Chodzi o zmiany, które Stolica Apostolska ogłosiła 28 sierpnia. Leon XIV postanowił powołać nowych członków Dykasterii ds. Duchowieństwa. To ważny watykański urząd, bo tam decydują się kluczowe kwestie odnośnie księży, na przykład ich kształcenia. W najbliższych latach może to być zupełnie kluczowe – na zakończonym niedawno Synodzie o Synodalności zdecydowano, że należy zmienić sposób kształcenia w seminariach, tak, żeby był bardziej „synodalny”.

Zmiany kadrowe w Dykasterii wskazują na to, że Leon XIV nie zamierza „wymigać się” od tego synodalnego zadania. Na członków urzędu powołał wielu ludzi zdecydowanie bliskich „wizji duszpasterskiej” swojego poprzednika.

Członkiem Dykasterii został na przykład kardynał Luis Antonio Tagle z Filipin. Jeszcze przed konklawe w 2025 roku uchodził za jednego z czołowych papabili. Dlaczego? Promował go sam papież Franciszek. To on uczynił go szefem Dykasterii ds. Ewangelizacji, którą ustanowił zarazem najważniejszą ze wszystkich dykasterii. Watykaniści wskazywali też, że Tagle miał też dobre kontakty z europejskimi progresistami, w tym z kardynałem Reinhardem Marxem z Monachium. Papieżem ostatecznie nie został, ale ten wielki zwolennik „synodalnej otwartości” zyskuje teraz dodatkowy wpływ na kapłanów na całym świecie.

Innym nominatem Leona jest kardynał Mario Grech, szef Synodu Biskupów. To właśnie ten maltański purpurat kierował w ostatnich latach całą Franciszkową rewolucją synodalną. Nie ukrywał swoich poglądów, często wręcz radykalnych. Swego czasu mówił na przykład, że w jego ocenie jest „wolą Boga”, by w Kościele pojawiły się diakonisy. Pamiętajmy – mowa o członku Dykasterii odpowiedzialnej właśnie za duchowieństwo! Tymczasem Synod o Synodalności postawił przed Kościołem żądanie ponownego „przemyślenia” sprawy diakonatu kobiet. W razie czego – kardynał Grech jest już na posterunku.

Do Dykasterii trafił też kardynał Arthur Roche, prefekt Dykasterii ds. Kultu Bożego. To postać dobrze – a nawet zbyt dobrze – znana zwłaszcza tradycjonalistom i miłośnikom dawnej liturgii. Kardynał Roche patronuje trwającej od kilku lat walce z tzw. Mszą trydencką. Wdraża w życie „Traditionis custodes” Franciszka, podejmuje decyzje ograniczające swobodę celebracji dawnej liturgii, wprowadza blokady… Wielu miało nadzieję, że za pontyfikatu Leona XIV odejdzie na margines. Póki co tak się nie dzieje.

Wreszcie w Dykasterii zasiądzie José Tolentino Calaça de Mendonça, gorliwy zwolennik synodalności oraz wielki piewca adhortacji „Amoris laetitia”, którą Franciszek dopuścił do Komunii świętej rozwodników w powtórnych związkach. Mendonça uchodzi za bliskiego wspólnocie Sant’Egidio i przez niektórych watykanistów był przed konklawe przymierzany do roli możliwego kandydata frakcji progresywnej. Nie ma wątpliwości, że w Dykasterii ds. Duchowieństwa razem z wcześniej wymienionymi będzie reprezentować twarde, „bergogliańskie” skrzydło.

Nazwisk ludzi, którzy wykazywali entuzjazm dla rewolucji Franciszka, można byłoby wskazywać jeszcze więcej, Leon XIV naprawdę nie szczędził im nominaci do Dykasterii ds. Duchowieństwa. Owszem, znajdzie się wśród nowych jej członków również ten czy ów bardziej konserwatywny hierarcha, ale to wyraźna mniejszość. Nowy papież postawił na zdecydowaną kontynuację – co do tego nie można mieć wątpliwości. To sugeruje, że w sprawie kapłaństwa będzie faktycznie realizować to, do czego wezwał Synod o Synodalności. Kapłaństwo ma stać się „bliższe ludowi”, bardziej „wspólnotowe”, mniej nastawione na „wyłączność celebracji” liturgicznej. Ktoś powie, że to swoista krypto-protestantyzacja. Być może byłoby to za daleko posuniętym stwierdzeniem, ale trzeba przyznać, że takich wątków w procesie synodalnym nie brakowało.

Pierwsza okazja do „kontrrewolucji” po wybuchowym okresie rządów Franciszka nie została przez Leona XIV wykorzystana. Będziemy przyglądać się jego kolejnym krokom i decyzjom personalnym, ale trudno spodziewać się jakiejś znaczącej różnicy względem tego, co widzieliśmy dotychczas.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl