13.04.15, 11:49

Krucjata Różańcowa ocaliła Austrię

W tym roku mija 50. rocznica wycofania wojsk sowieckich z Austrii. Wielu austriackich polityków sprzed pół wieku uważało, że wydarzenie to jest zasługą Najświętszej Maryi Panny.

"Gdyby nie modlitwa, gdyby nie mnóstwo składanych w Austrii do modlitwy rąk, nie osiągnęlibyśmy tego. To Matka Boża pomogła nam w uzyskaniu traktatu pokojowego" - powiedział kanclerz tego kraju Julius Raab o podpisanym w 1955 r. dokumencie gwarantującym państwu austriackiemu niezawisłość oraz wycofanie z jego terytorium obcych - w tym sowieckich - wojsk. Dzięki zainicjowanej po II wojnie światowej przez franciszkanina o. Petrusa Pavlicka Pokutnej Krucjacie Różańcowej Austria wymodliła sobie niezależność, a tym samym wybawienie z komunistycznej niewoli.

Po zakończeniu działań wojennych na frontach II wojny światowej w 1945 r. Austrię spotkał podobny los jak Niemcy. Państwo zostało podzielone przez aliantów na cztery strefy okupacyjne: amerykańską, brytyjską, francuską i sowiecką. Związkowi Sowieckiemu przypadła najbogatsza część kraju - Dolna Austria. Sowieci szybko przystąpili do zaprowadzania tam swoich porządków, w tym wywożenia maszyn przemysłowych i niszczenia gospodarki, traktując podległe im tereny jak zdobycz wojenną. Ponure widmo dziesięcioleci spędzonych pod okupacją czerwonego najeźdźcy stawało się coraz bardziej realne. Wszystko wskazywało na to, że w obrębie jednego kraju wkrótce nastąpi podział na dwa antagonistyczne wobec siebie państwa: kapitalistyczny zachód i komunistyczny wschód. W takich okolicznościach 2 lutego 1947 r. franciszkański zakonnik o. Petrus Pavlicek, zafascynowany objawieniami Matki Bożej w Fatimie, powołał w Wiedniu do życia Pokutną Krucjatę Różańcową.

Austriacka odpowiedź na Fatimę

Otto Pavlicek w młodości przechodził poważny kryzys wiary, a nawet wystąpił z Kościoła. Nawrócił się już jako dojrzały mężczyzna w wieku 35 lat. Wtedy też odczuł powołanie do kapłaństwa. Wstąpił do zakonu franciszkanów i przyjął imię Petrus. Podczas II wojny światowej został powołany do służby sanitarnej i w 1944 r. znalazł się w potężnym obozie dla jeńców wojennych niedaleko Cherbourg we Francji. Tam po raz pierwszy dowiedział się o objawieniach Matki Bożej w Fatimie. To, co przeczytał na ich temat w przekazanej mu przez współwięźnia małej książeczce, poruszyło go do głębi. Rok po wojnie o. Pavlicek powrócił do Austrii. Sytuacja, jaką zastał, napełniła go smutkiem i wielką troską. Kiedy w położonym w środkowej Austrii mieście Mariazell powierzał Bogu dalsze losy swojej Ojczyzny, a szczególnie jej część znajdującą się w komunistycznym władaniu, usłyszał wewnętrzny głos, w którym rozpoznał Maryję: "Zróbcie to, co wam powiem, a będziecie mieli pokój" - powiedziała mu. W odpowiedzi na to wezwanie w ciągu następnych miesięcy dojrzał w nim plan, aby utworzyć wspólnotę ludzi codziennie odmawiających Różaniec w intencji odzyskania pełni niepodległości przez Austrię. Kiedy udało mu się zebrać około 500 osób, poprosił o zgodę na prowadzenie krucjaty władze kościelne. Biskupi nie tylko wyrazili swoją aprobatę dla jego inicjatywy, ale aktywnie włączyli się w jej propagowanie. Liczba członków Pokutnej Krucjaty Różańcowej szybko rosła. Do końca 1950 r. wynosiła ona 200 tys., dwa lata później - 340 tys., a w maju przekroczyła pół miliona. Realizując wezwanie skierowane do ludzi przez Matkę Bożą w Fatimie, o. Petrus jeździł po kraju, nawołując swoich rodaków do pokuty, modlitwy i nawrócenia. Szacuje się, że w kluczowym momencie negocjacji prowadzonych w sprawie wycofania obcych wojsk z Sowietami, w ramach krucjaty modliło się nawet 10 proc. Austriaków. Co ważne, krucjatę wsparli również rządzący politycy. Różaniec odmawiali więc kanclerz Leopold Figl i jego następca Julius Raab. Równolegle odbywały się procesje przebłagalne, tzw. procesje światła, w których brały udział niezliczone tłumy wiernych. W tym samym czasie prowadzono negocjacje z Rosjanami, które długo nie przynosiły rezultatu. Sowieci, nie chcąc utracić ze strategicznego punktu widzenia bardzo ważnego rejonu w Europie, odpowiadali stanowczym "nie".

Odpowiedź Matki Bożej

Modlitewna ofensywa przyniosła w końcu rezultaty. Stała się bowiem rzecz dotąd niespotykana. 13 kwietnia 1955 r., a więc w rocznicę objawień fatimskich i po siedmiu latach modlitewnej krucjaty, Sowieci nagle zmienili zdanie. Zgodzili się na podpisanie traktatu, w myśl którego rezygnowali z zajmowanej części Austrii i rozpoczęli wycofywanie swoich wojsk. - Niemożliwością wydawało się wówczas to, że Austria tak szybko odzyska wolność. Dlatego kiedy prowadzący rozmowy z Sowietami kanclerz Julius Raab i pełniący obowiązki minister spraw zagranicznych Leopold Figl wrócili z Moskwy z tak pomyślną nowiną, byli przekonani o nadzwyczajnym działaniu Boga i Matki Przenajświętszej - wspomina Helmut Felder. W czasie kiedy o. Pavlicek ogłosił rozpoczęcie krucjaty, miał zaledwie 9 lat, ale dobrze pamięta błagalne procesje przechodzące ulicami Wiednia, w których brali udział najwyżsi przedstawiciele władz austriackich. I chociaż wówczas nie rozumiał z tego zbyt wiele, to z perspektywy czasu stało się dla niego oczywiste, że Austriacy swoją wolność zawdzięczają modlitwie. - Po II wojnie światowej wiele innych państw również zostało przyłączonych do Związku Sowieckiego, jednak ich mieszkańcy nie mieli tyle szczęścia, co Austriacy - dodaje Felder. Opisuje nastrój, jaki wówczas zapanował w całym kraju: - Radość Austriaków była ogromna. We wszystkich kościołach nieprzerwanie przez trzy dni i trzy noce biły dzwony - wspomina. W modlitwach dziękczynnych wzięli udział wszyscy członkowie rządu. Prowadzący je osobiście kanclerz Julius Raab dawał wyraz wdzięczności Matce Bożej, wypowiadając słowa: "Jesteśmy wolni! Dziękujemy Ci za to, Maryjo!". Dowodem na nadprzyrodzone działanie Matki Bożej jest to, że do dziś nie udało się znaleźć żadnego innego racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego Rosjanie wtedy ustąpili. Tym bardziej że do tamtego momentu komuniści ani razu dobrowolnie nie zwrócili wolności krajowi, w którym rządzili.

[koniec_strony]

Różaniec sprawą narodową Niemiec

- Po tym, kiedy cel modlitewnej krucjaty został osiągnięty, o. Petrus Pavlicek zaczął się zastanawiać, jakie mają być jej dalsze losy i czy aby istnieje konieczność prowadzenia jej nadal. Wtedy radą posłużył mu ówczesny biskup Fatimy: "Ojcze Petrusie - zwrócił się do niego - to, co robił ksiądz dla Austrii, proszę teraz robić dla całego świata" - wspomina Traude Gallhofer pracująca w Centrali Wspólnoty Modlitewnej dla Kościoła i Świata w Wiedniu, będącej kontynuacją dzieła o. Pavlicka. Postulat kontynuowania modlitw o pokój był tym bardziej uzasadniony, że komuniści nadal zajmowali dużą część Europy, istniała realna groźba konfliktu nuklearnego, Kościół zaś cierpiał ciężkie prześladowania. Pokutna Krucjata Różańcowa przeniosła się także na inne państwa, m.in. na Niemcy. Tamtejsze środowiska katolickie, widząc niezwykły obrót spraw u swojego południowego sąsiada, również sięgnęły po różaniec. W roku 1961, kiedy powstawał mur berliński, z okazji święta Matki Bożej Fatimskiej na wspólnej modlitwie różańcowej w Weingarten w Badenii-Wirtembergii zgromadziło się 80 tys. wiernych. Kazanie wygłosił wówczas późniejszy biskup Ratyzbony ks. prof. Rudolf Graber. Nawołując do modlitwy w intencji Ojczyzny, mówił do zgromadzonych: "(...) kult maryjny nie jest sentymentalną formą modlitewnych rozważań, ale sprawą całego narodu". Równocześnie wezwał do przyłączania się do Pokutnej Krucjaty Różańcowej, przez którą Austriacy tak wiele wymodlili dla swojego kraju. W następstwie jego apelu z Niemiec Zachodnich zaczęły napływać zgłoszenia osób chcących wziąć udział w krucjacie. Zgłaszało się nawet 20 tys. osób dziennie, a w czasie trwania krucjaty zapisało się do niej ponad milion osób z całych Niemiec. Kilkadziesiąt lat później doszło do wycofania wojsk ZSRS, upadku muru berlińskiego i zjednoczenia Niemiec.

Trwanie na modlitwie

Ojciec Petrus Pavlicek zmarł w 41. rocznicę swoich święceń kapłańskich, 14 grudnia 1982 roku. Obecnie toczy się jego proces beatyfikacyjny. Jego następcą i duchowym opiekunem Pokutnej Krucjaty Różańcowej został o. Benno Mikocki (OFM). Centrala Wspólnoty Modlitewnej za Kościół i Świat mieści się w Wiedniu. - Aktualnie nasza wspólnota liczy około 700 tys. osób w 132 krajach świata - mówi o. Mikocki. Biorą w niej udział również Polacy. Z danych centrali wynika, że w naszym kraju w różańcowej krucjacie uczestniczy ok. 100 tys. osób. Duchowe dzieło wspiera czasopismo "Bettendes Gottes Volk" (Modlący się lud Boży), które ma pomagać modlącym się w pogłębianiu wiary. Członkowie krucjaty ofiarują swoją modlitwę w dwóch głównych intencjach: za Kościół i o nawrócenie ludzi do Boga, co jest warunkiem pokoju na świecie. - Kierujemy się słowami Ojca Świętego bł. Jana Pawła II, który powiedział, że nie jest możliwy pokój między ludźmi, jeśli nie będą oni żyli w zgodzie z Panem Bogiem - podkreśla o. Mikocki. Zwraca również uwagę, że modlitwa obejmuje takie problemy współczesnego świata, jak chociażby kryzys gospodarczy. - W przeciągu tych kilkudziesięciu lat w naszej modlitewnej krucjacie właściwie nic się nie zmieniło. Zmieniają się tylko problemy, z którymi musi borykać się Kościół i świat. I to o pomoc w ich rozwiązaniu modlą się obecnie członkowie naszej wspólnoty - wyjaśnia Traude Gallhofer.

Świadectwo wolnego narodu

Kanclerz Austrii Julius Raab dobrze wiedział, że w przyszłości znajdą się historycy i politolodzy, którzy pokojowe wycofanie się czerwonoarmistów z okupowanego przez nich terytorium Austrii będą tłumaczyli na wiele innych sposobów, a nie wstawiennictwem Matki Bożej: "Już widzę tych światłych, którzy po swojemu wyjaśniają ten fenomen" - przewidywał kanclerz. A jego poprzednik - w chwili podpisania traktatu w 1955 r. minister spraw zagranicznych - Leopold Figl 10 września 1955 r. podczas dużych uroczystości dziękczynnych mówił: "My wszyscy, jakeśmy się tu zgromadzili, którzy z pokorą i jednocześnie dumą przyznajemy się do bycia katolikami, chcemy dać świadectwo potężnej mocy modlitwy. Przed ośmioma laty byliśmy niewielką, zaledwie dziesięciotysięczną wspólnotą, która zjednoczyła się po to, aby codziennie modlić się na różańcu o wolność i pokój dla Austrii. Wówczas chętnie przyjąłem zaproszenie do tej krucjaty. Przez osiem lat, rozważając tajemnice różańcowe, z ciężkim sercem błagaliśmy Boga, aby zechciał nam zwrócić wolność i niepodległość. Nasze prośby zostały wysłuchane. Dziś możemy z radością odmawiać Różaniec, dziękując Bożej Opatrzności za wysłuchanie naszych błagań i za to, że możemy tak - jak to było zawsze - powiedzieć: Jesteśmy wolnym narodem".

Forum Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Komentarze

anonim2015.04.13 12:07
To prawda! historia Austrii to cud. Procentowo ten kraj dostarczył światu najwięcej hitlerowskich zbrodniarzy. Obywatele Austrii w znakomitej większości chcieli przyłączenia do III Rzeszy. Gdy przegrali wojnę postawili w Wiedniu wielki pomnik Armii Czerwonej twierdząc, że ta ich wyzwoliła i zbrodnie, nazizm etc. to było niemieckie a Austria była "okupowana". Świat w to uwierzył i to rzeczywiście jest cud!
anonim2015.04.13 12:16
Historia ta jest rzeczywiście zadziwiająca,tym bardziej że właśnie w Austrii przyszedł na świat opętaniec,który rozpętał najbardziej ludobójczą wojnę w dziejach świata,a któremu Austria sprzedała swoją duszę.Właściwie z tego powodu kraj ten mógłby zniknąć z Europy i niewielu by tego żałowało,podobnie jak rozpadu imperium austriackiego.A jednak przetrwał i odzyskał wolność,by dać świadectwo potęgi modlitwy wiernych.
anonim2015.04.13 12:23
No przecież miał za co Bóg nagradzać Austriaków w końcu tacy mu byli wierni w czasie wojny. Szczególnie gdy się to ogląda w świetle gdy w 1991 roku kanclerz Franz Vranitzky po raz pierwszy publicznie przyznał, że Austriacy są współodpowiedzialni za nazistowskie zbrodnie. Polski widać nie kochał ten Bóg już tak bardzo.
anonim2015.04.13 12:27
Piękna historia. Pokazuje bezgraniczne dobro Matki Boskiej i jest dowodem na skuteczność gorliwych i szczerych modlitw. Gdyby polskie lewactwo przestało szczekać, nawróciło i przyłączyło do naszych modlitw mielibyśmy w Polsce drugi Wiedeń!
anonim2015.04.13 12:45
@Gajewski.To prawda,że Polskę Bóg doświadczył szczególnie w historii.Rozumując po ludzku ktoś by nawet mógł powiedzieć,że Polacy nie są zbytnio przez Niego lubiani.Gdyby jednak nas rzeczywiście opuścił,to czy bylibyśmy w stanie przetrwać między Niemcami i Rosją ?
anonim2015.04.13 12:48
Dziwny ten Bóg, jednym narodom pomaga, innym przeszkadza, a inne ma w głębokim poważaniu...
anonim2015.04.13 13:03
@Eccehomo Kiedyś byliśmy potęgą z którymi się te kraje musiały liczyć, jakoś dziwnie się składa że było to w czasach wielkiej otwartości (jak na tamte czasy) na wszelkie religie. Potem nastąpiła kontrreformacja, wbrew interesom Polski ale ku uciesze Watykanu i chyba nie muszę ci mówić że trwała do I Rozbioru, a potem wszelkie próby odzyskania niepodległości Kościół potępiał łącznie z ekskomuniką. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,180-lat-temu-Watykan-potepil-powstanie-listopadowe,wid,14558258,wiadomosc.html?ticaid=114ae4 Zatem liczył się z nami Watykan jak byliśmy potęgą, ale jak zaczęliśmy chodzić na jego pasku to zaczął traktować jak psa. Dopiero socjalista Piłsudski przywrócił wolność Polsce, podczas jego pogrzebu na Wawelu najmocniej przeciwstawiał się temu Kler. Przypomnę tez pewien incydent: Biskup kielecki Augustyn Łosiński nie wywiesił flag żałobnych, a tylko flagi państwowe bez oznak żałoby, a także odmówił żądaniu władz bicia w dzwony kościelne. Wówczas członkowie Związku Legionistów i innych organizacji prorządowych weszli samowolnie na dzwonnicę katedry i zaczęli bić w dzwony. Biskup wysłał ludzi, którzy usiłowali temu przeszkodzić, ale bezskutecznie, po czym doszło do zamieszek – podburzony tłum usiłował wedrzeć się do rezydencji biskupa, co zostało udaremnione dzięki interwencji policji. Zatem wnioski wyciągnij sam.
anonim2015.04.13 13:25
@Gajewski.Piszesz o czymś innym,niż Opatrzność Boża nad Polską.Wygląda na to,że kieruje Tobą antykatolicka fobia,która na ogół nie jest cechą wielkich Polaków - także Piłsudskiego,którego religijność z pewnością nie była wzorowa.Jeśli zaś jego szczątki znalazły się na Wawelu,to z innych powodów.
anonim2015.04.13 14:53
Czy fronda ma jakiekolwiek kryteria oceny tekstów? Im większy bełkot tym chyba chętniej publikujecie...
anonim2015.04.13 15:36
Po pierwsze rocznica jest SZEŚĆDZIESIĄTA, a po drugie Krucjata Różańcowa nie ocaliła herbu z obrazka, zeszpeconego sierpem, młotem i kajdanami. Austria to nieboszczka - jak mawiają w Krakowie do dziś. Nieboszczka i wie o tym każdy kto śledzi wydarzenia w diecezjach wiedeńskiej, linzkiej czy graz-sekawskiej. RIP
anonim2015.04.13 15:39
@Eccehomo: E tam doświadczył, przez osiemset lat z tysiąca trzęśliśmy Europą, a że popadliśmy z tego względu w pychę to już nasza własna wina, a nie Pana Boga w to mieszać.
anonim2015.04.13 20:10
@miś Korbiniana Jest dokładnie tak jak mówisz!
anonim2015.04.13 21:29
Mimo bycia praktykującym katolikiem nie wierzę w takie cuda.
anonim2015.04.14 11:37
@ Bandolier: Matka Boska z Mariazell (Styria) jest Cesarzową Austrii, co nie zmienia faktu, że Austria skończyła się definitywnie wraz ze zrzeczeniem się praw do tronu aks. Ottona w 1961 roku. Austria to wspomnienie, tak jak I Rzeczpospolita czy królewska Francja.
anonim2015.04.15 14:10
straniero1: nie pamiętasz o Praskiej Wiośnie, i o tym że komunizm czechosłowacki był znacznie bardziej represyjny niż Polski, a teraz w tym kraju jest jeden z największych odsetków ateistów, do tego krajem rządzą ludzie, których w najgorszym razie można nazwać mafią a w najlepszym gospodarczymi kombinatorami