18.09.15, 14:00Cezary Gmyz (fot. Jakub Szymczuk)

Gmyz dla Fronda.pl: Nie znamy sześciu nagrań

- Restauracje Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room to nie były jedyne miejsca, gdzie dokonywano nagrywania. Trzeba by sprawdzić pozostałe wątki – mówi dziennikarz śledczy Cezary Gmyz.


Prokuratura ma dziś podać, jakie zarzuty postawiono w sprawie afery taśmowej.

Zakończenie śledztwa podsłuchowego w momencie, gdy nie zostały wyjaśnione wszystkie okoliczności tej sprawy, a przede wszystkim nie został zrealizowany wniosek o pomoc prawną wysłany do Stanów Zjednoczonych (dotyczył udostępnienia wszystkich nagrań, które były zgromadzone na chmurze internetowej iCloud) oznacza, że tak naprawdę prokuratura przerywa czynności nie dokończywszy postępowania. W moim przekonaniu jest to działanie obliczone na szybkie zakończenie sprawy, jeszcze przed wyborami. Według mnie afera podsłuchowa wcale się nie skończyła i jej wyjaśnienie jeszcze trochę może potrwać.

Spodziewa się pan, że prokuratura przedstawi wersję z kelnerami w roli głównej?

Tak. Ostateczna wersja będzie oparta o wyjaśnienia jednego z kelnerów, czyli Łukasza N. Jak wiemy, wyjaśnienia drugiego kelnera zostały tak naprawdę w dużej mierze ustawione przez Centralne Biuro Śledcze. Moim zdaniem akt oskarżenia w formie, w jakiej go przedstawi prokuratura ma nikłe szanse, żeby obronić się w sądzie. Zwłaszcza przy nowym Kodeksie Postępowania Karnego i procesie kontradyktoryjnym [mającym charakter sporu między stronami rozstrzyganego przez sędziego – red.]. Chyba, że prokuratura wie coś, czego my do tej pory nie wiemy.

[koniec_strony]

Skoro zeznania jednego z kelnerów mogły być suflowane przez CBŚ, to czy w takim razie kelnerzy w ogóle nie brali udziału w nagrywaniu?

Nie, moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że obaj nagrywali, do czego się przyznali. Jest jednak pytanie, od czego cała sprawa się zaczęła. Jestem przekonany, że jeśli nawet Marek Falenta był w posiadaniu nagrań, to nie on był inicjatorem nagrywania, ale wkroczył na istniejący już proceder. Pamiętajmy też, że dwie restauracje, które będą objęte aktem oskarżenia, czyli Sowa i Przyjaciele oraz Amber Room w Pałacyku Sobańskich to nie były jedyne miejsca, gdzie dokonywano nagrywania. Trzeba by sprawdzić pozostałe wątki, a w moim przekonaniu to nie zostało zrobione. Jednak tak długo, jak nie zobaczę akt, których jeszcze nie znamy, czyli po 26. tomie tak długo ciężko będzie wyrokować. Nie wiemy, jakimi jeszcze sześcioma nagraniami przekazanymi przez Centralne Biuro Antykorupcyjne dysponuje prokuratura. Według mnie ta sprawa nie została wyjaśniona.

Czy po ujawnieniu informacji, że nagrywano także w willi premiera, gdzie kelnerzy z Sowy nie mieli wstępu (o ile ta informacja podana przez „Gazetę Wyborczą” jest prawdziwa) prokuratura wzięła tę okoliczność pod uwagę?

Niewątpliwie było to przedmiotem zainteresowania prokuratury. Informacja dotycząca co najmniej dwóch, jeżeli nie trzech nagrań z udziałem premiera przewijała się w toku śledztwa. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że te nagrania istniały, choć zaprzecza temu Centralne Biuro Antykorupcyjne. CBA wiedziało, czym się parał Marek Falenta, ale nie miało pojęcia, że krąg osób nagrywających mógł być większy.

Jakie są szanse, że prokuratura zajmie się zawartością merytoryczną nagrań, czyli na przykład tym, o czym rozmawiali Paweł Wojtunik i Elżbieta Bieńkowska?

Częściowo już się zajmowała, bo niestety poumarzała te postępowania. Jeśli chodzi na przykład o wątek spalonej budki pod ambasadą, to czynności prokuratury ograniczyły się do przesłuchania zainteresowanych, czyli Wojtunika, Bieńkowskiej i Bartłomieja Sienkiewicza. Wątpliwe jest, żeby człowiek, który wiedział o policyjnej prowokacji i tego nie zgłosił, albo sam był jej autorem, chciał się sam swoimi zeznaniami obciążyć. Moim zdaniem do spraw, które były wymienione w tym nagraniu należy jeszcze wrócić, bo tam jest mowa o mnóstwie rzeczy, które najprawdopodobniej były złamaniem prawa. Myślę, że z wyjaśnień składanych przez kelnerów, może wynikać, że dochodziło również do innych przestępstw. Cały czas jest badana sprawa prywatyzacji Ciechu na podstawie informacji ujawnionych przeze mnie. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Czy ta sprawa może być wyjaśniona bez komisji śledczej?

Decyzję trzeba by podjąć, kiedy zapoznamy się z całością materiału dowodowego zgromadzonego w tej oraz w innych sprawach. Dla mnie jednak nie ulega wątpliwości, że przybliżyć do prawdy może tylko komisja śledcza. Pod warunkiem, że ona będzie ona pracowała tak, jak pracowała komisja rywinowska, a nie tak, jak komisje kierowane przez Mirosława Sekułę czy Andrzeja Czumę.

Rozmawiał Jakub Jałowiczor