28.07.16, 12:31

Terlikowska: Guru lewicy czy orędownik nienarodzonych

Papież Franciszek to dziś przywódca globalnej lewicy – napisał Sławomir Sierakowski, czym  wbił w osłupienie niemałą część swojego środowiska. No bo jak to? Przecież lewicy nie po drodze z Kościołem, więc jak najważniejsza osoba tego Kościoła może przewodzić tej formacji światopoglądowej? Ano może, odpowiada krytykom Sierakowski: „papież jest dziś najważniejszym światowym przywódcą, który walczy z dyskryminacją ludzi i wykluczeniem. I nie jest to wybiórcza walka jedynie z nierównościami ekonomicznymi, ale właściwie z każdymi”.

Co zatem tak bardzo ujęło lewicowego publicystę w postawie papieża Franciszka? „Nie sposób wyliczyć wszystkich przykładów rozmaitych dóbr i zaszczytów, z których zrezygnował, odchodząc od tradycji” – pisze publicysta. Na przykład zrezygnował z apartamentów w Pałacu Apostolskim na rzecz Domu Świętej Marty, a po Watykanie porusza się pieszo albo volkswagenem. Sierakowskiego ujęły także wypowiedzi papieża Franciszka, w których „wzywał do otwarcia się na rozwodników, kobiety, gejów, ateistów, wyznawców innych wiar”. A przy okazji przytarł nosa obrońcom życia: „Organizacje pro-life zbulwersowało wezwanie Franciszka do tego, żeby „księża rozgrzeszali z aborcji osoby ekskomunikowane za jej dokonanie". Nie bez powodu uznano to za pośrednie przyzwolenie na aborcje, albo przynajmniej za otwarcie się na środowiska pro-choice”. Cieszę się, że wypowiedzi namiestnika Jezusa Chrystusa tak bardzo wzruszyły Sławomira Sierakowskiego, niemniej jednak troszkę mija się on z prawdą. Można było również wcześniej uzyskać rozgrzeszenie za grzech aborcji, po spełnieniu odpowiednich warunków sakramentu pokuty i spowiedzi u wyznaczonego przez biskupa kapłana. Franciszek z okazji Roku Miłosierdzia dał tę możliwość także innym księżom. Nic w doktrynie nie zmienił, ani nie dał zielonego świtała na jakąkolwiek zmianę. To wyjście naprzeciw kobietom, które uwierzyły w to, że aborcja rozwiąże ich problemy, a dziś szukają pomocy w sakramencie pokuty, bo nie potrafią żyć ze świadomością, że zabiły swoje dziecko, a często dzieci. Ale o pro-life za chwilę.

Są też inne powody, dla których Franciszek mógłby przewodzić lewicy. Papież, podobnie jak lewica, ujmuje się – zdaniem Sierakowskiego – za osobami homoseksualnymi: „Papież ogłosił, że chrześcijanie powinni szukać wybaczenia u ludzi homoseksualnych za to, jak do tej pory ich traktowano. „Homoseksualiści nie powinni być dyskryminowani. Powinni być traktowani z szacunkiem". Stąd takie poruszenie środowisk LGBT z okazji ŚDM, które oszacowały już, że co dziesiąty uczestnik spotkania do osoba homoseksualna. Oraz poruszenie mediów (lewicowych),dla których głównym newsem w dniu przylotu papieża do Polski było otwarcie kącika dla wierzących homoseksualistów.   

I jeszcze jedna kwestia, która ma zbliżać Franciszka do lewicy. To sprawa imigrantów i uchodźców: „Im świat jest mniej aktywny, tym bardziej aktywnie o los uchodźców zabiega przywódca Kościoła” – pisze Sierakowski.

Czytając wybiórczo nauczanie Franciszka, skupiając się na gestach, hasłach, niekiedy źle tłumaczonych wypowiedziach, można po części przyznać rację Sierakowskiemu. Ale… No właśnie, to ale jest kluczowe, bo w odróżnieniu od lewicy papież Franciszek pozostaje wierny nauczaniu Jezusa Chrystusa i ono jest fundamentem jego nauki (no chyba że nagle na lewicy zaczęły się masowe nawrócenia, co daj Panie Boże). I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szczegół. Szczegół, który całkowicie zmienia postać rzeczy. I dla lewicowców jest nie do przyjęcia. Szczegół ten nazywa Sierakowski „zamordystycznymi poglądami pro-life, których wciąż trzyma się Kościół Katolicki, a polski się wręcz w nich wyspecjalizował”. I tu lewica ma z Franciszkiem problem, bo w swoich poglądach pro-life jest on bardzo konsekwentny. Do bólu wręcz. I w tym temacie nie ma żadnych ustępstw. Dowód dał Franciszek podczas przemówienia na Wawelu, gdzie z całą mocą przypomniał, że „życie musi być zawsze przyjęte i chronione – zarówno przyjęte jak i chronione – od poczęcia do naturalnej śmierci, i wszyscy jesteśmy powołani, aby je szanować i troszczyć się o nie”. Tymi słowami (jakoś dziwnie przemilczanymi przez mainstream) potwierdził Franciszek, jak słuszna jest w Polsce walka o zakaz aborcji. „Do zadań państwa, Kościoła należy towarzyszenie i konkretna pomoc wszystkim, którzy znajdują się w sytuacji poważnej trudności, aby dziecko nigdy nie było postrzegane jako ciężar, a jako dar, a osoby najsłabsze i najuboższe nigdy nie były pozostawione same sobie”. A ku temu zmierzają właśnie zaproponowane przez środowiska pro-life zmiany tzw. kompromisu aborcyjnego.

Prosty, jasny przekaz. A jakże dziś potrzebny. Przypomnienie oczywistej kwestii. Przy swoim zachwycie Franciszkiem, niech również ci po lewej stronie wezmą sobie te słowa do serca. I kiedy jeszcze raz będą wstawiać się za wykluczonymi, niech przypomną sobie, że do tej grupy „guru lewicy papież Franciszek” zaliczył przede wszystkim dzieci: „dzieci to dar, ale to też wielcy wykluczeni, ponieważ nie pozwala im się nawet narodzić”. Jeśli więc lewica, tak jak papież Franciszek, chce się za wykluczonymi wstawiać, niech zawalczy o życie dla zagrożonych aborcją (promowaną przez lewicę) dzieci.

 

Małgorzata Terlikowska