11.09.18, 13:44Zdj. Twitter/Kancelaria Sejmu, edytowane

'Prawa ręka' Marcina P.: Ufałam mu. Mówił, że jego wyroki to 'błędy młodości'

Przed sejmową komisją śledczą badającą aferę Amber Gold zeznawała jedna z najbliższych współpracownic szefa oszukańczej spółki, Marcina P. Renata Kin-Kaczmarek, była dyrektor Departamentu Produktów Amber Gold Sp. z o.o. stwierdziła, że miała do P. zaufanie, a on sam tłumaczył współpracownikom swoje wyroki "błędami młodości". 

Z piramidą finansową świadek była związana od 2010 r., a więc na dwa lata przed wybuchem afery. W artykule prasowym, zatytułowanym "Interes jak złoto", Kim-Kaczmarek zachęcała do korzystania z oferty Amber Gold. Pytana o to przez wiceprzewodniczącego komisji, posła PiS, Jarosława Krajewskiego, świadek odpowiedziała, że było to "polecenie służbowe". 

Była dyrektor Departamentu Produktów przyznała, że ofertę pracy znalazła na jednym z portali internetowych. Jej rozmowę rekrutacyjną prowadziła Katarzyna P., żona prezesa spółki, która kierowała Amber Gold wraz z mężem, Marcinem. Na początku pracy Renaty Kin-Kaczmarek, spółka zatrudniała ok. ośmiu osób. Wcześniej świadek nie znała małżeństwa P. ani ich bliskiego współpracownika, mec. Łukasza Daszuty. Jak zeznała, ich późniejsze relacje były wyłącznie służbowe. Najbliższej świadek współpracowała z Marcinem P. Poseł Krajewski chciał dowiedzieć się, czy Kin-Kaczmarek pytała swoich szefów o pochodzenie kapitału na udzielane pożyczki. Jak przypomniał, spółka udzieliła pożyczek na kwotę 11 mln zł. Świadek odpowiedziała, że Marcin P. przekazał jej informację, iż spółka udziela pożyczek ze środków z linii kredytowej w banku BGŻ. Jak informował P., z bankiem tym miał podpisaną umowę. Wiceszef komisji dopytywał, kiedy b. dyrektor dowiedziała się, że Amber Gold udziela pożyczek ze środków z wpłat klientów na tzw. lokaty. „Takiej informacji nigdy nie uzyskałam”. Kin-Kaczmarek przekonywała, że nigdy takich informacji nie uzyskała. 

Pytana przez posłów, czy miała wiedzę o tym, że Marcin P. był osobą wielokrotnie karaną, była współpracowniczka udzieliła kuriozalnej odpowiedzi. 

"Miałam do niego zaufanie.(…). Wytłumaczył, że są to błędy młodości, wszystko dobrze działało, klienci otrzymywali pieniądze, staraliśmy się, żeby wszystkie dokumenty były zaopiniowane przez mecenasów"- oceniła. 

Co do kontroli skarbowych, świadek stwierdziła, że nikt wówczas nie zakładał, "że coś złego będzie działo się z firmą", ponieważ "wszystko dobrze funkcjonowało". Kin-Kaczmarek przekonywała również, że kontrolerzy nie pytali o brak sprawozdań finansowych oraz tych dotyczących podatku VAT. 

yenn/Fronda.pl