17.11.17, 15:45Fot. cgo2 via Flickr, CC BY 2.0

Rammstein, czyli pustka wielkomiejskich zboczeńców po niemiecku

Rammstein, człowiek płonie,

Rammstein, swąd mięsa w powietrzu,

Rammstein, dziecko umiera,

Rammstein, słońce świeci,

Rammstein, morze płomieni,

Rammstein, krew płynie po asfalcie,

Rammstein, matki płaczą,

Rammstein, masowy grób,

Rammstein, nie ma ucieczki,

Rammstein, ptaki już nie śpiewają

Rammstein, a słońce świeci, Rammstein 

Ten tekst z płyty Herzeleid (Ból serca) moż e stanowić kwintesencję tematów, o których śpiewa Till Lindemann. Jego zespól stanowi fenomen — śpiewają tylko po niemiecku, ale popularni są na całym świecie. Ich teksty są okrutne, obsceniczne i perwersyjne. Muzycy do 1990 r. byli obywatelami NRD. Dziś są eksportową dum ą zjednoczonych Niemiec.

Opinie na tema t post-DDR-owskiego combo są dość podobne . Młody niemiecki dziennikarz mieszkający w Warszawie, który kiedyś ich słuchał, przestał to robić, gdy zwrócił uwagę na teksty Uznał je za obrzydliwe. Musi jednak przyznać, że w ich muzyce jest coś magnetycznego. Absolwentka germanistyki ma takie samo zdanie na tema t przesłania piosenek. Mimo deklarowanej niechęci, zna je jednak na pamięć.

Teksty budzą obrzydzenie. Stosunki kazirodcze, seks analny, gwałt, sadyzm, masochizm. W czasie występów w USA, policja stanu Massachusetts aresztowała muzyków. Powód — obsceniczność i wulgarne zachowanie. Tamtejszemu wymiarowi sprawiedliwości nie spodobało się zachowanie wokalisty na scenie. Lindemann przypiął sobie zrobionego z papier-mache penisa ponadnaturalnej wielkości.

W kwietniu tego roku przypisano zespołowi odpowiedzialność za masakrę, do jakiej doszło w szkole w Littleton w Colorado. Dwaj nastoletni mordercy, sprawcy śmierci 15 osób, byli fanami Rammstein.

Wcześniej, jesienią zeszłego roku, angielskie gazety zarzuciły grupie sympatie pronazistowskie. W jednym z teledysków Rammstein pojawiły się bowiem fragmenty filmu Leni Riefenstahl Olympia z 1936 r. Ten właśnie zarzut prowokuje pytanie o niemieckość zespołu Rammstein.

Niektórzy z politologów są zdania, że NR D była lodówką, w której, paradoksalnie, zamrożono tradycyjne cechy niemczyzny, szczególnie zaś prusactwa. Niemcy Zachodnie, choć wolne, uległy tak dalekiej modernizacji (bądź amerykanizacji), że tradycyjne przymioty niemieckości zanikły. Jak zatem usytuować tak drastyczny przekaz, jakim epatuje Rammstein?

Najprościej odpowiedzieć: — To antycypacja zdegenerowanej cywilizacji. Tam zmierzamy, tam doprowadzi nas uleganie ciemnym instynktom człowieka i likwidowanie norm, nakazów oraz zakazów. Wszak wizje zespołu Rammstein są przedziwnie podobne do świata z filmów Mad Max.

Jest też drugie tłumaczenie. Rammstein to wersja rozwojowa mrocznej strony niemieckiej kultury. Ciemny niemiecki las, bunt Lutra, Doktor Faustus, rygoryzm bajek braci Grimm, pisarstwo Hans a Johsta. Wreszcie Rammstein. Coś takiego przecież nie mogłoby się narodzić w zamerykanizowanej RFN. Ta druga wersja kusi swą oryginalnością. Oczywiście zarzuty o pronazistowskie sympatie to bzdura, wymyślona przez nadgorliwych łapaczy faszyzmu. Zarzut był mało wyrafinowany, ale muzycy, ich menedżerowi e i wytwórnia płytowa najedli się strachu. O wiele większego niż wtedy, gdy czepiano się o wulgarność i papierowe penisy. Zaklinali się z całą mocą, że nie mają nic wspólnego z nazizmem. — Nie jesteśmy nazistami ani neonazistami. Jesteśmy przeciwko rasizmowi, bigoterii i innym formom dyskryminacji — zarzekali się. Rzecznik wydawcy płyt, Motor Musie GmbH, bronił ich: — Członkowie zespołu są humanistami. Odcinają się od związków z ruchem neonazistowskim i filozofią Trzeciej Rzeszy. Fragmenty filmu Riefenstahl posłużyły do zwiększenia artystycznej ekspresji, a nie do propagowania nazizmu — te zapewnienia uchroniły zespół przed bojkotem i spadkiem dochodów.

Po tej apologii pestką było odparcie oskarżeń o współodpowiedzialność za masakrę w Littleton. Dochodzenie wykazało, że dwóch nastoletnich morderców, Erie Harris i Dylan Klebold, było fanami niemieckiej kapeli. Gitarzysta Paul Landers uciął to krótko: - Jesteśmy muzykami. Nie interesujemy się polityką. Masakra jest problemem Ameryki, a nie naszym. Dodał, że w swych tekstach propagują nawet postawy prospołeczne. Dowodem ma być tekst Herzeleid: „Chrońcie się nawzajem przed bólem serca, gdyż krótki jest czas gdy będziecie razem".

Niemieckość Rammstein zauważył pewien anonimowy demaskator faszyzmu. Co prawda nie znalazł w słowach piosenek żadnych wzmianek Rfiihrerze, narodzie, bohaterstwie, ani Blut und Boden. Uznał jednak, że muzycy są zamaskowanymi Faschos, posługują się bowiem faszystowską stylistyką. Stwierdził, że skoro muzyka jest patetyczna i monumentalna , to znaczy, iż nawiązuje do utworów Richarda Wagnera. A od Wagnera do Hitlera już tylko jeden krok. Podobnie z kultem śmierci. Też był nieobcy nazistom. L wreszcie wibrujące „R" w głosie Lindemanna.

Ta argumentacja jest raczej mało przekonująca. Anonimowy adwersarz, chyba wbrew sobie samemu, zauważył jednak, że zespół jest fenomenem stricte niemieckim. To nie jest ABBA, która mogłaby się pojawić gdziekolwiek. Rammstein mógł powstać tylko w byłym NRD .

Wokalista Lindemann wyraźnie zaznaczył — śpiewanie w innym języku niż niemiecki w ogóle nie wchodzi w grę. Nawet ze względów komercyjnych nie chce śpiewać po angielsku. Frontman zespołu podkreślił, że dla niego tylko język ojczysty jest odpowiedni do należytego formułowania przekazu. Opłaca się trud włożony w wyszukiwanie potrzebnych wyrażeń. Zresztą sama nazwa nie jest przypadkowa. Z jednej strony brzmi jak nazwa narzędzia, z drugiej przypomina o katastrofie lotniczej z lat osiemdziesiątych. Na małe miasteczko Rammstein spadł wtedy wojskowy odrzutowiec. Zginęło kilkadziesiąt osób. Obie nazwy mieszczą w sobie takie znaczenia jak przemoc, siła i energia.

Zawsze też podkreślają, że są Ossis. — Odrębność między Wschodnimi Niemcami a Zachodnimi jest dla nas zupełnie jasna. Polega to na tym, że na Wschodzie ludzie zawsze musieli improwizować. Na Zachodzie jak coś przestanie działać, to ludzie są bezradni — powiedzieli w którymś z wywiadów.

Świat według Rammstein jest zły. Jedyna przyjemność to kopulacja i seks, najlepiej w wydaniu zapaśniczym, a nie jako wyrafinowana gra miłosna. Tytułowy utwór z płyty Sehnsucht wcale nie mówi o tęsknocie jako o uczuciu wyższego rodzaju: „Między twoimi długimi nogami szukam piasku z zeszłego roku. Tęsknota się kryje niczym insekt. Nigdzie nie będę szczęśliwy. Palec ślizga się aż do Meksyku i tonie w oceanie. Tęsknota jest tak okrutna." Tęsknota za czym?

Kawałek z filmu Davida Lyncha „Zaginiona autostrada " (Du riehst so gut) to też opowieść o erotycznych zapasach. „Szaleństwo jest wąskim mostem, brzegami są rozsądek i instynkt" — można usłyszeć tam tą całkiem sensowną konstatację. Małżeństwo jest tylko przeszkodą: „Zapytałaś się mnie, czy aż do śmierci, która nas rozdzieli, będziesz wierny wszystkie dni". Odpowiedzią jest wykrzyczane w refrenie: Neinl (Du hast). Teledysk do tego utworu pokazuje pannę młodą wynajmującą morderców do zabicia jej męża.

Seks musi być brutalny. „Seks jest bitwą, miłość jest wojną" (Wollt Ihr das Bett in Flammen sehen). W hymnie ku czci waginy mężczyzna pod wpływem ekstazy uderza kobietę w twarz. Krew płynie z nosa: „Pocałuj mnie w moje wilgotne usta, także wtedy, gdy to gorzko smakuje" (Kiiss mich/ Fellfrosch). Brutalna namiętność moż e doprowadzić do zbrodni. „Tu na podwórku szkolnym jestem gotowy do śmierci, i nikt nie wie o mojej samotności, Czerwone strumienie na twojej białej skórze, zadaję ci ból, głośno krzyczysz, teraz się boisz... Twoje białe mięso podnieca mnie, jestem tylko żigolo... tak jak mój ojciec (Weisses Fleisch). Ale ten kawałek kończy się dramatycznym okrzykiem: „mój chory byt woła o uzdrowienie, w moim Niebie nie ma Boga!".

Homoseksualizm nie jest tematem, bo muzycy sami podkreślają, że liczy się dla nich męskość. Ten brak rekompensują inne zboczenia. O stosunkach analnych mówi tekst Buck Dich: „Rozkazuję ci, schyl się, odwróć swoje oblicze ode mnie. Twoja twarz jest mi obojętna, schyl się. Dwunóg na czworakach. Prowadzę cię na spacer po korytarzu... Chodź z powrotem. Miód się klei na pończochach." Ulubionym tematem są stosunki kazirodcze: „On kocha matkę, on kocha siostrę" (Laichzeit) — nie jest to tekst o rodzinnej miłości. Podobnie Spiel mit mir: „Dzielimy pokój i łóżko, braciszku chodź... obejmij mnie, poniżej pępka czeka biały sen, braciszku złap mnie mocno." Zwierzęciem jest mężczyzna, który jak pies będzie spał ze swoją córką. „Co czynisz, co czujesz? Przecież jesteś zwierzęciem" (Tier).

Poza tym jest smutno. Aniołowie żyją w strachu, samotni, nieskończenie daleko, musz ą czepiać się gwiazd, by nie spaść z nieba. „Bóg wie, że nie chcę być aniołem" (Engel). Bóg może tylko karać: „Twoja wielkość czyni mnie małym, ukarz mnie " — zaklina Boży gniew autor tego tekstu. „Bóg daje, Bóg zabiera... przecież On daje tylko tym, którzy Go też kochają" (Bestrafe mich). Satanistyczny i zarazem apokaliptyczny jest utwór Der Meister. Można z niego się dowiedzieć, że prawda jest jak burza: gorzka, przychodzi, by zniszczyć. „Nie będzie zmiłowania, Żaden anioł nas nie pomści. To nasze ostatnie dni." Tytułowym mistrzem jest Lucyfer, fascynującym rodzajem śmierci ukrzyżowanie — „zimne ciała, gorący krzyż, fałszywy wyrok, zimny grób... ogień oczyszcza duszę... przyjdę za dziesięć dni jako twój cień i będę cię ścigał."

Źli są ludzie. Eifersucht znaczy zawiść — „jestem ładniejszy, potnij mi twarz; jestem silniejszy, złam mi kark; jestem mądrzejszy, zabij mni e i zjedz mój mózg." Gotuje się zawiść.

Nawet dwie nastrojowe i zresztą ładne ballady są smutne . Seemann to wołanie osoby samotnej. Chyba bezskuteczne, bo druga osoba woli stać na latarni i łykać Izy, gdy jesienny wiatr zamiata pust e ulice. Tekst w samotne jesienne wieczory musi działać hipnotycznie. Bije z niego doświadczenie osoby osamotnionej, pragnącej kogoś kochać. „Tak bezlitosna jest tylko noc, w końcu zostanę sam, jest mi zimno." Druga ballada to Klavier: „Za tymi drzwiami stoi fortepian, ona gra tylko dla mnie... to jedynie złudzenie". I tu wdziera się okrucieństwo: „leję jej krew w ogień mojej wściekłości... nikt nie wie, że jestem śmiertelnie chory od zmartwień i smrodu".

Życie opisywane przez Tilla Lindemanna bez wątpienia jest koszmarem. Ale nie można oprzeć się wrażeniu, że śpiewa on o czymś dla niego nieodległym. Na pewno muzycy Rammstein nie uprawiają kazirodztwa ani nekrofilii. Jednak ich naturalne środowisko jest skażone czymś złym. Czym? Skutkami modernizacji i laicyzacji? Niedobrym niemieckim dziedzictwem?

Teza piszącego te słowa zakłada, że Rammstein jest dzieckiem pustki i nudy niemieckiej teraźniejszości. Dawna niemiecka ludowa jurność została zmutowana w czasie rewolucji seksualnej. To furror teutonicus w wersji uprawianej przez wielkomiejskich zboczeńców. I dramatyczny krzyk o zmianę. Niestety, wszelkie poszukiwania odbywają się po omacku, tam, gdzie nic nie ma.

Piotr Gursztyn

Pismo Poświęcone Fronda 17/18 (1999)