żeby ją przedstawić jako kolejną aferę Trumpa - nie bardzo ma podstawy do takich oskarżeń”.
- „Zamiast tego próbuje zatem wytworzyć wrażenie, że Trump ma coś do ukrycia i manipuluje śledztwem. Zabawne jednak jest, że lewica amerykańska nie ma nic do powiedzenia na temat dlaczego poza jedną Ghislaine Maxwell, aresztowaną jeszcze w 2020 r. - czyli za prezydentury Trumpa przez całą kadencję Bidena śledztwo nie doprowadziło do skazania ani jednej osoby i jak to się stało, że pomimo osadzenia w więzieniu o wysokim rygorze w izolatce Jeffrey Epstein - jak to się mówi oficjalnie - popełnił w nim samobójstwo”
- dodaje.
