Mariusz Paszko, Fronda.pl: Jak Pan ocenia kadencję Szymona Hołowni jako marszałka Sejmu?
Ryszard Czarnecki, były eurodeputowany PiS, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego: To było twarde lądowanie w polityce. Okazało się, że bycie popularnym showmanem telewizyjnym, funkcjonującym głównie w medialnym obiegu, wcale nie gwarantuje sukcesu w realnej polityce. Hołownia zaczął z bardzo wysokiego diapazonu – rekordowe zasięgi, efekt nowości, zainteresowanie mediów – ale zakończył raczej jako osobliwość niż osobowość.
Polityka to nie jest palcowanie kamer ani małpowanie w studiu telewizyjnym. To znacznie trudniejsza sztuka. I on tego po prostu nie udźwignął.
Czy Pana zdaniem jego decyzja o odejściu była dobrowolna, czy raczej wymuszona przez układ koalicyjny?
On bardzo chciał zostać. Walczył o to i nad tym pracował, prowadził rozmowy, spotykał się z liderami – zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Natomiast w pewnym momencie zobaczył, że matematycznie to się nie skleja. I wtedy uznał, że lepiej być piątym kołem przy wozie niż wirtualnie pierwszym po Bogu.
To była decyzja racjonalna, ale wynikająca z politycznej porażki.
Czy odejście Hołowni coś zmienia w układzie koalicyjnym PO–PSL–Polska 2050–Lewica?
Moim zdaniem ułatwi to – może nie od razu, ale z czasem – wchłonięcie jego formacji przez główną partię rządzącą. To jest kolejny krok w stronę jednej listy, maksymalnie dwóch, szeroko pojętej koalicji 13 grudnia.
Hołownia jako samodzielny byt polityczny po prostu się nie utrzymał.
Jak Pan ocenia jego wypowiedzi o naciskach na zamach stanu, niedopuszczenie do zaprzysiężenia Prezydenta Nawrockiego i późniejsze wycofywanie się z tych słów?
Najpierw powiedział prawdę. Być może się zagalopował, może „chlapnął”, ale powiedział prawdę. Potem uznał, że w warunkach rządów o charakterze formalno-prawnym jest to ryzykowne, więc zaczął się wycofywać, odkręcać, kluczyć.
Moim zdaniem w tym pierwszym momencie był szczery. Naciski zdecydowanie były.
Pojawiły się też informacje o zabezpieczeniu dokumentów z jego podpisami w kontekście sprawy Collegium Humanum. Co Pan o tym sądzi?
Wiem na ten temat niewiele, ale zwróciłem uwagę na jedno: reakcja Szymona Hołowni była bardzo nerwowa. A to zawsze rodzi pytanie – dlaczego? Jeżeli ktoś reaguje w ten sposób, to znaczy, że sprawa może go dotykać.
Gdzie Pana zdaniem Hołownia może jeszcze próbować zaistnieć politycznie?
Szczerze mówiąc – bardzo trudno to sobie wyobrazić. Jego przypadek jest wręcz podręcznikowy: ogromna obecność w mediach, bardzo słabe efekty polityczne. To pokazuje przepaść między byciem medialnym celebrytą a realnym politykiem.
To, co dziś próbuje robić Donald Tusk z różnymi medialnymi figurami, pokazuje, że taka strategia może być atrakcyjna na krótką metę, ale długofalowo bywa katastrofalna.
Przejdźmy do Włodzimierza Czarzastego. Co Pan sądzi o jego marszałkowaniu?
Marszałek Czarzasty, podobnie jak jego poprzednik, jest liderem partyjnym i traktuje funkcję drugiej osoby w państwie jako instrument służący własnej formacji. Różnica polega na tym, że Hołownia tego nie potrafił, a Czarzasty próbuje się ustawić jako polityczne antidotum wobec prezydenta, odciążając przy tym szefa rządu.
Daje mu to popularność w mediach antyprawicowych, czyli w mediach prorządowych. Ale pytanie brzmi: czy przyniesie to realne korzyści Lewicy?
Skąd te wątpliwości?
Ponieważ Lewica systematycznie traci poparcie. W 2019 roku miała 12,5 proc., w 2023 już tylko około 8,5 proc., a wyniki w wyborach europejskich były jeszcze gorsze. To jest równia pochyła.
Lewica ściga się dziś z Koalicją Obywatelską o to, kto jest bardziej antypisowski, a tymczasem Partia Razem wybrała inną drogę – krytykuje i liberałów, i prawicę. I w efekcie bywa, że balansuje wokół progu wyborczego lub go przekracza.
To może doprowadzić do powtórki z 2015 roku, kiedy dwie listy lewicowe wzajemnie się skanibalizowały i żadna nie weszła do Sejmu. Dla obozu patriotycznego byłby to scenariusz korzystny.
Czy to oznacza, że koalicja rządząca utrzyma się do końca kadencji?
Chciałbym, żeby było inaczej, ale trzeba mówić uczciwie: szanse na skrócenie kadencji są niewielkie. Czarzasty marzył przez pół życia o funkcji marszałka Sejmu i teraz ją ma. Przedterminowe wybory mogłyby go politycznie zgilotynować, więc nie ma chętnych do „tańca” pod tytułem wcześniejsze wybory.
Na jakim etapie jest dziś strategia Platformy – czy jeszcze o utrzymanie twardego elektoratu czy już próbują walczyć o nowy?
Dziś Koalicja Obywatelska gra wyłącznie pod twardy elektorat. Mamy nieustające igrzyska, polowanie na polityków obozu patriotycznego, próby zamykania ich w więzieniach, wytaczanie spraw, procesów. To wszystko służy mobilizacji tzw. betonu wyborczego.
Nie jest to jednak strategia poszerzania elektoratu. Jeżeli w Polsce istnieje elektorat centrowy – a mam wrażenie, że przy tej polaryzacji jest on coraz mniejszy – to Donald Tusk w ogóle nie adresuje przekazu w jego kierunku.
Uprzejmie dziękuję Panie Pośle za rozmowę.
