14.05.15, 17:00

Br. Tytus: Jak poprawnie nawracać bliźniego?

Szczęściarze – ludzie wierzący

Jako ludzie wierzący jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami. Dostaliśmy za darmo jeden z najwspanialszych darów o jakim tylko mogliśmy marzyć – wiarę. Dzięki niej jesteśmy w stanie zobaczyć to, czego inni nie widzą. Widzimy obficie zastawiony stół, który przygotował dla nas Jezus Chrystus i dzięki temu z łatwością możemy jeść i pić do woli najwspanialsze pokarmy dla duszy. Codziennie modlimy się, wsłuchując się w to, co ma nam do powiedzenia Bóg. Uczestniczymy we Mszy Świętej łącząc się tym samym z Niebem w uwielbieniu Boga, spowiadamy się, aby być czystymi i pachnącymi przed naszą jedyną miłością – Bogiem. Nie jesteśmy jednak w Niebie, więc ten porządek w każdej chwili może zostać zakłócony, a to przez uleganie podszeptom złego a to przez zaniedbanie lub przez brak miłości względem tych, którzy daru wiary nie otrzymali.

Ludzie niewierzący bądź wierzący „inaczej”

Ich oczy nie zostały otwarte na Bożą rzeczywistość, nie widzą pięknie zastawionego stołu, nie mogą więc z niego skorzystać. Duch Boży jednak nad nimi czuwa, mimo iż świadomie mówią „nie”, nie zapomina i nie odrzuca ich a wręcz przeciwnie, popycha do szukania prawdy. Szukają więc pokarmu tam, gdzie na niego natrafią po omacku. Przypadkowo jakiś okruch spadnie – to wezmą, będą czekać aż spadnie znowu, ale to loteria, może spadnie w innym miejscu. W poszukiwaniu miłości, napotykają na jej części, które szybko uciekają, kończą się, chcą więcej, ale nie wiedzą gdzie szukać. Po wielu negatywnych doświadczeniach życiowych często dochodzą do wniosku, że prawda jest subiektywna albo nie istnieje, miłość natomiast – utożsamiają z jej namiastką, najczęściej z tym co najprostsze – z seksem.

Są to ludzie, którzy z przeróżnych powodów nie przyjęli Jezusa jako Boga i swojego JEDYNEGO Zbawiciela. Ludzie, którzy zostali wychowani w innych wyznaniach, ludzie, którzy zostali zranieni przez osoby uważające się za katolików.

Człowiek, który szuka prawdy i słucha głosu serca, prędzej czy później trafi do kościoła albo spotka się z wierzącym. Jeżeli Pan Bóg udzieli mu tej łaski i odkryje piękno liturgii to wspaniale. Co natomiast się stanie, gdy Bóg postawi mu na drodze, któregoś z nas? Czy potrafilibyśmy dać świadectwo? Czy patrząc na nas, słuchając nas mógłby zobaczyć Boga? Co jeśli nie okażemy mu miłości?  Kto poniesie odpowiedzialność za jego duszę? 

Człowiek wierzący spojrzy na tę sytuację inaczej, a osoba bez łaski wiary, odczyta to z perspektywy zranionego serca. Z lekcji religii zapamięta, że Bóg jest miłością, że kocha i że zawsze wybacza, a ludzie mający Dar Ducha są dobrzy, życzliwi i pragnący dobra drugiego. W starciu z rzeczywistością tzn. z katolikiem, gdy tego nie doświadczy zostanie zraniony po raz kolejny. Nie powie tego na głos, na pewno nie bezpośrednio, odejdzie i zacznie szukać gdzieś indziej a zły się o niego zatroszczy, żeby prędko ponownie nie wrócił.

Obowiązek wynikający z bycia chrześcijaninem

Chrześcijanie jako ci zasiadający z Chrystusem przy jednym stole, mogą cieszyć się Jego obecnością. Poza Chrystusem widzą też błąkających się ślepców, tych którzy karmią się okruchami,   i „śmierdzą grzechem”. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych mnieście uczynili” (Mt 25,44). „Haczyk” Pana Boga polega na tym, żeby sprawdzić czy naprawdę kochamy, czy gramy kochających. Życie duchowe to nie teatr. Jeżeli nie okażemy miłości drugiemu, jeśli nie schylimy się do niego i nie podzielimy się tym, co mamy, czy będziemy mogli powiedzieć, że kiedykolwiek kochaliśmy i że przebywanie w obecności Boga cokolwiek nam dało? Jeżeli jednak starasz się pomóc, chcesz pokazać bliźniemu stół zastawiony przez Boga a twoje wysiłki idą na marne to nie potępiaj go! Może nie jest gotowy. To nie my decydujemy czy odzyska on wzrok ale Bóg. Mimo iż Bóg zawsze cieszy się z naszych chęci i troski o drugiego to wszystko od nas nie zależy, choć czasem może byśmy tego chcieli. Skąd wiemy, czy Pan Bóg za dwadzieścia lat nie posłuży się danym obrazem i nie otworzy serca człowieka, któremu staraliśmy się pomoc właśnie teraz – kiedy doświadcza cierpienia i bezsensu.  Gdy nie szanujemy wzajemnie swojej wolności zawsze stawiamy się ponad Bogiem. Kolejny „haczyk” Boży jest taki, że On szanuje naszą wolność, więc nieposzanowanie wolności bliźniego oznaczałoby, że stawiamy się ponad Boga! Doskonale wiemy, kto popełnił ten błąd jako pierwszy i jakie są tego konsekwencje. Co zatem możemy w takiej sytuacji? Dajmy tyle ile dany człowiek jest w stanie przyjąć. Jeżeli nie jest gotowy, aby od razu wziąć kąpiel (pójść do spowiedzi), jeść i pić (karmić się słowem Bożym), ucztować (uczestniczyć czynnie we Mszy Świętej), okaż mu miłość i szacunek. Bądź chrześcijaninem!

br. Tytus Wandas OFM

Komentarze

anonim2015.05.14 17:33
AMEN
anonim2015.05.14 17:39
Bardzo madre slowa.
anonim2015.05.14 17:46
Haczyk polega na tym, że jeżeli mowa o osobie, która nienależycie nawraca sama jest nienawrócona. A karawana jedzie dalej.
anonim2015.05.14 19:20
Takie pytanie: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię/nauczajcie wszystkie narody" czy "Idźcie na cały świat i nawracajcie wszystkie narody" ?? Kiedy Pan Jezus wzywał do nawracania innych? To raczej my sami (i oni sami) mamy się nawracać? To jest jakaś mania z tym nawracaniem bliźnich. Takie jest moje osobiste zdanie.
anonim2015.05.14 20:05
„Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 10,5-6, Biblia Tysiąclecia, dalej: BT). „A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: Odpraw ją, bo krzyczy za nami! Lecz On odpowiedział: Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 15,22-24, BT)[1].
anonim2015.05.14 20:41
@Draegloth "I rzekł do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" Mk 16,15
anonim2015.05.14 22:37
Nie przyszedłem pana nawracać zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania jestem od dawna obdarty z błyszczenia jak bohater w zwolnionym tempie nie będę panu wiercić dziury w brzuchu pytając co pan sądzi o Mertonie nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor z czerwoną kapką na nosie nie wypięknieję jak kaczor w październiku nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką po prostu usiądę przy panu i zwierzę swój sekret że ja, ksiądz, wierzę Panu Bogu jak dziecko Jan Twardowski
anonim2015.05.15 5:58
Dziękuję za ten artykuł. Myśl wytłuszczona powinna przyświecać nam wierzącym w relacjach z każdym człowiekiem. Najpierw miłość i szacunek, a dopiero później "dobra nowina".
anonim2015.05.15 6:13
@AnitaF Uzasadnij jakkolwiek.Gdzie konkretnie jest ów "brak szacunku" a nawet "pogarda"?
anonim2015.05.15 7:31
Początek ładny i teologiczny ale... później zaczyna się pomieszanie chrześcijaństwa z katolicyzmem i prawdziwą wiarą!!! Czyżby "Chrześcijanie jako ci zasiadający z Chrystusem przy jednym stole"??? Czy przy jednym stole z Chrystusem zasiada chrześcijanin Luter i wszyscy jego duchowi spadkobiercy? Czy przy drugim końcu tego JEDNEGO STOŁU siedzą chrześcijańscy bracia w fartuszkach i prawosławni popi oddelegowani przez rosyjskie tajne służby? Czy nawracanie ma być wrzucaniem do jednego worka? Czego/kogo popadnie? Z pomieszania dobrej woli, prawdy, półprawd i postępowych oświeceń tworzy się niebezpieczna mieszanka wybuchowa. Wiele zgliszcz widać już gołym okiem. Nie żyjemy w czasach pierwszych wieków chrześcijaństwa. Kościół ma poważny dorobek zwany Tradycją i Doktryną. Tam nie ma żadnej mieszanki - tam jest JEDYNA PRAWDA.
anonim2015.05.15 8:34
@AnitaF Porównanie spowiedzi do kąpieli i obraz Boga zapraszającego ludzi na ucztę to nie "wizja niewierzących jako śmierdzących ślepców".W zasadzie wszystko można dopasować do własnych założeń.Jak facet pomaga kobiecie wnieść walizkę na peron dworcowy i mówi jej ,że pociąg do Łodzi odchodzi z innego toru niż myślała to też można powiedzieć "to wyraz pogardy dla jej sprawności fizycznej i intelektualnej". Ciekawy jestem też jak skomentujesz to ,że ciągle przytłaczająca większość ludzkości(nawet tam gdzie ateizm wprowadzano ogniem,oświatą i mieczem) szuka czegoś "poza".U wróżek,szamanów,różnej maści guru itp.?Są to "okruchy" uczty Bożej i stwierdzenie faktu ,że ludzie ich szukają nie jest absolutnie pogardą.Być może w ustach ateisty ale na pewno nie wierzącego. Albo miłość=seks,bez seksu nie ma miłości,jak przestaję pożądać to znaczy ,że przestałem kochać,jak w łóżku mamy różne temperamenty to znaczy ,że się nie kochamy i do widzenia. Nie zauważyłaś tego wokół siebie?To plaga.Tak jak traumy,depresje ,złe wzorce i wynikające z tego zagubienie człowieka.Interpretacja tego jako wynik odejścia od wiary w Boga to tez nie pogarda.
anonim2015.05.15 10:03
Anita,przecież Ty podałaś swoją interpretację metafor użytych przez autora.Wiesz na czym polega błąd dosłownego rozumienia metafor i traktowania ich dosłownie? Wiele totalitaryzmów lewicowych wprowadzało swoje ustroje w wymiarze światopoglądowym narzucające ateizm i krające swoich obywateli za wiarę w Boga.Nie wiem co ty chcesz tu pominąć milczeniem. Weź się zorientuj też jak się ma biznes ezoteryczny w sekularyzowanej na miękko Europie oraz przez kilkadziesiąt lat sekularyzowanej strzałami w potylicę i Gułagiem Rosji.Ateizm nie przeżywa takiego boomu.Ciekawe czemu? Moim zdaniem ludzie Boga szukają. Popularność ezoteryki jest według mnie tego dowodem.Są ludzie ,którzy myślą inaczej.Moim zdaniem się mylą.I co ,oznacza to ,że ich nie szanuję?Ty tak masz?Jak widzisz kogoś kto ma inne zdanie niż Ty i uważasz ,że się myli to go nie szanujesz? Ps.:Myślę,że dziecko kształtuje w sobie obraz Boga patrząc na rodziców.Matka,ojciec nieobecni -Boga nie ma.Niesprawiedliwi,wymagający ponad miarę -taki jest Bóg.Oczywiście nie uważam tego za regułę dotyczącą wszystkich.Ale czy nic w tym nie ma?Czy nie jest tak ,że ten "zły przykład" rodziców może być przyczyną "złości" na Boga,odejścia od wiary?