08.07.18, 12:45Zdj. Global Panorama, CC BY SA 2.0, Flickr (edytowane); Gage Skidmore, CC BY SA 2.0, Flickr (edytowane)

III wojna światowa nadciągnie do nas z Pacyfiku?

"Światu grozi nie tylko wojna celna, ale wojna handlowa – w szerokim rozumienia tego słowa"- mówi dr Jacek Bartosiak w rozmowie z "Tygodnikiem TVP". Bartosiak stawia tezę, że wybuch III wojny światowej jest bardzo prawdopodobny. Jak może ona wyglądać?

Wojna celna- wskazał ekspert w dziedzinie geopolityki- dotyczy produktów handlowych, z kolei wojną handlową nazywamy tę na regulacje związane z uzyskiwaniem np. konkurencyjności czy przewag technicznych. Rozmówca "Tygodnika TVP" jednoznacznie wskazuje, że- jeżeli spojrzymy na relacje chińsko-amerykańskie na przestrzeni ostatnich 20 lat- wyraźnie widać, że w ostatnim czasie przestały one służyć Stanom Zjednoczonym. 

"Amerykanie pragną dalszej supremacji, ale struktura tego ładu już im nie daje wielkiej przewagi nad innymi graczami. Dlatego chcą tę strukturę zmienić"- zauważa dr Jacek Bartosiak. Zdaniem dyrektora Programu Gier Wojennych i Symulacji w Fundacji Pułaskiego, Stany Zjednoczone znajdują się w sytuacji żywcem wyjętej z greckiej tragedii, a ich decyzje, w oczach eskpertów, mogą być dziwne czy też irracjonalne, ponieważ USA niszczą ład, które stworzyły. Jednocześnie ekspert zwrócił uwagę, że nie jest to tak "irracjonalne", jak może się wydawać. 

"Amerykanie podważają podstawy liberalnej wymiany handlowej, wolności mórz i oceanów, całej drugiej fali globalizacji. Ale nie jest to irracjonalne, skoro ten ład już nie służy ich interesom"- podkreślił. Dlaczego III wojna światowa jest czymś bardzo prawdopodobnym? Zdaniem Jacka Bartosiaka, nikt dziś tak naprawdę nie wie, czy Amerykanie wciąż "dzierżą klucze kontrolne do regulacji światowego ładu". Podczas, gdy chińska gospodarka rośnie w siłę, Amerykanie strukturalnie tracą konkurencyjność.

"Wojny wybuchają wtedy, gdy dwie strony myślą, że kontrolują sytuację. Wtedy zmierzają do konfrontacji"-ocenia ekspert. Stany Zjednoczone, chcąc odzyskać siłę, będą starali się pokazać wszystkim, że nadal ustalają reguły gry, mają najsilniejsze centra finansowe i mogą wymierzać sankcje państwom, które nie trzymają się ich reguł. Przykłady to chociażby Iran, Korea Północna, ale również Niemcy, czy właśnie Chiny. Co więcej- wskazuje Bartosiak- USA przypominają wszystkim, "w podprogowy sposób", że są "hegemonem oceanu światowego". 

Pytany o rolę, jaką w tym starciu odgrywa Unia Europejska, rozmówca "Tygodnika TVP" wskazał, że Wspólnota jest ogromnym rynkiem, będącym w posiadaniu imponujących mocy produkcyjnych, pozbawionym jednak "lewarów" (czyli: atutów) w polityce zagranicznej, wojska, floty, czy choćby jednego centrum decyzyjnego. Unia "nie kwapi się", aby zostać sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w starciu z Chinami, choć Amerykanom bardzo na tym zależy. Państwa europejskie mają jednak własne ambicje, a Zachód nigdy w historii świata nie był jednością. Wreszcie- brytyjskie interesy różnią się od interesów innych państw europejskich, z czego wynika chociażby "tak silne parcie do Brexitu". A co z Niemcami?

"W epoce globalizacji Niemcy sobie doskonale żyją i nie w smak im jest łamanie obowiązujących zasad, bo ich gospodarka oparta jest na eksporcie. Jeśli więc chodzi o podstawowe interesy gospodarcze, Niemcy są na kursie kolizyjnym ze Stanami Zjednoczonymi. A my, jakkolwiek by było, jesteśmy związani z gospodarką niemiecką, więc w przypadku łamania zasad globalizacji poniesiemy tego koszty. Natomiast jesteśmy sojusznikiem USA i to Amerykanie są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Siedzimy na dwóch stołkach..."-zauważa. 

Ekspert wskazuje, że wybuch wojny, zwłaszcza na Pacyfiku, jest całkiem realnym scenariuszem, a ryzyko wciąż rośnie. I, wbrew pozorom, konflikt ten może dosięgnąć również Polski. 

"Polska zajmuje bardzo ważne miejsce w grze o równowagę. I przez Rosjan, i przez Niemców, i przez Chińczyków postrzegani jesteśmy jako teren kluczowy: komunikujący masy lądowe Eurazji z półwyspem europejskim i przez Bałtyk z Atlantykiem"- tłumaczy dr Jacek Bartosiak. Na uwagę dziennikarza, że w czasach pokoju nasze położenie geopolityczne stanowi zaletę, jednak w przypadku wybuchu wojny mogłoby stanowić wielkie obciążenie, ekspert zwraca uwagę, że ta tendencja nie dotyczy państw potężnych, z którymi wszyscy muszą się liczyć, dlatego też Polska powinna "osiągnąć pewną masę krytyczną". 

"Siłą rzeczy musimy się szykować, bo Rosjanie też chcą zakwestionować obecny ład. Czekają na nowe rozdanie i ono naprawdę nadchodzi. Jeśli prześledzimy historię, to od XVII w. na kontynencie europejskim mniej więcej co 100 lat wybucha wojna dominacyjna. W XXI w. może być o tyle inaczej, że wojna zapewne nadejdzie do nas z Pacyfiku"- stwierdził rozmówca "Tygodnika TVP"

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY >>>TUTAJ<<<

yenn/TygodnikTVP, Fronda.pl