Ty jesteś gwiazdą disco polo
Piękną jak żona Kwaśniewskiego
Czerwony prezydenta kolor
Ja kocham ciebie oraz jego

Shazza, Shazza, Shazza, Shazza
Ktoś mi ciebie kochać kazał
Shazza, Shazza, Shazza, Shazza
Doprowadzisz mnie do cmentarza

Tak zespół Big Cyc, w lekko prześmiewczym stylu, śpiewał w 1996 roku o piosenkarce, która zdobyła serca milionów Polaków. Kim była dziewczyna, której rozbierana sesja w polskiej edycji magazynu Playboy przyczyniła się do rekordu sprzedaży tego magazynu dla panów?

Do dziś zdjęcie wyrwane z tamtego numeru znaleźć można przyklejone w kabinach starszej generacji kierowców Tirów. Dlaczego młoda dziewczyna z okolic Warszawy została mieszkanką zbiorowej świadomości Polaków lat 90-tych?

Faktycznie nazywa się Marlena Magdalena Pańkowska i urodziła się w 1967 roku w Pruszkowie. Jej ojciec – Janusz pracował w wytwórni pocztówek dźwiękowych, zapomnianej już formy popularyzowania najmodniejszych niegdyś zachodnich przebojów na niewielkich arkuszach folii. Była jedynaczką i ojciec zapewnił jej już w wieku 6-ciu lat naukę gry na pianinie a potem na fortepianie. Po ukończeniu średniej szkoły muzycznej w Warszawie podjęła też naukę w Technikum Elektronicznym w Warszawie. Dzięki późniejszej pracy w firmie handlu zagranicznego Inter-vis miała dostęp do rynku niezwykle szybko wówczas rozwijającego się asortymentu elektronicznego sprzętu muzycznego.

Po nauce w warsztatach piosenkarskich związała się z grupą Toy-Boys, którą wspomagała śpiewem i grą na keyboardzie. Po wizycie w USA, gdzie uważnie przyglądała się tamtejszym widowiskom scenicznym amerykańskich gwiazd – Pańkowska wpadła na ambitny pomysł wykreowania własnego, atrakcyjnego wizerunku scenicznego.

W tamtych latach niewiele wykonawczyń mogło pochwalić się tak przemyślanym i nowatorskim „Image”.

Zaczęła występować pod egzotycznym pseudonimem Shazza. Zaplanowała i przygotowała własne stroje stylizujące ją na kruczowłosą kapłankę z epoki egipskich faraonów. I ruszyła w trasę koncertową po Polsce.

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Jej koncerty przyciągały tłumy a kolejne albumy sprzedawały się jak ciepłe bułeczki. Album z 1995 roku „Egipskie noce” wylansował największy przebój piosenkarki pt. „Bierz co chcesz”.

Teledyski Pańkowskiej zdominowały programy Disco Relaks- program poświęcony muzyce Disco-polo, emitowany na antenie Polsatu w latach 1994-2002.

Popularność przyniosła jej też epizodyczna rola w filmie „Poniedziałek” w reżyserii Witolda Adamka. Złotą dekadę lat 90-tych zakończył występ na festiwalu w Opolu, gdzie publiczność gorąco oklaskiwała jej wspólny występ z Pawłem Kukizem. Ale muzyczny mainstream zawsze traktował ją jak amatorkę i symbol kiepskiego gustu. Było to oczywiście elementem szerszej pogardy dużej części krytyków i prezenterów radiowych dla gatunku disco polo. Dobrą passę piosenkarki przerwały zmagania z chorobą nowotworową. Ten okres gdy Shazza zniknęła odbił się oczywiście na jej popularności. Ale od około 2020 roku Shazza wróciła do koncertowania. I jak każdą gwiazdę do dziś prześladują ją plotki. Opowiadano o jej przylatywaniu na koncerty prywatnym helikopterem, o jej rzekomym legendarnym bogactwie a nawet żartowano że Jolanta Kwaśniewska skopiowała od niej fryzurę.

W 2020 roku stała się bohaterką książki „Kobiety przełomu”, która zaliczała ją do grupy Polek, które stały się symbolem wolnorynkowej transformacji w Polsce lat 90-tych. Shazza zaczęła znów pojawiać się na festiwalach disco, choć jej popularność oczywiście dotyczy już raczej widzów z grupy wiekowej 50+. Na pewno weszła do legendy pierwszej, drapieżnej fazy polskiego kapitalizmu ze wszystkimi – mniej lub bardziej udanymi – próbami kopiowania zachodu nad Wisłą.

Do dziś zachowuje uraz do tych, którzy w latach 90-tych ignorowali jej sukces. W książce „Kobiety przełomu” wyznaje: „W połowie lat 90-tych moja muzyka, moje piosenki nie istniały w medialnym mainstreamie, nie były grane przez stacje radiowe. Disco polo nie miało wtedy najlepszej prasy. Najpierw to był temat tabu dla mediów i elit intelektualnych, a potem, kiedy okazało się, że tak dłużej się nie da, a tej muzyki słuchają miliony – zaczęła się krytyka. (...) Byłam młoda, miałam dwadzieścia kilka lat i zderzyłam się z całą masą negatywnych reakcji – od pogardy aż po nagonkę. Im więcej nagrywaliśmy, im więcej koncertowaliśmy, tym nagonka bardziej przybierał na sile”. Gorzkie wyznanie, ale chyba dość prawdziwe.

Piotr Semka