23.05.16, 11:13

Czy bombę podłożył "biały" islamista z Niemiec?

- Zostały przeprowadzone szczegółowe oględziny miejsca przestępstwa, zabezpieczono wszystkie możliwe ślady, zakładamy różne hipotezy śledcze. Za wcześnie mówić o motywie działania sprawcy - mówi "Rzeczpospolitej" Robert Tomankiewicz, naczelnik wrocławskiego Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Jedno jest pewnie. 19 maja we Wrocławiu było o krok od tragedii. Jak twierdzą śledczy, gdyby pakunek eksplodował w autobusie - życie mogłoby stracić wiele osób. Z tego powodu przyjęto, że był to akt terroru.

- Pakunek z niebezpieczną zawartością przed godziną 14 zostawił w prawie pustym autobusie mężczyzna w kapturze. Przejechał krótki dystans, czekając aż pojazd zapełni się pasażerami, po czym wysiadł i szybko się oddalił. Zarejestrowały go kamery w autobusie i miejskiego monitoringu z tunelu na Dworcu Głównym. Dzięki temu jego zdjęcie opublikowała policja. Wiadomo, że był szczupły, ok. 25 lat, 180 cm wzrostu. - informuje portal wp.pl

Kierowca autobusu naruszając procedury, wyniósł paczkę na zewnątrz, dzięki czemu nie ucierpiał nikt z pasażerów. Ładunek wybuchł na chodniku.

Działania operacyjne są okryte tajemnicą. Eksperci przyznają, że bomba w autobusie miała podobną konstrukcję jak użyta przez braci Carnajewów w Bostonie.

- Bomba szybkowarowa to ulubiona „zabawka" terrorystów. Szybkowar jest łatwo dostępny, wypełnia się go materiałem wybuchowym. Ma twarde dno i pokrywkę, więc bomba wybucha, rozrywając boki. Ma dużą siłę rażenia, co widać po zamachu w Bombaju. Powoduje większe szkody, jeżeli są w niej, jak we Wrocławiu, gwoździe - mówi dr Wojciech Szewko, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.

- Gwoździe to typ szrapnela, mogą zabić lub poranić wiele osób. Wybuch w autobusie zabiłby wszystkich. Jeśli w środku była saletra, to nie wybuchła, lecz się zapaliła. Wysadziła pokrywkę, ale nie rozerwała garnka - wyjaśnia.

- Tego, czy mamy do czynienia z podłożem politycznym czy jakimś typem radykalizmu, nie można stwierdzić na podstawie rodzaju ładunku wybuchowego. Dopiero wiedząc, kim jest poszukiwany mężczyzna, można określić jego pobudki. Nie każdy, kto ma bombę, jest terrorystą, we Wrocławiu mógł to być akt terroru o podłożu kryminalnym - mówi dr Grzegorz Cieślak z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

- Dzisiaj przepis na bombę jest łatwo dostępny w internecie. Jest tam mnóstwo opisów urządzeń wybuchowych z kolejnych zamachów na świecie - stwierdza

tg/wp.pl