31.12.17, 12:00

Grzegorz Strzemecki: Wychowanie kobiet do seksualnej gotowości

Zabezpiecz się i rób co chcesz - to jedno z głównych przesłań opisywanej niedawno (TUTAJ) kampanii #sexed.pl, w której celebryci uczą dzieci i młodzież własnego, swobodnego podejścia do seksu, lekceważącego wartości, porzucanych małżonków i dzieci, niszczącego rodziny i prawdziwe ludzkie szczęście. Jednak destrukcyjny ładunek tej akcji idzie dużo dalej, bo głosząc rewolucję seksualną, jej inicjatorka, Anja Rubik proponuje rozmowę o seksie i edukacji seksualnej z pominięciem jakichkolwiek standardów moralnych. Zastępuje je imperatyw zabezpieczenia, który prowadzi ją do stwierdzenia, że odpowiedzialna,dorosła, seksualnie aktywna kobieta powinna mieć przy sobie prezerwatywę.

Kobieta w seksualnej gotowości

No pewnie. Odpowiedzialna, dorosła, seksualnie aktywna kobieta musi być w stałej, natychmiastowej seksualnej gotowości, w pracy, na uczelni czy w szkole, więc bez prezerwatywy pod ręką ani rusz. Przecież w maturalnych klasach uczennice kończą 18 lat, a więc są formalnie dorosłe. Taką dorosłą licealistkę, studentkę albo pracownicę w każdej chwili może najść ochota na seks, a jeśli nie ją samą, to kolegę albo jakiegoś ważnego "redaktora", któremu trudno powiedzieć "nie", jeśli chce się uchodzić za postępową i otwartą.

Komunikat pani Anji nie sprowadza się zatem wyłącznie do ostrzeżenia i zachęty "zabezpiecz się". W oparciu o swój celebrycki "autorytet" usiłuje ona ustanowić i/lub wzmocnić pewną normę społeczno-obyczajową: Ja jestem zawsze w takiej gotowości, jeśli chcecie być takie jak ja, to również powinnyście być w takiej gotowości. Zapewne dla wielu dziewcząt i młodych kobiet pani Anja jest uosobieniem sukcesu, kariery, tego, co chciałyby w życiu osiągnąć i jakie chciałyby być. Można więc spodziewać się, że będą chciały panią Rubik naśladować. Dla porządku i jasności dodajmy, że prezerwatywa pełni tu rolę symboliczną, bo takiej samej gotowości służą wszystkie inne środki antykoncepcyjne.

To nie jest przekaz wyłącznie dla kobiet. Taka norma sugeruje kolegom odpowiedzialnych, dorosłych, seksualnie aktywnych kobiet, że mają oczekiwać od nich takiej seksualnej gotowości. Nie, wcale nie twierdzę, że od razu musi to skutkować molestowaniem czy gwałtem (choć to niewykluczone), jak w przypadku osławionych redaktorów Krytyki Politycznej i Gazety Wyborczej. Propagowanie takiej normy zachęca obie płcie do swobodnego podejmowania kontaktów seksualnych, przekonując, że to normalne, i że należy się w tej sferze wyzbyć wszelkich moralnych i obyczajowych ograniczeń.

Ofiary rewolucji seksualnej

Taką zasadę - seks nie powinien być niczym więcej niż wypicie szklanki wody - głosiła seksualna rewolucjonistka i bolszewicki minister, Aleksandra Kołłontaj zaraz po rewolucji 1917 r. Nawet Lenina i Stalina przeraziła społeczna katastrofa, która była skutkiem m.in. propagowania tej zasady: miliony poranionych kobiet, rozbitych rodzin i miliony bezprizornych - zdziczałych porzuconych dzieci zbierających się w niebezpieczne bandy. Widząc to bolszewicy skończyli z rewolucją seksualną i na swoją miarę wspierali socjalistyczną rodzinę. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, więc dziś skutki rewolucji seksualnej wyglądają nieco inaczej, nie przestając być społeczną katastrofą. Czy pani Rubik naprawdę wie o czym mówi, twierdząc, że chce takiej rewolucji?

Nie oszukujmy się. Kobiety w seksualnej gotowości i nastawione na swobodne kontakty to łatwy żer dla niewyżytych samców jak redaktorzy najbardziej postępowych polskich mediów i równie postępowi hollywoodzcy producenci. Nie to, żeby konserwatyści byli zawsze święci, ale oni, molestując i uwodząc kobiety sprzeniewierzają się swoim zasadom, podczas gdy postępowcy krzywdzą kobiety i samorealizująsię w pełnej zgodzie z własnymi zasadami (i wytycznymi #sexed.pl). Krzywda nie musi być skutkiem przemocy; krzywdzić można dobrowolnie samego/samą siebie; także doznając wielkiej przyjemności.

Samo życie uczy, że konsekwencje seksualnej nieodpowiedzialności znacznie częściej odbijają się na kobietach niż na mężczyznach. Przed niektórymi z nich prezerwatywa chroni tylko częściowo, a przed niektórymi wcale. Propagowana przez feminizm kultura "luźnych związków" odbija się kobietom czkawką, w tym także młodym feministkom. Pokazują to wynurzenia jednej z nich, które streściłem TUTAJ i TUTAJ. Mimo to slogany w mediach głoszą, że Anja Rubik wspiera kobiety, a ona sama przejęta misją seksualnej rewolucji nie waha się indoktrynować cudzych dzieci tą chorą ideologią.

Lokowanie produktu

Córeczko, dochodzi ósma. Nie zapomnij wziąć do szkoły swojej wegańskiej sałatki! I pamiętaj o prezerwatywie! Nie możesz zawsze liczyć na faceta, żeby miał przy sobie prezerwatywę. Jako odpowiedzialna, dorosła, seksualnie aktywna kobieta, również ją przy sobie powinnaś mieć. - taki przekaz wzorcowego postępowego rodzica można ułożyć z pouczeń Anji Rubik.

Lateksowy fetysz seksualnych rewolucjonistów sugeruje całkiem przyziemne motywy i oblicze (?) kampanii. Kiedy robicie to po raz pierwszy, pamiętajcie o najważniejszym - mówi Mateusz Banasiuk, a najważniejsza jest oczywiście... nie miłość, a prezerwatywa, co podkreśla wymownym gestem prezentując plastikową folię. W przepisie celebryty miłość może się co najwyżej przydać, ale w nie nadmiernej ilości odrobiny. No i można się bez niej obyć, ale bez prezerwatywy - z pewnością nie.

Bije w oczy ewidentne lokowanie produktu. Prześcigający się w ględzeniu o zdrowiu, naturze i ekologii, puszący się swoimi "indywidualnościami" celebryci tańczą jak marionetki na usługach korporacji wciskających do najbardziej naturalnych i ekologicznych ludzkich relacji (i do organizmów) nienaturalną, niezdrową, a nawet niebezpieczną chemię, nie wspominając o aborcyjnym holocauście. Bo celebryci mogą "ratować" Puszczę Białowieską, amazońską dżunglę i kolejne "trendy" gatunki zwierząt i roślin, ale ludzkie istoty w łonach matek, a nawet te już urodzone pozwalają zarzynać bez skrupułów, a nawet tym się szczycą (że bronią "praw kobiet"). Bo najważniejsza jest wolność "ciupciania" bez zobowiązań, którą trzeba promować żeby napędzać dochody przemysłu 'gumowego', 'pigułkowego' i aborcyjnego. Bo seks się sprzedaje razem z ich produktami i ma w osobach celebrytów doskonałych akwizytorów. Dlatego media, Internet, a w nich celebryci bombardują nas wizerunkami seksu, który ukazują w konwencji"hulaj dusza, piekła nie ma, tylko się zabezpiecz". Dlatego Maciej Stuhr, ani żaden z celebrytów nie powie:

Córeczko, szanuj siebie, szanuj swoje ciało i duszę. Seks jest wyłącznie dla tego, którego wybierzesz sobie na całe życie.

Czy celebryci nie zdają sobie sprawy, że sami są produktem tej ideologii i lansującego ją przemysłu oraz trybikiem w jego potężnej maszynerii? Może tak, ale bez tego wielu z nich straciłoby swój celebrycki status, bo głosząc inne poglądy łatwo wypaść z obiegu. Swoją drogą, ciekawe kto sfinansował akcję #sexed.pl? Może ktoś by to sprawdził?

Mimo postępujących zmian obyczajowych, całkowite wyzucie sfery seksualności z zasad moralnych nie wygląda dobrze więc celebryci stwarzają sobie alibi wprowadzając różne ich substytuty, ale o tym w następnej części artykułu.