Bartnik zaczyna bez ogródek. Napisał, że „Stokrotka wpadła w szał, gdy ujawniono nazwiska kanalii z SB”, a następnie wylicza osoby publiczne, które – jego zdaniem – „bardzo nie lubią, gdy wylicza się nazwiska ubeckich bandytów”, „nie lubią wzmianek o stalinowskich sędziach” albo „panikują, gdy mowa o esbeckich donosicielach”.
W dalszej części Stefan Bartnik zadaje pytanie, czy ta „nadwrażliwość” nie ujawnia się przypadkiem „ze względu na tatusiów i dziadziusiów, innych członków rodziny i własne maleńkie tajemnice”.
