***

50 ofiar wykorzystywania, 29 sprawców w tym 23 księży. To bilans raportu z diecezji sosnowieckiej.

Skala przestępstw jest przerażająca, a to tylko część: chodzi jedynie o osoby nieletnie, tylko te, które zechciały mówić o tym, co je spotkało.

W tle są jeszcze skandale męsko-męskie: księża, którzy zażywali środki wspomagające i organizowali imprezy z Sodomy rodem, aż do przypadku zgonu.

Dobrze, że bp Artur Ważny powołał komisję, dobrze, że wyjaśnia te sprawy.

Jest jednak jeden problem - i to problem fundamentalny.

Wysłuchałem, co mówiła komisja. Przeczytałem oświadczenie biskupa. Wysłuchałem jego rozmowy z Bogdanem Rymanowskim.

Ma się wrażenie, że w Sosnowcu wydarzyło się zło, tylko... nie bardzo wiadomo, kto na to pozwolił.

Ja nie pytam wcale o nazwiska konkretnych sprawców - księży, którzy krzywdzili dzieci.

Pytam przede wszystkim o system. O to, kto to wszystko kontrolował.

To nie jest tak, że skandale w Sosnowcu wydarzyły się w próżni; ani że ten czy inny decydent po prostu się nie orientował w temacie.

Tu chodzi o konkretny zepsuty system władzy, na którego czele stali konkretni ludzie - wspierani przez innych, w Polsce i poza Polską.

Bp Artur Ważny zapytany o odpowiedzialność bp. Grzegorza Kaszaka mówi, że nie może sądzić innego biskupa.

Nikt nie prosi go o sądzenie. Trzeba jednak pokazać, jak funkcjonuje system degrengolady moralnej - i kto konkretnie ten system utrzymuje.

To kwestia elementarnej sprawiedliwości!

Zwrócił na to uwagę w swoim komentarzu ks. prof. Andrzej Kobyliński.

"Trzeba zadać pytanie, kto stał za tą nominacją [Kaszaka] w roku 2009 i kto później był jego protektorem, kto go chronił? Przecież w kręgach kościelnych przez ostatnich prawie 20 lat często i otwarcie mówiono o tym, co się dzieje w diecezji sosnowieckiej".

To są właściwe, najważniejsze pytania.

Bez odpowiedzi na te kwestie nie ma mowy o prawdzie. Dane liczbowe to o wiele, o wiele za mało.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą PCh24