10.12.17, 17:00

Liberalizm jako pedofilia

Liberałowie  to  niewierni  kochankowie.   Nie  są  staliw  swoich  wyborach  i  często  porzucają  tych,  którychdotychczas bronili. Całkiem niedawno postrewolucyjnyliberalizm  francuski  zwrócił się  przeciwko hołubionymod  czasów  afery  Dreyfusa  Żydom,  by  stać  się  gorącymorędownikiem  sprawy  palestyńskiej.  Rodzi  to  uzasad­nione podejrzenia o instrumentalne traktowanie obiek­tu liberalnego współczucia, który można porzucić, jeślinie spełnia oczekiwanej  przez liberałów funkcji.

Liberalizm jako pedofilia

Mieczysław Samborski

Pismo Poświęcone Fronda nr 34

„Wszyscy   jesteśmy   pedofilami"    -   zadeklarowała   niedawno    Kinga   Dunin,zawodowa   promotorka   wartości    liberalnych.    Bardzo    mnie    to    ucieszyło. Ostatnimi  czasy  podniósł  się  nieco  poziom  intelektualny  polskich  liberałówi  niedługo  musieliśmy  czekać  na  odważną,  ale  prawdziwą  introspekcję. 

  Pani Dunin  jako  pierwsza  w  Polsce  (a  może  nawet  w  Europie)  odważnie  przyznałasię  do  liberalnej   pedofilii.   Teraz  należy  zrobić  krok  dalej   i  odkryć  pedofilną strukturę   liberalnego  myślenia.

Zanim  to  nastąpi,  muszę  podkreślić,  że  pedofilnego  wymiaru  liberalizmunie  można  mylić   z  podejmowanymi  przez  niektórych  liberałów  praktykamiseksualnymi.   Jak   wiadomo   przedstawiciele   różnych   nurtów   europejskiegoliberalizmu   wykazują   niespotykaną    w    innych    środowiskach    inklinację    dowspółżycia   z   nieletnimi.   W   poszczególnych   krajach   schemat  jest   ten   sam.

Nagle  okazuje   się,   że  postępowy  poseł   Parlamentu  Europejskiego  lubił   ści­skać  dziecięce  genitalia,  autor  podręczników  wychowania  seksualnego  zebrałpokaźną   kolekcję   zdjęć   „do   badań",    a   urzędnicy   promujący   antykoncepcję  na  koszt  państwa  spotykają  się  po  godzinach   z  młodocianymi.   W  sumie  niepowinno  to  dziwić,  skoro  kontynentalny  liberalizm  od  dłuższego  czasu  żywisię  myślą doktora Freuda  i  markiza  de  Sade'a.  Można założyć,  że  przejście  odsłów  do  czynów jest  związane  z  pedofilną  strukturą  myślenia  liberalnego,  alenie  trzeba  być  pedofilem,  żeby  postępować  pod  jej  dyktando. 

Dlatego  należy oddzielić  seksualne  praktyki  do  schematów  myślenia.„Wszyscy  jesteśmy   pedofilami".   Zwróćmy   uwagę,   że   deklaracja   ta   zry­wa   z   charakterystyczną  dla  liberalizmu   europejskiego   retoryką„Je,   accuse!"(Oskarżam!). 

Liberał  przyzwyczajony jest  do  niezdrowego  oskarżania  innych o  przeróżne  okropności,   a  to  o  antysemityzm,   a  to  o  homofobię,   a  to  znówo  arabofobię  etc.  Jednak  w  świętej  wojnie  o  emancypację  jednostki  nigdy  nieskieruje  ostrza  krytyki  we  własną pierś.  Za  to  nałogowo  rzutuje  swoje  własnedewiacje  na  innych,   sugerując,   że  wszyscy  jesteśmy  homoseksualistami,   pe­dofilami,  wariatami   albo  że  problem  AIDS  dotyczy  wszystkich  bez  wyjątku.Takie  rozumowanie  jest  kalką  myślenia  pedofila,   który  przez  pryzmat  włas­nego  zboczenia  zaczyna  postrzegać  cały  świat.  Jeśli  przestudiujemy  praktykępsychologiczną  Andrzeja  S.,  dostrzeżemy  z  jednej  strony  odrzucenie  normal­ności,   z  drugiej  zaś  popchnięcie  pacjenta  w  kierunku  dewiacji.Zaskakująco  podobne  są  źródła  pedofilii  i  liberalizmu.  W  obu  wypadkachmamy  do  czynienia  z  traumą  inicjacyjną wyniesioną  z  dzieciństwa. Jak wiado­mo,   pedofilie  wynoszą  z  dzieciństwa  traumatyczne  doświadczenia  związanez  pornografią  i  różnymi  formami  wykorzystywania  seksualnego,  które  w  do­rosłym   życiu   owocują  dewiacją.  

Liberał  podobnie   niesie   w   świat  krytycznemłodociane   przeżycie.    W   systemach   postkomunistycznych   liberalne   elityzostały  w  młodości  doświadczone  traumą  uczestnictwa  w  działaniach  prze­stępczego  systemu  totalitarnego.  Nieświadomi  tego  okaleczenia  szukają  wy­zwolenia  w  radykalnych  formach  liberalizmu,  popadając  z  jednego  zboczeniaw  inne   (taka  jest  droga  życiowa  naszych  rodzimych  „mistrzów  podejrzeń").Podobnie  rzecz  się  ma  z  feministkami,  których  nieudana  inicjacja  seksualna(związana  zazwyczaj  z  brakiem  akceptacji  dla  własnego  ciała  -  zwróćmy  uwa­gę,  że  w  większości  feministki  są  brzydkie)   owocuje  antymęską  obsesją.Badacze  podkreślają  lękowe  podłoże   pedofilii,   która   żywi   się   urojonymstrachem.  

Liberałowie   podobnie   kultywują   dawne,   wyniesione   z   dzieciń­stwa   lęki,   które   nieustannie   rzutują   na   rzeczywistość.   Chorobliwa   maniaśledzenia   „faszyzmu"   jest   najlepszym   przykładem   liberalnego   fetyszyzmu,   podobnie  jak  jej  pochodne:   walka   z  rasizmem,   homofobią,   kolonializmem.Patologiczny  charakter  tych  lęków  jest  oczywisty.   Z  jednej  strony  jest  nerwi­cą,  czyli  kultywacją  zagrożenia,  które  już  dawnosię   wypaliło,    a   w   świadomości   liberałówjest  wciąż   żywe   (np.   zagrożenie   faszy­zmem,  które  w  oczach  tropicieli  jestniezmienne,   tak  jakby  Hitler  byłwiecznie  żywy).   Z  drugiej   stronyliberalna  neuroza  reaguje  wybiór­czo  na  różne  zagrożenia,  ignorującnp.   komunizm.    Dlatego   noszeniekoszulki   z  wizerunkiem   Lenina  jestdobrym  żartem,  a  z  podobizną  Hitle­ra  przestępstwem.Niektórzy   psychologowie    zwracająuwagę  na  narcystyczny  rys  świadomościpedofilskiej.  Wbrew pozorom  jest  to  bardzo  ważna  cecha,która   towarzyszy   nie   tylko   zboczeniom,   lecz   równieżnowoczesnym     ideologiom    politycznym.     Liberalizmdoprowadził   narcyzm   do   absolutnej    skrajności,    coprzejawia  się  w  upodobaniu  tego  środowiska  do  przy­znawania   sobie   we   własnym   kręgu   towarzyskim   orderów,odznaczeń  i  nagród,  takich  jak  nagroda  Nike. 

Pamiętajmy jed­nak,  że  narcyzm jest psychicznym  fundamentem  każdego no­woczesnego  polityka  i  ideologa.  Wystarczy  spojrzeć  na  opa­lone  twarze  Andrzeja  Leppera  i  Gerharda  Schroedera.Tym,   co   różni   liberalizm   od   innych   ideologii   poli­tycznych,    a   zarazem   decyduje   o   jego   pedofilnym   ob­liczu,   jest   retoryka  empatii.   Liberałowie   po   prostumuszą   brać   w   obronę   „słabszych".   Mogą   to   byćrobotnicy,  Murzyni,  Indianie,  Żydzi,  kobiety,  pe-deraści   -   w  zależności   od  momentu   dziejowego.Liberałowie  uważają  się  za  jedynych  prawdziwychobrońców  „uciskanych",  jedynych,  którzy „rozumieją"  ich trudną  sytuację,  je­dynych,  którzy  umieją prawdziwe  „współczuć".  Całkiem  niedawno  Sławomir  Sierakowski,   miody  gniewny  polskiego  liberalizmu,   przypomniał,   że  branieprzeróżnych   mniejszości   w   obronę  jest   istotą   liberalnego   porządku.  

Siera­kowski  broni  wszystkich  „innych"  przed  opresją  „normalnej  większości",  de­klarując  empatię  nie  tylko  dla  feministek,   lecz  również  dla  „geja-buddysty".Podobnie  rzecz  ujął  Leszek  Miller,  który  w ramach  liberalnego  zwrotu  prokla­mował  „obronę  słabszych"  jako  fundament  postkomunistycznej  polityki.Postawa  Sierakowskiego  jest  wyrazem  intelektualnej   pedofilii,   ale  zanimsię  jej  przyjrzymy,  zwróćmy  od  razu  uwagę  na  fakt,  że  liberałowie  to  niewiernikochankowie.  Nie  są  stali  w  swoich  wyborach  i  często porzucają  tych,  którychdotychczas  bronili.   Całkiem  niedawno  postrewolucyjny  liberalizm  francuskizwrócił   się   przeciwko   hołubionym   od   czasów   afery   Dreyfusa   Żydom,   bystać  się  gorącym  orędownikiem  sprawy  palestyńskiej.   Rodzi  to  uzasadnionepodejrzenia  o  instrumentalne  traktowanie  obiektu  liberalnego  współczucia,który  można  porzucić,  jeśli  nie  spełnia  oczekiwanej  przez  liberałów  funkcji.Instrumentalizacja   „słabszych"   pozwala   lepiej   uchwycić   fakt,   że   wska­zana   przez   Sierakowskiego   istota   nowoczesnego   liberalizmu   jest   tożsamaz  zaproponowaną  przez   znanego   brytyjskiego  psychologa  Mervina  Glasseradefinicją  pedofilii. 

Zdaniem  Glassera  pedofil  jest  empatyczny,  utożsamia  sięz  dzieckiem. Jest  pełen  zrozumienia  dla jego  „trudnej  sytuacji"  w  opresyjnymświecie  standardów  narzuconych  przez  dorosłych.   Kamufluje   w  ten  sposóbto,   że  obiekt  swojego  pożądania  traktuje  instrumentalnie.   W  rzeczywistościpedofilem  kieruje  trauma,  która  sublimuje  się   w  formie  łagodniej   i  uwodzi­cielskiej,  ale  może  nagle  pójść  w  kierunku  brutalnego  odrzucenia.Charaktery   postaw   liberalnej   i   pedofilnej   są   zatem   strukturalnie   takiesame,   a  składają  się  na  nie  następujące  czynniki:   1)  utożsamienie  ze  „słab­szym",  2)  roztoczenie  nad  nim  „opieki",  3)  kamuflaż  empatii,  4)  „obrona"przed   opresyjnym   dyktatem   normalności,   5)   instrumentalne   traktowanie„podopiecznych",  których  porzuca  się,  kiedy przestają  być  potrzebni.Zauważmy,   że   w  liberalizmie  miłość  do  danej   grupy  rośnie  wraz   z  roz­mywaniem  jej   granic.   Łatwo   się   utożsamiać   z   nieokreślonymi   „ubogimi",a  jeszcze   w   łatwiej   ze   „słabszymi".   Trudniej   z   grupami,   które   starają   sięprzemówić  własnym  głosem   i  artykułują  własne  potrzeby.   Tych   liberał  jużnie  potrzebuje.  Podobnie jak  pedofil,  który porzuca partnera,  kiedy  ten  osiągadojrzałość.  Dzieje  się  tak  dlatego,  że  liberał  i  pedofil  zawsze  muszą  górowaćnad  protegowanym.   Liberał   zawsze   wie   lepiej,   co  jest   dobre.  

Sierakowski   śmiało  w  kilku  paragrafach  proklamuje,  co  jest  dobre  dla  „tego  kraju",   „tegospołeczeństwa",  choć  większość  tego  zupełnie  nie  rozumie.  Dunin  i  jej  kole­żanki  wiedzą  lepiej,  czego  naprawdę  pragną  kobiety,  choć  one  same  o  tym  niewiedzą,  itd.  Niestety,   szkody,  które  czynią,   forsując  swoją  empatię,  mogą  byćporównywalne  z  krzywdami  czynionymi  przez  pedofili.   Wmawianie  ludziom,że   podstawą   ładu   politycznego   jest   odrzucenie   tradycyjnych   wartości,   jestrównie  szkodliwe  jak  obmacywanie  małych  chłopców,   a  głoszenie,  że  aborcjajest   drogą   wyzwolenia   kobiet,   porównać   można   z   napastowaniem   małychdziewczynek   na  przedszkolnym   dziedzińcu.