24.01.17, 19:00fot: Youtube

Adam Sosnowski dla Frondy: Trzeba było Trumpa, aby uderzył w stół...

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak ocenia Pan początek prezydentury Donalda Trumpa?

Adam Sosnowski: Trudno na razie cokolwiek powiedzieć, bo przecież prezydent Trump został zaprzysiężony zaledwie kilka dni temu, a wokół jego osoby narosło wiele półprawd i mitów, stąd też do relacji medialnych dotyczących nowego prezydenta USA trzeba podchodzić ostrożnie. Bardzo podobają mi się pierwsze kroki Donalda Trumpa w kierunku ochrony życia nienarodzonego, gdyż zawsze powinniśmy pamiętać o tym, że aborcja to ludobójstwo o gigantycznej skali, za które nasze pokolenia kiedyś zostaną rozliczone. Już nominacja Jeffa Sessionsa na ministra sprawiedliwości pokazała, że ochrona życia dla Trumpa będzie czymś ważnym, bo Sessions od dekad jest związany ze środowiskiem pro-life i jako gubernator Alabamy zwalczał aborcję domagając się na przykład zakazów finansowania klinik aborcyjnych przez państwo. Dlatego pewnie nie jest przypadkiem, że jedną z pierwszych ustaw podpisanych przez prezydenta Trumpa jest właśnie zakaz dotacji publicznych dla międzynarodowych organizacji aborcyjnych.  

Natomiast innym tematem często powracającym w ocenie Trumpa, szczególnie ważnym z perspektywy Polski, jest jego stosunek do Rosji. Trzeba odczekać pierwsze kroki Trumpa w dziedzinie polityki zagranicznej, gdzie de facto nie ma żadnego doświadczenia. Jak już mówiłem, niekoniecznie możemy się opierać na relacjach medialnych i według mnie trudno na razie ocenić jego nastawienie wobec Moskwy. Zobaczymy też, czy potwierdzą się plotki, że pierwsza wizyta zagraniczna zaprowadzi Trumpa do Islandii, gdzie rzekomo miałoby dojść do spotkania z prezydentem Rosji Putinem. Z drugiej strony od wczoraj wiemy, że Mike Pompeo będzie nowym szefem CIA, a jest to człowiek po amerykańskiej akademii militarnej West Point i znany z krytycznego stosunku do Rosji. Zaś minister obrony USA James Mattis publicznie oświadczył, że Europa i NATO dalej będą najważniejszymi partnerami dla Stanów Zjednoczonych.

Niemieccy politycy wydają się być nie zadowoleni z wyboru, jakiego dokonali Amerykanie. Czy może coś się zmieniło?

I tym samym prezentują bardzo selektywne podejście do demokracji, która jest fajna tylko wtedy, gdy wygrywa kandydat tzw. elit. Trump doskonale zdiagnozował, że ludzie mają dość tych marionetek ze sztucznymi uśmiechami, które prężą się do kamer telewizyjnych i próbują przekonać świat, jak ważnym jest trzeci rodzaj toalet dla ludzi o niepewnej świadomości płciowej w Białym Domu. Zwykli obywatele nie mają pracy, na ulicach Detroit czy Baltimore odgrywają się dantejskie sceny brutalnych walk ulicznych, a dla polityków waszyngtońskich ważne było to, czy geje będą mogli brać ślub albo czy marihuana powinna być legalna. Te tzw. elity cechuje strata poczucia wartości i tego, co w życiu ważne. Obywatele to widzą i czują i stąd zaprotestowali kartką wyborczą, zresztą nie tylko w USA, ale także w Polsce czy na Węgrzech, gdzie twarzami zmian są Jarosław Kaczyński i Wiktor Orban.

W Niemczech brakuje tej zmiany, a kanclerzem od prawie 12 lat jest Angela Merkel. Niby jest z partii chadeckiej, ale w jej programie tych elementów chrześcijańskich nie widać. Swoją polityką imigracyjną nie tylko zraziła do siebie własny naród i sporą część Europy, ale naraziła swój kraj na niebezpieczeństwo terroryzmu muzułmańskiego. Ludzie mają tego dość. Niemieckie elity polityczne nie lubią Trumpa, bo reprezentują wszystko to, co Trump zwalczał w swojej kampanii prezydenckiej na gruncie amerykańskim. I boją się, że skoro w Waszyngtonie wygrał Trump to może w Berlinie mogą przegrać oni. A pamiętajmy, że jesienią czekają nas wybory do Bundestagu.

Jaką retorykę przyjmują/mogą przyjąć względem Trumpa?

Zależy to od wyniku wyborów za 9 miesięcy, aczkolwiek trzeba przyznać, że Niemcy prowadzą długofalową politykę zagraniczną i niezależnie od aktualnie rządzącej opcji partyjnej zawsze stawiają interes Niemiec na pierwszym miejscu. To niby oczywistość i podstawa polityki zagranicznej, ale sami w latach 2007-2015 widzieliśmy, że niekoniecznie tak musi być, kiedy polski minister spraw zagranicznych bez żenady prosił o niemiecką hegemonię na kontynencie europejskim. Niemcy niespecjalnie lubią Amerykanów, a na linii politycznej panuje zgrzyt odkąd Niemcy nie zgodzili się na udział w wojnie w Iraku w 2003 r., aczkolwiek Obama i Merkel te wzajemne stosunki ocieplili. Niezależnie od wszystkiego Niemcy z pewnością mają na tyle pragmatycznych polityków, żeby dalej prowadzić biznesy z USA na wielką skalę. Pieniądz nie śmierdzi, a stosunki niemiecko-amerykańskie dużo tego pieniądza generują.

 Czy Trump, może wpłynąć na zmianę retoryki Niemiec względem Polski? Czy Niemcy staną się bardziej konserwatywni, przez co przychylniejsi polityce prowadzonej przez PiS?

Nad tym, aby inne kraje postrzegały nas pozytywnie, rozumiały co się u nas dzieje i dlaczego naród wybrał tak, a nie inaczej, powinniśmy pracować sami, a nie liczyć, że wyręczy nas Trump albo ktokolwiek inny. Polityka to gra interesów i każdy musi pilnować swojego, nikt za nas tej roboty nie wykona. A mam wrażenie, że nad tym wizerunkiem Polski mało się pracuje. Potencjał Polonii jest w ogóle niewykorzystany. W mediach, które oczywiście w większości nie są polskie, skupia się na durnych akcjach typu okupacja Sejmu czy zmywanie farby z drzwi, ale nie było zmasowanej akcji, gdy niemiecka telewizja publiczna ZDF mówiła o „polskich obozach zagłady”, a przecież to pojawiające się coraz częściej kłamstwo historyczne uderza w samo serce poczucia polskiej tożsamości. W obronie dobrego imienia Polski zawiązały się świetne akcje oddolne, jak np. protest portalu Żelazna Logika czy film na YouTube Tomasza Samołyka, ale brakuje mi tego, żeby polski polityk dużej rangi publicznie walnął pięścią w stół i powiedział: Koniec! Te obozy były niemieckie, kule w nich były niemieckie, gaz był niemiecki i sprawcy byli Niemcami!

Natomiast Niemcy jako społeczeństwo dzisiaj często z zazdrością spoglądają za swoją wschodnią granicę w stronę Polski. W rozmowach przyznają, jak bardzo podoba im się polska polityka wobec imigrantów czy fakt, że nie przyjmujemy bezkrytycznie wszystkiego, co stara się narzucić Unia Europejska.

Dziękuję za rozmowę.

Adam Sosnowski, filolog, germanista, znawca literatury niemieckiej, publicysta i redaktor prowadzący miesięcznika „Wpis”.