Cała sprawa zaczęła się od komentarza w mediach społecznościowych. Kobieta napisała na jednym z portali pod adresem twórcy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: „giń człowieku” oraz „dość okradania, dość twojego dorabiania się”. Media szeroko opisywały kulisy zatrzymania emerytki, w której domu mieli pojawić się rano wysoko postawieni funkcjonariusze policji. W ciągu niespełna doby od zawiadomienia kobieta usłyszała zarzuty. Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Toruniu skazał 67-latkę na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok oraz zakazał jej kontaktowania się z Jerzym Owsiakiem przez trzy lata i zbliżania się do niego na odległość mniejszą niż 50 metrów. Kobieta ma też wypłacić pokrzywdzonemu tysiąc złotych.
Po ogłoszeniu wyroku sam Jerzy Owsiak postanowił na antenie TVN24 zwrócić się do skazanej.
- „Pani ma złych adwokatów. Jeżeli mnie pani teraz słucha, to mogę tylko powiedzieć, że parokrotnie w tych sprawach mówiłem krótko: proszę powiedzieć 'przepraszam', kończymy sprawę, możemy się uściskać i to wszystko”
- mówił.
Na absurdalność tej sytuacji uwagę zwrócił na Kanale Zero Krzysztof Stanowski. Skoro Jerzy Owsiak oczekiwał jedynie przeprosin, trudno sądzić, by czuł realne zagrożenie ze strony starszej kobiety.
- „Uznano to za groźbę karalną, co samo w sobie jest niezwykle kontrowersyjne. Po drugie, Jerzy Owsiak musiał poczuć realną obawę, że ta pani zrobi mu krzywdę, co już jest kuriozalne”
- zauważył.
- „Naprawdę trudno, bardzo trudno uznać, że Jerzy Owsiak drży ze strachu przed ową hejterką, skoro już podczas rozprawy powtarzał, że jak ona go tylko przeprosi, to on łaskawie o wszystkim zapomni. To w takim razie: jest to sprawa o groźby karalne czy o urażone ego pana Owsiaka?”
- zastanawia się dziennikarz.
Dalej zwraca się bezpośrednio do twórcy WOŚP.
- „Pan mówi, żeby ta pani przeprosiła i możecie się nawet uściskać. I będzie po sprawie. Ale jak to uściskać? Ta pani nie może podchodzić do pana przez trzy lata na odległość mniejszą niż 50 metrów, ponieważ pan się jej boi! Pan się boi, że ona może pana zabić. Sąd pana chroni (…), a pan mówi: przeproś, uściskaj mnie na zgodę? Halo, jaką zgodę? Istnieje uzasadniona obawa, że coś się panu stanie czy jednak nie istnieje?”
- pyta.
Zaznacza przy tym, że nie chce bronić samej kobiety, którą nazywa „hejterką”.
- „Jerzy Owsiak mógł wytoczyć sprawę cywilną, jeśli poczuł się urażony. Ale tu mamy groźby karalne, bo poczuł się zagrożony, a nie urażony. Człowieku, ona ci nie groziła nawet. Ona rzuciła na ciebie klątwę, jak jakaś szeptucha z Podlasia. Równie dobrze mogła napisać: idź do diabła”
- stwierdził.
