Postawione w tytule pytanie jest w istocie kluczem dla oceny sytuacji w naszym regionie w perspektywie najbliższego dziesięciolecia. Jeśli bowiem prawdziwe są oceny niektórych ośrodków analitycznych, takich jak renomowany sztokholmski SIPRI, w świetle których wydatki militarne Federacji Rosyjskiej w 2018 roku wyniosły około 60 mld dolarów, to w gruncie rzeczy nie ma się czego obawiać. Z budżetem wojskowym na tym poziomie Rosja sytuowałaby się w grupie co najwyżej światowych średniaków, państw takich jak Francja, Wielka Brytania czy Arabia Saudyjska, którym daleko do wojskowego potencjału Stanów Zjednoczonych czy wzrastających potęg takich jak Indie i Chiny. 


A co jeszcze istotniejsze, gdyby swą wiedzę na temat rosyjskich wydatków militarnych opierać tylko na oficjalnych enuncjacjach napływających z Moskwy, to w najbliższych latach planuje ona zmniejszenie wydatków na obronność, czyli zagrożenie nie będzie rosnąć, a wręcz maleć. Takiemu osądowi towarzyszy i wspiera go pokojowa propaganda Kremla wzywającego do zawarcia nowych porozumień w sprawie ograniczenia zbrojeń strategicznych oraz deklaracje w myśl których Rosja co prawda wydaje na zbrojenia, ale głównie o charakterze defensywnym i tylko w niektórych obszarach chcąc uniknąć globalnego wyścigu zbrojeń. Do tego katalogu środków z obszaru maskirowki dodać należy  tzw. teorię wojny hybrydowej, będącej jakoby rosyjską specjalnością, która rozgrywa się w cyberprzestrzeni, propagandzie, jest tania, niezbyt intensywna, a przez to nie wymagająca wzmożonego wysiłku zbrojeniowego po stronie państw wystawionych na rosyjską agresję.

Warto jednak zastanowić się jak jest naprawdę. Po pierwsze za mit uznać należy deklaracje o spadku wydatków rosyjskiego budżetu na bezpieczeństwo. W przyjętym trzyletnim budżecie Federacji Rosyjskiej na lata 2020 – 2022 znacząco rosną wydatki zapisane w „tajnej” jego części, związane z obronnością i bezpieczeństwem wewnętrznym. W 2020 roku będzie to 3,323 bln rubli, co stanowi 17 % rosyjskiego budżetu, w porównaniu z rokiem 2019 jest to wzrost o 10,6 %, kwotowo o 319 mld rubli. W latach następnych część tajna, związana z wydatkami na obronę i bezpieczeństwo, będzie rosła. Założono, że w 2021 znajdzie się w niej już 20 % wydatków budżetowych, co oznacza wzrost tej grupy wydatków w ciągu trzech lat o 49,4 %. Będzie to też największa pozycja wydatków rosyjskiego państwa, większa niźli planowane nakłady na pomoc społeczną.

W części jawnej rosyjskiego budżetu nakłady na obronę rosną o 63 mld, zaś na „bezpieczeństwo narodowe”, a pod takim kryptonimem zaszyfrowane są wydatki na Gwardię Narodową, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i FSB rosną o 79 mld rubli. Traktowane łącznie, zarówno w części jawnej jak i tajnej wydatki rosyjskiego budżetu na „blok siłowy” rosną w 2020 roku o 300 mld rubli i konsumują niemal 30 % budżetu.

Ale to nie jedyne źródło finansowania rosyjskiego sektora obronnego. Na początku czerwca 2019 roku występując na jednej z licznych w Rosji wystaw przemysłu obronnego Jurij Borysow, wicepremier nadzorujący przemysł produkujący na rzecz wojska ogłosił, że rząd poważnie rozpatruje propozycje oddłużenia sektora. Jak oznajmił, chodzi o 700 mld rubli (ok. 11,1 mld dolarów), czyli niemal 1/3 całego liczącego 2,3 mld rubli zadłużenia rosyjskiego kompleksu wojskowo – przemysłowego w systemie bankowym. Ta propozycja umorzenia niemałych zobowiązań, stanowiących, według rozmaitych szacunków od 10 do 15 % kapitałów całego rosyjskiego sektora bankowego, wzbudziła pewne zdziwienie, bo nie jest w ostatnich latach pierwszą tego rodzaju operacją. W 2016 roku rosyjski rząd postanowił spłacić długi sektora wydając na ten cel 800 mld rubli, a rok później przeprowadzić podobną operację, tyle, że na mniejszą nieco skalę. Minister finansów, Anton Siluanow mówił wówczas o spłacie przez budżet 200 mld rubli długów sektora.

Ale istota trudności w porównaniu rosyjskich wydatków wojskowych z budżetami innych państw sprowadza się w gruncie rzeczy do tego, że, jak zauważa w opublikowanym niedawno raporcie Richard Conolly (Russian Military Expenditure in Comparative Perspective: A Purchasing Power Parity Estimate), brytyjski analityk, porównuje się budżety w lokalnych walutach przeliczone na dolary po kursie rynkowym. Takie podejście jest metodologicznie błędne i zaciemnia tylko, nie zaś rozjaśnia obraz sytuacji. Od biedy można porównywać budżety wojskowe państw, które kupują broń na rynkach międzynarodowych, bo wówczas kontrakty są z grubsza rzecz biorąc porównywalne. Jednak Rosja, będąca drugim na świecie eksporterem uzbrojenia i znaczącym jego producentem, dysponująca własnym sektorem produkcyjnym i w ostatnich latach, po wojnie w Donbasie, przykładająca wiele wysiłku aby uniezależnić się od dostaw zagranicznych podzespołów do produkowanej przez siebie broni, to zupełnie inna historia. W jej przypadku znacznie roztropniej jest przeliczyć wysokość budżetu wojskowego według siły nabywczej pieniądza, bo to pokazuje jej rzeczywisty, a nie rachunkowy potencjał. O ile w przyjętym za punkt odniesienia roku 2018 rosyjskie wydatki wojskowe, licząc według rynkowego kursu rubla wobec dolara wynosiły z grubsza rzecz biorąc niewiele mniej niźli 60 mld dolarów, o tyle, nawet nie biorąc pod uwagę ukrytych w różnych częściach rosyjskiego budżetu wydatkach formalnie przeznaczonych na cele cywilne, a biorąc pod uwagę siłę nabywczą rubla należałoby mówić, że są one 2,5 razy wyższe, czyli zamknęły się kwotą około 150 mld dolarów, a w latach 2016 – 17, oscylowały wokół 200 mld dolarów. Ale to nie oddaje całości zagadnienia. Zdaniem brytyjskiego analityka Rosjanie, znacznie więcej niźli kraje o porównywalnych gospodarkach (Indie, Wielka Brytania, Francja) wydają na badania, rozwój i poszukiwanie nowych rodzajów broni. O ile światowi „średniacy” w tym względzie z trudem wydają na ten cel maksymalnie 25 % swych budżetów wojskowych, o tyle Federacja Rosyjska na nowe rodzaje broni przeznacza nawet 50 % swych wydatków wojskowych. To dlatego nie bezpodstawnymi są deklaracje Putina, który mówi o tym, że w wybranych dziedzinach (np. broń hipersoniczna) Rosja osiągnęła nad kolektywnym Zachodem przewagę, a współtwórcy rosyjskiej doktryny państwowej tacy jak Sergiej Karaganow wręcz mówią o podważeniu przez Moskwę wielowiekowej supremacji wojskowej Zachodu w skali świata.

Czy tak jest w istocie? Warto znów odwołać się do badań i porównań Richarda Conollyego, który porównał łączne wydatki Stanów Zjednoczonych z nakładami (licząc według siły nabywczej miejscowych walut) Chin i Rosji. O Ile budżet Pentagonu zamyka się kwotą ok. 700 mld dolarów (na rok przyszły jest to 738 mld), o tyle Chiny wydają 460 mld, zaś Rosja 160 mld, znów według siły nabywczej lokalnych walut,  czyli razem 620 mld. Dysproporcja na korzyść Zachodu nie jest już tak uderzająca jak wyglądałoby to na pierwszy rzut oka. Tym bardziej, że jak powiedział w niedawny długim wywiadzie rosyjski minister obrony Sergiej Szojgu, Rosja wydaje swe pieniądze przeznaczone na wojsko bardziej „punktowo”, nie musi utrzymywać, tak jak Stany Zjednoczone siatki baz wojskowych rozrzuconych po świecie, ma mniejsze obciążenia socjalne oraz nie uprawia polityki ciągłej rotacji swych zamorskich sił zbrojnych. To ostatnie działanie, pozwala co prawda utrzymywać jednostki operacyjne w ciągłej gotowości, ale jest niezwykle kosztowne. W efekcie, jak powiedział rosyjski minister, Rosja „na kierunkach strategicznych” dla niej, ma nie tylko porównywalny potencjał militarny, ale również osiągnęła już przewagę. Tak się składa, że jednym z takich kierunków jest Polska. I wreszcie, jak zauważył niedawno szwedzki Instytut Studiów Strategicznych FOI sytuacja jest o tyle dynamiczna, że Rosja nie zakończyła jeszcze modernizacji swoich sił zbrojnych. Planuje osiągnięcie takiego stanu w roku 2029, kiedy będzie mogła toczyć równolegle dwie wojny o lokalnych charakterze.

Marek Budzisz

Postawione w tytule pytanie jest w istocie kluczem dla oceny sytuacji w naszym regionie w perspektywie najbliższego dziesięciolecia. Jeśli bowiem prawdziwe są oceny niektórych ośrodków analitycznych, takich jak renomowany sztokholmski SIPRI, w świetle których wydatki militarne Federacji Rosyjskiej w 2018 roku wyniosły około 60 mld dolarów, to w gruncie rzeczy nie ma się czego obawiać. Z budżetem wojskowym na tym poziomie Rosja sytuowałaby się w grupie co najwyżej światowych średniaków, państw takich jak Francja, Wielka Brytania czy Arabia Saudyjska, którym daleko do wojskowego potencjału Stanów Zjednoczonych czy wzrastających potęg takich jak Indie i Chiny.

A co jeszcze istotniejsze, gdyby swą wiedzę na temat rosyjskich wydatków militarnych opierać tylko na oficjalnych enuncjacjach napływających z Moskwy, to w najbliższych latach planuje ona zmniejszenie wydatków na obronność, czyli zagrożenie nie będzie rosnąć, a wręcz maleć. Takiemu osądowi towarzyszy i wspiera go pokojowa propaganda Kremla wzywającego do zawarcia nowych porozumień w sprawie ograniczenia zbrojeń strategicznych oraz deklaracje w myśl których Rosja co prawda wydaje na zbrojenia, ale głównie o charakterze defensywnym i tylko w niektórych obszarach chcąc uniknąć globalnego wyścigu zbrojeń. Do tego katalogu środków z obszaru maskirowki dodać należy tzw. teorię wojny hybrydowej, będącej jakoby rosyjską specjalnością, która rozgrywa się w cyberprzestrzeni, propagandzie, jest tania, niezbyt intensywna, a przez to nie wymagająca wzmożonego wysiłku zbrojeniowego po stronie państw wystawionych na rosyjską agresję.

Warto jednak zastanowić się jak jest naprawdę. Po pierwsze za mit uznać należy deklaracje o spadku wydatków rosyjskiego budżetu na bezpieczeństwo. W przyjętym trzyletnim budżecie Federacji Rosyjskiej na lata 2020 – 2022 znacząco rosną wydatki zapisane w „tajnej” jego części, związane z obronnością i bezpieczeństwem wewnętrznym. W 2020 roku będzie to 3,323 bln rubli, co stanowi 17 % rosyjskiego budżetu, w porównaniu z rokiem 2019 jest to wzrost o 10,6 %, kwotowo o 319 mld rubli. W latach następnych część tajna, związana z wydatkami na obronę i bezpieczeństwo, będzie rosła. Założono, że w 2021 znajdzie się w niej już 20 % wydatków budżetowych, co oznacza wzrost tej grupy wydatków w ciągu trzech lat o 49,4 %. Będzie to też największa pozycja wydatków rosyjskiego państwa, większa niźli planowane nakłady na pomoc społeczną.

W części jawnej rosyjskiego budżetu nakłady na obronę rosną o 63 mld, zaś na „bezpieczeństwo narodowe”, a pod takim kryptonimem zaszyfrowane są wydatki na Gwardię Narodową, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i FSB rosną o 79 mld rubli. Traktowane łącznie, zarówno w części jawnej jak i tajnej wydatki rosyjskiego budżetu na „blok siłowy” rosną w 2020 roku o 300 mld rubli i konsumują niemal 30 % budżetu.

Ale to nie jedyne źródło finansowania rosyjskiego sektora obronnego. Na początku czerwca 2019 roku występując na jednej z licznych w Rosji wystaw przemysłu obronnego Jurij Borysow, wicepremier nadzorujący przemysł produkujący na rzecz wojska ogłosił, że rząd poważnie rozpatruje propozycje oddłużenia sektora. Jak oznajmił, chodzi o 700 mld rubli (ok. 11,1 mld dolarów), czyli niemal 1/3 całego liczącego 2,3 mld rubli zadłużenia rosyjskiego kompleksu wojskowo – przemysłowego w systemie bankowym. Ta propozycja umorzenia niemałych zobowiązań, stanowiących, według rozmaitych szacunków od 10 do 15 % kapitałów całego rosyjskiego sektora bankowego, wzbudziła pewne zdziwienie, bo nie jest w ostatnich latach pierwszą tego rodzaju operacją. W 2016 roku rosyjski rząd postanowił spłacić długi sektora wydając na ten cel 800 mld rubli, a rok później przeprowadzić podobną operację, tyle, że na mniejszą nieco skalę. Minister finansów, Anton Siluanow mówił wówczas o spłacie przez budżet 200 mld rubli długów sektora.

Ale istota trudności w porównaniu rosyjskich wydatków wojskowych z budżetami innych państw sprowadza się w gruncie rzeczy do tego, że, jak zauważa w opublikowanym niedawno raporcie Richard Conolly (Russian Military Expenditure in Comparative Perspective: A Purchasing Power Parity Estimate), brytyjski analityk, porównuje się budżety w lokalnych walutach przeliczone na dolary po kursie rynkowym. Takie podejście jest metodologicznie błędne i zaciemnia tylko, nie zaś rozjaśnia obraz sytuacji. Od biedy można porównywać budżety wojskowe państw, które kupują broń na rynkach międzynarodowych, bo wówczas kontrakty są z grubsza rzecz biorąc porównywalne. Jednak Rosja, będąca drugim na świecie eksporterem uzbrojenia i znaczącym jego producentem, dysponująca własnym sektorem produkcyjnym i w ostatnich latach, po wojnie w Donbasie, przykładająca wiele wysiłku aby uniezależnić się od dostaw zagranicznych podzespołów do produkowanej przez siebie broni, to zupełnie inna historia. W jej przypadku znacznie roztropniej jest przeliczyć wysokość budżetu wojskowego według siły nabywczej pieniądza, bo to pokazuje jej rzeczywisty, a nie rachunkowy potencjał. O ile w przyjętym za punkt odniesienia roku 2018 rosyjskie wydatki wojskowe, licząc według rynkowego kursu rubla wobec dolara wynosiły z grubsza rzecz biorąc niewiele mniej niźli 60 mld dolarów, o tyle, nawet nie biorąc pod uwagę ukrytych w różnych częściach rosyjskiego budżetu wydatkach formalnie przeznaczonych na cele cywilne, a biorąc pod uwagę siłę nabywczą rubla należałoby mówić, że są one 2,5 razy wyższe, czyli zamknęły się kwotą około 150 mld dolarów, a w latach 2016 – 17, oscylowały wokół 200 mld dolarów. Ale to nie oddaje całości zagadnienia. Zdaniem brytyjskiego analityka Rosjanie, znacznie więcej niźli kraje o porównywalnych gospodarkach (Indie, Wielka Brytania, Francja) wydają na badania, rozwój i poszukiwanie nowych rodzajów broni. O ile światowi „średniacy” w tym względzie z trudem wydają na ten cel maksymalnie 25 % swych budżetów wojskowych, o tyle Federacja Rosyjska na nowe rodzaje broni przeznacza nawet 50 % swych wydatków wojskowych. To dlatego nie bezpodstawnymi są deklaracje Putina, który mówi o tym, że w wybranych dziedzinach (np. broń hipersoniczna) Rosja osiągnęła nad kolektywnym Zachodem przewagę, a współtwórcy rosyjskiej doktryny państwowej tacy jak Sergiej Karaganow wręcz mówią o podważeniu przez Moskwę wielowiekowej supremacji wojskowej Zachodu w skali świata.

Czy tak jest w istocie? Warto znów odwołać się do badań i porównań Richarda Conollyego, który porównał łączne wydatki Stanów Zjednoczonych z nakładami (licząc według siły nabywczej miejscowych walut) Chin i Rosji. O Ile budżet Pentagonu zamyka się kwotą ok. 700 mld dolarów (na rok przyszły jest to 738 mld), o tyle Chiny wydają 460 mld, zaś Rosja 160 mld, znów według siły nabywczej lokalnych walut, czyli razem 620 mld. Dysproporcja na korzyść Zachodu nie jest już tak uderzająca jak wyglądałoby to na pierwszy rzut oka. Tym bardziej, że jak powiedział w niedawny długim wywiadzie rosyjski minister obrony Sergiej Szojgu, Rosja wydaje swe pieniądze przeznaczone na wojsko bardziej „punktowo”, nie musi utrzymywać, tak jak Stany Zjednoczone siatki baz wojskowych rozrzuconych po świecie, ma mniejsze obciążenia socjalne oraz nie uprawia polityki ciągłej rotacji swych zamorskich sił zbrojnych. To ostatnie działanie, pozwala co prawda utrzymywać jednostki operacyjne w ciągłej gotowości, ale jest niezwykle kosztowne. W efekcie, jak powiedział rosyjski minister, Rosja „na kierunkach strategicznych” dla niej, ma nie tylko porównywalny potencjał militarny, ale również osiągnęła już przewagę. Tak się składa, że jednym z takich kierunków jest Polska. I wreszcie, jak zauważył niedawno szwedzki Instytut Studiów Strategicznych FOI sytuacja jest o tyle dynamiczna, że Rosja nie zakończyła jeszcze modernizacji swoich sił zbrojnych. Planuje osiągnięcie takiego stanu w roku 2029, kiedy będzie mogła toczyć równolegle dwie wojny o lokalnych charakterze.