27.03.17, 10:30

Już nie fakty, ale opinie - czyli koszmar internetu

"Zamiast zastanawiać się nad prawdą, zamiast sprawdzać, czy sąd jest zgodny z faktami, kłócicie się o fakty? Patrzycie na to samo, widzicie coś innego? Sprzeczacie się, czy polityk coś powiedział, choć na nagraniu słuchać, że mówi? Nie wierzycie we wskaźniki, choć są, jakie są? Wytykacie, że ktoś coś zrobił, choć wiadomo, że nie zrobił, bo był gdzieś indziej? To nie jest problem postprawdy, czyli przekłamania. To fundamentalna zmiana postawy wobec faktów" - pisze na łamach "Dziennika Gazety Prawnej" publicysta Andrzej Andrysiak. Zdaniem autora "DGP" - wszystko przez internet.

"Jeszcze niedawno istniał konsensus: specjaliści wiedzą więcej niż niespecjaliści. Są fachowcami, spędzili lata nad książkami, zdobyli wiedzę i doświadczenie – i to ich odróżnia do reszty", pisze, powołując się na przykład zmian klimatycznych. " Któż z nas zna się na klimacie? Wie coś o prądach powietrznych, atmosferze, wyżach i niżach? Niewielu, więc słuchaliśmy, co profesor ma do powiedzenia" - wskazuje Andrysiak.

Dziś jest jednak inaczej - w erze internetu do faktów podchodzi się zupełnie inaczej...

Na przykład smog. "Smog był i żyliśmy, piszą internauci [...] Zresztą ja wychodzę na zewnątrz i oddycham normalnie. Te wskaźniki to wzięte z czapy, przecież wszędzie ekologia i ekologicznie. Poza tym węgiel nie jest szkodliwy, moja babcia paliła nim całe życie i dobiega dziewięćdziesiątki" - pisze autor.

Zdaniem autora taki sposób podejścia do rzeczywistości dotyczy wielu różnych dziedzin. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego ludzie szukają w internecie łatwych odpowiedzi?

Według Andrysiaka zamykając się w kręgu swoich znajomych i uznając, że każdy może mieć coś sensownego do powiedzenia, po prostu nie potrzebujemy już elit. "Po co nam ludzie, których mamy słuchać, zwłaszcza jeśli górują nad nami wykształceniem i intelektem? Dlaczego głos specjalisty ma być lepiej słyszalny, dlaczego ma być promowany i uznawany za istotniejszy?" - pyta autor.

A jeżeli tak uznamy, to jego zdaniem zostają nam wyłącznie... populiści, czyli "politycy tacy, jak my". W tym ujęciu elity, specjaliści są źli, bo nie znają prawdy, ale jej szukają. My, co innego - wiemy.

"Oświecenie wyniosło na piedestał naukę i fakty, internet wynosi poglądy. To fundamentalnie zmienia politykę, bo pozbawia ją jakiejkolwiek możliwości merytorycznej weryfikacji" - przekonuje autor. I stwierdza wreszcie, że internet pozbawił nas narzędzi debaty, bo ta musi opierać się na jakiejś merytorycznej podstawie. Jednak gdy jej nie ma, to pozostaje nam... internet, konstatuje z ironią autor.

kk/Dziennik Gazeta Prawna