Choć nigdy nie służył w wojsku, jego pogrzeb odbył się na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Gdy do ziemi złożono urnę z prochami zmarłego 10 kwietnia 2004 r. w Gdańsku poety – nad mogiłą pochylił się sztandar NSZZ Solidarność.

Bo był wojownikiem – tyle że uzbrojonym w gitarę, a nie karabin.

W dniu pogrzebu była deszczowa pogoda i stosunkowo niska temperatura. Mimo to na pogrzeb przybyły tłumy. Ludzie Solidarności z lewa i prawa. W trakcie nabożeństwa przed pogrzebem zaśpiewał chór Filharmonii Narodowej. Odprawiający mszę duszpasterz środowisk twórczych, ks. Wacław Oszajca, wspomniał słowa Jacka Kaczmarskiego, że „życie to tylko metafora”. I już od siebie dodał: „Nie godzimy się na tę śmierć. Ona zawsze przychodzi za wcześnie”. W orszaku odprowadzającym urnę z prochami poety do grobu żałobnicy nieśli zapalone świece. Była to inicjatywa przyjaciół artysty, którzy w ten sposób nawiązali do słów z najsłynniejszego chyba utworu kojarzonego z Kaczmarskim – „Murów”.

„Świec tysiące palili mu nad głową, unosił się dym”.

Znany aktor Andrzej Seweryn nad grobem wygłosił fragmenty wiersza poety „Motywacja”.

„Nie opiszę dziejów, nie osądzę Wieku

Nie złożę świadectwa, które kłamie piekłu

W sieć kościelnych sklepień nie wzniosę modlitwy

Napiętym nadgarstkom nie podsunę brzytwy

Nie myślę znieczulać kroplówką pokrzepień

Nowego człowieka ze słów nie ulepię

Nie wydam wyroku na podłość i małość

Oddam nieomylność gromkim trybunałom

Nie wskażę, gdzie która ze stron świata leży

Mądremu to na nic, głupi nie uwierzy

Załatwię najwyżej osobiste sprawy

Tak, by nie potępić, ale i nie zbawić.

By z klęsk, rozczarowań, żalów obmyć myśli

Otrząsnąć ze zwycięstw i z krzywd je oczyścić

By móc podarować prywatne zachwyty

Komuś, przed kim zachwyt – goryczą zakryty

By móc się podzielić swoim niepokojem

Z kimś, kto tak się boi przyznać: ja się boję!

By to, co słabością, bólem i kalectwem

Stało się modlitwą, światłem i świadectwem”.

Ten wiersz Jacka Kaczmarskiego z 1997 roku został wybrany bardzo trafnie. W komentarzach żegnających niegdysiejszego barda Solidarności zastanawiano się nad fenomenem tego niezwykłego artysty. Do historii przeszedł przede wszystkim jako wyraziciel etosu Solidarności lat 80–81 i sprzeciwu moralnego wobec wprowadzenia stanu wojennego. To był okres, kiedy jego wiersze naprawdę trafiały pod strzechy, przegrywane na domowe sposoby na setki tysięcy kaset i taśm magnetofonowych.

Po upadku komunizmu Kaczmarski – co zdumiało wielu – nie potrafił sobie znaleźć miejsca. Jego nowe płyty nie trafiały już w powszechne nastroje społeczne. Były o wiele bardziej wymagające od odbiorcy i wymagały znacznie większego wyrobienia intelektualnego. Rozczarowanie Kaczmarskiego nową rzeczywistością po 1990 roku zakończyło się wyjazdem do Australii, skąd parokrotnie przyjeżdżał do Polski na koncerty i trasy promocyjne jego nowych płyt.

Od 2001 roku rozpoczynają się kłopoty ze zdrowiem, które początkowo Kaczmarski diagnozował jako zwykłe bóle gardła. Jednak powoli zaczęły one uniemożliwiać mu śpiewanie. 12 stycznia 2002 roku artysta planował swój koncert w miejscowości Arcueil pod Paryżem, ale stan zdrowia zmusił go do odwołania występu. Niedługo potem lekarze zdiagnozowali u artysty zaawansowany stan raka przełyku. Kolejne miesiące to coraz bardziej intensywne próby zatrzymania choroby. Dramatycznym akcentem były seanse leczenia u jednego z warszawskich „cudotwórców”, który potem okazał się oszustem.

Gdy 17 marca 2004 roku Jacek Kaczmarski otrzymał nagrodę „Fryderyka” za całokształt twórczości – nie był w stanie już odebrać nagrody osobiście. Trzy tygodnie później, 10 kwietnia 2004 roku, zmarł w szpitalu w Gdańsku. Tuż przed śmiercią przyjął chrzest w wyznaniu rzymskokatolickim. Do tragicznych okoliczności jego odejścia nawiązywał nagrobek na warszawskich Powązkach, przedstawiający struny gitary rozpięte między dwiema skałami. Rzeźba ta była projektem ojca artysty, Janusza Kaczmarskiego, który zmarł trzy lata po śmierci syna.

Pozostało po artyście ponad 600 wierszy, 5 powieści i 2 libretta. Był typowym artystą okresu młodości, który najlepsze swoje dzieła stworzył między 19. a 25. rokiem swego życia.

Piotr Semka