27.12.19, 15:40

Marek Budzisz: Rozgrywka o Białoruś dopiero się zaczyna

24 grudnia białoruski prezydent udzielił długiego (110 minut) wywiadu redaktorowi naczelnemu radia Echo Moskwy Aleksiejowi Wieniediktowowi. Radiostacja Echo Moskwy jest jedną z ostatnich na wpół niezależnych i sympatyzujących z opozycją rosyjskich rozgłośni. Kapitałowo jest kontrolowana przez Gazprom – media, jednak statut spółki tak został skonstruowany, że właściciele nie mają, przynajmniej oficjalnie, wpływu na linię programową stacji. O pozycji Echa Moskwy decyduje też fakt, iż była to pierwsza niepaństwowa stacja radiowa, która otrzymała licencję na nadawanie z nr 1. Jej redaktor naczelny, zdaniem wielu obserwatorów rosyjskiej sceny polityczno – medialnej jest nie tylko człowiekiem dobrze poinformowanym, ale utrzymującym też na Kremlu rozliczne kontakty. W rosyjskich mediach pojawiły się również głosy urzędników administracji prezydenta, że w istocie Echo Moskwy działa na „najtrudniejszym odcinku kremlowskiej propagandy”, bo jej zadaniem jest danie wyrazu nastrojom opozycyjnej części rosyjskich elit. Sam Wieniediktow wykonuje też od czasu do czasu ważne i delikatne misje dla rosyjskich władz. Tak było m.in. latem kończącego się roku, kiedy pojechał do Kijowa przeprowadzać wywiad z prezydentem Zełenskim, a nieoficjalnie nawiązać kontakty na szczeblu doradców, które po tygodniach doprowadziły do spotkania w Paryżu. Zatem na miński wywiad też warto spojrzeć w kategoriach politycznych, a może również wyraz trwających w rosyjskich elitach rozgrywek o to jaką uprawiać politykę wobec Białorusi.

Pierwotnie wywiad miał być przeprowadzony przed „decydującym” spotkaniem w Soczi, które nie okazało się takowym. Nie udało się wówczas doprowadzić do zawarcia rosyjsko – białoruskiego porozumienia, podobnie zresztą jak 20 grudnia, w trakcie rozmów przy okazji szczytu państw WNP w Petersburgu (rozmowy trwały 1,5 godziny). Nie potwierdziły się też zapowiedzi samego Łukaszenki o tym, że do Nowego Roku najprawdopodobniej odbędą się jeszcze białorusko – rosyjskie spotkania na szczycie. Rzecznik Kremla Pieskow, powiedział 25 grudnia, że żadnych spotkań z Łukaszenką, do końca roku nie ma w grafiku Władimira Putina. Ale dwa dni wcześniej, 23 grudnia, publicznie wystąpił premier Miedwiediew wypowiadając się na temat integracji obydwu państw. Ujawnił przy tym istnienie 31 tzw. „karty drogowej”, która jego zdaniem przewidywała polityczną integrację obydwu państw polegającą nie tylko na przyjęciu wspólnego ośrodka emisji pieniądza, ale również na planie budowy jednego parlamentu i ustanowieniu urzędu wspólnego prezydenta. Miedwiediew od przyjęcia tych zapisów uzależnił pomoc dla białoruskiej gospodarki w jakiejkolwiek formie. Deklaracje rosyjskiego premiera postawiły Mińsk w trudnej sytuacji, bo ten od tygodni zaprzeczał istnieniu tak głęboko zakrojonych planów integracyjnych. Postawienie sprawy publicznie przez Moskwę wygląda na próbę wzburzenia białoruskiej opinii publicznej, zwłaszcza opozycji, która od kilku dni codziennie organizuje protesty w obronie suwerenności. Jest też podtrzymaniem twardego stanowiska negocjacyjnego Moskwy. I to w sytuacji, kiedy odpowiedzialny za negocjacje w sprawie planu integracji gospodarek, białoruski wicepremier Dmitrij Krutoj, oświadczył 23 grudnia, że „cały pakiet integracyjny” został uzgodniony i będzie mógł zostać podpisany w najbliższych dniach (oczywiście bez tzw. 31 karty).

W tej sytuacji wywiad Łukaszenki uznać wypada za oficjalny komunikat Mińska pod adresem Moskwy zawierający przesłanie, jakie skutki przynieść może zbyt twarde stanowisko tzw. bloku ekonomicznego w rosyjskim rządzie (Miedwiediew, wicepremierzy Kozak, Siulianow), których Łukaszenko tradycyjnie oskarża o podejście buchaltera, a nie partnera i przyjaciela.

Co powiedział Łukaszenka? Po pierwsze Rosjanie, włączając do tego zarówno rosyjskie elity jak również zwykłych obywateli Federacji Rosyjskiej nie mają pojęcia czym jest współczesna Białoruś i czym dziś żyją Białorusini. W ten sposób prezydent kraju odpowiedział na pytanie Aleksieja Wieniediktowa o perspektywy integracji obydwu krajów i konieczność dokonania wyboru albo integracja, albo suwerenność. Zdaniem Łukaszenki zarysowana w ten sposób alternatywa jest po pierwsze pozorna, a po drugie, w Soczi, w trakcie rozmów z Putinem ustalone zostało, że tzw. 31 „karta drogowa” która przewidywała utworzenie ponadnarodowych organów władzy, takich jak parlament, prezydent, wspólny ośrodek emisji waluty nie będzie w najbliższej przyszłości przedmiotem prowadzenia negocjacji. Słowa białoruskiego prezydenta, w gruncie rzeczy kwestionują też to co w trakcie tzw. wielkiej konferencji prasowej w nieco zawoalowany sposób powiedział sam Putin, stawiając wybór zarysowany przez Miedwiediewa (albo suwerenność albo pomoc rosyjska) w centrum rosyjskiej polityki. Lokator Kremla retorycznie odpowiedział na pytanie jednego z dziennikarzy mówiąc, że jeśli Białoruś chce mieć ceny surowców energetycznych takie jak gubernia smoleńska, to musi stać się gubernią smoleńską. W innym przypadku subsydiowanie w podobny sposób suwerennego państwa z rosyjskiej perspektywy nie ma sensu. Termin suwerenny pojawił się w wystąpieniu Putina, jak można przypuszczać nieprzypadkowo.

Ale w wywiadzie swoją wizję geostrategicznego znaczenia Białorusi przedstawił również Łukaszenka. I jest ona niesłychanie interesująca. Otóż jego zdaniem podstawowym czynnikiem jest położenie kraju, na przecięciu interesów północ – południe oraz wschód – zachód. W interesie Rosji, jak zaznaczył, jest niedopuszczenie do sytuacji, kiedy, analogicznie do Ukrainy Białoruś będzie państwem „straconym”. A do takiej sytuacji mogą doprowadzić z jednej strony próby naruszenia białoruskiej suwerenności, które spotkają się z negatywną reakcją Białorusinów, jak i stała presja ekonomiczna na Mińsk ze strony Rosji. W tym drugim przypadku, zahamowanie rosyjskiego wsparcia, które jest formą zapłaty za korzyści jakie czerpie Rosja ze współpracy, które trudno przeliczyć na pieniądze (np. w związku z ochroną przez Białoruś de facto zachodniej granicy Federacji Rosyjskiej), uniemożliwia destabilizację sytuacji wewnętrznej kraju na wzór ukraiński. Łukaszenka stawia sprawę jasno – póki ja sprawuje urząd prezydenta, to z jednej strony będę stał na straży status quo (czytaj suwerenności kraju), ale po drugie i to Rosja winna docenić, jestem gwarantem, że nasze kraje będą zaprzyjaźnione. I rosyjskie elity muszą mieć świadomość, że odmawiając Białorusi pomocy rozpoczynają niebezpieczną z punktu widzenia Moskwy grę, która nie wiadomo dokąd wszystkich doprowadzi. Bo jego zdaniem głównym zagrożeniem jest destabilizacja. W przypadku Białorusi może to prowadzić do zmiany geostrategicznej orientacji kraju, tak jak było to w przypadku Ukrainy. I to tez ciekawy pogląd, który warto odnotować, zdaniem Łukaszenki nie wstąpienie Kijowa do NATO stanowi groźny dla Rosji scenariusz, ale dojście do władzy w Kijowie radykałów, nacjonalistycznie nastrojonych i wojowniczych sił politycznych. Z perspektywy Białorusi, jak powiedział Łukaszenka, członkostwo Kijowa w NATO nie jest rozpatrywane jako element ryzykownego scenariusza, choć nie poprawia poczucia bezpieczeństwa.

Równie ciekawe rzeczy Łukaszenka powiedział w tej części wywiadu, kiedy posiłkując się notatkami starał się wyjaśnić rosyjskiemu dziennikarzowi, dlaczego mówienie o tym, że to Rosja dotuje Białoruś, a nie odwrotnie, jest błędem. Prócz znanej kwestii odszkodowań za Czarnobyl, Łukaszenka nawiązał do kwestii współpracy wojskowej. Rosja ma dziś, argumentował na terytorium Białorusi, dwie bazy wojskowe. A ile za nie płaci, pytał retorycznie białoruski prezydent, przypominając, że Kazachstan za dzierżawę Bajkonuru otrzymuje rocznie 200 mln dolarów. Przy tym nawiązał do pojawiającej się ostatnio w mediach, zarówno w wypowiedziach Ławrowa jak i Szojgu, kwestii kolejnej rosyjskiej bazy, tym razem lotniczej, w okolicach Bobrujska. Warto zwrócić uwagę, że Łukaszenka samą ideę nazwał fake newsem, a przynajmniej nieporozumieniem, jako, że z wojskowego punktu widzenia nie miałaby ona żadnego znaczenia. Więc po co wracać do tematu? Dlaczego jest to jego zdaniem nieporozumienie? Przede wszystkim z tego powodu, że między rosyjską granicą a miejscem gdzie posadowiona miałaby być nowa baza jest tak niewielki dystans, że rakieta pokonuje go w 3 minuty. W żaden sposób nie zmienia to układu sił. A zatem trzeba na decyzję o budowie kolejnej rosyjskiej bazy patrzeć nie w kategoriach wojskowych, ale politycznych, jako chęć zaznaczenia dominującej pozycji Rosji na Białorusi. A na to Mińsk się nie godzi. Wyraźnie taki punkt widzenia Łukaszenka przedstawił mówiąc o rosyjskich samolotach – przysyłajcie je, kiedy chcecie, a będą stacjonowały tam gdzie chcecie. Ale zarazem dodał, że białoruscy lotnicy są nie gorsi od rosyjskich, czyli mówimy o dostawach sprzętu, a nie tworzeniu eksterytorialnych baz kontrolowanych przez Rosjan. Ale na taką formułę współpracy, jak powiedział Łukaszenka, Putin nie chciał się zgodzić. I znamienny jest też komentarz białoruskiego prezydenta, który powiedział „zrozumiałem wtedy, że po to aby Was bronić musimy od was kupić broń.” I dlatego, my jako kraj, który nie ma ani ropy, ani gazu – dodał, a musi mu starczyć pieniędzy na lekarstwa za własne środki kupujemy rosyjskie Su.

Białoruski prezydent w gruncie rzeczy w całym długim wywiadzie podkreślał na wiele sposobów strategiczna odrębność i niezależność swego kraju wobec Rosji. Mało tego, wprost mówił, że wywieranie przez Moskwę większej presji doprowadzi do wzrostu poczucia zagrożenia, co w efekcie da wzmocnienie dążenia do utrzymania niezależności, nie przyspieszy zaś procesów integracyjnych, na które jak Łukaszenka wprost powiedział „czas już minął”, bo to co było realistyczne 20 lat temu dziś już takie nie jest. Z tego przede wszystkim względu, że wyrosło nowe pokolenie, które integracji nie chce. Gdyby jednak Rosja kontynuowała politykę presji, a nawet gdyby zapragnęła naruszyć suwerenność Białorusi, to wówczas, mówi to „przyjaciel” Moskwy musi się liczyć z wojną. Dlatego, że zareaguje NATO i Zachód, które taki krok odczytają jako zagrożenie dla swego bezpieczeństwa. I będą mieli rację – mówi białoruski prezydent. Łukaszenka mówi też w wywiadzie, że chodzi w tym wypadku nie tylko o suwerenność strategiczną, ale również gospodarczą. Dlaczego zapędzacie mnie do narożnika? – pyta retorycznie rosyjskiego dziennikarza. Przecież w takiej sytuacji, podobnie jak Wy po rozpoczęciu kryzysu w relacjach z Ukrainą i wzroście ryzyka, że tranzyt gazu będzie przerwany, zaczęliście jako alternatywa budować Nord Stream 2 i Turecki Potok, tak i ja będę szukał alternatyw. I mówi wprost o możliwości zakupu ropy naftowej na międzynarodowych rynkach. Byłaby ona transportowana rurociągiem Przyjaźń, który ma 4 nitki, dwie mogłyby być odwrócone i z Gdańska ropa popłynęłaby na Białoruś. Polacy mnie do tego namawiają, wtrącił Łukaszenka, co odczytywać należy jako zwrócenie uwagi, że może to być element planu polsko – amerykańskiego. Zapowiedziana na styczeń wizyta, pierwsza w historii, szefa amerykańskiego Departamentu Stanu w Mińsku, ma najprawdopodobniej uzmysłowić Moskwie, że Białoruś ma polityczne i techniczne alternatywy wobec pogłębienie współpracy z Federacją Rosyjską.

Dmitrij Drize, komentator polityczny Kommiersanta, gazety mocno zaangażowanej w kwestie negocjacji z Białorusią (to na jej łamach pojawiły się przecieki na temat stanu zaawansowania rozmów, wywiady z Ławrowem etc.) uważa, że wywiad Łukaszenki świadczy o tym, że strategicznie białoruski prezydent przegrał rozgrywkę. Z tego powodu, że stara linia argumentacji – jestem waszym najlepszym sojusznikiem i nie naciskajcie zbyt mocno, bo możecie go stracić, już nie działa. Zbliża się, zdaniem rosyjskiego komentatora, ten dzień, kiedy trzeba będzie powiedzieć, jak na ślubie, tak albo nie. W Rosji niemało głosów, nasiliły się one w ostatnich tygodniach, że będzie to magiczne tak i dlatego państwo związkowe powstanie szybciej niźli się tego można spodziewać. Lider komunistów Ziuganow na spotkaniu z aktywem zapowiedział przedterminowe wybory prezydenckie w Rosji i polecił przygotować struktury partyjne do tego co nadciąga. Znany politolog Valery Sołowiej jest zdania, że połączenie obydwu państw nastąpi już jesienią tego roku o czym mają świadczyć zagadkowe słowa Putina w trakcie niedawnej wielkiej konferencji prasowej. Powiedział on wówczas, że niegłupim posunięciem byłoby usunięcie z rosyjskiej konstytucji mówiącej o tym, że prezydentem nie można być dwa razy z rzędu. Chodzi o te ostatnie słowa, które przez część obserwatorów interpretowane są jako chęć ograniczenia możliwości umocnienia, przez sprawowanie dwóch kadencji, władzy następcy Putina na stanowisku prezydenta Federacji Rosyjskiej. A gdzie podzieje się Władimir Władimirowicz. Jedna z wersji mówi, że obejmie funkcję głowy państwa związkowego, nowego ZSRR, do którego wstąpi nie tylko Białoruś, ale również Abchazja, Osetia, „ludowe republiki” Donbasu a być może, jak wieszczą niektórzy cała Ukraina.

Wizyta Mike'a Pompeo w Mińsku może świadczyć też o tym, że łukaszenkowskie tak wcale nie jest takie pewne i rozgrywka trwa nadal. O determinacji Waszyngtonu aby rozegrać Rosję świadczyć może również wprowadzenie sankcji wobec Nord Stream 2, mimo, że wielu ekspertów było zdania, iż amerykańska administracja nie pójdzie na taki ruch. A zatem możemy obserwować posunięcia ponadstandardowe i być może to dopiero początek tego co się będzie działo w rozgrywce o Białoruś.

Marek Budzisz

Salon24.pl

Komentarze

Tomek2019.12.27 18:22
Rasza to syf, syfu należy się pozbywać i trzymać jak najdalej od domu.
wtyy2019.12.27 16:27
korwin onuca braun bosak walonki