28.06.16, 13:30(fot. youtube)

Marzena Machałek dla Frondy: Reforma pozwoli ratować miejsca pracy dla nauczycieli

Portal Fronda.pl: Minister edukacji Anna Zalewska zaprezentowała wczoraj w Toruniu założenia nowej reformy oświaty. Mają zniknąć gimnazja, a powróci 8-klasowa podstawówka i 4-letnie liceum. Czy to rzeczywiście jest dobra droga w uzdrowieniu polskiej edukacji?

Marzena Machałek, PiS, Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży: Zmiana ustroju szkolnego to nie jedyna droga, która została wczoraj zaprezentowana. Potrzebna jest analiza różnych działań. Minister Zalewska przedstawiła planowane zmiany w doskonaleniu nauczycieli, funkcjonowaniu doradztwa, ale też programów nauczania. Jest to wszechstronne działanie.

Jeżeli chodzi o sprawę ustroju szkolnego - nie jest to rewolucyjna zmiana, a ewolucyjna. Wracamy do ośmioletniej szkoły, która nazywa się powszechną. Następnie mamy trzy drogi po szkole podstawowej - 4 - letnie liceum, 5-letnie technikum, bądź szkołę branżową, którą można zakończyć po 3 - latach nauki, albo po 5 - latach, jeśli chce się zdać maturę. Jest to przejrzysty system.
Należy podkreślić fakt, że ta reforma będzie zaczynała się od 2017 roku. Samorządy dostaną dowolność kształtowania sieci szkół.
Argument, który stoi "za" tą zmianą, to m.in. fakt, że ogromna część szkół podstawowych była połączona z gimnazjami. Po drugie, jest to bardziej funkcjonalne pod względem edukacyjnym i wychowawczym. Celem był także powrót do porządnego kształcenia w czteroletnim liceum.

Nauczyciele obawiają się zwolnień. W tym kontekście trzeba podkreślić, że o połowę spada liczebność uczniów gimnazjum, a wzrasta liczba gimnazjów, w tym niepublicznych. Oznacza to, że gimnazja jako szkoły były zagrożone likwidacją. Reforma pozwoli ratować miejsca pracy dla nauczycieli.

Warto podkreślić, że odbyło się wiele debat, a konferencja w Toruniu była ich pewnym zakończeniem. Przyznam, że większość spraw zostało przyjętych z dużym zadowoleniem, a nawet z aplauzem.

Sama jestem nauczycielem, więc rozumiem obawy. Utrata pracy grozi nauczycielom w związku z niżem demograficznym, a nie ze zmianą struktury. Zmiana może pozwolić na łagodniejsze przejście. Reformę oświaty powinno robić się w ramach niżu. Jeśli jest mniej uczniów, a pozostawi się w systemie tyle samo pieniędzy, to pozwoli na uratowanie również etatów nauczycielskich.

Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Zwązków Zawodowych powiedział na antenie TOK FM, że "proponowana reforma w edukacji to absolutnie materiał na strajki". Twierdzi, że "dużo osób w wyniku wygaszania gimnazjów zostanie zwolnionych". Nie obawiacie się masowych protestów?

Uważam, że jest to hipokryzja. W 2009 roku posłowe związani z SLD i z OPZZ poparli zmianę edukacji zaproponowaną przez minister Hall, w której to była możliwość przekazywania placówek edukacyjnych podmiotom prywatnym, a przez to odejście od Karty Nauczyciela. Oczywiście, jak ktoś chce mieć powody do strajku, to zawsze je znajdzie.

Trzeba podkreślić, że w Polsce jest niż demograficzny. Platforma Obywatelska rządziła przez osiem lat, gdyby prowadziła lepszą politykę prorodzinną, to może do pierwszej klasy szłoby więcej uczniów. Naszą reformą powodujemy, że więcej uczniów zostanie w systemie, czyli tak naprawdę będzie więcej pracy dla nauczycieli.

Zawsze można podburzyć nauczycieli i jeśli ktoś chce pokazać, że jego rola jako związkowca jest ważna, to w tej chwili tę sprawę będzie podkręcać.

Jestem przekonana, że w ustawie wdrażającej będą przepisy, które będą zobowiązywały gminy i powiaty do tego, by przenosić nauczycieli, a więc nie wykorzystywać niżu do zwolnienia. Rozumiem niepokój, jednak uspokajam, że jest czas na przystosowanie, będzie łagodne przejście. Najważniejsza jest współpraca między samorządami.

Rozmawiała Karolina Zaremba