19.10.14, 15:00fot. facebook

Emigracja jako doświadczenie pokolenia III RP

Wychowane w III RP pokolenie, do którego sam należę, w ogromnej większości pracowało, pracuje bądź będzie pracować za granicą. Jedni pracowali dłużej, inni krócej. Dla części była to tylko praca wakacyjna. Wiele osób zostało jednak za granicą na stałe. W jednym i drugim przypadku, praca zarobkowa poza Polską stała się ważną częścią naszych życiorysów i  wspólnym doświadczeniem pokoleniowym.

Ci, którzy postanowili zostać za granicą na stałe, nie są wcale zdrajcami, tak, jak niesprawiedliwie próbują ich niektórzy przedstawiać. Wśród nich jest bowiem wielu patriotów, którzy kochają Polskę i cały czas noszą ją w swoich sercach. Czują jednak, że ich miłość do Polski jest miłością nieodwzajemnioną. Mimo poczucia opuszczenia, a nawet porzucenia ze strony III RP, wielu z nich chciałoby jednak powrócić do Polski. Żałują oni bowiem, że swoją pracą budują dobrobyt obcego państwa, a nie dobrobyt własnej ojczyzny Często nie mają jednak do czego wracać. Wciąż nie widzą bowiem dla siebie w Polsce żadnych perspektyw. Nie czeka na nich praca, za którą mogliby wyżywić swoją rodzinę i zapewnić jej godne życie. Nie czekają także na nich przychylne obywatelowi urzędy i przyjazny aparat państwowy. Czekają za to absurdalne podatki, takie, jak na przykład podatek od kupna samochodu, czy podatek od nieruchomości. O swobodzie prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce i utrudnieniach, na jakie na każdym kroku napotyka polski przedsiębiorca, nie muszę nawet pisać. Większość zna je bowiem z autopsji.

25 lecie wolnej Polski

Niedawno obchodzono 25 - lecie wolnej Polski. Podsumowując ten okres, nie sposób nie zauważyć, że w tym czasie prawie doszczętnie wyprzedano polski majątek narodowy. Upadły bądź zostały przejęte przez obcy kapitał polskie huty, stocznie, kopalnie i przemysł ciężki. Zostały wyprzedane znane i rozpoznawane na całym świecie polskie marki. Począwszy od czekoladek, a na wódce skończywszy. Propaganda sukcesu wciąż jednak działa. Tymczasem nawet po wielkim kryzysie w Grecji,  żyje się w niej o wiele lepiej niż na naszej „zielonej wyspie”. Przeciętny Polak jest bowiem czterokrotnie biedniejszy od przeciętnego Greka. Polski profesor wciąż zaś zarabia mniej niż brytyjski robotnik, który wykonuje najprostszą pracę fizyczną. Młodzi ludzie dostrzegają owe absurdy i dlatego też, coraz częściej planują swoje życie poza granicami Polski. Wolą być na za Zachodzie tanią siłą roboczą, która zasila swoją energią starzejące się zachodnioeuropejskie społeczeństwa, niż harować w Polsce za grosze i być źle traktowanym przez aparat państwowy. Szukają bowiem dla siebie stabilizacji, godnej płacy i dobrych warunków do założenia rodziny. W Polsce zaś, nie mogą na to liczyć.

Wrogi i lekceważący stosunek państwa polskiego do obywateli

Jakiś czas temu, w liście zaadresowanym do Donalda Tuska, polscy przedsiębiorcy pisali o "wrogim i lekceważącym stosunku" rządu do polskich przedsiębiorców. Z nastaniem ery Ewy Kopacz nic się jednak w tej kwestii nie zmieniło i się raczej nie zmieni. Jest ona bowiem częścią tego starego systemu, który spowodował, że z Polski masowo wyjeżdżają młodzi ludzie, i w którym to systemie, urzędnicy wciąż uważają, iż to obywatel winien służyć państwu, a nie państwo obywatelowi. Oczywiście obywatel także powinien mieć obowiązki względem państwa i nie może występować ciągle z pozycji roszczeniowej. W dzisiejszym systemie, zostały jednak całkowicie zatarte jakiekolwiek proporcje. Obywatel na każdym kroku musi domagać się bowiem od państwa tego, co mu się zwyczajnie należy. Na co dzień, wolność jednostki ustępuje pola złotej wolności polskich urzędników, którzy nie ponoszą konsekwencji swojej niekompetencji lub złej woli. Tam zresztą, gdzie państwo powinno być silne jest ono słabe. Tam zaś, gdzie jego rola powinna być ograniczona, ponoszą się właśnie urzędnicy państwowi. Młodzi ludzie nie są ślepi. Widzą ową patologię. Wiedzą także, że wymaga się od nich, aby ją afirmowali i dostosowali się do zastanych warunków. Jeżeli zaś, nie chcą borykać się ciągle z systemem, który traktuje człowieka przedmiotowo, to jedyną alternatywą jest dla nich szukanie szczęścia na Zachodzie, gdzie niezależnie od grubości portfela szanuje się prawa jednostki.

Politykom nie zależy na powrocie Polaków

Polacy na własnej skórze doświadczyli, iż za granicą można być lepiej traktowanym, jako imigrant, niż w Polsce, jako obywatel. Ci, którzy wrócili do Polski, wyraźnie widzą nieporadność państwa i skostnienie systemu. Mają bowiem doskonałe porównanie. W przeciwieństwie do starszego pokolenia, często znają języki obce i nie mają kompleksów względem Zachodu. W związku z tym, są bardzo rozgoryczeni. Są też jednak także groźni dla systemu, z którym mamy obecnie w Polsce do czynienia. Powrót do kraju świadomych swoich praw obywateli, rodzi bowiem problem w dalszym głoszeniu, jak to w Polsce jest cudownie. Propaganda nie pada na podatny grunt. Dodatkowo, ludzie, którzy mają porównanie z innymi państwami, mogą chcieć zmiany owego systemu, w którym to rządzący Polską, czują się, jak ryba w wodzie. Państwami bez ludzi młodych i energicznych, zamieszkiwanymi głównie przez emerytów łatwej rządzić. Wielu polityków nie kwapi się więc, w zachęcaniu Polaków do powrotu. Grają oni jedynie pod publiczkę mówiąc o wielkiej krzywdzie dla Polski, jaką jest wyjazd milionów Polaków. Zazwyczaj nie podejmują zaś żadnych konkretnych kroków, które mogłyby spowodować, że wróciliby oni do swojej ojczyzny.

Tymczasowi emigranci zostają na stałe

W XIX wieku, wielu Polaków wyjeżdżało z Polski na stałe. Obecna emigracja daje jednak szansę na powrót. Coraz więcej Polaków zamierza jednak pozostać za granicą na stałe. Przestają przesyłać do Polski pieniądze i ściągają do siebie rodziny. Państwo polskie nie robi bowiem niestety nic, aby zachęcić ich do powrotu, a wręcz odstręcza ich od tego. Rządzący państwem przez swoje zaniedbania jawnie przyczyniają się do depopulacji Polski. Pustoszeją obszary wiejskie i małe miasta. Z Polski wschodniej masowo wyjeżdżają młodzi ludzie. Nie dość, że w ostatnim czasie z Polski wyjechało niemal 3 mln ludzi, to dodatkowo mamy minusowy przyrost naturalny. Większość dorosłych Polaków zastanawiało się lub wciąż zastanawia się nad emigracją.  Według Głównego Urzędu Statystycznego, od 2011 roku ponownie wzrosła emigracja z Polski. Obecnie wyjeżdża z niej coraz więcej młodych, dobrze wykształconych ludzi.

Skostniały, chory system

My, którzy dorastaliśmy w dobie przekształceń ustrojowych i dojrzewaliśmy razem z III RP, wyraźnie widzimy, że machina państwowa jest skostniała i wcale nie ulega zmianom, na co jest zresztą odgórne przyzwolenie. Młodzi Polacy często są bowiem tłamszeni przez układy lokalnych urzędniczych klanów i sitw, które żyją z rządzącą dziś Polską klasą polityczną w pełnej symbiozie. Dodatkowo, obecna klasa polityczna doprowadziła do tego, że nasze pokolenie odziedziczy po pokoleniu swoich rodziców długi, jakich nie zaciągnięto nawet za Gierka, a które będą musiały spłacać nasze dzieci, a nawet nasze wnuki. To skutecznie zniechęca wielu Polaków do pozostania w Polsce, a tym bardziej do powrotu do niej.

Niezależnie od światopoglądu, młodym ludziom nie podoba się zastany przez nich system, który starsze pokolenie, na każdym kroku tak opiewa. Przez umowy śmieciowe, wciąż przedłużane staże i głodowe pensje, młodych ludzi nie stać dziś bowiem na samodzielność i niezależność. Coraz częściej decydują się więc na pozostanie w domu rodzinnym i mieszkanie z rodzicami. Bez ich pomocy bowiem, nie byliby w stanie zarobić na własne utrzymanie, nie mówiąc już o założeniu rodziny. Jeżeli nie chcą zaś przez lata żyć na garnuszku rodziców, to dla większości z nich, jedyną możliwością usamodzielnienia się, jest właśnie wyjazd z Polski.

Każdy zna kogoś, kto wyjechał

Każdy z nas zna kogoś, kto w przeciągu ostatnich dziesięciu lat wyjechał z Polski za pracą. Często są to albo nasi znajomi albo członkowie naszych rodzin. Większość z nich, do wyjazdu z Polski zmusiła zaś ciężka sytuacja materialna i smutna polska rzeczywistość. Gdyby nie emigracja, nie byliby oni bowiem w stanie utrzymać siebie i swoich rodzin. Tak było właśnie z wieloma moimi znajomymi, którzy mieszkają obecnie w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Hiszpanii, Kanadzie itd. Wszyscy oni wychowali się w III RP, w której każdy kolejny rząd, zamiast ułatwiać obywatelom życie, tylko je im utrudniał, traktując w tym samym czasie wielkie zagraniczne sieci supermarketów z taryfą ulgową

Doświadczenie pokoleniowe

Niezaprzeczalnie praca w państwach zachodnich stała się doświadczeniem pokoleniowym, które pozostawi niezatarte piętno nie tylko w naszym pokoleniu, ale także w całym polskim społeczeństwie. Być może będzie miało ono większy wpływ na przyszłość polskiego narodu, niż poprzednie wielkie emigracje. W ciągu ostatnich dziesięciu lat, wyjechało bowiem z Polski prawie 3 mln ludzi. To tak, jakby w przeciągu paru lat wyludniła się cała Warszawa wraz z okolicami. (Rotacyjnie mogło wyjechać nawet dwa razy więcej osób.) To największa porażka polskiego państwa po 1989 roku. W tym przypadku nie zmusiły bowiem Polaków do emigracji zabory, przegrane powstanie, komuniści czy stan wojenny. Zmusiła ich do tego rzeczywistość III Rzeczypospolitej i rządząca nią klasa polityczna, która pozbawiła wielu młodych Polaków perspektyw i złudzeń, co do swojej przyszłości w Polsce.

Przeprosić Polaków

Myślę, że nie tylko ja, ale także wielu innych Polaków marzy o dniu, w którym premier polskiego rządu wraz z prezydentem Polski - niezależnie od ich przynależności partyjnej - skłonią głowy przed Polakami i w imieniu państwa polskiego przeproszą ich za to, że dopuszczono do sytuacji, w której musiały wyjechać z Polski za chlebem miliony Polaków. To nie oni bowiem opuścili Polskę. To III  RP porzuciła swoje dzieci. Tylko zaś wtedy, gdy dochowamy się klasy politycznej, która będzie to rozumiała i przedkładała interes Polaków ponad własne interesy, a także poczuwała się do odpowiedzialności za działania państwa, mieszkający za granicą Polacy zaczną myśleć o powrocie do swojej Ojczyzny. Bez zmiany mentalności polskiej klasy politycznej, nic się bowiem w tej kwestii nie zmieni.

Gabriel Kayzer

Komentarze

anonim2014.10.19 15:51
Bzdura
anonim2014.10.19 16:21
@Czestochowski Jest takie określenie: brown tongue ... znają je ci co wyjechali. A oznacza tych którzy mają brązowy język od lizania tyłka. Wybacz ... lizanie dupy putina nas nie kręci.
anonim2014.10.19 16:31
Podróże kształcą. Ludzie którzy poznali trochę świata myślą niezalażnie i są dla władzy zagrożeniem, gdyż wiedzą czym jest prawdziwa demokracja, jakie mogą być rządy w normalnym kraju z długą tradycją niezależnych rządów, jakie mogą być finanse, jaka nauka, itp. Wielu dziennikarzy i polityków w Polsce nie ma zielonego pojęcia o demokracji i jak może być. I nie chodzi tutaj o prawicę lub katolików, bo ci mają często zdrowy rozsądek, lecz chodzi o pseudo-progresistów różnej maści, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym czym jest faktyczny progres, co jest dobre a co złe. Jaka fatalna jest umysłowa sytuacja naszego społeczeństwa świadczą właśnie "oświecone" komentarze na Frondzie. .
anonim2014.10.19 19:10
@GenesisX kurcze - żadko się z Tobą zgadzam tak jak tym razem. Wygląda na to, że Ci co wyjechali, przynajmniej bardzo duża część, mają się za granicą bardzo dobrze. Bardzo duża część nie zamierza wracać (bo i nie ma do czego). No i pierwsze zdanie artykułu. Ciekawe jaki geniusz wpadł na to że emigranci to zdrajcy ?!
anonim2014.10.19 20:43
#GenesisX Czyli winna jest III RP, a nie Sowiety i PRL, który nas cofnęli w rozwoju o półwieku? Nic dodać nic ująć. To nie III RP winna. Winni są komuchy i sowiety.
anonim2014.10.19 21:15
@Wojciech Polak "rzadko" Drogi Polaku, po polsku pisze się przez "rz"
anonim2014.10.19 21:31
@Tpt to ten sławny Tpt ? Wiesz ... jest takie powiedzenie ... jak się troll nie ma do czego przyczepić, to czepia się interpunkcji lub błędów ortograficznych. Dobrego wieczoru życzę ;)
anonim2014.10.19 21:31
@Tpt to ten sławny Tpt ? Wiesz ... jest takie powiedzenie ... jak się troll nie ma do czego przyczepić, to czepia się interpunkcji lub błędów ortograficznych. Dobrego wieczoru życzę ;)
anonim2014.10.21 19:54
Dobry artykuł. Ale padło tu zdanie sugerujące, ze Polaków "wypychają" z kraju umowy śmieciowe. Otóż jest dokładnie na odwrót - ludzi wypycha stąd POTWORNIE WYSOKA SKŁADKA ubezpieczenia ZUS. Dla ludzi w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie nie ma dużych zakładów pracy, alternatywą wydaje się założenie własnej działalności gospodarczej. Jednak oznacza ona obowiązek odprowadzenia do kasy ZUS ponad 1000 zł./mies. Jakże ma tyle zarobić jakaś wiejska krawcowa, jakiś "wykaszacz" trawników przy posesjach prywatnych, jakaś kobiecina oferująca domowe ciasta na zamówienie? Oni by się cieszyli, gdyby zarobili 1500 miesięcznie - jakże mają oddać państwu 1100 i przeżyć za resztę? ZUS obiecuje im "w nagrodę" za płacenie składek emeryturę - za lat 30 - 40; zasiłek chorobowy - JESLI zachorują; rentę JESLI zostaną kalekami. Ale te obietnice (dotyczące odległej przyszłości lub stanów hipotetycznych) są realizowane kosztem ich prawa do TERAZNIEJSZOSCI. Obowiązek płacenia składki oznacza de facto odebranie tym ludziom PRAWA DO PRACY na potrzeby życia, które trwa TERAZ, a bez chleba w czasie terażniejszym oni nie dożyją emerytury w przyszłości! Nie mogąc zatem zarobić tzw. działalnością gospodarczą na chleb na bieżący dzień, tydzień, miesiąc - ci ludzie czasami uciekają w jedyna dostępną dla nich legalnie furtkę: pracę na zlecenie, umowę o dzieło... Umowa o dzieło oznacza, że ominą ZUS, czyli - mają szansę przeżyć kolejny miesiąc! Ale i ta furtka już się przed ludzmi zamyka, już i te umowy mają być ozusowane, już i tutaj dopadnie nieszczęsnego człeka bezlitosne "opiekuńcze" państwo. Należę do tysięcy takich mieszkających w prowincjonalnym środowisku osób. Państwo, w imię opieki nad nami, de facto odebrało nam prawo do pracy. Poprzez wysokie składki uczyniono wiele zajęć niedochodowymi - faktyczne zarobki nie są w stanie pokryć skromnych potrzeb, bo trzeba od nich odjąć gigantyczną składkę ubezpieczeniową. Czy wiecie, dlaczego w Anglii moze się utrzymać (jako tako, ale samodzielnie - nie obciążając swoim utrzymaniem innych ludzi) ktoś, kto wyrabia domowe słodycze? Ktoś, kto wykonuje pracę "wyprowadzacza" psów? Ktoś, kto odpłatnie własną kosiarką wykasza ludziom trawniki? Otóż obowiązkowa składka na ubezpieczenie wynosi w Anglii 50 zł. Nie, nie pomyliłam zer - jest to składka DWUDZIESTOKROTNIE niższa, niż Polakowi narzuciła jego własna ojczyzna. A przeciez i w Polsce tego typu zajęcia mogłyby dawać ludziom kęs chleba... Ludzie, usuwani tą perfidną metodą z rynku pracy przez własne państwo, mają w końcu ostatni wybór: stanąć w kolejce po zasiłek albo wyjechać jak najdalej od Polski. Wyrzuceni z rynku pracy w strefę bezrobocia, idą na zasiłek i obciążają kosztami swojego bieżącego utrzymania ludzi pracujących. W miarę przybywania ilości bezrobotnych państwo musi podnieść obowiązkowe składki, płacone przez pracujących. Dociskanie pętli powoduje wzmożony przepływ ludzi ze strefy zatrudnienia w strefę bezrobocia. To z kolei wymusi kolejne podniesienie składki... I tak kręci się ta "spirala śmierci" polskiej gospodarki... Oto powód, dla którego ZUS musi się "zawalić", bo ma on strukturę piramidy finansowej, a podstawa tej "piramidy", czyli ludzie pracujący, którzy płacą składki, nieustannie się kurczy, natomiast rozbudowuje się ogromnie konstrukcja, która na tej podstawie ma się opierać - przybywa ludzi niepracujących, którzy nie tylko nie oddają żadnych pieniędzy państwu, ale jeszcze je od niego biorą... Jakiej trzeba przewrotnosci, aby zbudować system, który kładzie potrzeby przyszłe i hipotetyczne przed potrzebami terazniejszymi i realnymi; system, który karze ludzi za pracę, a nagradza za niepracowanie; system, który uwaza za bardziej korzystne dla państwa łożenie na zdrowego obywatela, niż tegoż obywatela samoutrzymanie? Pewnego dnia obudzimy się bez JAKICHKOLWIEK emerytur, bez obywateli (wyjadą na Zachód), bez państwa...
anonim2014.10.21 19:54
Dobry artykuł. Ale padło tu zdanie sugerujące, ze Polaków "wypychają" z kraju umowy śmieciowe. Otóż jest dokładnie na odwrót - ludzi wypycha stąd POTWORNIE WYSOKA SKŁADKA ubezpieczenia ZUS. Dla ludzi w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie nie ma dużych zakładów pracy, alternatywą wydaje się założenie własnej działalności gospodarczej. Jednak oznacza ona obowiązek odprowadzenia do kasy ZUS ponad 1000 zł./mies. Jakże ma tyle zarobić jakaś wiejska krawcowa, jakiś "wykaszacz" trawników przy posesjach prywatnych, jakaś kobiecina oferująca domowe ciasta na zamówienie? Oni by się cieszyli, gdyby zarobili 1500 miesięcznie - jakże mają oddać państwu 1100 i przeżyć za resztę? ZUS obiecuje im "w nagrodę" za płacenie składek emeryturę - za lat 30 - 40; zasiłek chorobowy - JESLI zachorują; rentę JESLI zostaną kalekami. Ale te obietnice (dotyczące odległej przyszłości lub stanów hipotetycznych) są realizowane kosztem ich prawa do TERAZNIEJSZOSCI. Obowiązek płacenia składki oznacza de facto odebranie tym ludziom PRAWA DO PRACY na potrzeby życia, które trwa TERAZ, a bez chleba w czasie terażniejszym oni nie dożyją emerytury w przyszłości! Nie mogąc zatem zarobić tzw. działalnością gospodarczą na chleb na bieżący dzień, tydzień, miesiąc - ci ludzie czasami uciekają w jedyna dostępną dla nich legalnie furtkę: pracę na zlecenie, umowę o dzieło... Umowa o dzieło oznacza, że ominą ZUS, czyli - mają szansę przeżyć kolejny miesiąc! Ale i ta furtka już się przed ludzmi zamyka, już i te umowy mają być ozusowane, już i tutaj dopadnie nieszczęsnego człeka bezlitosne "opiekuńcze" państwo. Należę do tysięcy takich mieszkających w prowincjonalnym środowisku osób. Państwo, w imię opieki nad nami, de facto odebrało nam prawo do pracy. Poprzez wysokie składki uczyniono wiele zajęć niedochodowymi - faktyczne zarobki nie są w stanie pokryć skromnych potrzeb, bo trzeba od nich odjąć gigantyczną składkę ubezpieczeniową. Czy wiecie, dlaczego w Anglii moze się utrzymać (jako tako, ale samodzielnie - nie obciążając swoim utrzymaniem innych ludzi) ktoś, kto wyrabia domowe słodycze? Ktoś, kto wykonuje pracę "wyprowadzacza" psów? Ktoś, kto odpłatnie własną kosiarką wykasza ludziom trawniki? Otóż obowiązkowa składka na ubezpieczenie wynosi w Anglii 50 zł. Nie, nie pomyliłam zer - jest to składka DWUDZIESTOKROTNIE niższa, niż Polakowi narzuciła jego własna ojczyzna. A przeciez i w Polsce tego typu zajęcia mogłyby dawać ludziom kęs chleba... Ludzie, usuwani tą perfidną metodą z rynku pracy przez własne państwo, mają w końcu ostatni wybór: stanąć w kolejce po zasiłek albo wyjechać jak najdalej od Polski. Wyrzuceni z rynku pracy w strefę bezrobocia, idą na zasiłek i obciążają kosztami swojego bieżącego utrzymania ludzi pracujących. W miarę przybywania ilości bezrobotnych państwo musi podnieść obowiązkowe składki, płacone przez pracujących. Dociskanie pętli powoduje wzmożony przepływ ludzi ze strefy zatrudnienia w strefę bezrobocia. To z kolei wymusi kolejne podniesienie składki... I tak kręci się ta "spirala śmierci" polskiej gospodarki... Oto powód, dla którego ZUS musi się "zawalić", bo ma on strukturę piramidy finansowej, a podstawa tej "piramidy", czyli ludzie pracujący, którzy płacą składki, nieustannie się kurczy, natomiast rozbudowuje się ogromnie konstrukcja, która na tej podstawie ma się opierać - przybywa ludzi niepracujących, którzy nie tylko nie oddają żadnych pieniędzy państwu, ale jeszcze je od niego biorą... Jakiej trzeba przewrotnosci, aby zbudować system, który kładzie potrzeby przyszłe i hipotetyczne przed potrzebami terazniejszymi i realnymi; system, który karze ludzi za pracę, a nagradza za niepracowanie; system, który uwaza za bardziej korzystne dla państwa łożenie na zdrowego obywatela, niż tegoż obywatela samoutrzymanie? Pewnego dnia obudzimy się bez JAKICHKOLWIEK emerytur, bez obywateli (wyjadą na Zachód), bez państwa...