19.04.15, 15:10

Kard. Müller: "Papież nigdy nie zaakceptuje doktryny, która jest sprzeczna z prawdą objawioną"

"Pozostać w prawdzie Chrystusa" (DO KUPIENIA W NASZEJ GALERII HANDLOWEJ FRONDA.PL) to książka, w której autorzy podjęli problem komunii św. dla osób rozwiedzionych, pozostających w powtórnych związkach, ukazując słabość argumentów, które przedstawiają zwolennicy zmiany praktyki duszpasterskiej w tej dziedzinie.

Z kard. Gerhardem Ludwigiem Müllerem, prefektem Kongregacji Nauki Wiary, rozmawia Krzysztof Bronk

Eminencjo, również w Polsce ukazała się książka Pozostać w prawdzie Chrystusa. Jej lektura jest zaskakująca. Widzimy bowiem, że jeszcze przed synodem kompetentni znawcy przedmiotu wykazali, jak słabe czy wręcz bezpodstawne są argumenty przemawiające za dopuszczaniem osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach do Komunii. Jeśli wszystko jest tak jasne, jak piszą autorzy książki, dlaczego nie zamknęła ona dyskusji jeszcze przed rozpoczęciem synodu?

Kard. Gerhard Ludwig Müller:Nie chciałbym się tu wypowiadać na temat czyichś poglądów, ale mówić raczej o rzeczywistości wiary. Jest całkiem jasne, że małżeństwo, a w konsekwencji również rodzina założona na fundamencie małżeństwa chrześcijańskiego, sakramentalnego, to instytucje ustanowione przez Boga i nikt nie może ich zakwestionować. Obok wymiaru naturalnego istnieje tu wymiar łaski w Jezusie Chrystusie, w tym sensie, że małżeństwo dwojga ochrzczonych ma udział w tajemnicy zbawienia. Jest to środek, którym posługuje się łaska. A jednak pomimo tej obecności łaski małżeństwo napotyka na poważne problemy we współczesnym postchrześcijańskim i zsekularyzowanym kontekście. Nosimy w sobie wiele ran zadanych przez immanentyzm, ideologie polityczne, takie jak nazizm, komunizm, marksizm. Kształtowały one obraz człowieka bez żadnego odniesienia do Boga. Wszystko to negatywnie odbija się na życiu społeczeństw i poszczególnych jednostek. Dlatego musimy odnowić wizerunek małżeństwa jako naturalnego związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, któremu towarzyszy łaska sakramentalna. Minimalizowanie czy wręcz ukrywanie prawdziwych problemów nie jest dobrym rozwiązaniem. Papież mówił o tym wielokrotnie. Dopuszczenie do Komunii bez uprzedniego uzdrowienia ran nie jest rozwiązaniem. Nie jest to też możliwe. Byłoby to sprzeczne z prawem Bożym. Nasze opinie, fakt, że ktoś jest bardziej otwarty czy zamknięty, nie mają tu żadnego znaczenia. Nie jest to przedmiotem jakiejś debaty między faryzeuszami i saduceuszami, postępowcami i konserwatystami. Chodzi tu tylko o to, by uczynić zadość słowu Bożemu i wewnętrznej strukturze sakramentów. Istnieje bowiem relacja między poszczególnymi sakramentami. Kto na przykład nie został ochrzczony, nie może otrzymać Komunii. Podobnie jak ten, kto żyje w stanie grzechu ciężkiego. Odnosi się to nie tylko do tych, którzy żyją w nieprawym związku, ale także do wszystkich chrześcijan, popadających w grzech ciężki, pozbawiający nas stanu łaski. Dlatego każdy z nas przed Wielkanocą jest wezwany do skorzystania ze spowiedzi, do skruchy za nasze błędy i grzechy.

Ale skoro wszystko jest tak oczywiste, dlaczego nadal trwa w Kościele dyskusja o dopuszczaniu do Komunii osób w związkach nieskaramentalnych?

Nie wiem, dlaczego ta dyskusja jest kontynuowana. W każdym razie musi ona doprowadzić do odnowy, odrodzenia refleksji teologicznej i duchowej o małżeństwie. Oczywiście musimy też myśleć o tych parach, które żyją niezgodnie z prawem Bożym i nakazami Kościoła. Niektóre przypadki są bardzo trudne, niektórzy wiele wycierpieli. Kiedy ktoś został porzucony przez swego małżonka, znajduje się w sytuacji po ludzku bardzo złożonej. Współczujemy tym, którzy coś takiego przeżyli. Jednakże rozwiązaniem nie może być drugie małżeństwo, jeśli nadal trwa pierwsze, jeśli proces kanoniczny nie potwierdził nieważności pierwszego małżeństwa. O ważności małżeństwa można dyskutować — o warunkach, w jakich zostało zawarte, czy była dojrzałość w wierze, czy było dobre przygotowanie poprzez katechezę, czy był udział w życiu Kościoła. Bo ktoś może być ochrzczony, ale nie żyć z Chrystusem w Kościele. Może pragnąć pięknej ceremonii, ale nie sakramentu, łaski Bożej. I wiemy, że istnieją sytuacje bardzo problematyczne. Dlatego chcemy pomóc poszczególnym osobom w ich konkretnej sytuacji życiowej. Nie można jednak podważać fundamentów, sakramentalności małżeństwa. Niektórzy nie potrafią dostrzec problemu. Małżeństwo tymczasem jest sakramentem, a nie jakimś ludzkim ideałem, do którego mamy się zbliżać i od którego możemy sobie pozwolić na wyjątki, w myśl zasady, że od każdej reguły istnieją wyjątki. Tu jednak nie mamy do czynienia z jakąś regułą, ludzkim prawem, ideałem. Jest to sakrament, skuteczny znak łaski. Co Bóg złączył, człowiek nie może rozdzielać. Małżonkowie tworzą bowiem jedno ciało. Mówią o tym jasne słowa, które wypowiedział sam Jezus. Nikt inny tylko Jezus jest prawodawcą Nowego Przymierza.

Książka ta jasno pokazuje, że dopuszczanie do Komunii rozwodników żyjących w związku niesakramentalnym prowadziłoby do zakwestionowania nierozerwalności małżeństwa. Tymczasem na synodzie niektórzy biskupi znowu opowiedzieli się za takim rozwiązaniem. Zaskakujące jest również to, że na pierwszej audiencji generalnej po synodzie Franciszek zapewnił wiernych, że żaden z ojców synodalnych nie zakwestionował nierozerwalności małżeństwa. Jak rozumieć słowa papieża? Czy Franciszek nie dostrzega, że propozycje np. kard. Kaspera podważają nierozerwalność?

Nie chcę tu mówić o kard. Kasperze, bo różne media próbują nam wmówić, że kardynałowie są skłóceni. Niektórzy dziennikarze twierdzą wręcz, że ci, którzy bronią nauczania Kościoła, co jest obowiązkiem naszej kongregacji, są wrogami papieża. W różnych dziennikach pojawia się wiele absurdalnych opinii. Międzynarodowe media powtarzają to, co głosi jeden ateistyczny i antykościelny dziennik we Włoszech. Zależy im na sianiu zamętu w Kościele. Chcą zniszczyć Kościół i dlatego wychwalają jednych kosztem drugich. Oczywiście nie mam ochoty wchodzić w tę grę. Głoszę jedynie prawdę wiary chrześcijańskiej, katolickiej, która w sposób niepozostawiający żadnych wątpliwości została wyjaśniona w dokumentach Magisterium zwyczajnego i nadzwyczajnego. Mamy nauczanie Katechizmu Kościoła katolickiego, deklaracje naszej kongregacji, która wielokrotnie wypowiadała się na ten temat. Nie może być sprzeczności między nauczaniem Kościoła i praktyką sakramentalną. W praktyce sakramentalnej Kościół nie może się mylić, ponieważ chodzi tu o zbawienie ludzi. Marksiści mogą oddzielać teorię, ideologię, ludzkie myślenie i praktykę, ale nie my. Jest tylko jedno Słowo Boże, które trzeba urzeczywistniać w życiu. Ale tego Słowa, którym jest sam Jezus, nie można oddzielać od życia. Nie może być w tym sprzeczności. Adekwatną pomocą dla tych osób, które znajdują się w nieuregulowanej sytuacji, jest wprowadzenie ich na drogę prowadzącą do pojednania i ostatecznie do Komunii. To samo dotyczy zresztą wszystkich wiernych, wszyscy podlegają tym samym zasadom. Kto jest upoważniony, by wprowadzać tu wyjątki? Można je wprowadzać do prawa kościelnego, ale nie można robić wyjątków od prawa Bożego. Nie ma wyjątków od przykazań i Dekalogu. Nie można powiedzieć, że przykazanie „nie zabijaj” w jednym przypadku obowiązuje, a w innym już nie. Zabicie w obronie własnej nie jest wyjątkiem od Dekalogu.

W powszechnym przekonaniu nierozerwalność małżeństwa to jedna z tych prawd, które dla katolików nie podlegają kwestionowaniu. Podejmując dyskusję na ten temat, Kościół wysyła w świat wyraźny sygnał, że jest inaczej. Czy Stolica Apostolska jest świadoma ryzyka zgorszenia, jakie towarzyszy dyskusji o nierozerwalności?

Stolica Apostolska nie podważa prawd objawionych. Ojciec Święty pragnął jednak dyskusji nie po to, by zakwestionować te prawdy, lecz by powrócić do dobrych praktyk. Służy temu nie tylko synod. Mieliśmy na przykład kongres, w którym uczestniczyło 400 osób reprezentujących 14 różnych religii z całego świata. I wszyscy byli zgodni co do jedności małżeństwa złożonego z jednego mężczyzny i jednej kobiety. Jest to prawda również naturalna. W tym względzie dajemy jasne świadectwo o małżeństwie. Papież powiedział przy tej okazji, że nie istnieje małżeństwo tradycyjne i małżeństwo nowoczesne. Istnieje tylko jedna rodzina i małżeństwo. Nie ma różnych modeli. Zbawcza wola Boga została wpisana w naturę. Oczywiście w tej dyskusji niektórzy dążą do ideologizacji, widzą ścieranie się różnych wpływów, dwóch ugrupowań, które chcą zdobyć dominującą pozycję w życiu Kościoła. Trzeba tymczasem szukać dróg, sposobów, jak potwierdzić, czym jest małżeństwo w wymiarze naturalnym i nadprzyrodzonym. Nie można tu jednak wymyślać wszystkiego od nowa. Nie my jesteśmy twórcami małżeństwa.

Spróbujmy nieco uporządkować te całkiem zasadnicze kwestie. Czy możemy dzisiaj powiedzieć jednoznacznie, jaka jest nauka Jezusa na temat jedności i nierozerwalności małżeństwa oraz ewentualnych gestów miłosierdzia wobec rozwiedzionych?

Zawsze musimy być miłosierni. Nie ma alternatywy: być miłosiernym czy nie. To jest pułapka, gra słów. Miłosierdzie należy do istoty postawy Boga względem nas. Bóg się nie waha między swoją sprawiedliwością i miłosierdziem. Coś takiego można sobie wyobrazić w teologii naturalnej. My natomiast mamy teologię nadprzyrodzoną objawienia. Bóg dzięki swemu miłosierdziu czyni nas sprawiedliwymi, usprawiedliwia grzesznika przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Miłosierdzie nie sprowadza się jedynie do współczucia. Wszyscy potrafimy współczuć, kiedy w jakiejś rodzinie pojawiają się problemy. To jednak nie oznacza, że mamy dostosowywać Kościół i małżeństwo do wyobrażeń ludzi. Nawet apostołowie nie potrafili zrozumieć, jak można zachować absolutną nierozerwalność małżeństwa. W sporze z faryzeuszami, którzy wprowadzali mniej lub więcej wyjątków, Jezus pokazuje, że tu nie może być wyjątków, bo to Bóg złączył małżonków. Dlatego odpowiedź jest całkiem jasna: prawdziwe miłosierdzie względem tych ludzi, którzy są naszymi braćmi i siostrami w wierze, należą do Kościoła, to szukać dla nich drogi prowadzącej ich do tego, by żyli zgodnie z przykazaniami Bożymi. Magisterium mówi jasno, że rozwiązaniem dla takiej pary jest życie w czystości, nie jak mąż z żoną. Wielu twierdzi, że to niemożliwe, ale Sobór Trydencki powiedział: z łaską nadprzyrodzoną jest to możliwe, można wypełnić Boże przykazania.

A zatem możemy powiedzieć, że rozstrzygnięcia podane przez Familiaris consortio są nadal najlepszym rozwiązaniem duszpasterskim dla Kościoła?

Tak, ale Familiaris consortio to nie jest wymysł Jana Pawła II. Dokument ten jest zgodny z całym rozwojem dogmatu, z deklaracjami Kościoła, Soborem Florenckim i Soborem Trydenckim, deklaracjami papieży w ostatnich stuleciach, kiedy to Kościół sprzeciwiał się sekularyzacji małżeństwa. Zaczęło się to jeszcze przed rewolucją francuską i ciągnęło dalej wraz z ustanowieniem ślubu cywilnego jako przeciwieństwa małżeństwa sakramentalnego. Nie czas ulegać teraz sekularyzacji małżeństwa. My chcemy uświęcenia małżeństwa. To jest prawdziwa Ewangelia w odniesieniu do małżeństwa. Tak mówi Familiaris consortio. Potwierdza to też deklaracja naszej kongregacji z 1994 r., a następnie Benedykt XVI w adhortacji Sacramentumcaritatis. I nie chodzi tu jedynie o jakąś deklarację. Jest to wyjaśnienie  objawionej wiary Kościoła.

No właśnie, autorzy książki Pozostać w prawdzie Chrystusa pokazują, że zmiana nauczania i dyscypliny kościelnej w sprawie rozwiedzionych byłaby zaprzeczeniem nauczania Jezusa. Wielu biskupów jest jednak pewnych, że Kościół wybierze takie rozwiązanie. Rodzą się zatem obawy, co będzie, jeśli synod opowie się za zmianami? Jak przygotować się na taką ewentualność?

Synod nie może się za tym opowiedzieć. Koniec kropka. Nauczanie Kościoła to nauczanie Kościoła. Synod nie otrzymuje nowego oświecenia czy objawienia. Synod jest jedynie głosem doradczym dla papieża. Można dyskutować o problemach na szczeblu duszpasterskim, zastanowić się, co możemy zrobić, aby zmienić mentalność, zachęcić młodych, by zawierali małżeństwo. Natomiast snucie hipotez, co zrobić, jeśli synod powie to czy tamto, nie ma sensu. Bo synod nie jest ponad słowem Bożym. Koniec kropka.

Są jednak biskupi, którzy otwarcie opowiadają się za takimi zmianami.

Były czasy, kiedy większość biskupów była arianami. Żalił się na to św. Hieronim. My mamy wspierać Magisterium Piotra. Papież nigdy nie zaakceptuje doktryny, która jest sprzeczna z prawdą objawioną. Niektórzy muszą się na nowo nauczyć, co należy do nauczania objawionego. Powtarzają ciągle, że nie chcą zmieniać nauczania, ale praktyka sakramentalna musi być zgodna z nauczaniem, bo nauczanie nie jest jakąś teorią, lecz słowem Bożym w praktyce i życiu Kościoła.

Źródło:  Przewodnik Katolicki (13/2015)

TYTULY pochodza od redakcji portalu Fronda.pl

Komentarze

anonim2015.04.19 16:45
Ten tekst już chyba był - albo bardzo, bardzo podobny, łącznie z tym fragmentem o 14 religiach
anonim2015.04.19 17:11
no dobra, a jeśli np. Osoba pokroju Trynkiewicza miała by żonę, to ta żona musi do końca żucia być jego żoną? Czy musi trwać i czekać na jego nawrócenie? Czy musi żyć w separacji? Czy nie może ułożyć sobie życia? Zamiast Trynkiewicza można podstawić osobę, która dopuściła się jakiejś strasznej zbrodni, a wcześniej była normalna. Taka żona. może przecież zwyczajnie bać się do tego męża wrócić , nawet po terapii męża.
anonim2015.04.19 17:12
errata : do końca życia a nie żucia:)
anonim2015.04.19 17:31
Taki przykład: mąż porzuca żonę z małymi dziećmi i żyje sobie z konkubiną przez X lat. Potem się niby nawraca, bo przestaje spać z nią w jednym łóżku, i jest dopuszczony do Komunii świętej. A biedna żona dalej sama wychowuje dzieci, dzieci widzą ojca raz na miesiąc, żona choruje, czy traci pracę, ale to nikogo nie obchodzi, bo księża uważają, że mąż już jest "nawrócony", gdyż nie cudzołóży z konkubiną. A czy to, że nie wypełnia obowiązków choćby wynikających w wychowywania dzieci nie ma znaczenia i nie jest żadnym grzechem? Albo to, że nie opiekuje się chorą żoną, czy też nie daje jej pieniędzy, nie jest grzechem? Cały czas kościół patrzy tylko na to, czy rozwodnik śpi w jednym łóżku z konkubiną czy nie, a już nie interesuje się zaniedbaniami wynikającymi z porzucenia żony/męża i dzieci?
anonim2015.04.19 20:26
Kardynał Mueller nie mówi niczego nowego, uzmysławia jedynie, że chrześcijaństwo jest czymś szalenie poważnym. Słowami Boga nie można się bawić i naciągać do swoich, choćby bardzo słusznych potrzeb. Niestety, tak już jest, że w życiu płaci się za błędy. Pewnych faktów nie da się "odkręcić". Pochopne zawarcie małżeństwa może niekiedy być równe uderzeniu samochodem w drzewo ze straszliwymi skutkami.
anonim2015.04.19 21:30
GenesisX, Matka-Polka, kwiecien - poczytajcie i pouczcie się katechizmu Kościoła Rzymsko - Katolickiego i nie wypisujcie pierdół... forum jest za krótkie i nie jest miejscem do nauczania was katolicyzmu od podstaw jak to ma miejsce dla katechumenów dorosłych przed chrztem... Bzdetów wiedźmy odkrywamki i pitoliera komentować się nie da i nie warto...
anonim2015.04.20 0:25
@M-P: w tym systemie "way-out" nazywa się "Stwierdzenie nieważności" - "O ważności małżeństwa można dyskutować"; u prawosławnych jest bardziej wprost i bez udawania, że czegoś nigdy nie było, skoro było - rozwód kościelny.
anonim2015.04.20 4:27
GenesisX, Matka-Polka, kwiecien - szkoda że Nabi, odnosząc się do Waszych wypowiedzi, nie raczył/a jakoś sensownie odpowiedzieć zamiast tylko się oburzać jak to rzekomo nic nie wiecie. Postaram się trochę w tej kwestii nadrobić. Oczywiście, z tym zastrzeżeniem że to jest temat rzeka, więc wszystkiego nie da się na forum (o tyle Nabi miał/a rację, choć sposób jego/jej odpowiedzi był haniebny). Otóż, Kościół zawsze rozumiał że nierozerwalność węzła małżeńskiego nie jest tożsama z nierozerwalnością pożycia małżeńskiego. Wręcz przeciwnie, nieraz w historii zdarzało się że klasztory stawały się miejscem schronienia dla żon uciekających przed naprawdę złymi mężami. Więc to nie jest tak że ktokolwiek mówi hipotetycznym żonom Trynkiewiczów że mają wracać do swoich hipotetycznych mężów choćby nawet ci mieli je zatłuc (oczywiście, może się zdarzyć że indywidualni członkowie Kościoła, tak kapłani jak i świeccy, będą takie rady nierozważnie udzielać, np. nie rozumiejąc że mąż-alkoholik nawet jak ma "dobre serce" to i tak jest niebezpieczny). Tyle tylko że to nie wpływa w żaden sposób na ważność małżeństwa. Ślub to sakrament, tak samo jak bierzmowanie, chrzest, czy kapłaństwo. Jego skutków nie da się zmazać. Tak więc, kiedy kapłan postanawia opuścić stan kapłański i poślubić kobietę, Kościół nie ma nic przeciwko takiemu działaniu. Jednakże jednocześnie, taki człowiek, choć nie wykonuje obowiązków kapłana, wciąż pozostaje kapłanem, i nawet ma pozwolenie aby w awaryjnych przypadkach udzielać sakramentów (np. rozgrzeszając umierającą ofiarę wypadku kiedy nie ma w pobliżu innych kapłanów). Podobnie więc, skoro raz już został mi udzielony ślub, to choćbym i żył na drugim końcu świata, i choćbym i był najgorszym możliwym człowiekiem, to nie zmienia to faktu że ja wraz z moją żoną udzieliliśmy sobie wzajemnie sakramentu małżeństwa, i jesteśmy wobec Boga zobowiązani aby być tylko dla siebie. Jeśli nie możemy być dla siebie, to jest to w pewnych sytuacjach zrozumiałe, ale nadal nie możemy być dla nikogo innego. Poza tym, to nie jest tak że Kościół zajmuje się tylko sakramentami, a potrzeby dnia powszedniego nikogo nie obchodzą. Np. w Polsce prawdopodobnie nie ma żadnej organizacji która w takim stopniu zajmowałaby się pomocą dla samotnych matek jak przykościelny Caritas. Kapłani tym się nie zajmują na codzień, bo im powierzono inne obowiązki - ale wiem też że kapłani robią co mogą, i np. kiedy parafia zatrudnia kogoś do biura, a znana jest w parafii jakaś samotna matka która szuka pracy i prawdopodobnie sobie dała z tym radę, to nieraz taka osoba będzie faworyzowana nawet jeśli inni kandydaci są lepsi. Podobnie z dziećmi - Kościół robi co może dla takich osób. Co więcej, jeśli chodzi o tych którzy porzucają swoje rodziny, to przecież warunkiem rozgrzeszenia przeważnie będzie właśnie jakieś materialne wsparcie dla opuszczonej rodziny. To jest tak że facet porzuci żonę z dziećmi dla kochanki, a kiedy potem przestanie sypiać z kochanką to księża go powitają z radością i nigdy nie zapytają się kogo właściwie opuścił i jak oni się mają. Warunkiem każdej spowiedzi jest nie tylko żal za grzechy, ale też zadośćuczynienie. Pamiętajmy przy tym, że to nie jest tak że każdy ma "prawo" do szczęśliwego życia małżeńskiego. Wielu jest takich którzy zupełnie bez własnej winy nie doświadczą nigdy szczęścia życia rodzinnego. Nawet nie dlatego że wzięli ślub i coś się rozpadło, ale dlatego że po prostu nigdy nie mogli wziąć ślubu. Rodzina nie jest powszechnym prawem.
anonim2015.04.20 5:45
Jak zwykle ten biskup kat. skupia się przede wszystkim na życiu seksualnym człowieka. W Polsce mamy to na co dzień. Najważniejsza dziedzina życia dla Episkopatu to życie seksualne:) No i z tym związana ginekologia. Smutne to, że duszpasterze kat. nie widzą innych dużo ważniejszych spraw dla rodzin swoich wiernych.
anonim2015.04.20 6:48
Ciekawe co jest bardziej haniebne - powiedzenie prawdy wprost bez ogródek, nazwanie rzeczy "po imieniu" i odesłanie do źródła, czy - jak to czyni - Jakub Majewski, podawanie póprawd, ćwierćprawd i wprowadzanie w błąd niedopowiedzeniami tworząc fałszywy obraz Kościoła, lub podtrzymując fałszywe wyobrażenia o kościele? Jeden przykład: Jakub Majewski napisał: "...kiedy kapłan postanawia opuścić stan kapłański i poślubić kobietę, Kościół nie ma nic przeciwko takiemu działaniu. Jednakże jednocześnie, taki człowiek, choć nie wykonuje obowiązków kapłana, wciąż pozostaje kapłanem, i nawet ma pozwolenie aby w awaryjnych przypadkach udzielać sakramentów (np. rozgrzeszając umierającą ofiarę wypadku kiedy nie ma w pobliżu innych kapłanów). ..." w tym jednym rozbudowanym zdaniu jest szereg przekłamań ale po kolei: "...kiedy kapłan postanawia opuścić stan kapłański i poślubić kobietę, Kościół nie ma nic przeciwko takiemu działaniu..." nie jest to prawdą - gdyby "nie miał nic przeciwko" to nie byłoby następujących działań: 1. do niedawna biskup miejsca miał OBOWIĄZEK wszczęcia postępowania kanonicznego wobec takiego kapłana (teraz trwają prace - nie wiem czy już dobiegły końca i zatwierdzono - nad uproszczeniem tych procedur kanonicznych); 2. taki kapłan ma OBOWIĄZEK poprosić biskupa o specjalna dyspensę w związku z rezygnacja z stanu kapłańskiego i chęcią wstąpienia w związek małżeński, - bez otrzymania takiej dyspensy kapłan który wiąże się z kobieta obłożony zostaje karami kościelnymi; "jednocześnie, taki człowiek, choć nie wykonuje obowiązków kapłana, wciąż pozostaje kapłanem, .." - jest to półprawda, bo - rzeczywiście nie wykonuje obowiązków kapłana, ale dlatego, ze jeśli uzyskał dyspensę od stanu kapłańskiego, to jednocześnie -TRACI PRAWA wynikające ze stanu kapłańskiego, godności i urzędy kościelne. Zostaje zwolniony ze wszystkich innych obowiązków wypływających ze święceń (np. odmawiania brewiarza), NIE MOŻE wykonywać władzy święceń (np. sprawować sakramentów), za wyjątkiem rozgrzeszania wiernych w niebezpieczeństwie śmierci. NIE MOŻE głosić homilii, być nadzwyczajnym szafarzem Najświętszego Sakramentu, wykonywać funkcji kierowniczych w duszpasterstwie, NIE MOŻE pełnić żadnej funkcji ani nauczać w żadnej szkole, uczelni katolickiej lub świeckiej przedmiotów teologicznych. Jest różnica między "NIE MOŻE"(zakaz- brak uprawnień) a tym jak napisał Jakub Majewski "choć nie wykonuje obowiązków" (stan wyboru - w domyśle nie wykonuje, ale może, a tu niestety, nie może) myślę, że każdy różnice widzi... "i nawet ma pozwolenie aby w awaryjnych przypadkach udzielać sakramentów (np. rozgrzeszając umierającą ofiarę wypadku kiedy nie ma w pobliżu innych kapłanów)" i to też póprawda - nie ma żadnego "pozwolenia" - kwestie "rozgrzeszania wiernych w niebezpieczeństwie śmierci" regulują odrębne przepisy kanoniczne i ten przywilej zachowuje nie tylko kapłan, który zrezygnował z kapłaństwa na rzecz małżeństwa, ale i także w innych sytuacjach np obłożony karami kościelnymi, wydalony z kapłaństwa itp Powyżej pokazałem tylko próbkę błędu jakim jest próba wykładania rzeczy złożonych, poważnych w sposób dyletancki i niepoważny, wprowadzając odbiorców w błąd, a mnie obeznanym robiąc zamęt i tworząc fałszywy obraz, -do takiego postępowania pycha popchnęła Jakuba Majewskiego, który sowim wywodem czyni więcej szkód niż wyjaśnia...
anonim2015.04.20 7:10
Mam nadzieję, że w zdaniu Jakuba Majewskiego: "To jest tak że facet porzuci żonę z dziećmi dla kochanki, a kiedy potem przestanie sypiać z kochanką to księża go powitają z radością i nigdy nie zapytają się kogo właściwie opuścił i jak oni się mają." wkradł się tylko błąd techniczny i po prostu przy szybkim pisaniu Jakubowi "umknęło słowo "nie" bo początek cytowanego zdania - według mnie - powinie brzmieć: "To NIE jest tak że facet..."
anonim2015.04.20 7:31
Dlaczego czytając wpis Jakuba Majewskiego skojarzył mi się neokatechumenat?
anonim2015.04.20 7:36
bo masz uraz do neo. ja tam nic neo nie widzę.
anonim2015.04.20 7:36
Przecież Franciszek milcząc już akceptuje - a jak wychwala kard. Kaspera! Kto tutaj komu wciska kit!!!!
anonim2015.04.20 9:50
@Matka-Polka być może jest tak jak napisałaś - zbyt wielu stamtąd znam osobiście...i widuję na co dzień w najróżniejszych sytuacjach. Ale znamienne, że od razu wskazałaś na..."uraz" - to dużo mówi :-) No cóż już miałem odruch złośliwie skomentować Twoje słowa: "ja tam nic neo nie widzę" - ale.. niech tam, tym razem nie będę Ci dokuczał, bo na razie nie dostrzegłem w Twoich wpisach żebyś była lewa...a jak nie lewa to chyba nasza ;-)
anonim2015.04.20 10:28
jestem leworęczna
anonim2015.04.20 11:52
@Matka-Polka Jak bardzo się domagasz, to Ci dokuczę... Nie rozumiesz pojęcia "lewy" i nie odróżniasz od przymiotników np. "leworęczny" ? To zajrzyj do słownika języka polskiego co znaczy takie pojęcie jak "lewy/a/e" Dla ułatwienia podam Ci przykłady - sprawdź co oznaczają takie wyrażenia jak: "lewe pieniądze", "lewy dokument", zrobić coś "na lewo" itd itp analogiczne znaczenie mają określenie "lewa mentalność", "lewa ideologia" itd - dlatego niektórych wykazujących bardzo charakterystyczne postawy, zachowani i poglądy nazywam "lewymi" ;-)
anonim2015.04.20 11:55
a nabi rozumie pojęcie żart? i zaczepka? Dziękuję za dokuczenie:)
anonim2015.04.20 21:48
te dywagacje są nieżyciowe, znam człowieka, którego żona porzuciła, a od tego czasu miała już .... nie powiem ilu przyjaciół ;( i cóż ten mężczyzna jest piętnowany przez co niektórych "świątobliwych", chociaż żyje całkowicie bez seksu, a ta kobieta mimo tego, że przysięgała fałszywie przed krucyfiksem, jest chroniona. Ta cała wypowiedź jest z księżyca. Muszą się nawrócić, dobre sobie, niezły żart trochę ponurawy mam dość słuchania tych bzdetów
anonim2015.04.20 21:50
@Matka-Polka kibicuję Ci :)
anonim2015.04.20 22:31
@Matka-Polka bardzo proszę, mogę dokuczac wiecej - np. po każdej zaczepce... ;-) ale wolę nabijać się z ciemnoty lewych - im ludzkimi możliwościami już nie da się pomóc, można tylko wysmiać, natomiast jak nasi wykazują sie publicznie brakami jakimikolwiek - np. w wiedzy, to jest mi przykro i robi sie smutno
anonim2015.04.21 7:31
Nano, pomóc da się choćby przez niedokuczanie, mi dokuczanie nie szkodzi, ale "lewactwo" jak piszesz, może utwierdzać w jego lewactwie. Znam wielu "z prawactwa", których "lewactwo"by się nie powstydziło.
anonim2015.04.21 9:55
@Matka-Polka Ups! tym razem ja nie bardzo rozumiem pojęcia,których użyłaś: "lewactwo" i "prawactwo". Ja zapewne zauważyłaś nigdy nie używałem tych pojęć, bo ich nie rozumiem i nie bardzo wiem co oznaczają - w solidnych (naukowych, a nie lewych) słownikach j.polskiego też tych pojęć nie znalazłem - widziałem je jedynie jako element nowomowy lewych tu na forum. A zatem co one oznaczają i jak je rozumieć? Wiesz?, czy tylko uległaś lewej nowomowie... Wiesz, lewi w nonsensownym słowotwórstwie, które albo nic nie znaczy, albo znaczy "coś innego" są równie biegli jak w kłamstwie, zbrodni i ciemnocie itp, bo temu to służy - doradzam ostrożność przy wykorzystywaniu lewej nowomowy...po mowie tez można szacować gdzie mówiący należy...
anonim2015.04.21 15:08
a jak to ma się do unieważnienia związku przez kościół w przypadku gdy z pierwszego związku jest syn? W takiej sytuacji jeżeli sakrament został unieważniony to syn też jest nieważny? Wystarczyło tylko zapłacić?
anonim2015.04.22 11:08
@befata NIE MA czegoś takiego jak "unieważnienie sakramentu" NIE MOŻNA "unieważnić" żadnego sakramentu. Można jedynie stwierdzić, nieważność sakramentu - czyli, że go nigdy nie udzielono, nigdy nie było go. Udzielenie sakramentu nie polega na kilku strojach, gestach i słowach (gdyby tak było, to w każdym filmie pokazującym np. zawarcie małżeństwa w kościele byłoby ono zawierane..tak? to by dopiero wiele było zawieranych...sama widzisz, że to absurd)