01.09.16, 20:15Fot. Wikipedia

Ks. Jan Sikorski dla Fronda.pl: Gdy braknie ojczyzny - pozostaje Kościół

Fronda.pl: Czy 77 lat, które minęło od wybuchu II Wojny Światowej sprawiło, że Polacy zdążyli o niej zapomnieć, czy też nadal pamięć ta jest wyjątkowo żywa w Narodzie Polskim?

Ks. Jan Sikorski: Z pewnością jest nadal bardzo żywa. Zresztą to, co działo się w tamtych latach, odcisnęło wielkie piętno na wielu rodzinach, na naszych zmarłych dziadach czy pradziadach. Na pewno nie jest tak żywa wśród młodych ludzi jak wśród  osób nieco starszych. Mimo wszystko jednak także i oni w pewien sposób tym żyją. Nie poszło to więc w żadnym stopniu w zapomnienie. Może wybuch wojny nie jest tak głęboko wpisany w naszą pamięć historyczną jak chociażby Powstanie Warszawskie, jednak i on zajmuje w sercach i pamięci Polaków istotne miejsce.

Proszę księdza, jak wiele Polacy, ale i inne narody zawdzięczają Kościołowi z czasów II Wojny Światowej?

Myślę, że my, Polacy, zawdzięczamy zwłaszcza to podtrzymanie ducha i świadomość, że nawet gdy straciliśmy naszą ziemską ojczyznę, to pozostaje ta ojczyzna, której na imię Kościół. W kościołach zawsze w pewien sposób żywe było poczucie wspólnoty, zwłaszcza w momentach zagrożenia, gdy Naród Polski tam się gromadził. My zawsze odczuwaliśmy świadomość tej integracji i modlitwy, świadomość, że Pan Bóg jest nad nami. To wyrażało się chociażby w przepięknych polskich pieśniach, takich jak „Boże, coś Polskę…”. Sądzę więc, że Kościół odegrał w czasach wojny rolę wręcz nieprawdopodobną i ogromnie ważną. To dzięki Kościołowi możliwe było podtrzymanie tej świadomości narodowej oraz religijnej. Sądzę, że podobnie wyglądało to w przypadku innych, związanych z Kościołem narodów. Współczułem zawsze tym narodom, które nie są tak spójne religijnie, bo to poczucie jedności z pewnością jest słabsze. Sam w końcu pamiętam te czasy, gdy w Kościele ludzie się chronili, w sytuacjach bardzo trudnych uciekali się do swoich parafii i księży. Księży, którzy zawsze starali się na tyle, na ile to możliwe, pomagać im w problemach. Oni sami zresztą dzielili zawsze los narodu. W końcu podczas II Wojny Światowej stanowili jedną z najbardziej prześladowanych grup – wysyłano ich do obozów, przeprowadzano egzekucje, aresztowano. Do obozów trafiało bardzo wielu księży, którzy byli chyba najbardziej cierpiącą częścią narodu.

II Wojna Światowa to dla Polski niezwykle dramatyczny okres w jej i tak trudnej historii. Z pewnością jednak pewną pociechą dla katolika powinna być heroiczna postawa wiernych oraz duchownych. Takich przykładów podczas wojny mieliśmy mnóstwo. Z czego to wynikało?

Przede wszystkim głęboka wiara. Wspólnota narodowa łączyła się także w kościele, również podczas uroczystości patriotycznych, które od zawsze łączone były z Kościołem. W Kościele zawsze było miejsce dla polskiej flagi. Nawet w okresach, gdy jej tam brakowało, to przeżycia związane ze wspólną modlitwą czy Mszą Świętą dawały taką pewność, że choć jesteśmy rozproszeni, podobnie myślimy i jesteśmy razem. Łączyło także wspólne cierpienie Polaków. To jest rola po prostu niezastąpiona. Trzeba bardzo płytko patrzeć na świat, żeby nie dostrzec tego złączenia patriotyzmu i religijności.

Co Polska dzisiaj zachowała z chrześcijańskich wartości, na jakich została zbudowana? W 1946 prymas August Hlond na Jasnej Górze wraz z milionem naszych rodaków powierzył Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi. Czy dzisiaj coś z tej wiary Narodu jeszcze pozostało? A może mamy w ostatnim czasie jakieś symptomy przebudzania się polskiej religijności?

Religijność w czasach komuny była szczególnie mocno rugowana z przestrzeni publicznej, nad czym zawsze bardzo ubolewałem. Niestety obecne było takie „wysysanie” religijności ze świadomości Polaków dotyczącej ich historii oraz kultury. Obecnie jednak, widząc zmiany w Polsce, zauważam, że religijność wraca. Nie udało się do końca wyplenić religijności i wiary ani z życia kulturowego Narodu Polskiego, ani  z jego świadomości historycznej. Ciągle ta religijność powraca i to mnie bardzo buduje. Oczywiście nadal pewna część pozostaje w pewien sposób zniewolona umysłowo, ale ci, którzy patrzą na nasze dzieje nieco głębiej widzą, że bez Kościoła ani rusz.

No właśnie – dzisiaj bardzo wiele mówimy o tym, że świat, Europa, są w znacznej mierze zsekularyzowane. Czy w Polsce jest jednak inaczej?

Wydaje mi się, że w dziejach świata są pewne mody. I ta laickość, jaką dziś obserwujemy, jest jedną z nich. Ludzie często zachwycają się czymś nowym, nieznanym i nie zawsze są roztropni. Media oczywiście są tutaj tym, kto ma największy wpływ na młodych ludzi – stąd też ta moda. Mimo wszystko – moim zdaniem religijność wraca. Raz, że to jest łaska Boża, dwa – moda zawsze przechodzi, prędzej czy później. Obserwuję po wielu ludziach, że ta postawa laicka jednak powoli przestaje być tak bardzo atrakcyjna. Zauważam, że w związku z pewnymi zmianami ludzie jednak wracają do Kościoła. To tak, jakby wyszli z domu rodzinnego, a teraz wracają do swojej matki, chociaż czasem innymi drogami. Jestem optymistą w tej sprawie.

Dziękuję za rozmowę.