20.04.18, 12:00

Ukraiński rozwód z Rosją. Parlament poparł autokefalię

Ukraińscy parlamentarzyści przegłosowali uchwałę popierającą apel skierowany przez prezydenta Poroszenkę do patriarchy Konstantynopola Bartłomieja, by ten nadał Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej status autokefalicznej.

Na początek garść wyjaśnień, ponieważ sytuacja wyznaniowa na Ukrainie jest daleko bardziej skomplikowana, niż chociażby w obecnej Polsce. Do tego dochodzą jeszcze niuanse natury kanonicznej… Ale po kolei.

Dla porządku odsuńmy w naszych rozważaniach funkcjonujące nad Dnieprem Kościoły katolickie (rzymski, grecki i ormiański). Nie dlatego byśmy nie mieli dla nich należnego szacunku, ale by zachować klarowność wywodu, który dotyczyć ma tamtejszej ortodoksji.

Jego wyznawcy zrzeszeni są w trzech głównych Kościołach (Cerkwiach). Wymieńmy je:
– Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego
– Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego
– Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny

Zgodnie z nazewnictwem, pierwszy z nich podporządkowany jest patriarsze Moskwy, drugi – patriarsze Kijowa, trzeci natomiast posiada zwierzchnictwo niezależne od innych patriarchatów, czy metropolii. W skonfederowanym o wiele silniej, niż katolicyzm prawosławiu, a także wskutek cezaropapistycznych skłonności Rurykowiczów, Romanowów i bolszewików, stolica religijna występuje tam jako funkcja stolicy politycznej. I o ile cerkiew kijowska aspiruje do roli kościoła narodowego, o tyle cerkiew moskiewska jest po prostu narzędziem w rękach władców Kremla.

Tuż przed ostatecznym upadkiem cesarstwa bizantyjskiego patriarcha Konstantynopola nadał Moskwie autokefalię, a w następnym stuleciu z polecenia jednego Fiodora I udało się wynieść tamtejszego władykę o do godności patriarchy „Moskwy i całej Rusi”. Chwilę później dokonano podziału dotychczasowej metropolii kijowskiej na dwie części: litewską ze stolicą w Kijowie oraz moskiewską.

Kiedy w roku 1686 lewobrzeżna Ukraina z Kijowem przechodziły na mocy pokoju Grzymułtowskiego pod panowanie rosyjskie, metropolita kijowski – z naszego punktu widzenia krok ten należy nazwać zdradzieckim – skierował swój wzrok w stronę najsilniejszego wówczas centrum prawosławia na świecie. Niedługo potem Konstantynopol machnął na to wszystko ręką podpisując zgodę na religijną aneksję Kijowa przez Moskwę.

A zatem według konstantynopolitańskiego prawa kanonicznego, funkcjonująca obecnie cerkiew kijowska – powstała u zarania niepodległej Ukrainy – jest bytem niezalegalizowanym, stanowiąc – jakkolwiek idiotycznie to nie zabrzmi – secesjonistkę z cerkwi moskiewskiej.

I stąd poparty uchwałą posłów apel prezydenta Poroszenki do patriarchy Konstantynopola Bartłomieja – „duchowego przywódcy całego prawosławia”, by uznał kanoniczność konfesji kijowskiej na równi z innymi cerkwiami prawosławnymi.

Prezydent Ukrainy powiedział, że pomyślne rozwiązanie sprawy nie tylko mieć będzie wymiar prestiżowy, ale stanowić będzie kolejny element kulturowo-politycznego rozwodu z Rosją. Jak powiedział nadanie autokefalii traktuje z taką samą powagą, jak objęcie jego rodaków systemem bezwizowym, czy przyszłe członkostwo w NATO i Unii Europejskiej.

mod/Telesfor-Kresy24.pl