29.09.11, 14:13

Jutro "Bitwa Warszawska", a co z "Historią Roja"?

- Najazd bolszewickiej hordy z morderstwami, gwałtami, rabunkiem i zniszczeniami – nie jest moim zdaniem pokazany wystarczająco – mówił kilka dni temu w rozmowie z portalem Fronda.pl Maciej Pawlicki, reżyser, producent filmowy i krytyk. 


- Tak jak zrobił to w przypadku „Ogniem i mieczem”, gdzie hamował polski triumfalizm, tak teraz ta misja jest jeszcze wyraźniejsza. Chodzi może o to, żeby nie znalazł się ktoś, kto będzie chciał wykorzystać kino do rozbudzania poczucia narodowej dumy? Albo resentymentów antyrosyjskich? Elementów politycznej poprawności mamy wiele. Przyćmiewają główne pytanie, czyli dlaczego Polacy chcieli bronić Polski. W filmie nie znajduję na nie odpowiedzi – oceniał Pawlicki.

Podczas gdy jeden film cieszy się tak wielką estymą opinii publicznej, inny, również historyczny, leży i pokrywa się kurzem w piwnicach TVP. Chyba nie trudno zgadnąć, że chodzi o „Historię Roja” Jerzego Zalewskiego, która odkąd tylko powstaje, napotyka na swojej drodze liczne problemy.


Portal Fronda.pl zapytał reżysera obrazu o Dziemieszkiewiczu, czy nie odczuwa pewnego żalu, że w jakiś sposób jego film jest spychany na margines, podczas gdy w tym samym czasie inny wchodzi na ekrany kin niemal w glorii chwały. - Ja już zbyt długo robię filmy, żeby być zaskoczonym tą sytuacją – odpowiada Zalewski.

 

- Ten film został zrobiony tak, żeby nie poruszać tych najbardziej drażniących tematów. Musiał wpisać się w taki kanon, który już od dawna został wprowadzony – właśnie tej poprawności politycznej. A dodatkowo, w technice 3D – tak można wszystko sprzedać – mówi Zalewski.

Reżyser “Historii Roja” wprawdzie przyznaje, że technika zastosowana w filmie Hoffmana daje niezwykłe efekty, ale zastanawia się “czy to dobrze oddaje dramat Polaków tamtej epoki”. - Nie sądzę – odpowiada sam sobie Zalewski.

 

W rozmowie z portalem Fronda.pl Jerzy Zalewski zdradza również, że w sprawie “Historii Roja” coś wreszcie ruszyło się do przodu. - Zrobiło się trochę szumu wokół filmu, upomnieli się o niego posłowie, kilka znanych osobistości. Ja sam napisałem dość ostry tekst w “Rzeczpospolitej” na ten temat – mówi reżyser. I dodaje, że choć wszystko idzie bardzo powolnie, to systematycznie zaczynają wpływać pieniądze od TVP na dokończenie filmu. - Na pewno nie będzie łatwo, ale mój plan jest taki, że premiera kinowa 1 marca 2012 roku, w dzień Dzień Żołnierzy Wyklętych.

 

Marta Brzezińska 

Komentarze

anonim2011.09.29 20:24
<p>Po przeczytaniu recenzji Pana Pawlickiego w URze odechciało mis ię ten film oglądać. Jak zwykle stara sztampa: głowny bohater musi być lewakiem, a jakże! Co prawda traci \"wiarę\" w socjalizm ogladając dzielne zastępy \"dzieci So-so\" w akcji&nbsp;ale niesmak pozostaje. Nie m&oacute;wi się o Warszawskiej Victorii lecz bitwie. A TO BYŁA JEDNA Z NAJWIĘKSZYCH VICTORII POLSKIEGO ORĘŻA! Film nie pokazuje dlaczego tysiące ludzi gotowi są walczyć i ginąć za Ojczyznę. Nie pokazuje rzezi, spustoszenia, mordow i gwałt&oacute;w sowieckiej swołoczy. Widać Reżyser nie czytał \"Pożogi\" Z. K-S. Polityczna poprawność kwitnie. Czego można się spodziewać po Hoffmanie? PRL-bis wciąż żywy! Jak widać r&oacute;wnież (a może zwłaszcza) w kulturze.</p>