16.08.14, 17:23fot.Morgue File

Uniwersytutki

Teraz nastały nowe czasy. "Wyzwolone" kobiety, według obiegowej opinii, nie zamierzają niczego ukrywać. Ceni się je za zaradność, śmiałość, swoistą fantazję. Działają w imię hasła - swego czasu propagowanego przez Owsiaka - "Róbta, co chceta". Nie ma żadnych zasad moralnych, liczą się tylko duże pieniądze i łatwe życie.\

- Studiowałam na warszawskiej polonistyce w latach 70. - mówi nauczycielka Marzena. - Wiem, że jedna z moich koleżanek miała bogatego sponsora. To była tajemnica poliszynela naszego roku. Nie należały do wyjątków także propozycje seksualne składane w zamian za zaliczony egzamin. Sama tego doświadczyłam. Znany ze swoich podbojów erotycznych wykładowca literatury oblał mnie na egzaminie, proponując, że zmieni swoją decyzję, gdy na egzamin przyjdę do jego domu. Odrzuciłam i musiałam powtarzać rok, bo pan doktor znalazł na mnie haka.

Sponsoring różni się od prostytucji formą świadczeń. Prostytutka bierze od swojego klienta pieniądze za seks, natomiast studentka nie ogranicza się tylko do samego aktu seksualnego, może być osobą towarzyszącą na prestiżowych imprezach, powiernicą, przed którą mężczyznapragnie się "wygadać", lub towarzyszką w czasie zagranicznych podróży. Forma zapłaty jest także zróżnicowana. Nie tylko pieniądze, może to być opłata za wynajem mieszkania, wizyty w ekskluzywnych gabinetach kosmetycznych, drogie stroje, pomoc w karierze zawodowej.

Niektórzy określają sponsoring jako miękką prostytucję. Jednak psychiczne skutki zarówno najstarszego zawodu świata, jak i sponsoringu są podobne - niechęć do samej siebie, poczucie wstydu, które daje o sobie znać w późniejszych latach.

To ja decyduję

- Do wybrania takiego stylu życia nie skłoniła mnie bieda - mówi Julita, studentka jednego z wydziałów humanistycznych UW. - Pochodzę z dobrze sytuowanego domu i wszystkie moje potrzeby materialne mam zrealizowane. Dla mnie ważne jest poczucie wolności, że to ja stawiam warunki. To ja ich upokarzam, bawię się nimi. Gdyby nie ich samcze potrzeby i całkowity brak empatii, sponsoring by nie istniał. Największą satysfakcję mam wtedy, gdy mężczyzna gotów jest zrobić dla mnie wszystko, bylebym tylko poszła z nim do łóżka, aby się mógł mną pochwalić na prestiżowej imprezie. Miewam często zupełnie szalone pomysły i śmieję się, patrząc na niego, jak się "wije", aby je spełnić.

W szkole średniej byłam zakochana do nieprzytomności w moim korepetytorze. Mówił, że mnie kocha. Planowaliśmy wspólne życie, gdy dojdę do pełnoletności. Pewnego dnia zastałam go w niedwuznacznej sytuacji z inną kobietą. Okazało się, że miał narzeczoną, z którą nie zamierzał się rozstać. Chciałam wtedy skończyć ze sobą, zawaliłam naukę. Później długo dochodziłam do równowagi psychicznej. I wie Pani, co mi pozwoliło wrócić do świata? - patrzy na mnie wyzywająco - Postanowienie, że teraz to oni będą przeze mnie upokarzani, uzależnieni ode mnie. I sponsoring okazał się do tego idealny. Bawię się wyśmienicie. Po skończeniu studiów wyjadę z Polski i tak rozpocznę inne życie. Nie, nie żadne małżeństwo, mówię o karierze zawodowej. Największy dramat byłby, gdyby rodzice dowiedzieli się o moich wyczynach. Kocham ich i nie chciałabym, aby cierpieli z mojego powodu. Kluczę, aby nie stało się tak jak z ojcem jednej z moich koleżanek. Dowiedział się o drugim zawodzie córki, dostał zawału i zmarł.

Najbardziej żal mi dziewczyn, które robią to z biedy. Pamiętam taki wypadek. Dziewczyna pochodziła z małego miasteczka. Bieda w domu aż piszczała. Wyjechała na studia do Warszawy. Zamieszkała w akademiku. Utrzymywała się ze stypendium i dorywczych prac. Miała narzeczonego. Byli bardzo zakochani. Planowali ślub. I Baśka weszła w sponsoring, aby zebrać pieniądze na ślub, wesele. Ciułała każdy grosz zarobiony od swoich sponsorów. Nie znosiła tego, co robi. Narzeczony zaczął coś podejrzewać i w końcu poznał prawdę. Rozstali się z wielkim hukiem. Baśka załamała się, rzuciła studia i wybrała prostytucję. Żyje luksusowo, ale wewnętrznie jest całkowicie rozbita.

Denerwują mnie pazerne istotki, którym rodzice zapewniają średni standard życia, a one szukają sponsorów, od których dostają: markowe, drogie ciuchy, biżuterię, najdroższe perfumy, pobyty w spa i inne luksusy. To one są solą ziemi sponsoringu. Zrobiły sobie bożka z mamony. I tylko temu podporządkowały swoje życie.

Julita oskarża mężczyzn. Gdyby nie ich amoralne postępowanie, sponsoring by nie istniał. Kim są panowie korzystający z usług "uniwersytutek"? Część z nich prowadzi życie singli. To stosunkowo młodzi yuppies, dla których kariera zawodowa jest sensem życia. Nie mają czasu na związki, ale są pewne sytuacje, w których kobieta staje się niezbędna. Nic trudnego, wystarczy wejść na jeden z portali i wybrać odpowiednią kandydatkę. - Zwracam uwagę, aby nasze spotkania nie przerodziły się w coś więcej - wyznaje Michał, właściciel dobrze prosperującej firmy. - Dlatego często zmieniam dziewczyny. Zero uczuciowych zobowiązań. Odprężający seks, zagraniczna wycieczka, miłe spędzenie czasu i do widzenia.

Większość mężczyzn ma bardzo wysoki status materialny, społeczny i... żonę, która do kolorowego świata nie pasuje. - Moja pozycja zawodowa zmusza mnie, abym bywał w ekskluzywnym towarzystwie. Żona do takich imprez nie pasuje. Straciła figurę po dzieciach, zestarzała się. Bardzo ją cenię, ale na imprezy zabieram Sylwię. Utrzymuję na wysokim poziomie dom i coś ciekawszego z życia mi się należy. Koledzy z mojego środowiska postępują tak samo. Żadnych zobowiązań uczuciowych. Czysty układ handlowy, Dziewczyna jest zadowolona i ja także.

Zdaniem psychologa Adrianny Klos z warszawskiego Ośrodka Rozwoju i Psychoterapii "Strefa Zmiany", młode, prostytuujące się dziewczyny mają zaburzoną kobiecą godność. Tracą szacunek do siebie i zaczynają siebie nienawidzić. A później, po zerwaniu z tym procederem, na długie lata pozostaje poczucie winy i wstydu. - Prostytucja - twierdzi psycholog - bardzo silnie wiąże psychikę. Łatwo się w to wchodzi, ale potem trudno się wycofać.

Geneza

Sponsoring powstał kilka lat temu we Francji i tam nadal rozwija się bezproblemowo. Prof. Jacek Kurzępa, który zajmuje się tym zjawiskiem, mówi o zasadniczych różnicach tego zawodu u nas i we Francji. Nad Sekwaną nie ma większych oporów w uprawianiu seksu za pieniądze. Młode dziewczyny chwalą się swoją niezależnością, spontanicznością, bezceremonialnością. A to wszystko zapewnia im styl życia, jaki prowadzą. Seks dla nich to jedynie akt fizjologiczny, czysta konsumpcja, sposób na łatwe, przyjemne egzystowanie.

Odzwierciedla to film Małgorzaty Szumowskiej "Sponsoring". O swoich bohaterkach tak mówi: "Lubią to, co robią. Prostytucja dla nich to bezproblemowa droga do wygodnego życia. (...) Ważne jest fajne życie. A fajne życie jest wtedy, kiedy cię stać na dobre kosmetyki, knajpy, narty w Alpach". Oto świat, w którym króluje pieniądz.

W Polsce na szczęście taka postawa nie jest normą. Dziewczyny korzystające z tego rodzaju zarobku w większości nie są aż tak wyzwolone. Mają poczucie winy, wstydu. Nie chwalą się rodzajem swoich zarobków, a swój proceder starają się zakamuflować. Najnowsze badania mówią, że 1/5 studentek korzysta ze sponsoringu. Dziewczyna za jednorazowy seks bierze 100-250 zł, regularny sponsoring szacowany jest na 5-6 tys. zł miesięcznie. Najwięcej chętnych do tego rodzaju "pracy" wywodzi się ze środowisk studenckich filologii, pedagogiki, najmniej z prawa i medycyny.

Konsekwencje sponsoringu

- Nie można mnie porównywać do prostytutki -oburza się Zosia. - Ja nie sprzedaję tylko swojego ciała, ale służę jako ozdoba do różnego rodzaju imprez, wakacji. Jeżeli można wysuwać jakąś analogię, to chyba do japońskiej gejszy. W tym fachu liczy się uroda, obycie, dobre maniery, inteligencja, poczucie humoru. Sponsor chce być dobrze postrzegany w swoim środowisku i dziewczyna taka jak ja podnosi jego prestiż. Śmieszą mnie wypowiedzi psychologów o zaburzonych klientach, czerpiących przyjemność z gwałtu, upokarzania. Nie jestem od sponsorów uzależniona i mogę tę zabawę przerwać w każdej chwili.

Nic bardziej mylnego. Prostytucja, a do niej zalicza się także sponsoring, uzależnia. Dziewczyna nawet nie wie, kiedy ta dewiacja staje się normą, bez której nie może później żyć. Nawet gdy z tym zerwie, konsekwencje pozostaną - zaburzona psychika i uczucia, odcięcie się od pozytywnych emocji. Prostytucja prowadzi do zaburzeń porównywalnych do syndromu stresu pourazowego, czyli do uczucia poniżenia, upokorzenia, wyszydzenia. Trafnie ocenia to zjawisko prof. Jacek Kurzępa, mówiąc: "Prostytucja daje młodym, zagubionym dziewczętom poczucie własnej wartości. Mogą się mężczyzną bawić". Ale należy pamiętać, że "ciało można zabezpieczyć, psychiki - nie. Cierń wielokrotnego oddawania się, bycia uprzedmiotowionym powoduje samostygmatyzację, poczucie zeszmacenia. Z tego trudno wyjść. Do tego dochodzą nadmiar alkoholu, narkotyki, aborcja, bo dziecko przeszkadza w zawodzie".

Czy to nie zbyt wysoka cena za kolorowe szmatki i plażowanie pod palmami?

Iwona Galińska

Tekst ukazał się w tygodniku "NIEDZIELA"

Komentarze

anonim2014.08.16 17:28
Niech wrócą te czasy, kiedy w społeczeństwie mieliśmy 7 %, a nie 70 % studentów... Niech wrócą te czasy, kiedy na dalszą naukę uczelnianą decydowały się osoby posiadające określone predyspozycje i rzeczywiste zdolności. Niech wrócą... W przeciwnym razie pozostanie nam li tylko zakrzyczeć... Up with the revolution!!!!
anonim2014.08.16 17:50
Gejsza to również prostytutka.
anonim2014.08.16 18:01
@Ateizm_to_zlo ------------------------------------------------------------------------ "Tak jest, 7% studentów, a resztę ludzi z maturą, szczególnie obecną, sam zatrudnisz. Naprodukować ludzi ze szkołą średnią, a potem zastanawiać się dlaczego Polska jest największym eksporterem białych murzynów." ----------------------------------------------------------------------------- A do tych po ukończonych fakultetach uczelnianych, to normalnie walą drzwiami i oknami, by im pracę sprezentować... Zacne! ;)) Problemem współczesnej Polski jest też m.in. to, że świadectwo ukończenia takiego, a nie innego kierunku w żadnej mierze nie gwarantuje zatrudnienia. Kiedyś taka gwarancja miała miejsce, niezależnie od kierunku. Dlaczego?? Bowiem dokonywała się klarowna selekcja, a na studia kierowali się ci, którzy dysponowali określonymi zdolnościami, predyspozycjami. Dziś idzie praktycznie każdy, bo tak wmawia świat. Nikt nie mówi o szkołach średnich. Obecnie na studia dostają się osoby pozbawione wszelkich zdolności w dziedzinie, pozbawione pasji i predyspozycji, które to spokojnie sprawdziłyby się jako wyborni fachowcy (technicy etc. etc.)
anonim2014.08.16 18:06
@D ------------------------------------------------------------- "tak, tak, niech wroca czasy parobkow bez wyksztalcenia, analfabetow, co to lykna kazda prace za funt klakow." ----------------------------------------------------------------- Dziś mamy "parobków" formalnie "wykształconych", którym z racji braku zdolności i predyspozycji i tak niewiele w głowach zostaje, bądź z tegoż samego powodu, nie są w stanie zastosować tej "wiedzy" w praktyce. Kiedyś Kasia, czy inny Jasiek, oraz ich rodzice wiedzieli, że dziecko ma na świadectwie od góry do dołu same 2, ale np. przejawia zdolności manualne, techniczne, i może w przyszłości zostać świetnym fachowcem. Dziś, najczęściej bogaci rodzice takiej Kasi i takiego Jasia, posyłają swe pociechy do prywatnej elitarnej szkoły i tam "ganiają" dzieci całymi dniami po kolejnych "turnusach" korepetycji z każdego dosłownie możliwego przedmiotu. Następnie jakimś cudem, tudzież za sprawą niżu demograficznego, braku grosza przy d**** u urzędnika, taki Jaś i taka Kasia dostają się na uczelnię (niekiedy płatną) i otrzymują "świadectwo". W praktyce - nie jest ono warte nawet papieru, na którym zostało wydrukowane.
anonim2014.08.16 18:12
@Ateizm_to_zło: Po pierwsze: poziom dzisiejszych politechnik odpowiada w porywach poziomowi niegdysiejszego technikum. Sam widziałem, z jakich książek uczą się dziś studenci techniczni - to są PODRĘCZNIKI DLA ZAWODÓWEK!!!! Student wydziału mechanicznego politechniki nie wie, co to jest tokarka!!! I weź takiego, zatrudnij. Co do obsesji na punkcie kleru - przecież i tak kleru zapewne nie słuchasz w sprawach seksualnych, co Cie to obchodzi? Czy martwią Cię poglądy amiszów na temat elektryczności? Czym się przejmujesz?
anonim2014.08.16 18:18
@brzęczyszczykiewicz: Gejsza to NIE prostytutka. Seks to prywatna sprawa gejsz. Tak jak sekretarek, praczek, profesorek i innych zawodów. Owszem, niekiedy gejsze znajdowały sobie patronów i często w zakres ich "obowiązków" wchodził seks na zasadzie domysłu (czyli - jak nie będzie seksu, to nie będzie patronatu), ale zawód gejszy z seksem ma tyle wspólnego, co studiowanie z dawaniem ciała za kasę. Gejsza to artystka, biegła w tradycyjnej sztuce japońskiej, nie prostytutka. Gejsze bywały dziwkami, czy nawet kurtyzanami, ale wrzucanie gejsz do worka z prostytutkami to jak tworzenie "produktów finansowych" polegające na blokowaniu jednego czy dwóch rzetelnych papierów z plikiem śmieci i niespłacalnych wierzytelności.
anonim2014.08.16 18:22
@wrzos, daj na luz. Oglądałem całą japońską serię Godzilla! A poważnie, to są różne rodzaje prstytucji i nie dorabiajmy do tego filozofii
anonim2014.08.16 18:46
@Sylabariusz Myślę, że powoli te czasy wracają. Ostatni przykład z uczelniami, które proponują studia bez matury na roku zero. Coraz mniej chętnych. Dzisiejsi nastolatkowie dostrzegają jak na hurtowym robieniu mgr powychodzili starsi o dekadę koledzy. Praca w Anglii, Niemczech, Norwegii wygrywa ze studiowaniem.
anonim2014.08.16 18:53
@genesis2 ------------------------------------------------------------------------ "Myślę, że powoli te czasy wracają. Ostatni przykład z uczelniami, które proponują studia bez matury na roku zero. Coraz mniej chętnych. " ---------------------------------------------------------------------------- To jest już w istocie przejaw skrajnego idiotyzmu i szkodliwego koniunkturalizmu... --------------------------------------------------------------------------- "Dzisiejsi nastolatkowie dostrzegają jak na hurtowym robieniu mgr powychodzili starsi o dekadę koledzy. Praca w Anglii, Niemczech, Norwegii wygrywa ze studiowaniem." --------------------------------------------------------------------------------- Ech... A potrzeba zrozumieć li tylko jedną prostą prawdę, maksymę: Non omnia possumus omnes. ;)) Cóż... "A to Polska właśnie!" (Wyspiański, "Wesele" ; 1901 r. sic!)
anonim2014.08.16 19:18
Pokręć - "Student wydziału mechanicznego politechniki nie wie, co to jest tokarka!!! I weź takiego, zatrudnij." - zależy na jakie stanowisko szukasz pracownika. Obecnie student wydziału mechanicznego zna się głównie na tzw. komputerowym wspomaganiu projektowania, nie na działaniu przeróżnych maszyn.
anonim2014.08.16 19:24
@Tomcat 100/100
anonim2014.08.16 19:26
Tomcat - "dzisiaj jest o wiele latwiej zdobyc tytul magistra niz w latach 70 tytul technika, dzisiejszy magister wie mniej niz technik z lat 70-tych" - mówisz na podstawie własnych doświadczeń, czy może jakieś badania robiłeś? Drugie pytanie, czego się oczekiwało od technika w latach 70-tych, a czego się oczekuje obecnie od magistra inżyniera po danym kierunku?
anonim2014.08.16 19:42
@elzata 100/100 Właśnie to zawarłem... ;))) Jesteś nauczycielką, czy uczennicą?? ;))) ("w mojej szkole").
anonim2014.08.16 19:42
Nie wszyscy wykładowcy są tak niemoralni, podobnie jak i pośród studentów są tacy którzy cenią pracę i uczciwość. Studiowałam angielski i muszę stwierdzić, że to właśnie obcokrajowcy, niektórzy, okazali się szujami, a nie Polacy.
anonim2014.08.16 20:17
@Tomcat Never say never... ;p
anonim2014.08.16 20:18
@AirWolf Ja?? "Olewać"???? Hmm... Nic mi na ten temat nie wiadomo :( Jedyne, co zapamiętałem z toku naszej ostatniej konwersacji, to drobne, niewinne, żarty z papieskiej pomocy dla Iraku ;))
anonim2014.08.16 21:11
Tomcat - a jakie znaczenie ma podejście do nazwewnictwa i rysunku technicznego? Zdajesz sobie sprawę, że papierowy rysunek techniczny jest rzeczą obecnie całkowicie zbędną? Ogółem, mógłbym wiedzieć czym się zajmujesz/ jako kto pracujesz? Jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
anonim2014.08.16 21:29
@Szarlej: Ty wiesz, co piszesz? Wybacz, ale jak ktoś nie zna realiów produkcji i podstaw, to może sobie komputerem wspomóc co najwyżej własną niewiedzę. To nie sztuka przy pomocy Autocada narysować coś, czego nie da się niczym wytoczyć, czy wyfrezować, nawet maszyną CNC. Zresztą, żeby poprawnie zaprogramować choćby frezarkę CNC trzeba mieć pojęcie o technologii skrawania, rodzajach frezów, z jakim posuwem jaki materiał można ciąć, etc, etc. Kupa wiedzy.
anonim2014.08.16 21:41
@Szarlej: rysunek techniczny to rysunek techniczny. Nieważne, czy na papierze, czy na komputerze w 3D. Jak ktoś nie będzie miał pojęcia o tym, jak oznaczać i czytać np. tolerancję wymiarów albo pasowania, to nic mu nie pomoże. Dla inżyniera - mechanika rysunek techniczny "papierowy" to jak umiejętność pisania długopisem. No, ale kto dziś używa długopisu, kto dziś uczy się ortografii, kiedy komputery same sprawdzają pisownię? Jest powoli jak w Japonii, gdzie młodsi ludzie (tak do 30-tki) już nie potrafią pisać znaków chińskich poprawnie. Mylą kreski (co jest równoważne naszym błędom ortograficznym). Dlaczego? Bo mają komputer, piszą literami łacińskimi tak, jak się mówi a IME sam wstawia (a raczej sugeruje) znaki. Tylko wybrać właściwy. Znają ogólny kształt znaku, jego znaczenie i odczytanie, ale szczegółów nie pamiętają (była tam w rogu kreseczka? Długa, czy krótka? Pochyła w lewo, czy w prawo?). Efekt? Czytać potrafią, pisać - już nie bardzo.
anonim2014.08.16 22:02
Tomcat - sam pracuje w biurze projektowym jako projektant, więc dobrze wiem ile rysunków trzeba wydrukować dla inwestora. Co do ignorancji polskiego szkolnictwa - pełna zgoda. Niemożliwym jest, aby studia uczyły dokładnie tego czego akurat oczekuje rynek. Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że studia uczą tego, czego rynek oczekiwał już nie będzie - prosty przykład: po 5 latach studiów miałem za sobą 3 pełne semestry rysunku technicznego oraz 2 godziny obsługi AutoCADa (w ramach zajęć obowiązkowych). Bogu dzięki za zajęcia dodatkowe... Pokręć - sprawa sprowadza się do tego czego oczekujesz od absolwenta kierunku technicznego. W wolnym rynku studia nigdy nie będą uczyły tego, czego przemysł oczekuje od świeżych inżynierów. Masz rację w tym co mówisz - żeby zaprogramować frezarkę trzeba mieć pojęcie na temat działania frezarek. Tylko czy inżynier ma znać na pamięć wszystkie technologie skrawania, rodzaje frezów, etc? Firmy mają swoje wymagania do których świeżego inżyniera wdrożą - po prostu zatrudnia się nie człowieka z największą wiedzą, ale człowieka który szybko braki w wiedzy uzupełnia. Co do wymiarowania - ogólną wiedzę trzeba mieć. Moje doświadczenie mi mówi, że ogólną wiedzę można by przekazywać za pomocą programów kreślarskich, bo student powinien wiedzieć jak tworzyć ciągi wymiarowe etc. ale nie powinien już musieć wiedzieć, że strzałka wymiarowa ma mieć 15 stopni rozwarcia, a linia wymiarowa powinna wystawać 12 mm poza płaski koniec strzałki. A takiej szczegółowości wymagali moi wykładowcy od rysunku, za co ich do dzisiaj szczerze nienawidzę.
anonim2014.08.16 22:54
Tomcat - owszem, było by tak lepiej. Tylko jak to osiągnąć?
anonim2014.08.16 23:38
Brednie niedouczonej studentki. Nie zaliczalas roku dlatego, ze nie poszlas na egzamin do domu tylko dlatego, ze sie nie uczyas :(
anonim2014.08.17 10:00
@Tomcat Tak, ale z kolei widać blady strach w oczach techników (tych po technikach;)), kiedy przychodzą przedmioty typu matematyka, czy fizyka. Wtedy wychodzi różnica między technikum a liceum. I oczywiście nie chodzi mi o liceum z profilem humanistycznym, tylko mat-fiz (na w miarę przyzwoitym poziomie). A większość nauki polega na liczeniu czegoś, rysunek to co prawda super ważna sprawa, ale dotyczy jednych zajęć. A zarzuty miejcie wobec systemu, nie wobec studentów. To nie studenci są źli, że mogą mieć magistra po mechanice nie wiedząc, jak się zaznacza gwint. To wina uczelni, że a) nie uczy ich tego, b) daje im ten tytuł. Trzecia sprawa, że po studiach nie masz żadnego doświadczenia. Ba, nawet teoria wypada po czasie z głowy. I nic dziwnego, bo jak masz pamiętać rzeczy, które były ci potrzebne tylko na egzamin i z którymi nie miałeś później styczności? Jedno, czego uczy uczelnia, to wytrwałości. Oczywiście uczelnia, która czegoś wymaga, a nie taka, na której obecność na wykładach zwalnia z egzaminu. Chodzi mi o to, że jeśli przez cały okres studiów musiałeś (rzecz jasna w okolicach sesji :p) zarywać nocki i męczyć się, żeby zasłużyć na 3.0, to masz szansę, że w pracy będzie to samo. Tzn. zamiast załamki, zaczniesz zapieprzać, żeby się utrzymać.
anonim2014.08.17 10:29
Tomcat - kolejne rządy ogólnie doprowadziły do tego, że matura jest przysłowiowe gówno warta... Progi zdania 30%? Powinno być przynajmniej 51+ %...