08.05.17, 17:35Fot. YouTube/Instytut Sobieskiego

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski dla Frondy: Wybór Macrona to wybór powolnego rozpadu UE

Fronda.pl: Prezydentem Francji został Emmanuel Macron. Dla Francji oznacza to według Pana kontynuację, czy jednak jakieś zmiany w stosunku do tego, co jest obecnie?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, doradca prezydenta RP: Myślę, że dla Francji wybór Macrona oznacza kontynuację, z pewnym znakiem zapytania co do jej jakości. Prezydent Francji jest bowiem osobą świeżą na scenie politycznej jako samodzielny przywódca, choć ma oczywiście doświadczenie rządowe jako minister gospodarki. Nie spodziewam się żadnych rewolucji w systemie polityki francuskiej.

Co dla Unii Europejskiej oznacza wynik wyborów nad Sekwaną?

Myślę, że będzie to inna opcja faktycznego, powolnego rozpadu Unii Europejskiej. Jak wiemy, prezydent Macron jest zwolennikiem silnej integracji w ramach unii gospodarczej i walutowej. Jest zwolennikiem Europy wielu prędkości, co jest faktycznie inną nazwą i metodą rozbicia Unii Europejskiej. Jakkolwiek będzie to czynione pod hasłami dokładnie odwrotnymi, a więc pogłębionej integracji, to owa pogłębiona integracja, czyli węższa, de facto oznacza podział na pozostających w ścisłym kręgu integracji i pozostałych, których będzie się z tego kręgu wypychało. Ponieważ zaś nie jest możliwa ścisła integracja w gronie wszystkich państw członkowskich, to oznacza to faktycznie kurs na rozbicie Unii w tym kształcie, w jakim ona obecnie funkcjonuje. Pozostaje mieć nadzieję, że ten program nie zostanie przeprowadzony, choć niewątpliwie takie zagrożenie się obecnie urealniło. Trzeba dostrzec to, że ten wynik wyborczy rozstrzygał raczej o sposobie zmiany, żeby nie powiedzieć destrukcji obecnej UE.

Co ma Pan na myśli?

Gwałtowny sposób jaki proponowała Marine Le Pen sprawiłby, że wstrząsy byłyby zapewne szybsze, choć trudno powiedzieć, że większe i silniejsze, bo miałaby mniejszy prestiż wśród elit unijnych niż Macron, który jest w pewnym sensie ich kandydatem. Natomiast będzie realizowany scenariusz odmienny, ale też destrukcyjny, zapewne rozłożony w czasie i z mniej spektakularnymi tąpnięciami, lecz z podobnym skutkiem, jeśli oczywiście zostanie wdrożony. Jeśli tak będzie, zakończy się to polityczną dezintegracją poprzez teatralizację, czy stworzenie pozorów funkcjonowania całości, ale faktycznie skupieniem istotnych procesów w rdzeniu, co oczywiście nie byłoby sytuacją stabilną i wywołałoby kolejne tendencje odśrodkowe i dezintegracyjne.

Czy przy wdrażaniu programu Europy dwóch prędkości, Polska byłaby spychana do tej drugiej prędkości?

Polska byłaby i spychana i sama nie wchodziłaby do „pierwszej” prędkości. Myślę, że ani strefa euro nie jest chętna do przyjmowania kogokolwiek do swojego grona, ani też nie ma chętnych do wchodzenia do niej. Kryzys finansów strefy euro trwający od 2008 roku i niezdolność do przełamania natury mechanizmów wywołujących ten kryzys, a do tego potrzeba istnienia możliwości manewrowania własną walutą powodują, że nie ma w tej chwili politycznej zdolności do powiększania unii walutowej o kogokolwiek. Nie wstąpi do niej ani Dania, ani Szwecja, ani Polska, czy Rumunia. Nie ma kolejnych chętnych, ani nie ma chęci wewnątrz tej struktury do poszerzania, a skoro tak, to podział w razie przyjęcia kursu proponowanego przez prezydenta Macron będzie się utrwalał i nabierał kolejnych cech osobnego rdzenia politycznego, do którego będą przenoszone procesy decyzyjne. Marginalizacja krajów pozostających poza tą strefą będzie wywoływała napięcia wewnątrz UE. W tej chwili trudno przewidzieć czy Unia będzie sobie z tym radziła, ale moim zdaniem to poważne zagrożenie dla jej spoistości, bowiem żadne państwa nie przyjmą systemu, który będzie powodował ich marginalizację. Nie ma moim zdaniem żadnej zdolności ani politycznej ani gospodarczej dla rozszerzenia unii walutowej na wszystkie państwa członkowskie, co sprawia, że kurs na wyodrębnienie unii gospodarczej i walutowej będzie linią podziału UE takiej jaką znamy.

A czy w kwestii polityki wobec imigrantów możemy się spodziewać, że Macron ze względu na dość dobry wynik Le Pen będzie musiał przybrać retorykę wymierzoną przeciw przybyszom? Jak to będzie Pana zdaniem wyglądało?

Sądzę, że być może powinniśmy obserwować sytuację w związku z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi we Francji. Przypominam, że np. w Holandii głosy partii antyimigranckich oddziaływały na program partii głównego nurtu. We Francji takie akcenty mogą również wystąpić. Generalnie jednak, po zakończeniu okresu wyborczego nie przewidywałbym w kwestii imigrantów jakichś rewolucji, tylko jak wspominałem, raczej kontynuacji. Drastycznych posunięć bym więc nie przewidywał, chyba, że nastąpią spektakularne zamachy terrorystyczne, których sprawcami byliby imigranci. Wtedy oczywiście opinia publiczna mogłaby wymusić takie posunięcia. Na razie jednak wiele wskazuje na to, że będziemy mieć kontynuację znanej polityki wobec imigrantów, tym bardziej, że przecież na tej bazie Macron zdobywał poparcie tych obywateli, którzy nie są pochodzenia francuskiego. O nich w czasie kampanii wyborczej też będzie musiał grać jego ruch. Retorykę trzeba będzie więc ważyć i analizować czy grać o przeciągnięcie na swoją stronę - co wydaje się mało prawdopodobne do osiągnięcia - dotychczasowych zwolenników Marine Le Pen, czy utrzymanie głosów obywateli francuskich. Pewnie raczej w tym drugim kierunku pójdą działania Macrona.

Dziękuję za rozmowę.