28.08.15, 11:28

Po co ślub człowiekowi?

Ludzi, którzy żyją ze sobą bez ślubu kościelnego i nie rozumieją, w czym tkwi problem, pytam zwykle, czy konsekwentnie poszliby wyspowiadać się do kogoś, kto nie jest jeszcze księdzem. Nawet gdyby miał nim zostać za rok, miesiąc lub nazajutrz. Ktoś taki może już przecież chodzić w sutannie, mieć ukończone studia teologiczne i opanowane rytuały. Może być bardzo porządny i uczciwy, a słuchu w konfesjonale i wymowy na ambonie pozazdrościłby mu niejeden doświadczony kapłan.

Czemu jednak nie pójść jeszcze dalej i nie poprosić o spowiedź Artura Żmijewskiego albo Cezarego Żaka, którzy wcielają się w role księży w „Ojcu Mateuszu” i „Ranczu”? Wiedzą, jak zagrać scenę w konfesjonale, i zrobią to perfekcyjnie. Spowiedź przed taką gwiazdą to dopiero byłoby coś!

Dlaczego więc ci, którzy zachowali resztki wiary, oburzają się na samą taką propozycję? Bo spowiedź przed kimś, kto nie przyjął sakramentu kapłaństwa, nie jest żadnym sakramentem i nie gładzi grzechów. Co więcej, udawanie spowiedzi byłoby świętokradztwem. Jest to tak wielki grzech, że władza rozgrzeszenia kogoś, kto podszywał się pod spowiednika, zarezerwowana jest dla Stolicy Apostolskiej. Ale to wszystko ma znaczenie wyłącznie na gruncie wiary.

Dla ludzi wierzących i otwartych na nadprzyrodzoność jasne jest, że ktoś, kto dopiero jutro będzie księdzem, dzisiaj jeszcze nim nie jest. Dlatego nie może odprawiać Mszy Świętych ani siadać w konfesjonale. Musi najpierw przyjąć święcenia, by działać w imieniu Chrystusa. Analogicznie więc i ci, którzy nie są jeszcze zaślubieni sobie jako mąż i żona, nie mogą rozpocząć współżycia i wspólnie zamieszkać, dopóki nie przyjmą przeznaczonego dla nich sakramentu, który włączy ich ludzką miłość w miłość Bożą i ją uświęci. W małżeństwie, podobnie jak w kapłaństwie, nie ma miejsca na udawanie ani na parodię. Obydwa sakramenty są bowiem jednakowo święte i dotykają najbardziej intymnych sfer ludzkiego życia.

Co innego, kiedy ludzie nie mają ani krzty wiary. Wtedy nie mają nadprzyrodzonego znaczenia kapłaństwo, małżeństwo ani pokuta. Pozostaje tylko zewnętrzny spektakl, lepiej lub gorzej zagrany, w którym aktor może wypaść lepiej niż ksiądz – naturszczyk, a kochanka – ciekawiej niż zawsze wierna ślubna żona. Cóż może powiedzieć ksiądz ludziom niewierzącym, żyjącym bez ślubu? Może im doradzić prawne unormowanie ich sytuacji wobec społeczeństwa i państwa, wzywać do wzajemnego szacunku, do odpowiedzialności za potomstwo i życzyć zdrowia. Może również próbować ich ewangelizować i modlić się dla nich o łaskę wiary. A póki to nie nastąpi, nie może im przecież zaglądać pod kołdrę. Ale i oni, dopóki są niewierzący lub wierzący inaczej niż to głosi Kościół, nie mogą domagać się od Kościoła odprawienia dla nich rytuałów pozorujących sakramenty święte zastrzeżone dla katolików. Muszą uszanować, że Kościół ma swoje świętości tylko dla swoich wiernych. A wiernym można stać się zawsze.

Problem wiary jest tym, co najczęściej szwankuje w podejściu do sakramentów Kościoła. Bo jeśli jej zabraknie, trudno cokolwiek pojąć z tego, czym żyje Kościół i czego naucza. Brak wiary daje o sobie znać zarówno w przypadku tych, którzy latami żyją ze sobą bez ślubu, jak i wśród tych, którzy proszą o pobłogosławienie ich związku, ale wcale nie z nadprzyrodzonych powodów. Motywacją do zawarcia katolickiego małżeństwa bywa często chęć formalnego „uregulowania” swoich spraw z Bogiem i Kościołem. Czasem młodzi twierdzą, że chcą zacząć wreszcie żyć bez grzechu, traktując ślub jako licencję na legalne współżycie. Innym razem decyzja o ślubie jest skutkiem presji ze strony rodziny lub podporządkowania się tradycji. Ale nierzadko zdarza się coś jeszcze bardziej prozaicznego: katolicki obrzęd ślubu z pełnym ceremoniałem, w zabytkowym kościele, staje się dla niektórych najlepszym rytuałem poprzedzającym huczne wesele.

Zaledwie kilka razy na ponad już trzydzieści lat kapłaństwa spotkałem ludzi, którzy mieli świadomość, że sakrament małżeństwa jest dany ludziom jako wsparcie w realizacji specjalnego powołania w Kościele. A powołanie to pójście za Chrystusem na dobre i na trudne chwile, aby wraz z Nim osiągnąć świętość. Gdyby tylko małżonkowie i kandydaci do małżeństwa uświadamiali sobie, że celem tego sakramentu – podobnie jak wszystkich innych – jest zbawienie i świętość, uniknęliby wielu rozczarowań i dramatów.

Ks. Henryk Zieliński 

Źródło: www.idziemy.pl

Komentarze

anonim2015.08.28 13:04
Małżeństwo to niestety nie jest droga usłana różami. Łaska Boga utrzymuje je tam, gdzie ludzkicch sił nie starcza. A na dodatek - tam gdzie brakuje wiary, często brakuje i miłości, czego dowodzą statystyki rozwodów zsekularyzowanych społeczeństw.
anonim2015.08.28 13:31
@arbiter: [1] Uważaj sobie co chcesz, ale musisz od razu obrażać innych? [2] Wyobraź sobie sytuację: ktoś jeździ bezwypadkowo samochodem, a po latach okazuje się, że prawo jazdy zdobył nielegalnie. Bezwypadkowa jazda nie legalizuje takiego dokumentu, a zgodne pożycie i nawet dzieci nie legalizują ślubu, który był zawarty nieważnie. [3] Obiema rękami podpisuję się pod autorem felietonu: "sakrament małżeństwa jest dany ludziom jako wsparcie w realizacji specjalnego powołania w Kościele." Jest to pomoc realna i trzeba tylko chcieć po nią sięgnąć. Kochać się to faktycznie podstawa. Wierzący mają możliwość, aby skorzystać z pomocy w realizacji tej miłości. To chyba dobrze?
anonim2015.08.28 16:34
@Arbiter - oczywiście "ślub niepotrzebny", tylko jakoś przypadkiem powołjesz się na katolicką koncepcję małżeństwa, jako swój ideał - dwoje ludzi połączonych wzajemną miłością. Nawet ateiście konieczny jest katolicki ślub, choćby jako wzorzec do naśladowania i gwarant wolności do tworzenia takich właśnie związków.
anonim2015.08.28 20:38
Autorowi się wydaje, że bez stosownego sakramentu między dwojgiem ludzi może być tylko parodia i udawanie. Tak jakby przed ołtarz przychodzili figuranci, aktorzy, przebierańcy i po "sakramentalizacji" zaczęli się autentycznie kochać... Trzeba mówić prawdę, przykazania zobowiązują. Miłość nie potrzebuje pośredników ani certyfikatów.
anonim2015.08.28 23:09
@JakiśCzłowiek Ślub jako związek kobiety i mężczyzny jest wynalazkiem starszym niż chrześcijaństwo i był powszechny na całym świecie. Tak więc przypisywanie koncepcji takiego małżeństwa jako tworu stricte katolickiego mija się z prawdą.
anonim2015.08.29 4:42
@K.Z. - Nigdzie nie napisałem, że małżeństwo kobiety i mężczyzny jest wynalazkiem Kościoła. Napisałem, że katolicka koncepcja małżeństwa to kobieta i mężczyzna połączeni miłością. Jest na świecie wiele innych koncepcji małżeństwa, ale ta najlepiej odpowiada ludzkiej naturze i z tej racji nawet ateiści potrzebują katolickiego ślubu.
anonim2015.08.29 7:06
@JakiśCzłowiek Ale znowu piszesz, że jest to koncept katolicki. Owszem ale nie tylko, w związku z tym twierdzenie, że "ateiści potrzebują katolickiego ślubu" jest błędne. Poza ślubami istniejącymi w innych kulturach i religiach (które w większości działają też na idei związku kobiety i mężczyzny) istnieją też śluby świeckie.
anonim2015.08.29 7:34
@marcuch - "Miłość nie potrzebuje pośredników ani certyfikatów" W takim razie skończmy też z uroczystymi przecinaniami wstęg na zakończenie budowy kawałeczka drogi, czy jakiejś szkoły. Uroczystość zaprzysiężenia prezydenta też należałoby znieść; po co komu takowa, skoro prezydent w sercu czuje się prezydentem i to wszystkim powinno wystarczyć? @kszychu - dlatego, że mamy percepcję ludzką, a nie boską.
anonim2015.08.29 11:11
@K.Z. - masz poniekąd rację, z tym zastrzeżeniem, że śluby świeckie "ewoluują", a ich ewolucję determinuje duch czasu i ludzka niedoskonałość - stąd np. dopuszczalność rozwodu. Ślub katolicki jest niezmienny w swej istocie i jako jedyny stanowi wzorzec.
anonim2015.08.29 11:45
@kszychu - chodziło mi tylko o oprawę zewnętrzną nadającą jednak uroczystości powagi. Ale nasza ograniczona percepcja zadowala się wąskimi strumyczkami. Płaszczaki też nie muszą rozumieć, co to jest kula, ale rozumieją, że to coś co nazywa się kulą, ma kolor zielony.
anonim2015.08.29 19:36
@Kszychu - w KK nie ma rozwodów, można jedynie unieważnić małżeństwo w określonych okolicznościach.